Wolni z wolnymi, równi z równymi i zacni z zacnymi.

Rex regnat et non gubernat

  • Thomas Jefferson

    Kiedy obywatele obawiają się swojego rządu, jest to tyrania. Gdy to rząd obawia się obywateli, mamy do czynienia z wolnością.
  • Margaret Thatcher

    Unia Europejska jest skazana na niepowodzenie, gdyż jest czymś szalonym, utopijnym projektem, pomnikiem pychy lewicowych intelektualistów.
  • Włodzimierz Lenin

    Socjalizm to nic innego jak państwowy monopol kapitalistyczny stworzony dla korzyści wszystkich ludzi.
  • Ralph Waldo Emmerson

    Religia jednego wieku staje się literacką rozrywką następnych.
  • Soren Kierkegaard

    Są dwa sposoby w jakie człowiek może dać się ogłupić. Pierwszy to uwierzyć w rzeczy nieprawdziwe. Drugi, to nie wierzyć w prawdziwe.
  • Ayn Rand

    Jako że nie istnieje taki byt, jak “społeczeństwo”, ponieważ społeczeństwo to pewna liczba indywidualnych jednostek, zatem idea, że “społeczny interes” jest ważniejszy od interesu jednostek, oznacza jedno: że interes i prawa niektórych jednostek zyskuje przewagę nad interesem i prawami pozostałych.
  • Terence McKenna

    Skoro już w XIX wieku zgodziliśmy się przyznać, że człowiek pochodzi od małpy, najwyższy czas pogodzić się z faktem, że były to naćpane małpy.
  • Aleister Crowley

    Czyn wole swą, niechaj będzie całym Prawem.

    Nie masz żadnego prawa prócz czynienia twej woli. Czyn ja i nikt inny nie powie nie.

    Każdy mężczyzna i każda kobieta jest gwiazdą.

    Nie ma boga prócz człowieka.

    Człowiek ma prawo żyć wedle swych własnych praw
    żyć tak jak tego chce
    pracować tak jak chce
    bawić się tak jak chce
    odpoczywać tak jak chce
    umrzeć kiedy i jak chce

    Człowiek ma prawo jeść to co chce: pić to co chce: mieszkać tam gdzie chce: podróżować po powierzchni Ziemi tam gdzie tylko chce.

    Człowiek ma prawo myśleć co chce
    mówić co chce: pisać co chce: rysować, malować, rzeźbić, ryć, odlewać, budować co chce: ubierać się jak chce

    Człowiek ma prawo kochać jak chce

    Człowiek ma prawo zabijać tych, którzy uniemożliwiają mu korzystanie z tych praw

    niewolnicy będą służyć

    Miłość jest prawem, miłość podług woli.
  • Anarchizm metodologiczny

    Anarchizm metodologiczny - jest programem (a właciwie antyprogramem), zgodnie z którym należy z wielką ostrożnością podchodzić do każdej dyrektywy metodologicznej, (w tym do samego anarchizmu) bowiem zaistnieć może sytuacja, w której lepiej jest z anarchizmu zrezygnować (aby nie hamować rozwoju wiedzy) niż go utrzymywać.
    Paul Feyerabend
  • Strony

Archive for the ‘ewolucja’ Category

Co z tą wolną wolą?

Posted by psychoneurocybernauta w dniu 14 marca 2014

Wstęp

Thomas Jefferson napisał kiedyś: „Wolność to prawo wyboru, prawo do otwierania przed sobą alternatywnych dróg. Bez możliwości wyboru, bez szansy na stworzenie czegoś, człowiek przestaje być człowiekiem, staje się tylko elementem jakiejś zbiorowości, instrumentem, rzeczą” (cyt. za Shermer 2009, str. 359). Zagadnienie istnienia wolnej woli nie jest jedynie dywagacją czysto akademicką, a istotnym pytaniem, które dotyka niemal wszystkich sfer naszego życia: moralności, prawa, polityki, religii czy związków intymnych (Harris 2012). Jeżeli czyny, do których żywimy obawy, iż nie jesteśmy ich autorami zaliczają się dodatkowo do sfery moralności, to pojawia się wiele wątpliwości z pojęciami tradycyjnie powiązanymi z kwestiami moralnymi, takimi jak: odpowiedzialność, wyrzuty sumienia, kara, zasługa, nagana. Ich cechą wspólną jest to, że pojawiały się jako element dyskusji w myśli etycznej już w klasycznej Grecji, a temat zaczął być szczególnie eksplorowany od czasów Hume’a i Kanta. Często kwesta ta będąca (ponieważ debata ciągle trwa) przedmiotem sporu jest nazywana problemem wolnej woli i determinizmu [ 1 ], etycznych implikacji determinizmu, determinizmu i odpowiedzialności moralnej czy też, po prostu, zagadnieniem istnienia wolnej woli (Weiss 2010). Patrząc na dorobek współczesnej biologii ewolucyjnej, genetyki behawioralnej, psychologii i neuronauki wydaje się, że można już pokusić się o odpowiedź, czy rzeczywiście posiadamy wolną wolę.

Jeśli chodzi o fizykę, to już od czasów Newtona i Laplace’a opiera się ona na determinizmie. Oznacza to, że przeszłość i przyszłość oraz nasze działania są w równym stopniu zdeterminowane. Od razu przychodzi na myśl zasada nieoznaczalności Heisenberga i fizyka kwantowa, jednak uważa się, że proces pomiaru w fizyce kwantowej jest wyjątkiem od wyżej wymienionej reguły, a coraz więcej naukowców sądzi, że nie jest on zasadniczy dla kwestii rozpatrywanego w makroskali determinizmu (Carroll 2011).

Współcześnie temat istnienia (bądź nie istnienia) wolnej woli wydaje się być gorący (związane jest to prawdopodobnie z impetem rozwoju neuronauki, który zastymulowało wynalezienie i upowszechnienie różnych technologii badania żyjącego mózgu). Budzi także wiele polemik, szczególnie ze strony osób nie zajmujących się nauką, którzy nie chcą widzieć siebie jako marionetek w deterministycznym teatrze (Jerry Coyne, Sam Harris niepublikowane materiały). Wiele publikacji naukowych i popularnych zajmuje się aktualnie eksploracją tych kwestii (Wegner 2002, Weiss 2010, Smith 2011, Harris 2011, Rigoni i inni 2011, Coyne 2012, Harris 2012).

Skąd całe zamieszanie?

W trakcie naszej edukacji na poziomie szkolnym często spotykamy się z koncepcjami filozoficznymi ludzkiej natury takimi jak: tabula rasa Johna Locka, szlachetny dzikus Jeana-Jacquesa Rousseau, czy chociażby z dualizmem Kartezjańskim. Jednak nauczyciele niestety nie tłumaczą uczniom, że owe koncepcje choć niezmiernie ważne historycznie i bardzo wpływowe w swoich czasach, napędzające liczne debaty i polemiki oraz pokazujące ewolucję poglądów ludzi na owe tematy, są dziś najzwyczajniej przestarzałe i nieaktualne (Pinker 2005). Szczególnie przypisywane Kartezjuszowi wywody, mówiące o duchu zamieszkującym maszynę, są wyjątkowo żywotne i traktowane jako prawdziwe. Wydaje się jednak, że taka metafora może przynieść naszemu zrozumieniu zagadnień świadomości i wolnej woli więcej szkody niż pożytku (Blackmore 2002). Myśl Kartezjusza powstała częściowo jako odpowiedź na tezy Hobbesa, który upatrywał możliwość wyjaśnienia życia i umysłu w kategoriach mechaniki. Pogląd, że ludzki umysł może funkcjonować według zasad fizyki został odrzucony przez Kartezjusza. Według niego zachowania człowieka nie mają żadnej przyczyny, są natomiast kwestią wolnego wyboru, wolnej woli, co wynika z przekonania, że umysł jest innym rodzajem bytu niż ciało (i tak też zwykle się nam wydaje). Sądził, że różnica pomiędzy nimi wynika z tego, że o ile możemy wątpić w istnienie naszych ciał, ponieważ możemy się wyobrazić w postaci niematerialnych duchów, o tyle nie możemy powątpiewać w istnienie naszych umysłów, ponieważ sam akt myślenia dowodzi istnienia umysłu. Dennett (1991) uważa, że choć znakomita większość badaczy i teoretyków odrzuca dziś dualizm kartezjański, to w skrytości ducha wierzą oni w istnienie tzw. teatru kartezjańskiego. Miejsca gdzie „wszystko się zbiega”, tworząc świadomość, a nasze obrazy rzucane są na ekran, gdzie „ja” podejmuje niezależnie decyzje i inicjuje działania. Odrzucają oni dualizm w teorii, ale nie w praktyce, co jest błędem, ponieważ gdyby miał istnieć ekran, na który trafiałyby dane zmysłowe to musiałoby istnieć maleńkie „ja” (może swoisty, podejmujący wszelkie decyzje Homunkulus) z maleńkimi oczami i kolejnym ekranem, a potem następny i kolejny… itd. Większość ludzi wierzy, więc w odrębność ciała i umysłu (nazywanego też duszą czy duchem), a nawet ci, którzy nie zgadzają się z tym przekonaniem zachowują się tak, jakby było prawdziwe (Gazzaniga 2011). Może w świadomy intelektualny sposób część z nas potrafi zrozumieć, że jesteśmy jedynie skupiskiem atomów i reakcji chemicznych, ale na co dzień i tak zapominamy o tym. Niektórzy badacze sądzą iż bierze się to z tego, że ludzie przychodzą na świat z przekonaniem, że każda rzecz ma swoją esencję [ 2 ]. Cechę tą przejawiają już 9 miesięczne niemowlęta. Kiedy pokazuje im się pudełko, które wydaje dźwięk, gdy dotknie się go w określonym miejscu to spodziewają się, że każde inne pudełko będzie reagować tak samo, a nawet jeśli pokaże im się pudełka nieco inne od pierwszego będą dalej żywiły to przekonanie. Autor książki Descartes’ Baby, Paul Bloom (Bloom 2004), przekonuje, że dzieci są od urodzenia dualistami. Według niego w każdej z kultur ludzkich mamy do czynienia z jakąś formą esencjonalizmu i może on być adaptacyjnym sposobem myślenia o świecie.

Mając nieodparte przekonanie o istnieniu niezmiennego i odrębnego „ja” zdziwienie nadchodzi, kiedy okazuje się, że za pomocą skalpela można zmienić porządnego obywatela, skromnego i sumiennego w aroganta i wulgarnego hulakę, a wziętego architekta w kogoś kto nie może narysować nawet trójkąta (Rotkiewicz i Brzezicka 2010). Ciekawym przypadkiem ingerencji fizycznej w strukturę mózgu (przez nieszczęśliwy przypadek) i tego konsekwencji jest historiaPhineas’a Gage’a wnikliwie opisany przez Damasio w książce Błąd Kartezjusza (Damasio 2002). Autor ten opisuje liczne przypadki, z którymi miał do czynienia w trakcie swojej praktyki, wiele związanych z uszkodzeniami mózgu (w przypadku Gage’a metalowy pręt przeszył płaty czołowe), przez nowotwory tego narządu, które powodowały zmiany charakteru, temperamentu, czy nastawienia do życia badanych. Zatem gdzie tu odrębny od ciała umysł, tylko je zasiedlający, a nie będący jego wytworem?

Co z tą wolną wolą?

Debata na temat wolnej woli jest od dawna prowadzona przez filozofów. W obrębie ich dziedziny jednak definicje wolnej woli często się różnią (Weiss 2010). Jedną z najczęściej używanych definicji wolnej woli podaje Broad (1952), stwierdzając: „Przypuśćmy, że dany człowiek w danej chwili świadomie wybrał alternatywę X i odrzucił alternatywę Y. Czy ten sam człowiek mógł wybrać Y, a odrzucić X nawet wtedy, gdyby wszystko w jego własnej przeszłości i ówczesnych dyspozycjach całej reszty świata było dokładnie takie samo, jak w chwili w której swego wyboru dokonywał?” (cyt. za Weiss 2010, str. 43). Jeśli mógł wybrać inaczej, to autor tego eksperymentu myślowego odrzuciłby determinizm. Słownik PWN [ 3 ] definiuje wolną wolę jako „możność wyboru sposobu postępowania bez względu na okoliczności czy trudności”. Wikipedia [ 4 ] zaś jako „hipotetyczną cechę świadomości, z powodu której miałoby się wybór przy podejmowaniu działania”. Jeśli chodzi o „bez względu na okoliczności” z PWNowskiej definicji, na myśl przychodzą od razu klasyczne doświadczenia psychologii społecznej: Ascha (1955) nad konformizmem (podporządkowywaniem się jednostki woli grupy) czy Milgrama (1963) nad posłuszeństwem wobec autorytetu oraz ich liczne powtórzenia w różnych krajach na przestrzeni lat od chwili, kiedy zostały wykonane pierwszy raz, dające wciąż podobne rezultaty (Zimbardo 2008). Autorzy ci zgodnie stwierdzają, że kluczowym elementem wpływającym na irracjonalne i niekiedy przerażające decyzje osób biorących udział w opisanych doświadczeniach, były specyficzne czynniki sytuacyjne i presja społeczna. Jak widać okoliczności wpływają na wybór sposobu postępowania.

Ostatnio aktywnie do dyskusji zaczęli się włączać neuronaukowcy, zajmujący się badaniem żywego mózgu za pomocą najnowszych technologii i wydają się zbierać dowody potwierdzające, że wolna wola jest jedynie iluzją (Smith 2011). Klasyczne i kontrowersyjne doświadczenie Libeta (oraz eksperymenty jego następców) sugerują, że nieświadome procesy w mózgu są prawdziwymi inicjatorami naszych czynów, a wolna wola nie gra żadnej roli w ich inicjacji. Jest jedynie marionetką prowadzoną przez podświadomość i sama nie widzi sznurków którymi jest poruszana (Wegner 2002). Steven Pinker uważa, że nikt kto lubi parówki nie powinien widzieć jak są robione. Być może właśnie dlatego procesy podejmowania decyzji są głęboko ukryte przed świadomością (Pinker 2005).

Za protoplastę dokonań Libeta uważa się Hansa Kornhubera i jego odkrycie. W swoim doświadczeniu prosił on ochotników o uniesienie wskazującego palca prawej ręki, mierząc w tym czasie aktywność elektryczną mózgu. Po dokonaniu wielu takich pomiarów zauważył, że każdy ze świadomych ruchów był poprzedzony, drobnym wychyleniem na wykresie aktywności mózgu. Nazwał go „potencjałem gotowości” i obliczył, że ów potencjał pojawia się na ok. sekundę przed wykonaniem świadomego ruchu. Beniamin Libet przeprowadził swój eksperyment w 1986 r. Prosił w nim ochotników o podnoszenie palca kiedy tylko będą mieli na to ochotę. Podobnie jak Kornuber mierzył on umieszczoną na głowie badanych elektrodą aktywność elektryczną mózgu i tak samo określił pojawienie się potencjału na ok. sekundę przed uniesieniem palca. Potem jednak wpadł na pomysł porównania czasu, kiedy to ochotnicy postanawiali unieść palec z chwilą kiedy pojawiał się potencjał. Okazało się, że potencjał pojawiał się ok. 200 milisekund przed tym jak badani mieli chęć podnieść palec. Dzięki temu mógł przewidzieć co zrobi dana osoba, zanim sama będzie zdawała sobie sprawę z tego, że chce to zrobić (Kandel 2007). Pod wpływem tych eksperymentów wielu filozofów zaczęło się zastanawiać nad tym, że skoro nasze wybory są dokonywane w mózgu bez wiedzy świadomości to nie ma miejsca na wolną wolę. Interesujące, że poglądy samego Libeta opowiadały się nie za istnieniem wolnej woli, a raczej za istnieniem weta („free won’t” w odróżnieniu do wolnej woli „free will”). Twierdził on, że nasze wybory są wolne, lecz inicjacja możliwości działania dokonuje się bez udziału świadomości. Podświadomość inicjuje czynność, natomiast bezpośrednio przed podjęciem decyzji, w ciągu owych 200 milisekund, świadomość może zatwierdzić lub zawetować akcję (Libet 2004). Jednak według punktu widzenia fizyków i współczesnych neuronaukowców inicjowanie akcji nie różni się od jej wetowania i za obie odpowiada ten sam region w mózgu (Wegner 2002). Wielu zarzucało Liebetowi, że aktywność, którą mierzył przed świadomą decyzją była wystarczająca, by spowodować decyzję — to mógł być po prostu proces mózgowy prowadzący do podjęcia decyzji i podjęcia ruchu (Smith 2011). Między innymi dlatego w 2008 r. Soon (i inni) zmodyfikowali wcześniejszy eksperyment Libeta. Ograniczoną technologię EEG [ 5 ] zastąpiono fMRI [ 6 ]. Jednak krytycy zarzucają, że autorzy mogli przewidzieć jedynie z ok. 60% prawdopodobieństwem decyzję jaką podejmie badany. Zespół już pracuje nad kolejnymi wersjami doświadczenia (Smith 2011). Być może trzeba będzie zagłębić się jeszcze bardziej w mózg. Wydaje się, że kolejnego kroku na tej drodze udało się dokonać Fried’owi wraz z zespołem (2011). Badali oni osoby z umieszczonymi w mózgu elektrodami, będącymi częścią terapii związanej z leczeniem u nich epilepsji. Nadzorowanie pracy pojedynczych neuronów wydaje się dawać naukowcom bardziej precyzyjny obraz niż korzystanie z EEG czy fMRI. Byli w stanie przewidzieć decyzję 700 milisekund przed jej nastąpieniem z 80% prawdopodobieństwem. Jesteśmy coraz bliżej, jednak rezultaty wyłącznie pochodzące z neuronaukowych doświadczeń to zbyt mało, by rozstrzygnąć jednoznacznie spór. W każdym razie wydaje się, że decyzje nie są podejmowane świadomie. A jeśli wybór dokonywany w ten sposób jest podświadomy, przed chwilą, kiedy wydaje się nam, że rzeczywiście podejmujemy decyzję, to nie mamy wolnej woli w żadnym znaczącym sensie (Coyne 2012). Iluzja wolnej woli, może być po prostu jednym z żartów ewolucji. Natomiast świadomość jako taka może być jedynie echem biochemicznych reakcji, które odpowiadają za podejmowane wcześniej decyzje, echem nie mającym żadnego wpływu na te decyzje (Smith 2011). Wydaje się, że całe nasze zachowanie można sprowadzić do biologicznej aktywności mózgu, o której my sami, jako właściciele tych mózgów nie mamy tak naprawdę pojęcia (Harris 2011). Harris (2012, str. 16) podsumowuje swoją książkę Free will mówiąc: „nie posiadasz kontroli ponieważ ty, jako świadomość jesteś jedynie częścią, swojego umysłu, żyjącą na łasce pozostałych elementów składowych”. Robert Wright natomiast dodaje, że prawdziwa wolność naszych decyzji polegałaby na tym, że moglibyśmy chcieć inaczej, niestety nie możemy chcieć inaczej (Wright 2003).

Dla większości ludzi idea braku wolnej woli wydaje się irracjonalna i nieprawdziwa, tak silne wydaje się być to złudzenie, że dokonujemy własnych wyborów. Złudzenie to przywodzi na myśl eksperymenty z przecinaniem spoidła wielkiego w mózgu. Historia tych doświadczeń zaczyna się, kiedy Paul Broca po przeprowadzeniu licznych sekcji ludzi z uszkodzeniami mózgu stwierdził, że uszkodzenia po lewej stronie i po prawej nie dają takich samych skutków, co związane jest z pewnym poziomem specjalizacji każdej z półkul (Gerrig i Zimbardo 2009). Pierwsze szanse badania tych różnic pojawiły się przy okazji leczenia ciężkich, lekoopornych napadów padaczki, leczonych poprzez przecinanie ciała modzelowatego. Ciało modzelowate (nazywane także spoidłem wielkim) to potężny zwój neuronów odpowiadający za przesyłanie informacji pomiędzy półkulami mózgowymi. Przecięcie go zaburza ten proces. Zaprojektowano wiele eksperymentów, mających na uwadze prezentacje odmiennych informacji dla każdej z półkul (Sperry 1968, Gazzaniga 1970, 1985). W normalnym mózgu informacje są błyskawicznie wymieniane pomiędzy półkulami, natomiast u badanych informacja z lewego oka trafia do prawej półkuli mózgowej i tam zostaje, a z prawego oka do lewej półkuli i również się nie przemieszcza poza jej obszar. W warunkach normalnych osoby te rekompensują utratę łączności pomiędzy półkulami poprzez poruszanie głową w taki sposób, aby komplet informacji wzrokowych dotarł do obu półkul, inaczej jest podczas badań, kiedy jest to uniemożliwione. W jednym z badań półkuli prawej pokazano zimowy widok, natomiast lewej rysunek kurzej łapy. Badany następnie musiał wybrać przedmioty, które były związane z każdą, ze scen. Lewą ręką wskazał szuflę, a prawą kurzą głowę, stwierdzając, że szufla jest potrzebna do oczyszczenia kurnika (zamiast odgarnięcia śniegu). U większości ludzi lewa półkula kontroluje ośrodki mowy i to ona odpowiada [ 7 ]. Tu, ponieważ lewa część mózgu nie miała dostępu do tego co zobaczyła prawa (w związku z przecięciem ciała modzelowatego), była zmuszona w jakiś sposób wytłumaczyć czemu lewa ręka wskazuje szuflę, gdy jedynym świadomie widzianym obrazkiem jest dla niej kurza łapa. Konkludując system poznawczy lewej półkuli mózgowej dostarczył wytłumaczenia dla zachowania innej części ciała (Gazzaniga 1985). Na podobnej zasadzie jeśli jednemu oku pokażemy puszkę z Colą, a drugiemu wyświetlimy polecenie wstań, to badany na pytanie dlaczego wstał wyjaśnia, że był spragniony i chciał iść po coś do picia. Podczas odpowiedzi na pytanie pojawia się tzw. wewnętrzny interpretator, który dostarcza racjonalnego wyjaśnienia, zapewniając spójność, ład i porządek umysłu (Gazzaniga 2011). Mamy tu do czynienia z czystą iluzją podjęcia decyzji. Osobie wydaje się, że podejmuje niewymuszone zachowanie spowodowane jej własną wolą, kiedy wyraźnie widzimy, że jest zupełnie inaczej (Gerrig i Zimbardo 2009).

Być może ewolucja wyposażyła nas w to uczucie, abyśmy byli bardziej altruistyczni i skłonni do kooperacji w grupie. Rzeczywiście badania pokazują, że jeśli wiara ludzi w istnienie wolnej woli jest podważona zachowują się bardziej agresywnie, są mniej skłonni do pomocy innym oraz bardziej skłonni do oszukiwania (Vohs i Schooler 2008, Baumeister i inni 2009) (patrz dalsza część tekstu).

Tradycyjna koncepcja kartezjańskiego ducha w maszynie mówi, że nasze ciało zamieszkuje dusza (jaźń), która to wybiera zachowania, realizowane potem przez ciało. Podejmowane przezeń decyzje nie są wymuszone wcześniejszymi fizycznymi zdarzeniami, których przykładem będzie kula bilardowa wpadająca do łuzy, uderzona chwilę wcześniej przez drugą kulę. Niestety, jak się wydaje, taka wizja nie zgadza się ze współczesną ideą funkcjonowania mózgu. Nasze zachowania są wywoływane przez procesy fizjologiczne zachodzące w naszym mózgu, który jest produktem milionów lat ewolucji. Ta wizja nie pozostawia miejsca dla żadnego podmiotu, który dokonuje niezależnych decyzji (Pinker 2005). W rzeczywistości wydaje się, że gdyby wybór zachowań zależał jedynie od całkowicie wolnej woli to absolutnie wolny byt nie bał by się kary, nie wstydziłby się publicznego potępienia, nie miałby poczucia winy, które zwykle powstrzymuje przed uleganiem pokusom (Dennett 1984). Nie byłoby żadnej możliwości przeciwdziałania złym postępkom, zapanowałby chaos. W ewolucyjnej przeszłości hipotetyczny paleolityczny osobnik posiadający wolną wolę zamiast szukać atrakcyjnego partnera i walczyć o coraz wyższe szczeble w drabinie społecznej wolałby po zdobyciu posiłku np. patrzeć w chmury, albo robić cokolwiek innego, nie wymagającego wysiłku i mógłby sprawić, że zajęcia te byłyby najbardziej fascynujące i wciągające dla niego samego. W takim przypadku dostosowanie osobnika byłoby równe zeru, wiec takie zachowanie byłoby skrajnie nie adaptacyjne dla genów go zamieszkujących.

Wydaje się, że jeśli świadomość jest efektem pracy mózgu, to nie może być siłą sprawczą jego decyzji (dlatego w doświadczeniach widzimy, że decyzje są podejmowane sekundy lub ułamki sekund przed ich uświadomieniem). Zatem jeśli istotą pojęcia wolnej woli jest założenie, że decyzja musi być dziełem świadomej, rządzącej ciałem jaźni to jest to założenie fałszywe. Natomiast wszelkie działania człowieka, świadome czy też nie, są wynikiem interakcji czynników środowiskowych i genów (Harris 2012).

Co z tego wynika?

Dziś każdy dobrze wykształcony biolog wie, że na fenotyp wpływają dwa czynniki, genotyp i środowisko. Na to ile mężczyzna ma wzrostu wpływają geny odziedziczone po rodzicach oraz środowisko, to czy prawidłowo się odżywiał ilościowo oraz jakościowo, czy jako chłopiec nie pracował ciężko fizycznie, co skutkowałoby zaprzestaniem wzrostu blaszek kostnych, spowodowanym wysiłkiem ponad miarę itp. Gorzej jest ze świadomością w jakim stopniu oba czynniki działają na organizm oraz z tym, że na zachowanie wpływają one w tak samo dużym stopniu jak na cechy morfologiczne. Odwieczny spór natura czy kultura; geny czy wychowanie; determinizm genetyczny czy determinizm środowiskowy trwał zaciekle przez dziesięciolecia (Ridley 2000, Harris 2000).

Z determinizmem (w tym przypadku genetycznym) w pewien sposób wiąże się historia pewnego dziennikarza naukowego. W styczniu roku 1975 w skromnie umeblowanym mieszkaniu w Londynie policja znalazła ciało George’a Price’a, który popełnił samobójstwo. Badania Price’a (min. Logic of animal behavior, Maynard-Smth i Price 1973), który by móc się nimi zająć zmienił profesję, uwiarygodniały tezę, że jesteśmy jedynie celem manipulacji samolubnych genów, którym zależy tylko na własnej reprodukcji. Zatem szlachetny altruizm nie istnieje, ponieważ poprzez pomoc innym zwiększamy własne dostosowanie. Egoizm genetyczny okazał się być ukrytym motywem wszystkich zachowań ludzkich [ 8 ]. Geny sterują naszym zachowaniem, naigrywając się z wolnej woli. Mimo, że zajął się tą tematyką, aby obalić zyskujące coraz większą akceptację idee Hamiltonowskiego dostosowania całkowitego z 1964 i Triversowskiego altruizmu odwzajemnionego z 1971 r. udało mu się osiągnąć jedynie efekt odwrotny do zamierzonego. W konsekwencji z walczącego ateisty stał się głęboko wierzącym chrześcijaninem. Wkrótce potem zaczął pomagać ludziom z marginesu i rozdawać swoje mienie. Niestety po pewnym czasie zaczęli oni, mimo serca, które wkładał w pomoc, oszukiwać i okradać go. Wszystko zakończyło się załamaniem psychicznym i podcięciem sobie żył nożyczkami (Szymborski 1999). Dlatego wydaje się, że dyskusja na tematy związane z jakimkolwiek determinizmem, a zatem także z istnieniem wolnej woli, mimo że często budzi spore emocje, powinna być prowadzona z dużą rozwagą, ponieważ tak naprawdę trudno przewidzieć wpływ omawianych poglądów na ludzi. Tym bardziej, że jak się okazuje początkowa reakcja Price’a na siłę wpływu genów na nasze decyzje nie była wcale nietypowa. Matt Ridley cytuje w swojej książce O pochodzeniu cnotyuznanego psychiatrę (jednego z pionierów medycyny darwinowskiej, współautora Why We Get Sick: The New Science of Darwinian Medicine, a zatem człowieka obeznanego w temacie) Randolpha Nesse’a (Ridley 2000 str. 148):

„Odkrycie, że skłonności do altruizmu są kształtowane przez interesy genów, jest jednym z najbardziej niepokojących odkryć w całej historii nauki. Kiedy po raz pierwszy pojąłem jego prawdziwe znaczenie, przez kilka nocy źle spałem, usiłując znaleźć jakąś alternatywę, która nie wystawiała by na tak brutalną próbę mego odczucia dobra i zła. Zrozumienie tego odkrycia podważyć może w ludziach poczucie obowiązku moralnego postępowania — podporządkowanie naszych działań moralnym rygorom może wydać się niemądre, jeśli się zważy, że moralne zachowanie jest tylko strategią służącą interesom naszych genów. Niektórzy moi studenci, wyznać muszę ze wstydem, wyciągali z moich wykładów naiwny wniosek, że teoria samolubnego genu usprawiedliwia egoistyczne zachowanie – mimo moich wysiłków, by wyjaśnić im istotę naturalistycznego błędu [ 9 ]”.

Oczywiście taka wizja człowieka, jako chłodno kalkulującej maszyny przetrwania dla genów, nie budzi entuzjazmu i jest zbyt uproszczona. Natomiast myśl, że jedynie geny (czy też wyłącznie czynniki środowiskowe) bezpośrednio determinują nasze zachowanie i stanowią o naszym neurobiologicznym i behawioralnym przeznaczeniu jest po prostu błędna (Sapolsky 2005). Swój niepokój w stosunku do determinizmu wyraża także Jerry Coyne (2008), biolog ewolucyjny i specjalista od specjacji, w tekście Marionetki na genetycznych sznurkach: „(…) wizja mnie samego oraz moich bliźnich jako marionetek tańczących na genetycznych sznurkach budzi we mnie lęk. Chciałbym wierzyć, że jesteśmy istotami wolnymi, zdolnymi do samodoskonalenia i do stworzenia sprawiedliwego egalitarnego społeczeństwa. Oczywiście uwarunkowania genetyczne nie determinują naszego przeznaczenia, ale z pewnością nie jesteśmy całkowicie wolni od swego ewolucyjnego bagażu.(…) Psychologowie ewolucyjni twierdzą, że jesteśmy w stanie przezwyciężyć swoje ewolucyjne dziedzictwo. Ale czy na pewno? A jeśli okaże się, że nie tak łatwo pójść drogą wskazaną przez Dawkinsa i „zbuntować się przeciw tyranii samolubnych replikatorów (Dawkins 2006)”?”. Kolejny z naukowców stwierdza: „Wydaje się nam, że to my podejmujemy decyzje, ale w rzeczywistości tak nie jest. (…) Będę szczery, trudno mi to zaakceptować. Jak mogę wolę nazywać moją, skoro nawet nie wiem kiedy powstała i co zamierza zrobić” mówi Patrick Haggard, nauronaukowiec z Uniwersytetu Londyńskiego (cyt. za Smith 2011).

Patrząc z drugiej strony, jeśli chodzi o wpływ środowiska to błędna jest też wizja radykalnego behawioryzmu [ 10 ] w wydaniu Skinnerowskim, mówiącego, że w zasadzie każde zachowanie można wytłumaczyć jako efekt prostych procesów uczenia się (np. warunkowania klasycznego, czy warunkowania sprawczego) (Gerrig i Zimbardo 2009). James B. Watson oświadczył zresztą swego czasu, że gdyby dać mu do dyspozycji tuzin przypadkowo wybranych dzieci, to każde wychowa na tego kogo będzie chciał – na prawnika, lekarza, artystę, złodzieja czy żebraka. W społeczeństwie jednak determinizm środowiskowy jest tak powszechnie uznawany za prawdziwy, że stał się tematem żartów. Pinker (2005) przywołuje przykładowo popularny rysunek przedstawiający plan szpitala psychiatrycznego: I piętro; wina matki, II piętro; wina ojca, III piętro; wina społeczeństwa. W niekończącym się sporze, czy kształtuje nas natura czy kultura (geny czy wychowanie), czy rodzimy się zaprogramowani genetycznie, czy też kształtuje nas oddziaływania społeczne i wychowanie, zaproponowano rozwiązanie kompromisowe. Jesteśmy zatem produktem działania obu tych czynników (Ridley 2003, Buss 2001, Alcock 2009). A geny jako takie jedynie modulują sposób reagowania organizmu na środowisko (Sapolsky 2005). Innymi słowy: „Geny nie kontrolują behawioru bezpośrednio, nie ingerują w zachowanie zwierzęcia. Czynią to tylko pośrednio wcześniej programując zachowanie się maszyny.” (Dawkins 2003 str. 32).

Rodzimy się z pewnymi predyspozycjami np. instynktem językowym, dzięki któremu jesteśmy w stanie go sprawnie i relatywnie szybko opanować (Pinker 1994, Chomsky 2000). Jednak ów instynkt (czy raczej wg psychologów ewolucyjnych mechanizm umysłowy) jest aktywny jedynie w pewnym krytycznym dla dziecka wieku, jeśli nie słyszy ono języka podczas trwania swoistego „okna” krytycznej wrażliwości na bodziec, to nigdy nie będzie mówiło. Można tu przytoczyć słynny przypadek Wiktora z Aveyron, chłopca, który żył samotnie w lasach Francji, znalezionego w roku 1797. Po początkowych trudnościach w wieku 12 lat przystosował się do życia w społeczeństwie, jednak nigdy nie przyswoił sobie języka (Thorpe 1958). Jeśli chodzi o czynniki genetyczne interesująca jest historia pewnej rodziny, której większość członków cierpiała na poważne zaburzenia mowy i języka (Vargha-Khadem i inni 1995). Po długich zawirowaniach naukowcom udało się zlokalizować problem. Okazało się, że w chromosomie 7 znajduje się gen, w którym doszło u jednego z przodków rodziny do mutacji jednej pary zasad. Miejsce adeniny zajęła guanina (Fisher i inni 1998). Dziś wiemy, że jest to gen FOXP2, prawdopodobnie jeden z kluczowych elementów budujących omawiany instynkt językowy. Uważa się, że jego wersja występująca jedynie u człowieka (powstała dzięki mutacjom w ciągu ostatnich 200 000 lat) miała kluczowe ewolucyjne znaczenie dla powstania mowy (Enard i inni 2002). Natomiast już od warunków środowiskowych zależy jaki język opanujemy, francuski, hiszpański, polski czy plemienia !Kung. Zatem kluczowe są oba czynniki zarówno genetyczny jak i środowiskowy. Interesujące, dla dyskusji o ewolucyjnym podłożu procesu nauki języka u ludzi, wydaje się pewne odkrycie dokonane w Ameryce Środkowej. W 1981 r. otwarto w Nikaragui pierwszą szkołę języka migowego dla dzieci głuchoniemych. Okazało się, że dzieci, mimo, że nikt wcześniej nie uczył ich migać, wymyśliły własny, bardzo złożony język gestów. Ten unikalny język miał wiele cech charakterystycznych dla języków w ogóle, takich jak rozbicie informacji na odrębne jednostki, czy gramatyczną prezentację słów (gestów w tym przypadku) (Senghas i inni 2004).

Skoro błędny jest skrajny determinizm genetyczny jak i skrajny behawioryzm (determinizm środowiskowy), to prawdziwym wydaje się być determinizm genetyczno-środowiskowy. Przecież nikt z nas nie może wybrać własnego genomu, kraju w którym się urodził, ani politycznych i ekonomicznych czynników środowiskowych mających wpływ na nasz rozwój. Honderich (2001, str. 42) pisze: „Ujmując rzecz w potoczny sposób — środowisko i cechy dziedziczne determinują wybór”.

Jesteśmy zatem biologicznymi stworzeniami, zbiorem cząsteczek, które muszą podporządkować się prawom fizyki wszechświata, w którym żyją. Cząsteczki te budują też nasz mózg, który dokonuje „wyborów”. Francis Crick (odkrywca przestrzennej struktury DNA wraz z Jamesem Watsonem) problem ten nazywa „zdumiewającą hipotezą” (Crick 1997). „Zdumiewająca hipoteza brzmi: Ty, Twoje radości i smutki, Twoje wspomnienia i ambicje, Twoje poczucie tożsamości (…) nie są w rzeczywistości niczym innym niż sposobem w jaki zachowuje się ogromny zbiór komórek nerwowych i związanych z nimi cząsteczek” (Crick 1997, str 17). Parafrazując, każdy z nas jest swego rodzaju pęczkiem neuronów. Hipoteza, o której mówi Crick nie jest tak naprawdę już hipotezą, ponieważ wiemy od dawna, że to prawda (Ramachandran 2008). Prawdziwa wolna wola zatem wymagałaby abyśmy wyszli poza swój mózg i zmienili jego działanie. Nauka nie jest w stanie tego dokonać, ponieważ jesteśmy konstruktem naszego mózgu. Nie możemy wpływać na przetwarzanie bodźców opracowywanych przez nasz umysł bardziej, niż zaprogramowany komputer nie może sam zmienić swojego programu (Coyne 2012). Naukowcy tacy jak Crick uważają, że wszystkie myśli człowieka i czyny są ściśle zdeterminowane przez procesy mózgowe. Przecież nie wiemy, co mieliśmy zrobić do momentu kiedy intencja zrobienia czegoś nie powstanie w głowie. Zrozumieć to, to zrozumieć, że nie jesteśmy autorami naszych myśli i czynów w sposób jaki zazwyczaj ludzie uważają (Harris 2012). Wegner (2002) uważa, że do ostatnich zwolenników koncepcji istnienia wolnej woli zalicza się grupka „kiepskich naukowców”, którzy nie rozumieją do końca problemu o którym się wypowiadają.

Co mówią badania na temat demaskowania wolnej woli?

Mimo naukowego i filozoficznego znaczenia odkryć w psychologii i neuronauce sugerujących, że wolna wola jest jedynie iluzją, ludzie wydają się instynktownie wierzyć w wolną wolę, a wiara ta wydaje się być istotna dla dobrego samopoczucia (Leotti 2010). Zatem co się stanie kiedy zdemaskujemy iluzję wolnej woli? Jak może to wpłynąć i czy w ogóle może wpłynąć na zachowanie ludzi? To pytanie zadali autorzy dwóch ostatnio przeprowadzonych badań Vohs i Schooler (2008) oraz Baumeister (i inni 2009). Interesujące jest, iż ustalono już, że zmiana poczucia odpowiedzialności może zmienić zachowanie (Hormon-Jones i Mills 1999, za Vohs i Schooler 2008) podobnie jak zmienia zachowanie wiara, że rezultaty działań są uwarunkowane przez wrodzone cechy bardziej niż osobisty wysiłek (Mueller i Dweck 1998). Przykładowo ci ostatni badacze obserwowali dziesięciolatki, którym powiedziano, że dobry wynik wykonanego zadania zależał od ich wrodzonej inteligencji, albo ciężkiej pracy, które w zadanie włożyły. W kolejnej rundzie badani spotkali się z zadaniem, które było poza ich możliwościami. W trzeciej i ostatniej rundzie, przy ostatnim zadaniu, dziesięciolatki, które myślały, że za wcześniejszy sukces odpowiadała ich wrodzona inteligencja włożyły zdecydowanie mniej wysiłku i opisały próbę uporania się z łamigłówką jako mniej satysfakcjonującą niż te, które uważały, że najistotniejszy jest ich osobisty wysiłek. Podsumowując dzieci, które miały powiedziane, że za sukces odpowiada wrodzona cecha uważały, że są za mało inteligentne aby podołać zadaniu i szybko poddawały się zniechęcone. Redukując poczucie kontroli człowieka zmniejsza się wysiłek wkładany przez niego w dane zadanie. Vohs i Schooler (2008) zastanawiali się także, czy punkt widzenia pozbawiający osobistej odpowiedzialności za dane działanie spowoduje zmianę zachowania. Manipulowali wiarą w istnienie bądź nieistnienie wolnej woli i badali czy będzie miało to wpływ na oszukiwanie podczas rozwiązywania przygotowanych zadań. Rzeczywiście grupa przekonana, że wolna wola jest iluzją, będącą efektem ubocznym architektury mózgu, oszukiwali istotnie bardziej podczas rozwiązywania zadań w porównaniu do grupy kontrolnej. Konkludując deterministyczny punkt widzenia powodował niemoralne zachowanie. Autorzy stwierdzają, że nie bez podstaw może zachodzić obawa, iż ogólna aprobata deterministycznego postrzegania rzeczywistości może przyczyniać się do antyspołecznego zachowania. Ale także podkreślają, że badanie zajmowało się wąskim wycinkiem problemu i rzeczywisty wpływ wiary bądź niewiary w wolną wolę na zachowanie pozostaje dokładniej niezbadany. Zainspirowani problemem zajęli się wkrótce Baumeister (i inni 2009). Wyniki były bardziej znaczące, ponieważ badani w grupie deterministycznej okazali się bardziej agresywni oraz mniej pomocni. Autorom wydaje się, że wiara w wolną wolę może być krytycznym czynnikiem motywującym do kontroli automatycznych impulsów na rzecz bardziej prosocjalnego zachowania, co jest także zgodne z konkluzjami Vohsa i Schoolera (2008). Pytanie o skutki wpływu niewiary w istnienie wolnej woli wydaje się jeszcze być otwartym, choć aktualnie przytoczone badania potwierdzają (choć nie ma ich jeszcze wiele, temat jest aktualnie eksplorowany), że zachowanie rzeczywiście ulega zmianie, kiedy badani są uświadamiani o iluzoryczności wolnej woli. Autorzy kolejnego z badań, Rigoni i inni (2011), podsumowują aktualne rozważania stwierdzając, że zmiana stosunku do wolnej woli rzeczywiście zmienia działanie procesów przetwarzania informacji w mózgu (wykazują to w swoim doświadczeniu), co sugeruje, że abstrakcyjny system wierzeń jednostki może mieć bardziej fundamentalne znaczenie niż się obecnie wydaje.

Czy człowiek ponosi odpowiedzialność za swoje decyzje jeśli nie ma wolnej woli?

Problem zaczyna się pojawiać, jeśli przypisując działania człowieka jego mózgowi (czyli genom i środowisku, którym zawdzięcza taką strukturę jaką ma), zwalniamy go z odpowiedzialności za wszelkie działania (Pinker 2005). Wydaje się, że biologia staje się alibi uniemożliwiającym skazanie przestępcy. Obwiniamy ludzi za niewłaściwą, bądź szkodliwą dla innych decyzję, tylko kiedy przyświecają im złe intencje i kiedy wydawało się, że mogli postąpić inaczej. Nie skażemy myśliwego, który przypadkowo postrzelił swego kolegę, myląc go z danielem. Nie sądzimy dziś także zwierząt, ani nieożywionych przedmiotów, ponieważ uważamy, że nie są one zdolne do dokonywania świadomych wyborów. Można pójść dalej, twierdząc, że wszyscy jesteśmy niewinni, ponieważ zgodnie z teorią ewolucji przyczyną motywów naszego zachowania jest fakt, że w przeszłości zapewniały one genom naszych antenatów przetrwanie w środowiskach w których ewoluowali (Gazzaniga 2011). Jest to rozumienie błędne, ponieważ wyjaśnienie jakiegoś zachowania nie jest tożsame z uniewinnieniem przestępcy (Weiss 2010). Zasadę „zrozumieć nie znaczy przebaczyć”, podkreślało wielu filozofów (min. Hume, Kant czy Sartre) (Pinker 2005). Kara jako metoda wymierzania sprawiedliwości pełni także funkcję odstraszającą. Jest to temat, który objętościowo wykracza poza artykuł, więc po szerszą analizę można sięgnąć do „Tabula rasa, spory o naturę ludzką” (Pinker 2005).

Green i Cohen (2004) uważają, że u źródeł intuicyjnego pojęcia przestępcy, jako złego człowieka, który musi odpokutować za swoje niemoralne decyzje, leży przekonanie o istnieniu wolnej woli i niezależności ciała od umysłu. Natomiast obecnie obowiązujące prawo obchodzi się dość stanowczo, ale litościwie, z przestępcami, których działanie jest w oczywisty sposób wynikiem sił znajdujących się poza ich kontrolą. Powinniśmy w ten humanitarny sposób traktować wszystkich przestępców. Zgadza się z tym stanowiskiem Richard Davidson (i inni 2000) mówiąc, że pierwszym krokiem na tej drodze jest uznanie faktu, że agresywne odruchy i brutalne zachowanie, niezależnie od wewnętrznych bodźców są odbiciem nieprawidłowości w funkcjonowaniu układów emocjonalnych w obrębie mózgu. Michael Gazzaniga został szefem nowo powołanego projektu Prawo i Neurobiologia (pośród prawników, psychologów, neurobiologów i filozofów), mającego wprowadzić uregulowania w kwestiach dotyczących ustalenia kierunku w jakim powinien rozwijać się nasz model winy i kary w zalewie nowych informacji na temat działania mózgu, których dostarczają neuronaukowcy (Boleyn-Fitzgerald 2010).

Z nikąd do nikąd

W ciągu ostatnich kilku wieków historii nauka pełna była przewrotów, które zmieniały na zawsze nasze miejsce we wszechświecie i poglądy dotyczące nas samych. Pierwszym krokiem prowadzącym ku współczesnej nauce, rozpoczynającym sagę mówiącą nam, kim jesteśmy, skąd przychodzimy i dokąd zmierzamy (niektórzy by powiedzieli, że początkiem odzierania człowieka z godności i odebrania mu jego unikatowego miejsca w centrum wszechświata, zepchnięciem z samego szczytu drzewa życia) była pierwsza rewolucja intelektualna — Kopernikańska, która obaliła pogląd Ziemi jako znajdującej się w centrum wszechświata. Dziś wiemy, że nasz układ Słoneczny, znajdujący się gdzieś niemal na skraju galaktyki, jest jednym z wielu krążących wokół jednej ze 150 miliardów gwiazd należących do Drogi Mlecznej, jednej ze 100 miliardów galaktyk znajdujących się w naszym wszechświecie, a być może będącym jednym z bilionów wszechświatów należących do wielowymiarowego multiświata (Susskind 2011). Potem nastała druga rewolucja — Darwinowska, obalająca wizję człowieka jako ukoronowania inteligentnego projektu i lokująca człowieka jako neogeniczną człekokształtną małpę gdzieś pomiędzy naczelnymi. Trzecia, związana z Freudem (czasem też czwarta kojarzona z psychologią ewolucyjną), który twierdził, że nie panujemy nad własnym życiem ponieważ kieruje nim zestaw popędów i ukrytych motywów. Wydaje się, że kolejną może być rewolucja neuronaukowa, zabierająca nam coś tak osobistego i ludzkiego jak wolna wola (Ramachandran 2008).

Fried podsumowuje swoje stanowisko nieistnienia wolnej woli w następujący sposób: „Nie myślę o tym każdego dnia. A już na pewno nie myślę o tym prowadząc operację na ludzkim mózgu” (cyt. za Smith 2011). Podobnie proponuje Pinker: „Jeśli i Tobie doskwiera ów lęk [związany z determinizmem], proponuję Ci przeprowadzenie pewnego eksperymentu. Przez kilka następnych dni nie zadawaj sobie zbędnego trudu i nie zastanawiaj się nad swoimi działaniami. Po co miałbyś tracić czas, jeśli biologia determinuje Twoje postępowanie? Działaj bez zastanowienia, żyj chwilą (…) a egzystencjonalny lęk przed determinizmem okazuje się prawdziwą stratą czasu.” (Pinker 2005 str. 254).

Einstein miał zawsze coś interesującego do powiedzenia w różnych kwestiach i tak podsumował problem determinizmu: „Jeśli księżyc, w akcie swego niekończącego się okrążania Ziemi, obdarowany by został samoświadomością, byłby przekonany, że podróżuje według własnego uznania. (…) obserwując człowieka i jego działania, uśmiechnąłby się, widząc iluzję tego, że wydaje się człowiekowi, iż działa on wedle własnej wolnej woli” (cyt. za Wegner 2002, str 342).

Streszczenie

Zagadnienie istnienia wolnej woli nie jest jedynie dywagacją czysto akademicką, a istotnym pytaniem, które dotyka niemal wszystkich sfer naszego życia: moralności, prawa, polityki, religii czy związków intymnych. Debata na temat determinizmu jest od dawna prowadzona przez filozofów, natomiast dopiero ostatnio naukowcy wydają się zbierać dowody potwierdzające, że wolna wola jest jedynie iluzją. Część badaczy stwierdza, że nie bez podstaw może być obawa, iż ogólna aprobata deterministycznego postrzegania rzeczywistości może przyczyniać się do antyspołecznych zachowań.

Literatura

Alcock, J. (2009) Animal Behavior: An Evolutionary Approach. Sinauer, Sunderland
Asch, S., E. 1955. Opinions and social pressure. Scientific American, 193 s. 31-35
Baumeister, R., F., Masicampo, E.J., i DeWall, C.,N. (2009) Prosocial benefits of feeling free: Disbelief in free will increases aggression and reduces helpfulness. Personality and Social Psychology Bulletin 35 s. 260-268
Blackmore, S. (2002) Maszyna memowa. Rebis, Poznań
Bloom, P. (2004) Descartes’ baby:How the science of child development explains what makes us human. Basic Books, New York
Boleyn-Fitzgerald, M. (2010) Obrazy naszego umysłu. Sonia Draga, Katowice
Brandt, R., B. (1996) Zagadnienia etyki normatywnej i metaetyki. PWN, Warszawa
Broad, C., D. (1952) Excerpts from Determinism, Indeterminism, and Libertarianism. Ethics and the History of Philosophy. Routledge & Kegan Paul, London, s. 195-217
Buss, D. (2001) Psychologia ewolucyjna. Gdańskie wydawnictwo psychologiczne, Gdańsk
Carroll, S. (2011) Stąd do wieczności i z powrotem. Pruszyński i S-ka, Warszawa
Chomsky, N. (2000) New horizons in the study of language and mind. Cambridge University Press,Cambridge
Coyne, J. (2008) Marionetki na genetycznych sznurkach. [W:] Niebezpieczne idee w nauce, pod redakcją Johna Brockmana. Smak Słowa, Sopot, s. 40-42
Coyne, J. 2012. Dysfunction in the neural circuitry of emotion regulation-A possible prelude to violence. Science, 289 s. 591-594
Dawkins, R. (2003) Fenotyp rozszerzony. Pruszyński i S-ka, Warszawa
Dawkins, R. (2006) Samolubny Gen. Pruszyński i S-ka, Warszawa
Dennett, D. (1984) Elbow Room: The Varieties of Free Will Worth Wanting. MIT Press,Cambridge
Dennett, D. (1991) Consciousness Explained, The Penguin Press
Enard, W., Przeworski, M., Fisher, S., E., Lai, C., S., L., Wiebe, V., Kitano, T., Monaco , A., P., Paabo, S. (2002) Molecular evolution of FOXP2, a gene involved in speech and language. Nature 418, s 869-872
Fisher, S., E., Vargha-Khadem, F., Watkins, K., E., Monaco , A., P., Pembrey, M., E. (1998)Localization of a gene implicated in a severe speech and language disorder. Nature Genet 18, s. 168-70
Fried, I. , Mukamel, R., Kreiman, G. (2011) Internally Generated Preactivation of Single Neurons in Human Medial Frontal Cortex Predicts Volition. Neuron 69 s. 548-562
Gazzaniga, M. (1970) The bisected brain. Appelton-Century-Crofts, New York
Gazzaniga, M. (1985) The social Brain. Basic Books, New York
Gazzaniga, M., S. (2011) Istota człowieczeństwa. Smak Słowa, Sopot
Gerrig R., J. i Zimbardo, P.,G. (2009) Psychologia i Życie. PWN, Warszawa
Greene,J., D. , Cohen,J., D. (2004) For the law, neuroscience changes nothing and everything. Philosophical Transactions of the Royal Society of London 359, s. 1775-1778
Greene, J. D. , Cohen J. D. (2004) For the law, neuroscience changes nothing and everything. Philosophical Transactions of the Royal Society of London (Special Issue on Law and the Brain) 359 s. 1775-1785
Hamilton, W. (1964) The genetical evolution of social behaviour. Journal of theoretical biology 7, s. 1-52
Harmon-Jones, E., i Mills, J. (1999) Cognitive dissonance: Progress on a pivotal theory in social psychology. American Psychological Association, Washington , DC
Harris, S. (2011) The free will delusion. New Statesman, 19 december -1 january, John Carpenter House, s. 46-47
Harris, S. (2012) Free Will. Free Press, New York
Honderich, T. (2001) Ile mamy wolności? Problem determinizmu. Zysk i s-ka, Poznań
Kaku, M. (2011) Fizyka przyszłości. Pruszyński i S-ka, Warszawa
Kandel, E., R. (2007) In Search of Memory: The Emergence of a New Science of Mind. W. W. Norton & Company, New York
Leotti, L., A., Iyengar, S., S., Ochsner, K., N. (2010) Born to choose: The origins and value of the need for control. Trends in Cognitive Sciences 14 s. 457-463
Libet, B. (2004) Mind time: The temporal factor in consciousness. Harvard University Press, Harvard
Maynard Smith, J., i G.,R., Price. (1973) The logic of animal conflict. Nature 246 s. 16-18
Milgram, S. (1963) Behavioral study of obedience. Journal of Abnormal and Social Psychology 67 s. 371-378
Mueller, C., M., i Dweck, C., S. (1998) Intelligence praise can undermine motivation and performance. Journal of Personality and Social Psychology 75 s. 33-52 Nesse, R., M. i Williams, G., C. (1996) Why we get sick: the new science of Darwinian medicine. Vintage, New York
Pinker, S. (1994) The Language Instinct: How the Mind Creates Language. William Morrow and Company, New York
Pinker, S. (2005) Tabula Rasa. Spory o naturę ludzką. GWP, Gdańsk
Ramachandran, V., S. (2008) Niebezpieczna idea Francisa Cricka. [W:] Niebezpieczne idee w nauce, pod redakcją Johna Brockmana. Smak Słowa, Sopot, s. 43-46
Ridley, M. (2000) O pochodzeniu cnoty. Rebis, Poznań
Ridley, M. (2003) Nature Via Nurture: Genes, Experience, and What Makes us Human. Harper Collins, New York
Rigoni, D., Kuhn, S., Sartori, G. i Brass, M. (2011) Inducing Disbelief in Free Will Alters Brain Correlates of Preconscious Motor Preparation: The Brain Minds Whether We Believe in Free Will or Not. Psychological Science 22 s. 613-618
Rotkiewicz, M. i Brzezicka, A. (2010) Śmierć duszy. Niezbędnik inteligenta 6/2010, Polityka, Warszawa, s. 70-74
Sapolsky, R. (2005) Małpie amory i inne pouczające historie o zwierzęciu zwanym człowiekiem. Pruszyński i S-ka, Warszawa
Senghas, A., S. Kita, Özyürek, A. (2004) Children creating core properties of language: evidence from an emerging sign language in Nicaragua . Science 305, 5691, s. 1779-1782
Shermer, M. (2009) Rynkowy Umysł. Cis, Warszawa, s. 359
Smith, K. (2011) Neuroscience vs philosophy: Taking aim at free will. Science, 477: 23-25
Soon, C., S., Brass, M., Heinze, H.-J., i Haynes, J.-D. (2008) Unconscious determinants of free decisions in the human brain. Nature Neurosci 11 s. 543-545
Sperry, R., W. (1968) Mental unity following surgical disconnection of the cerebral hemispheres.The Harvey Lectures (Series 62). NY Academic Press, New York
Susskind, L. 2011. Kosmiczny krajobraz. Pruszyński i S-ka, Warszawa
Szymborski, K. (1999) Poprawka z natury. Pruszyński i S-ka, Warszawa
Thorpe, W., H. (1958). The learning of song patterns by birds. Ibis 97, s. 247-251.
Trivers, R., L. (1971) The Evolution of Reciprocal Altruism. The Quarterly Review of Biology 46, s. 35-57
Vargha-Khadem, F., Watkins, K., Alcock, K., Fletcher, P., Passingham, R. (1995) Praxic and nonverbal cognitive deficits in a large family with a genetically transmitted speech and language disorder. Proc Natl Acad Sci 92, s. 930-3
Vohs, K., D., i Schooler, J. (2008) The value of believing in free will: Encouraging a belief in determinism increases cheating. Psychological Science 19 s. 49-54
Wegner, D. (2002) The illusion of conscious will. MIT Press, Cambridge
Weiss, M. (2010) Etyka a ewolucja. Wydawnictwo Poznańskie, Poznań
Wright, R. (2003) Moralne zwierzę. Warszawa, Prószyński i S-ka
Zimbardo, P.,G. (2008) Efekt Lucyfera. Dlaczego dobrzy ludzie czynią zło. PWN, Warszawa

Przypisy:
[ 1 ] Determinizm to pogląd, mówiący, że gdyby dysponowało się absolutną wiedzą na temat wszystkich praw natury i wiedziało dostatecznie dużo o jej wcześniejszych stanach, aby posłużyć się tym wszystkim w przewidywaniu, to każde zdarzenie można by przewidzieć (Brandt 1996)
[ 2 ] Esencjonalizm (ściśle związany z dualizmem) pogląd filozoficzny, który stwierdza, że w każdym bycie może kryć się niewidzialna i niedostrzegalna dla zmysłów esencja
[ 5 ] Już w 1875 r. odkryto, że umieszczone na głowie elektrody wykrywają wysyłane przez mózg sygnały elektryczne, co ostatecznie doprowadziło do zaprojektowania elektroencefalografu (EEG).
[ 6 ] Współcześnie naukowcy dysponują całym szeregiem urządzeń, które dzięki kwantowej rewolucji stały się możliwe do skonstruowania i są coraz tańsze, popularniejsze i precyzyjniejsze. PET (pozytronowa tomografia emisyjna), MRI (rezonans magnetyczny), MEG (magnetoencefalografia) czy fMRI (funkcjonalny magnetyczny rezonans jądrowy) spowodowały małą rewolucję w neuronauce i umożliwiają zarejestrowanie w czasie ułamków sekundy obrazu aktywności nawet bardzo niewielkich części mózgu, rzędu jednego milimetra, co powoduje, że nadają się do śledzenia procesu myślowego żywego mózgu. Komórki nerwowe tak samo jak pozostałe komórki organizmu im intensywniej pracują tym więcej zużywają substancji odżywczych i tlenu. Wspomniane wyżej techniki wykorzystują ten fakt i pokazują w których obszarach dochodzi do zwiększonej przemiany materii, czyli zwiększonej aktywności (Kaku 2011).

 http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,8635/k,1

 Michał Glądalski

Doktorant na Wydziale Biologii i Ochrony Środowiska w Katedrze Zoologii Doświadczalnej i Biologii Ewolucyjnej Uniwersytetu Łódzkiego.
Reklamy

Posted in biologia, ewolucja, psychologia | Otagowane: | Leave a Comment »

Ośrodek bluzgów

Posted by psychoneurocybernauta w dniu 23 lipca 2009

Steven Pinker, znany amerykański językoznawca, w wydanej niedawno książce „The Stuff of Thought” przypomina jedną z teorii, która mówi o korzeniach ludzkiego języka – tak zwaną teorię fe! Jej zwolennicy twierdzą, że jednymi z pierwszych dźwięków, jakie wydawali nasi przodkowie, były te wyrażające silne emocje, takie jak ból, wstręt, radość, strach, obrzydzenie. Z czasem owe nieartykułowane odgłosy nabrały arbitralności i stały się pierwszymi słowami. A żadne wyrażenia w takim stopniu jak przekleństwa nie niosą ładunku emocjonalnego. Czy to znaczy, że klęliśmy, zanim jeszcze na dobre zaczęliśmy mówić?

Nie wiadomo. Wiadomo za to na pewno, że słuchanie lub wypowiadanie przekleństw w znacznie większym stopniu angażuje naszą prawą, emocjonalną półkulę mózgową niż lewą. To tutaj, ukryta głęboko pod racjonalnymi warstwami kory mózgowej, w ewolucyjnie starych strukturach mózgu, tkwi nasza skłonność do szafowania wulgaryzmami. Badania neurologiczne pokazują, że całkiem precyzyjnie jesteśmy w stanie określić „ośrodek bluzgów” w naszej głowie. Składają się na niego struktury nazywane jądrami podstawy oraz jądro migdałowate.
Funkcja jąder podstawy polega na kontroli głównych czynności ruchowych automatycznych (to znaczy odbywających się bez naszego udziału) i półautomatycznych (na przykład chodu). Jądro migdałowate zaangażowane jest w wiele aktywności naszego mózgu, jednak jednym z jego głównych zadań jest przetwarzanie bodźców związanych z silnymi emocjami. Co ciekawe – w przeklinanie w niewielkim stopniu zaangażowane są części mózgu odpowiedzialne za procesy związane z mową. Przekleństwa – mimo że są aktywnością czysto werbalną – funkcjonują na bardzo szczególnych prawach. Może to wyjaśniać, dlaczego przy rozmaitych uszkodzeniach mózgu – związanych z wypadkami czy udarami – można stracić zdolność mowy, ale zachować wirtuozerską umiejętność przeklinania. Ba, są nawet schorzenia neurologiczne, których głównym objawem jest spontaniczne i niepohamowane używanie wulgaryzmów. Wszystkie one w jakimś stopniu wiążą się z zaburzeniami jąder podstawy. Kląć jak szewc będą więc niektórzy chorzy na parkinsona, alzheimera, a także pacjenci dotknięci przypadłością o nazwie zespół Tourette’a.

Przeklinanie przymusowe
To ostatnie schorzenie dotyka jednej osoby na dwa tysiące. Trudno ukryć tę przypadłość, bo co kilkanaście minut chory doświadcza epizodów niekontrolowanych ruchów i tików. Blisko 30 procent tourettyków cierpi dodatkowo na koprolalię: patologiczną, niedającą się opanować potrzebę wypowiadania przekleństw lub obscenicznych słów.

Słynny neurolog Oliver Sacks w książce „Mężczyzna, który pomylił swoją żonę z kapeluszem” opisał przypadek cierpiącego na zespół Tourette’a mężczyzny:

„Kiedy pierwszy raz zobaczyłem Raya, miał dwadzieścia cztery lata i był niemal całkowicie pozbawiony możliwości robienia czegokolwiek przez niezliczone, niezwykle silne nerwowe tiki pojawiające się co kilka sekund, całymi seriami. Zaczął na to cierpieć w wieku czterech lat. Był poważnie naznaczony przez to, że jego tiki wzbudzały powszechną uwagę. Pomimo to jego duża inteligencja, dowcip, siła charakteru i poczucie rzeczywistości pozwoliły mu ukończyć z sukcesami szkołę i college. Był ceniony i kochany przez żonę i kilku przyjaciół. Jednak po skończeniu college’u wyrzucano go kolejno z kilkunastu posad – zawsze z powodu tików, a nie niekompetencji – i wciąż znajdował się w rozmaitych kryzysowych sytuacjach, zwykle z powodu swojej niecierpliwości, kłótliwości i szorstkiej błyskotliwej hucpy. Okazało się, że jego małżeństwu zagrażają bezwiedne okrzyki »Kurwa!« albo »Pierdolę!«, jakie wydawał w chwilach podniecenia seksualnego”.

W 2000 roku lekarze z londyńskiego National Hospital of Neurology and Neurosurgery opisali cierpiącego na zespół Tourette’a głuchego, którego przymus przeklinania zmuszał do produkowania wulgarnych znaków języka migowego (znaków językowych, a nie po prostu wulgarnych gestów).

O ile jednak chorzy mają usprawiedliwienie, dlaczego my, zupełnie zdrowi na ciele i umyśle, nie tak znowu rzadko uciekamy się do użycia dosadnego słowa?

Poruszyć mózg do żywego
– Jest przynajmniej kilka wyjaśniających to teorii – mówił podczas jednego ze spotkań promujących książkę „The Stuff of Thought” Steven Pinker. – Aby je zrozumieć, musimy zdać sobie sprawę, w jaki sposób przekleństwa wpływają na mózg. Mówiąc najkrócej – ich zadaniem jest wywołanie u słuchającego emocji. A najsilniejsze z możliwych są emocje negatywne.

Dlatego zdaniem Pinkera przekleństwa to słowa kojarzące się nam z czymś groźnym lub obrzydliwym: nadprzyrodzonymi mocami (Bogiem, diabłem, piekłem), przemocą seksualną, gwałtem, chorobą (cholera), fekaliami, grupami ludzi czy zwierząt wywołującymi niechęć (ciota, ciul, czarnuch, świnia). Ich atrakcyjność potęguje fakt, że to słowa powszechnie nieakceptowane, a ich użycie (w miejscach publicznych) jest karalne. Mamy więc przyjemne poczucie, że robimy coś nielegalnego.

W jakich sytuacjach ich używamy? Na przykład, kiedy mamy potrzebę rozładowania napięcia emocjonalnego, w chwilach silnego stresu. Objaśnia to tak zwana hydrauliczna teoria emocji: aby zachować równowagę psychiczną, musimy od czasu do czasu „upuścić nieco emocjonalnej pary”. Przekleństwo będące werbalnym odpowiednikiem agresywnego zachowania nadaje się do tego jak ulał. Pełni funkcję oczyszczającą dla gromadzących się w nas napięć, a przy okazji (najczęściej) nie wikła nas w konieczność fizycznego starcia z przeciwnikiem. Pinker dowodzi, że ten niezwykle stary ewolucyjny mechanizm, który współczesną postać zyskał wraz z rozwojem ludzkiej zdolności werbalizacji uczuć, jest nieobcy także zwierzętom. „Te same części mózgu, które odpowiadają u nas za puszczanie obelżywych wiązanek pod adresem irytujących nas ludzi, uaktywniają się u psa ujadającego zza ogrodzenia na niepowołanych intruzów” – twierdzi naukowiec.

O podobnych obserwacjach poczynionych na szympansach mówi w piśmie „The New York Times” prymatolog Frans de Waal: „Kiedy szympansy stają się poirytowane zachowaniem któregoś ze swych współplemieńców, wydają w jego kierunku bardzo charakterystyczne dźwięki, czasem nawet plują. Można to porównać do używania wyzwisk u ludzi”.
– A słyszeliście kiedyś wrzask kota, któremu ktoś nadepnął na ogon? – pyta znów Pinker. – To ta sama reakcja, która nas, ludzi, skłania do wykrzyknięcia obscenicznego słowa, kiedy z jakiegoś powodu niespodziewanie zranimy się lub uderzymy. Ta werbalna reakcja to odreagowanie, rodzaj swoistego katharsis.

Empatycznie i fatycznie
Choć oczywiście nie zawsze przeklinanie wiąże się z agresją. Czasem, ubarwiając naszą wypowiedź co soczystszymi słowami, chcemy jedynie obrazowo przekazać nasze emocje. Po cóż długo i zawile tłumaczyć przyjacielowi, jak strasznie jesteśmy sfrustrowani tym nieprawdopodobnie pracochłonnym i nudnym zadaniem, które powierzył nam właśnie niezbyt lubiany szef? Dwa pikantne słowa wystarczą, by mózg słuchającego narzekań kumpla właściwie odebrał nasze nastawienie do sprawy. W tym kontekście przekleństwo pełni więc funkcję empatyczną.

Nie tak rzadko zdarza się także, że wulgaryzmy stają się swoistym „cementem społecznym”. Timothy Jay opisuje to zjawisko w swej książce „Why we curse?” („Dlaczego przeklinamy?”). Więziotwórczej roli słów na „k” i „ch” doświadcza się w szatni po nieudanym (lub właśnie bardzo udanym) meczu, jak również w rozmowach przy ekspresie do kawy w biurze.
Co więcej, z badań specjalistów z University of East Anglia wynika nawet, że regularne używanie brzydkich słów przez pracowników podnosi morale w zespole. Zakazanie przeklinania w pracy może podkreślić i wzmocnić silną osobowość szefa, ale niemal na pewno osłabi więzi między pracownikami i negatywnie wpłynie na morale i motywację – ostrzegają badacze.
Pozostała jeszcze funkcja fatyczna niecenzuralnych wypowiedzi, czyli to, co najczęściej określa się jako używanie wulgaryzmów w roli przecinka. Jest to ni mniej, ni więcej, tylko „aktywność językowa zorientowana na nawiązanie lub podtrzymanie kontaktu między rozmówcami (nadawcą i odbiorcą)”. Temu samemu służą wtręty, takie jak: wiesz, no, słuchaj, aha, tak, tak.
No i proszę, przekleństwa są takie brzydkie, a takie pożyteczne! Tymczasem (nieliczni) badacze przekleństw ubolewają, że ta sfera werbalnej aktywności człowieka w bardzo niewielkim stopniu doczekała się naukowego opisu. Gdyby ktoś zatem łączył swą przyszłość z nauką i szukał niewyeksplorowanej niszy: oto jest.
Roboty będzie od jasnej cholery.

Olga Wożniak
„Przekrój” 22/2009

http://przekroj.com.pl/cywilizacja_spoleczenstwo_artykul,4836,0.html

Posted in biologia, ewolucja | Otagowane: | Leave a Comment »

Czym jest mit?

Posted by psychoneurocybernauta w dniu 23 stycznia 2009

Istoty ludzkie zawsze tworzyły mity. Archeologowie odkopali neandertalskie groby zawierające broń, narzędzia i kości zwierząt ofiarnych; wszystkie te przedmioty sugerują wiarę w przyszły świat, podobny do świata owych ludzi. Być może wśród neandertalczyków krążyły opowieści o życiu, jakim cieszą się ich zmarli towarzysze. Z pewnością zastanawiali się oni nad śmiercią, lecz w sposób odmienny od innych, bratnich stworzeń. Zwierzęta przypatrują się umieraniu innych zwierząt, ale później, o ile możemy sądzić, kwestia ta już ich nie zaprząta. Groby neandertalczyków pokazują jednak, że gdy owi pierwotni ludzie uświadamiali sobie własną śmiertelność, tworzyli coś w rodzaju przeciwnarracji, pozwalającej im jakoś godzić się z tą sytuacją. Zdaje się, że neandertalczycy, grzebiąc swych towarzyszy z taką pieczołowitością, wyobrażali sobie, iż widzialny, materialny świat nie jest jedyną rzeczywistością. Wygląda więc na to, że już bardzo wcześnie wyróżnikiem ludzi stała się zdolność do wybiegania myślą poza codzienne doświadczenie.

Jesteśmy istotami poszukującymi sensu. Psy, wedle tego, co wiemy, nie dręczą się swoją psią sytuacją, nie martwią się losem psów w innych częściach świata ani nie próbują spojrzeć na własne życie z jakiejś innej perspektywy. Za to my, ludzie, łatwo popadamy w rozpacz, toteż od samego początku wymyślaliśmy historie, dzięki którym mogliśmy własne życie umieszczać w szerszym kontekście, odkrywać jego głębszą struk­turę i mieć poczucie, że wbrew całej jego oczywistej nędzy i chaosowi ma ono sens i wartość.

Inną osobliwą cechą ludzkiego umysłu jest to, że może on mieć idee i doświadczenia nie dające się wyjaśnić racjonalnie. Mamy wyobraźnię, zdolność pozwalającą nam na myślenie o czymś, co nie jest bezpośrednio obecne, i co w chwili, gdy o tym po raz pierwszy myślimy, nie ma obiektywnego bytu. To właśnie wyobraźnia jest władzą wytwarzającą religię i mitologię. Myślenie mityczne ma obecnie złą opinię; często je dyskwalifikujemy jako nieracjonalne i wygodnickie. Ale to również władza wyobraźni pozwoliła uczonym odkryć nową wiedzę i wynaleźć techniki, dzięki którym niepomiernie wzrosła nasza skuteczność. Wyobraźnia uczonych umożliwiła nam podróże w przestrzeni międzyplanetarnej i chodzenie po Księżycu, co niegdyś możliwe było tylko w świecie mitu. Zarówno mitologia, jak i nauka poszerzają pole możliwości człowieka. Przekonamy się, że celem mitologii, podobnie jak nauki i techniki, nie jest wyłączanie nas ze świata, lecz umożliwianie intensywniejszego w nim życia.

Neandertalskie groby mówią nam pięć ważnych rzeczy o micie. Po pierwsze, niemal zawsze zakorzeniony jest on w doświadczeniu śmierci i lęku przed unicestwieniem. Po drugie, kości zwierzęce świadczą, iż pochówkowi towarzyszyła ofiara. Mitologia zwykle jest nieoddzielna od rytuału. Wiele mitów nie ma żadnego sensu w oderwaniu od powołującego je do życia dramatu obrzędowego i są one niezrozumiałe w kontekście świeckim. Po trzecie, mit neandertalski był w jakiś sposób przywoływany obok grobu, u kresu ludzkiego żywota. Najbardziej sugestywne mity dotyczą sytuacji krańcowych i zmuszają nas do wyjścia poza nasze doświadczenie. Są chwile, gdy wszyscy, w taki bądź inny sposób, musimy pójść tam, gdzieśmy jeszcze nigdy nie byli, i zrobić coś, czegośmy nigdy wcześniej nie robili. Mit dotyczy tego, co nieznane, na co zrazu nie mamy słów. Mit spogląda więc w samo serce wielkiego milczenia. Po czwarte, mit nie jest historią opowiadaną dla niej samej; wskazuje nam on drogę postępowania. W neandertalskich grobach zwłoki często układano w pozycji embrionalnej, jak gdyby do ponownych narodzin; następny krok musiał uczynić sam umarły. Mit prawidłowo zrozumiany ustawia nas we właściwej – duchowej bądź psychologicznej – pozycji do prawidłowego działania w tym bądź przyszłym świecie.

Wreszcie wszelka mitologia mówi o innym wymiarze, istniejącym równolegle do naszego świata i w jakimś sensie go podtrzymującym. Wiara w tę niewidzialną, lecz potężniejszą rzeczywistość, zwaną nieraz światem bogów, jest podstawowym tematem mitologii. Nadano jej nazwę „filozofii wieczystej”, gdyż kształtowała ona mitologię, obrzędy i organizację wszystkich społeczeństw przed narodzinami naszej naukowej nowoczesności i także obecnie nadal oddziałuje na społeczeństwa bardziej tradycyjne. Filozofia wieczysta głosi, że wszystko, co wydarza się w tym świecie, co tu, na tym padole, słyszymy i oglądamy, ma swój odpowiednik w dziedzinie boskiej, bogatszej, silniejszej i trwalszej niż nasza1. Oraz że wszelka rzeczywistość ziemska to tylko blady cień jej prawzorca, archetypu, którego jest ona jedynie ułomną kopią. Tylko przez uczestnictwo w tym boskim życiu śmiertelne i kruche istoty ludzkie mogą urzeczywistnić swój potencjał. Mity zarysowały wyraziście rzeczywistość intuicyjnie wyczuwaną przez ludzi i nadały jej formę. Mówiły im o postępkach bogów – nie po to, by zaspokoić ich czczą ciekawość lub ich rozerwać, lecz aby umożliwić im naśladowanie owych potężnych istot i przeżywanie boskości w samych sobie.

My, żyjący w kulturze naukowej, często mamy nazbyt uproszczone wyobrażenie o boskości. W dawnym świecie „bogowie” rzadko bywali traktowani jako istoty nadprzyrodzone o odrębnych osobowościach, bytujące w jakiejś zupełnie osobnej metafizycznej sferze. Sednem mitologii nie była teologia (w sensie współczesnym), lecz ludzkie doświadczenie. Ludzie uważali, że bogowie, ludzie, zwierzęta i przyroda są wzajem ściśle powiązani, podlegają tym samym prawom i składają się z tej samej boskiej substancji. Początkowo nie było żadnej ontologicznej przepaści między światem bogów a światem ludzi. Gdy ludzie mówili o rzeczach boskich, zwykle mieli na myśli jakiś aspekt doczesności. Sama wręcz egzystencja bogów nierozerwalnie wiązała się z istnieniem burzy, morza, rzeki czy też potężnych ludzkich emocji – miłości, wściekłości, pożądania – które w pewnych chwilach jakby przenosiły mężczyzn i kobiety na inną, wyższą płaszczyznę istnienia, skąd widzieli świat nowymi oczyma.

Mitologia miała zatem pomagać nam radzić sobie jakoś z problemami człowieczego losu. Pomagała ona ludziom odnajdywać swoje miejsce w świecie i właściwy kierunek. Wszyscy chcemy wiedzieć, skąd przyszliśmy; ponieważ jednak nasze najwcześniejsze początki toną we mgle prehistorii, stworzyliśmy sobie mity o naszych przodkach – mity nie będące historią, lecz pomagające nam wyjaśniać nasze codzien­ne postawy względem otoczenia, sąsiadów i zwy­czajów. Chcemy także wiedzieć, dokąd zmierzamy, wymyśliliśmy więc historie mówiące o życiu pozagrobowym – choć, jak się przekonamy, niewiele mitów przewiduje dla ludzi nieśmiertelność. Pragniemy też wyjaśnić owe wzniosłe chwile, gdy zdaje się nam, że coś przenosi nas gdzieś daleko poza sferę naszych zwykłych trosk. Bogowie pomagali objaśniać doświadczenie transcendencji. Filozofia wieczysta wyraża wrodzone nam poczucie, że w istotach ludzkich i w świecie materialnym kryje się coś więcej niż tylko to, co widzimy.

Karen Armstrong


KRÓTKA HISTORIA MITU
(A SHORT HISTORY OF MYTH)

fragment książki

Posted in ewolucja | Otagowane: , | Leave a Comment »

Ewolucja mózgów.

Posted by psychoneurocybernauta w dniu 7 stycznia 2009

Mózgi zwierząt

Ameby, powstałe prawie 4 mld latu nie mają układu nerwowego, podobnie wielokomórkowe gąbki; dopiero meduzy mają zaczątki nerwów .
Pierścienice, jak ich poprzedniczki sprzed 500 milionów lat (Kambr), mają zwój nerwowy w głowie oraz brzuszny pień nerwowy.
Dlaczego mamy skrzyżowane wiązki nerwów? Bo pierścienice mają odruch skręcający!
Ryby mają mózg, móżdżek, opuszkę węchową i rdzeń kręgowy. Pierwsze ryby z okresu syluru (440 mln lat temu) miały już zróżnicowany układ nerwowy.
Konik polny ma ok. 16.000 neuronów. Owady powstały w dewonie, ok. 400 mln lat temu.
Mózg gadów jest wyraźnie większy i podzielony na dwie półkule. Głowa jest wysunięta do przodu, zgodnie z kierunkiem poruszania się, umożliwia to szybkie reakcje. Mózg reguluje homeostazę, przetwarza dane zmysłowe i umożliwia złożone zachowania motoryczne.
Ssaki, powstałe w okresie jurajskim (ponad 200 mln lat temu) mają znacznie większe mózgi z rozbudowanym układem limbicznym i rozrośniętą korą.
Ptaki mają złożone mózgi z rozbudowanym układem limbicznym, ale ich kora mniejsza jest od ssaków.
Australopitek (4-5 mln lat, czaszka < 0.5 litra);
Homo habilis (2,5 mln lat, 0,65 l);
Homo erectus (1.5 mln lat, 1 l);
Homo neandertalis (1,6 l) oddzielił się od przodków Homo sapiens 250.000 lat temu,
ostatni neandertalczyk żył ok. 35.000 lat temu.
Porównanie wielkości mózgów zwierząt i człowieka.
Porównanie mózgów zwierząt z uwzględnieniem kory i móżdżka.

http://www.fizyka.umk.pl/~duch/Wyklady/kog-m/01.htm

Posted in ewolucja | Leave a Comment »

Ewolucja, bóg, paleobiologia

Posted by psychoneurocybernauta w dniu 31 grudnia 2008

Rozmowa z Profesor Zofią Kielan-Jaworowską — paleobiologiem, laureatką polskiego Nobla – Nagrody Fundacji na rzecz Nauki Polskiej 2005.

Rzeczpospolita: „Chrześcijanin może wierzyć w bożą opatrzność i równocześnie, że życie może rozwijać się w procesach przypadkowych mutacji i naturalnej selekcji” – stwierdził dyrektor Watykańskiego Obserwatorium Astronomicznego. Czy naukowiec również może?

prof. Zofia Kielan-Jaworowska: Mam kilku kolegów, którzy to potrafią, choć ja nie wiem, w jaki sposób. Najwyraźniej jest im to potrzebne. Kiedyś jeden z przyjaciół powiedział mi z pewną wyższością, że nie każdy ma zdolność odczuwania pojęcia Boga. Odpowiedziałam mu, że mam zdolność odczuwania tego, co on nazywa Bogiem, a ja nazywam wszechświatem, ale nie mogę zaakceptować tego pojęcia według wyobrażeń pasterzy z Mezopotamii sprzed pięciu tysięcy lat. Uważam, że ludzie, nie potrafiąc zrozumieć nieskończonego wszechświata, stwarzają sobie jego symbol w postaci Boga. Wielu twierdzi, że człowiek został przez niego stworzony, gdy tymczasem sytuacja jest dokładnie odwrotna. To człowiek stwarza bogów — substytuty rzeczywistości, gdyż ułatwia mu to zaakceptowanie tego, czego nie rozumie.

W sporze o początek powstania świata, jaki trwa między ewolucjonistami a zwolennikami teorii inteligentnego projektu, stoi pani po stronie tych pierwszych.

Oczywiście, tak jak wszyscy paleontolodzy. Teoria inteligentnego projektu powstała na południu Stanów Zjednoczonych, bardziej zacofanym niż północ. W kilku amerykańskich miastach zbudowano ostatnio muzea ewolucji odtworzonej w sposób, w jaki opisuje ją Biblia. Ja mam wielu przyjaciół wśród tamtejszych paleontologów i żaden z nich nie przyjmuje teorii inteligentnego projektu. Jest ona bowiem sprzeczna z naszym doświadczeniem i wiedzą. Jak wykształcony człowiek może wierzyć, że magicznym zaklęciem Bóg stworzył człowieka, a następnie wyjął z niego żebro i stworzył kobietę? Zadziwia mnie to, że miliard ludzi na świecie bezkrytycznie przyjmuje te adoptowane na potrzeby Starego Testamentu i błędnie przetłumaczone sumeryjskie teksty. Wiedza o wszechświecie tych, którzy kilka tysięcy lat temu pisali Stary Testament, była o niebo mniejsza niż uczniów współczesnych szkół podstawowych. Pełen jest on naiwnych sprzeczności, na przykład takich, że pierwszego dnia Bóg stworzył światło, a Słońce stworzył dnia czwartego. Skoro nie było Słońca, to skąd przez pierwsze trzy dni brało się światło na Ziemi?

Czy w procesie ewolucji, który pani badała, wszystko jest wytłumaczalne, poznany jest cały łańcuch przyczynowo-skutkowy? A może istnieje jednak coś, co można właśnie wytłumaczyć jako dzieło boskie?

Niczego takiego nie ma. Nasza wiedza o ewolucji nie jest pełna, istnieją brakujące ogniwa, gdyż to, co odnajdujemy w ziemi, jest zapewne ledwie jedną milionową tego, co dawniej żyło.

Skoro wiedza jest niepełna, jest więc niedoskonała.

Oczywiście, że jest niedoskonała i nigdy doskonała nie będzie, bo nieskończony wszechświat jest nieogarniony. Nauki przyrodnicze rozwinęły się w ciągu zaledwie ostatnich 200 lat. Przez ten czas małym zespołem ludzi badamy historię Ziemi, która liczy cztery i pół miliarda lat. Mimo to, proces ewolucji jest bardzo dobrze udokumentowany. Luki nie podważają teorii ewolucji i są stale wypełniane.

Jakie luki?

Do niedawna na przykład zagadką było, w jaki sposób powstały wielkie ssaki morskie — wieloryby. Wreszcie w roku 2001 odkryto w Pakistanie szczątki ich przodków, którzy byli już przystosowani do pływania, ale jeszcze mogli chodzić po lądzie. Udowodniono, że wieloryby wyodrębniły się ze ssaków parzystokopytnych. Ale są to tylko niektóre ogniwa długiego szeregu ewolucyjnego i oczekujemy na dalsze odkrycia.

Głosi pani kontrowersyjną tezę, że człowiek pojawił się na Ziemi przez przypadek, mało tego, nawet w ogóle mogło się to nie wydarzyć.

Jestem o tym przekonana. Doszłam do tego wniosku w wyniku badań, jakie prowadziłam przez większą część życia. Zajmowałam się ssakami ery mezozoicznej, które pojawiły się na Ziemi 225 mln lat temu. Od tego czasu należy datować historię powstawania człowieka. Gdyby nie pewne zdarzenia, które zaszły w ciągu pierwszych 160 mln lat historii ssaków, człowiek mógłby rzeczywiście nigdy nie zaistnieć.

Co zadecydowało o tym, że istniejemy?

Ssaki powstały z gadów ssakokształtnych, które pojawiły się na Ziemi mniej więcej 320 mln lat temu. W ich ewolucji wystąpiło rzadkie w historii kręgowców lądowych zjawisko zmniejszania się rozmiarów. Działo się to w karbonie, permie i w triasie, czyli jeszcze do około 230 mln lat temu.

W tym czasie gady ssakokształtne przechodziły ze zmiennocieplności na stałocieplność. W zimnym klimacie, jaki panował w permie, zdolność utrzymania stałej temperatury ciała była korzystna przy dużych rozmiarach, bo zwalniała one proces stygnięcia. Sądzimy, że zwierzęta te nie posiadały jeszcze mechanizmów szybkiego oziębiania ciała. Kiedy klimat zaczął się ocieplać, a pod koniec triasu, 230 mln lat temu robił się już gorący, jedyną możliwością przetrwania powstających wówczas ssaków było drastyczne zmniejszanie rozmiarów i przejście na nocny tryb życia.

Dalsza historia ssaków, a więc powstania człowieka, związana jest z historią dinozaurów…

To prawda. Około 70 proc. współczesnych ssaków jest zwierzętami prowadzącymi nocny tryb życia. To pamiątka z pierwszych 160 mln lat naszej historii, kiedy dzienne nisze ekologiczne zajęte były przez dinozaury. W ich cieniu ssaki żyły przez ponad 2/3 swojej historii. Nie zmarnowały jednak tego czasu. Wykorzystały go do rozwoju mózgu. Nocne zwierzęta musiały mieć wyostrzone zmysły, zwłaszcza węch i słuch. Kiedy 65 mln lat temu, pod koniec okresu kredowego dinozaury wymarły, część ssaków zaczęła stopniowo zajmować ich dzienne nisze ekologiczne i powiększać swoje rozmiary. W rezultacie, gdy w erze mezozoicznej masę większości ówczesnych ssaków mierzymy w gramach, to już po sześciu milionach lat od wymarcia dinozaurów w tonach — różnica miliona razy!

Co po przejściu na stałocieplność i rozwoju mózgu było kolejnym etapem w tym procesie?

Ssaki naczelne, do których i my należymy, zaczęły prowadzić nadrzewny tryb życia. To, że wspinały się pionowo po pniach drzew, wpłynęło na powstanie postawy wyprostowanej. W kończynach górnych rozwinął się przeciwstawny palec, co później umożliwiło wytwarzanie narzędzi. W tym okresie rozwinął się także zmysł równowagi.

Około pięciu i pół miliona lat temu w rejonie Morza Śródziemnego nastąpił okres silnej suszy i zmniejszyła się powierzchnia lasów. Ssaki naczelne mogły już wtedy chodzić na dwóch kończynach i przeszły do życia na sawannach. W ten sposób drogą kolejnych zmian powstał człowiek.

To, o czym pani mówi, w dużej mierze wiadome jest dzięki badaniom skamieniałości. Jak to się dzieje, że na podstawie budowy żuchwy czy miednicy można się tak wiele dowiedzieć?

Anatomia człowieka i innych kręgowców odzwierciedla się w systemie kostnym. U ssaków puszka mózgowa jest całkowicie wypełniona przez mózg. W związku z tym jej wewnętrzny odlew zachowany w stanie kopalnym wygląda niczym ten organ. Widać na nim, jaki kształt miały płaty węchowe, półkule mózgowe, móżdżek, a z tego można wyciągnąć wnioski o rozwoju zmysłów i trybie życia.

Do zbadania budowy mózgu wieloguzkowców — wygasłej grupy pierwotnych ssaków roślinożernych żyjących w erze mezozoicznej — użyłam specjalnego mikrotomu, przyrządu do skrawania metali z nożem zbudowanym z niezwykle twardej stali z dodatkiem tytanu. Zatapiałam czaszki w żywicy epoksydowej i cięłam je na skrawki grubości 25 mikronów (mikron — tysięczna część milimetra). W ten sposób udało mi się właśnie odtworzyć przebieg nerwów, naczyń krwionośnych głowy i budowę mózgu.

Czy podobnie jak przypadkiem pojawiliśmy się na Ziemi, tak przez przypadek możemy z niej zniknąć?

Aby tak się stało, musiałby nastąpić kataklizm tak wielki, że zniszczyłby całe życie na Ziemi. Nie wyobrażam sobie, by to się stało zanim nasze Słońce po dalszych siedmiu miliardach lat istnienia zacznie wchodzić w postać czerwonego olbrzyma, by w efekcie zgasnąć. Jest więc dość czasu, by znaleźć sposób na kontynuację trwania nas samych i innych gatunków tam, gdzie nie dotrze zabójczy żar podstarzałego Słońca. Może tego dokonać tylko ludzki mózg, owoc ewolucji.

Rozmawiała Izabela Redlińska.

Tekst opublikowany pierwotnie w dzienniku „Rzeczpospolita”, 7.4.2006.

Posted in biologia, ewolucja | Otagowane: , , , | Leave a Comment »

Przebudzenie Homo sapiens

Posted by psychoneurocybernauta w dniu 13 listopada 2008

Przebudzenie Homo sapiens

Marcin Ryszkiewicz

Zobacz powiększenie

Fot. AP

Dlaczego ok. 60 tys. lat temu nasi przodkowie wyemigrowali z Afryki i zasiedlili całą Ziemię? Czy coś ich do tego zmusiło, np. zmiana klimatu? Nie, oni ruszyli w świat po prostu dlatego, że mogli, bo „obudzili się intelektualnie” – twierdzą naukowcy w dzisiejszym „Science”

Zobacz powiekszenie

Fot. MICHEL ALAIN GARCIA AP

Ten odcisk dziecięcej stopy sprzed ok. 30 tys. lat naukowcy znaleźli w 1994 r. w jaskini na południu Francji. Ściany jaskini pokrywały liczne rysunki, m.in. koni. Na cześć jednego z odkrywców nazwano to miejsce Jaskinią Chauvet Jeszcze całkiem niedawno wszystko wydawało się proste. Dzieje człowieka współczesnego zaczęły się wraz z przybyciem przed z górą 40 tys. lat kromaniończyków do zamieszkanej przez neandertalczyków Europy – i szybkiego wyparcia lub eksterminacji tubylców.Kontrast między nimi a „nami” był ogromny. Gdy neandertalczycy „od zawsze” produkowali takie same narzędzia kamienne (tzw. kultury mustierskiej), nie znali sztuki, żyli w izolowanych grupach, nie eksplorowali nowych lądów, nowych idei ani nowych wynalazków – to przybysze z południa wytwarzali zróżnicowane narzędzia kamienne, produkowali z kości i rogów igły, szydła i haczyki na ryby, przyozdabiali ciała, prowadzili wymianę towarów z bliskimi i dalszymi grupami ludzkimi, no i – to symbol nowych czasów – wytwarzali dzieła sztuki, pokrywając z czasem malowidłami niemal wszystkie nadające się do tego ściany jaskiń i występy skalne. Ten złożony zespół idei i wynalazków nazwano kulturą oryniacką, a ów intelektualny przeskok w naszych dziejach uznano za pierwszą wielką rewolucję (górnego paleolitu).Odtąd historia człowieka zaczęła przyśpieszać, kultury następowały po sobie (grawecka, solutrejska, magdaleńska , epoka miedzi, brązu, żelaza – aż po dzisiejsze komputery i rakiety), przyszły nowe rewolucje – neolityczna (rolnicza), przemysłowa, informatyczna, a ekspansja geograficzna na nowe lądy i wyspy oceaniczne doprowadziła do lądowania na Księżycu i powstania globalnej wioski na Ziemi.

Trudno się dziwić, że tak wielką wagę przywiązywano do tej pierwszej rewolucji, która wszystko zaczęła – wedle obrazowego sformułowania Jareda Diamonda był to Wielki Skok Naprzód, a jego siłą napędową był język, który wtedy się pojawił w niemal gotowej postaci. Było to zgodne z poglądami Noama Chomsky’ego o gramatyce uniwersalnej, która – może za sprawą mutacji genowej – została wtedy „wgrana” w struktury naszego mózgu. Dlatego wszystkie języki są dziś równorzędne – bo wszystkie opierają się na tej samej gramatyce, która powstała tylko raz. A język pozwolił na kumulację wiedzy i przekazywanie doświadczeń, co sam mechanizm ewolucji przestawiło na nowe tory – dziedziczenie idei może być szybkie, kumulatywne i „poziome”, inaczej niż powolne, statyczne i „pionowe” dziedziczenie genów. Zdobycie Księżyca było już – potencjalnie – wpisane w ów podbój Europy i konfrontację z neandertalczykami, której wynik był z góry przesądzony.

Nie wielki skok, ale małe skoki w bok

Ale ta bardzo zgrubnie zarysowana wizja zaczęła się ostatnio chwiać pod wpływem ciosów, które spadają na nią z wielu stron równocześnie. Owszem, w Europie tak to mniej więcej wyglądało (choć neandertalczycy nie odeszli od razu, a pod koniec zaczęli nawet stwarzać zręby swej własnej rewolucji górnego paleolitu), ale Europa to nie cały świat. A gdzie indziej sprawy wyglądały inaczej.

Przede wszystkim więc okazało się, że nowi ludzie i nowe wynalazki nie pojawili się najpierw w Europie. Kluczowe były znaleziska z Australii, gdzie ludzie zawitali o kilka lub kilkanaście tysięcy lat wcześniej, bo już 50, a może nawet 60 tys. lat temu. Wcześniejsza od europejskiej była też kolonizacja Nowej Gwinei, a znaleziska z Chin i Malajów wskazują, że i tam koloniści z Afryki przybyli, zanim ktokolwiek zakłócił spokój europejskich neandertalczyków.

Innych przełomowych znalezisk dostarczyła archeologia afrykańska, zwłaszcza z południa tego kontynentu. W Afryce, jak i w Europie wyróżniano dotąd środkową i górną epokę kamienia, ale w wielu miejscach RPA odkryto stanowiska ludzi behawioralnie współczesnych, żyjących tam na długo przed początkiem owej górnopaleolitycznej rewolucji. Przy czym wyznaczniki tej rewolucji w różnych miejscach były inne (w jednych ozdoby ciała i narzędzia kościane, w innych barwniki, gdzieniegdzie pierwociny symbolicznej sztuki itp.), a nigdzie nie występowały – jak w Europie – w postaci gotowego zestawu wszystkich elementów naraz.

Dzieje człowieka współczesnego zaczęły się wraz z przybyciem przed z górą 40 tys. lat kromaniończyków do zamieszkanej przez neandertalczyków Europy – i szybkiego wyparcia lub eksterminacji tubylców

Nowych przemyśleń dostarczyła też lingwistyka, która pokazała, że język nie pojawił się od razu w gotowej postaci, ale ewoluował od wczesnych wersji, bez gramatyki, po kolejno coraz bardziej dojrzałe jego formy, generowane zapewne przez dzieci (pokazały to badania nad przejściem od współczesnych protojęzyków pidżinowych do kreolskich).

Wreszcie, najpoważniejszy cios przyszedł ze strony archeogenetyki, która odtwarza ludzkie dzieje przez porównywanie sekwencji DNA – głównie w mitochondriach i chromosomie Y. Pokazała ona, że droga z Afryki nie prowadziła wcale przez Synaj i Bliski Wschód do Europy, ale przez Morze Czerwone i dalej wzdłuż wybrzeży aż do Australii (to dlatego „odkryto” ją wcześniej niż Europę) i wyruszyli w nią nie mieszkańcy sawann i stepów, ale związani z oceanem poszukiwacze owoców morza. Tego nikt się nie spodziewał.

Nic tu się z pierwotną hipotezą wielkiego skoku nie zgadzało. Wygląda raczej na to, że było dużo małych kroków w różnych kierunkach i że zamiast Długiego Marszu (by pozostać przy chińskiej symbolice) mieliśmy do czynienia z krótkimi wycieczkami, które często prowadziły donikąd.

Intelektualny zryw na południu Afryki

By sprawdzić, jak to w szczegółach mogło wyglądać, międzynarodowy zespół kierowany przez Zenobię Jacobs z Australii postanowił przebadać wszystkie znane stanowiska z RPA i okolic (Namibia, Lesoto), gdzie znaleziono przejawy górnopaleolitycznej kreatywności w osadach środkowej epoki kamienia. Chodziło głównie o to, by za pomocą najnowszych metod datowania ustalić, kiedy dokładnie te pierwsze przebłyski kognitywnego geniuszu nastąpiły, jak długo trwały, czy wszędzie były równoczasowe i co z tego może wynikać.

Rezultaty tych prac opublikowane w dzisiejszym numerze „Science” są bardzo ciekawe. Na południu Afryki już w środkowej epoce kamienia rozwinęły się dwukrotnie obejmujące znaczne obszary kultury górnopaleolityczne bazujące na symbolach, planowanej wytwórczości, wrażliwości na piękno i – zapewne – języku, i obie, jak się zdaje, upadły: w późniejszych osadach nie ma już śladów tego typu aktywności. Pierwsza z nich, znana jako Howieson’s Poort, rozwijała się przez 5,3 tys. lat (od 64,8 do 59,5 tys. lat temu), druga – bardzo krótkotrwała (zwana Still Bay) – przez zaledwie 900 lat (między 71,9 a 71 tys. lat temu). Ponadto, co zaskakujące, nie było między nimi ciągłości – obie przedziela liczący 6,7 tys. lat okres niemy, bez żadnych intelektualnych dokonań.

Co z tego może wynikać? Te dwa okresy kreatywności na południu Afryki przypadają na okres wyjścia z Afryki przez Morze Czerwone, a ten exodus, podobnie jak samo intelektualne przebudzenie, zapoczątkował pierwszą, największą rewolucję w dziejach człowieka i życia na Ziemi w ogóle. Stąd pokusa, by oba wydarzenia łączyć, co autorzy sugerują, wybijając nawet ten możliwy ciąg zdarzeń w tytule swego artykułu.

Kultury następowały po sobie – grawecka, solutrejska, magdaleńska , epoka miedzi, brązu, żelaza, aż po dzisiejsze komputery i rakiety, przyszły nowe rewolucje – neolityczna (rolnicza), przemysłowa, informatyczna, a ekspansja geograficzna na nowe lądy i wyspy oceaniczne doprowadziła do lądowania na Księżycu i powstania globalnej wioski na Ziemi

Trudno jednak zrozumieć jak te dwa efemeryczne intelektualne zrywy na południu Afryki wpłynąć miały na decyzję małej grupy ludzi na drugim krańcu kontynentu, by przepłynąć wąską wtedy cieśninę Bab el Mandab. Ostrożność jest tu wskazana – do niedawna również wcześniejsze o dwa miliony lat pierwsze wyjście z Afryki łączono z narodzinami w Afryce nowego, długonogiego, wielkomózgiego i technologicznie bardziej zaawansowanego gatunku (H. erectus), gdy tymczasem znaleziska z Gruzji (Dmanisi) pokazały, że ów pierwszy eksplorator był właśnie istotą wyjątkowo mało jak na Afrykę zaawansowaną anatomicznie i technologicznie.

Wielkie epopeje mają często bardzo skromne i całkiem przypadkowe początki.

Ciekawsze może być co innego – jeśli języki pojawiały się i zanikały w małych izolowanych populacjach i jeśli – jak sama górnopaleolityczna nowoczesność – powstawały metodą prób i błędów, a ich gramatyka nie jest tak bardzo uniwersalna, to może i dogmat o ich pełnej równorzędności też zacznie się kruszyć. Być może nadszedł już czas, by i na języki świata spojrzeć mniej politycznie poprawnym okiem.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Posted in ewolucja | Otagowane: | Leave a Comment »

Postmodernizm, magicyzm i krakanie wron

Posted by psychoneurocybernauta w dniu 14 października 2008

Postmodernizm, magicyzm i krakanie wron

Conradino Beb
Kamień ześliznął się ze stromego zbocza.
Stuk… stuk… stuk…

( Wrona Błogosławiona )

– Reguły zostały zmienione
– Zmieńmy je więc jeszcze raz

( Dłoń Odciśnięta W Piasku )

Nauka, ta szlachetna córka Europejskiej kultury, zrodzona w pocie i krwi wielu pokoleń przesławnych wizjonerów, którzy ginęli za postęp i prawdę na stosach lub gnili w więzieniach…

Nauka, ta ostateczna cnota, która wyzwolić miała ludzkość (czyli nas Europejczyków) z okowów ciemnoty i złudzeń…

Nauka, to wspaniałe narzędzie mające przynieść nam prawdę, szczęście (i dużo pieniędzy), które pomoże nam objąć świat w wieczyste władanie…

Ach, jakie to piękne. Tak piękne, że zaczyna boleć wyobraźnia.

Przychodzi mi tu na myśl haiku Kaisena:

W beczce mieszkał filozof.
– Dzień dobry panie filozofie!

Interpretację pozostawiam wam , bo cóż wam innego pozostaje?

* * *

Pewien Św. Tomasz w wizji danej mu przez Świętego Błogosławionego (IHVH) zobaczył drabinę, na której ludzie znajdowali się pomiędzy zwierzętami a aniołami, idąc oczywiście w stronę aniołów (wniosek był logiczny, skoro zaszli tak wysoko, po co mają wracać ?).

Człowiek więc to takie dziwne stworzenie, już nie anioł, chociaż dusza i tak należy do Jehowy, ale i nie zwierzę bo nosi ubrania. Gdyby nasz Tomasz żył trochę później (w XVIII w.) pewnie stwierdziłby, że dlatego, ponieważ używa widelca, który był mu, dzikusowi, nieznany. Małpy zresztą w średniowieczu były ludźmi uwiedzionymi przez szatańskie pokusy, które wywiodły je w dzicz. Wychodziło więc na to, że Bóg na spółkę z Luckiem1 tak w tym świecie namieszali, że jakoś to wszystko grało, a krytyka była sprzeciwem wobec boskiego porządku. Było git.

Problem zaczął się po chwalebnym czynie Krzysia Kolumba, który odkrył wreszcie upragnione Indie. Niestety za nic nie mógł wyprosić u Indian „korzeni” ; przywiózł za to sporo złota, które natychmiast zmieniło sposób widzenia nowego odkrycia naszego bohatera. „Kraina korzeni” stała się „krainą złota”, co oczywiście poprawiło wizerunek Hindusów (czytaj: Indian) w oczach Hiszpanów. Późniejsze zweryfikowanie pomyłki o dotarciu do Indii nie było już w stanie zatrzeć dobrego wrażenia o tubylcach, którzy oprócz złota zalet mieli mnóstwo. Tak to powoli do Europy zaczęto przywozić: tytoń, pomidory, kawę, kakao, pieprz, bawełnę i inne ciekawe zdobycze egzotycznej (czyli dzikiej) cywilizacji. Europa przeżywała rozkwit, można było mówić chyba o renesansie. Czego? Do dzisiaj nie wiadomo. Tymczasem gigantyczna inflacja, spowodowana nadwyżką złota i srebra, doprowadzała do śmierci tysiące chłopów pańszczyźnianych ; co bardziej zapobiegliwi kniaziowie, którzy zdążyli wprowadzić czynsz, szybko musieli powracać do regulowania powinności w naturze. No, ale te pomidory…

* * *

Ewolucja miała jednak swoje jasne strony ; choć ewolucjoniści przeprowadzający antropologiczną analizę XVI w. w Europie nie mieliby dużo dowodów by dowieść nieuchronności determinacji biologicznej w rozwoju gatunku homo sapiens – sapów (idealnie pasujący tu termin pana Philipa K. Dicka). Człowiek Sapiący (Sap) z pomocą swojej wysokiej i wyrafinowanej kultury przeprowadził bardzo szybką kalkulację, która pozwoliła mu do końca XIX w. wytępić kilkaset plemion Ameryki Pn. i Pd. o łącznej liczbie kilku milionów dusz i ciał. A ile się przy tym nasapał i ponarzekał, że źli, dzicy i okrutni ; o on tu w środku dżungli / prerii / gór musi ich z Bogiem wyrzynać. Los i Ewolucja bywają nieludzkie dla biednych Europejczyków.

* * *

Wśród nieustającej ekstazy, chociaż oficjalnie Kościół nie bardzo lubił radość życia itp. zaczęły się jednak pojawiać pewne usterki, które spędzały sen z powiek uczonych mężów i gasiły filuterne płomyki w ich roześmianych oczach; jak śmierć co w swym tańcu wdziera się w najmniej oczekiwanym momencie (historia z dziadkiem, któremu wysiada pompka podczas zabawiania się z cycatą blondynką pasuje tu jak ulał). Teologów dopadł sam Baron Samedi, by szyderczo zaśmiać im się w oczy. No więc są ludźmi czy nie? A jeżeli tak, to skąd się wzięli? Tak brzmiało podstawowe pytanie, które rozwiązywano z właściwą nie tylko tamtym czasom „theological correctness”(nie szukajcie tego terminu po encyklopediach, próżny wysiłek).

Historie o maruderach, którzy nie wiadomo czemu nie zostali wygnani z Raju (oj, niegrzeczni). O zaginionych potomkach Adama, Seta, czy innego patriarchy. Czy też o Mongołach, którzy przybyli tam na słoniach (wiadomo, słonie mogą latać dzięki uszom, ale tylko w Wieczór Wigilijny) były tworzone jak garnki przez zręcznego rzemieślnika.
Koniec końców wyszło na to, że czerwonoskórzy ludźmi byli, są i najprawdopodobniej zostaną.

Czas ustęp skończyć, bo mi się humor wyostrza, pewnie z podpuchy Szatana…

* * *

W każdym razie ewolucjoniści mieli rację, dobór kulturalno-naturalny jest faktem.

O, wdzięczni badacze
Z czołem

kurzem pokrytym
Zaklęci przez wiatry postępu
Myślenie daje wyniki.
(„Oda do wdzięcznego ewolucjonisty” – fragment)

Mam szczęście, że myślę i mam szczęście, że nie dlatego jestem. Chwalmy Pana, bowiem nadchodzi Czas Sądu…
Ach, Eris2 kocham Cię jak rodzoną siostrę.

* * *

Przez wiele stuleci od epoki Oświecenia ( trzy? ) naukowcy wyobrażali sobie, że wszystko co wymyślą musi dać pozytywne owoce. Tak soczyste, że ludzkość zje je z rozkoszą. Nie wiedzieć czemu Życie zaprzeczało temu na każdym kroku, a nasi wspaniali laboranci nawet nie zwrócili na to uwagi. A, tu się łapię na kłamstwie ; były chwalebne wyjątki, jak np. Kant, które zwracały uwagę na to, że rozum, szczególnie ten wielaki jakościowo, jest jakby niedoskonały… a nawet na pewno. Były to jednak wyjąteczki, które nie decydowały o wyborze drogi rozwoju.

Gdyby zajączkowi chodziło tylko o marchewkę, to musielibyśmy zrezygnować z jej sadzenia…

Nikomu nie przyszło jakoś do głowy pytanie: „Hej stary, a skąd my mamy poezję, malarstwo, latarnię morską, pasztet z gęsich wątróbek i spódnicę w paski?”

„Wątróbka to wytwór umysłu”, grzmieli zapytani. „A wymyślił Pan może wątróbkę, którą zjadł Pan ze smakiem?”

Pomiędzy myślą / ideą (nie w znaczeniu platońskim), a gotowym wytworem materialnym, czegoś brakowało. Czego?

Eksperymentu, próby, doświadczenia ; wreszcie zaskoczyło… uff!

* * *

Tak więc wiek XIX stał się okresem doświadczenia. Umysł wspomagany przez doświadczenie (nie, nie w antropologii) zaczął torować drogę rozwoju dla chemii, fizyki, biologii itp.

Wiek idei przekształcił się w wiek stali i pary. Kultura „idealna” zamieniła się w industrialną. Podstawą działania stało się „usprawnianie” własnego otoczenia ; tworzenie go na kształt idei naukowych (rozumu).

Ktoś jednak powie. „Zaraz, zaraz (to taka wielka bakteria), człowiek tworzy otoczenie na swój obraz od kiedy posiada kulturę.” A od kiedy ją posiadł ? A co to jest kultura? Te pytania pojawiają się dopiero z wiekiem XIX. Co jest powodem ich powstawania? Gwałtowna rewolucja w stylu życia, jaki prowadził człowiek, zmiany cywilizacyjne, mieszanie się kultur. Po prostu rewolucja…

A co to jest rewolucja?
rewolucja – jest to stan powodujący zmianę postrzegania i podchodzenia do rzeczywistości, który następuje na skutek zerwania więzów z dotychczasowym sposobem postrzegania i podchodzenia do rzeczywistości…

Jest to stan ani-ani. Stan pierwotnego chaosu. Stan, w którym granice pomiędzy przeszłością a przyszłością rozmywają się. Człowiek doświadcza teraźniejszości.

Hakim Bey, jeden z najbardziej wpływowych filozofów chaosu używa tutaj przejętego od Maxa Stirnera pojęcia „insurekcja” lub „powstanie”. Wszystkie te pojęcia wymykają się nauce i dlatego są jak najbardziej na miejscu.

Mamy XXXIII rewolucję w kosmosie, XXIII w życiu fizycznych organizmów, XIII w życiu zwierząt i III w życiu człowieka. Te III rewolucje to:

1. powstanie człowieka – kurewska rewolucja, nazwana tak przeze mnie z powodu powstania najbardziej wrednego i płodnego gatunku pod Słońcem. No, może z wyjątkiem karaluchów.

2. rewolucja neolityczna – zwana przeze mnie „rewolucją kątową”, człowiek bowiem po raz pierwszy zaczął stosować kąt prosty.

3. rewolucja industrialna – zwana także w niektórych kręgach „rewolucją milionów”, miliony bowiem umarły przy niej w wyniku katorżniczej pracy.

Przed nami jeszcze czwarta, ale o tym innym razem.

Oczywiście zdaję sobie sprawę z wywrotowości mojej teorii ale nie bardzo się martwię ewentualnymi głosami sprzeciwu, gdyż jest to ta jedyna prawdziwa ( O, Eris! ).

* * *

I i II Wojna Światowa była potężnym wstrząsem dla zawsze uśmiechniętych pozytywistów (ta-ram , ta-ram!), którzy próbowali oprócz zmiany świata zmienić prosty lud… Niestety, nie pamiętam co ten Spencer i Mill postulowali. Może to i lepiej. Nie będę musiał zanudzać was wykładami ich poglądów. Świat się zmienia, to jednak fakt. Gdybym w średniowieczu, będąc mnichem, powiedział tak o Arystotelesie czy Świętym Augustynie, utopiliby mnie w klasztornym szambie.

W każdym razie wyszło na to, że pozytywna nauka na gruncie utworzonej dla niej filozofii od czasów oświecenia doprowadziła do Potężnej Rewolucji. Do wyładowania całego swojego negatywnego potencjału ; nawet Einstein dał się w to wciągnąć. Naukowcom całkowicie pochłoniętym odnajdowaniem porządku we wszechświecie, gdzieś całkowicie zniknął chaos kryjący się za ich plecami.

Naukowcom analizującym makrokosmos zabrakło wglądu w mikrokosmos.

* * *

Co zniszczyły obie Wojny Światowe?

Coś znacznie więcej niż miliony ludzi. Te ginęły już wcześniej. Zniszczyły one symulację. Czego? Symulację pokoju, postępu, społeczeństwa, cywilizacji, kultury, inteligencji, rozsądku, bożej łaski. Zniszczyły rzeczy, które nigdy nie istniały.

Rozszerzam tutaj 1.tezę J. Baudrillarda wg, której „społeczeństwo nigdy nie istniało”. Nastąpił rozpad idei, które symulowały rzeczywistość, armaggedon umysłu. Kłopot w tym, że mało kto ten rozpad zauważył.

Zabito wszystkich aktorów, ale muzyka grała nadal ; widzowie zaś siedzieli, po krótkim wstrząsie wracając do stanu „widza”, kiedy wprowadzono nowych. Przedstawienie musi się toczyć. Dlaczego?

Przyczyna leży „w środku”.

„Umysł stanowi pustkę”, mówią mistrzowie zen, lecz dlatego nie może jej ścierpieć, dokańczam. Ludzie nie znoszą Pustki, kojarzy im się ona ze Śmiercią, Niebytem, Niepokojem. Dlatego kurczowo trzymają się myśli, które są tylko cieniami Pustki. A wydają im się Życiem. Prawdziwe Życie tkwi jednak gdzie indziej.

Spektakl lub ów teatrzyk cieni w platońskiej jaskini ; zwany także Babilonem, Symulacją i Mayą jest po to by trwał. Trwanie, które nazwę tu „transmisją” to pewien przekaz. Transmisja nie jest uzależniona od nikogo, można jej słuchać lub nie, próbować nią sterować, zmieniać. Można ją także „wyłączyć”.

Umysł to nadajnik / odbiornik. Serwer komputerowy, który wysyła dane lub je odbiera. Słuchanie transmisji to łączenie się z serwerem poprzez Sieć. Transmisji jest wiele, tak jak wiele jest stron w Sieci. Kiedy jednak próbujemy przestać ich słuchać, one potrajają swą moc ; jeżeli słuchasz – przegrywasz. Jeżeli transmisja się skończy – wygrałeś… A co potem? Najpierw przestań słuchać.

* * *

Po rozpadzie zaczyna się odbudowa.

F. Nietsche mówi: „Gdy gore dom zapomina się nawet o obiedzie ; po pożarze zjada się go jednak na zgliszczach.”

Nie można zmienić struktury Symulacji, ona żyje własnym życiem. Można ją zaakceptować bądź się zbuntować. Wybór nr 1 prowadzi do uwięzienia, wybór nr 2 – może prowadzić do wyzwolenia. Czy teraz wiecie dlaczego „Matrix” jest takim dobrym filmem?

* * *

Każda kultura posiada specyficzny kod kulturowy (powtarzam: tak jak wiele jest stron w Sieci) nieprzekładalny w pełni na drugi. Jest to transmisja o pewnej długości fali. Wraz z przekładem zmienia się wartość fali. Dlatego Kabałę ciężko uprawia się w języku polskim.

Jedyne co można zrobić to wyjść poza kod, spotkać się w „templum” ze źródłem kodu, na gruncie neutralnym. Żeby to zrobić trzeba zrezygnować z zaborczego podejścia badacza.

Opowiastka zen mówi o profesorze, który odwiedził mistrza Nan-in by o tym zen czegoś dowiedzieć. Nan-in podał herbatę. Napełnił filiżankę gościa jednak nie przestał nalewać herbaty. Profesor w zdumieniu obserwował lejący się płyn, aż w końcu nie mogąc dłużej wytrzymać rzekł:
– Filiżanka jest pełna. Nie zmieści się już ani kropelka.
– Podobnie jak ta filiżanka – powiedział Nan-in – jesteś pełen swych własnych opinii i spekulacji. Jak mogę ukazać ci zen, dopóki nie opróżnisz filiżanki?

Ta chytra anegdotka świetnie mówi o tym, że aby „poznać”, trzeba odrzucić wszelkie chęci do analizy, oceny ; wszystko co może zniekształcić „wgląd” w naturę rzeczy. Na poziomie społeczno-kulturowym trzeba się zdesocjalizować i odkulturować, czyli trzeba przejść pewien proces analogiczny do procesu roztopienia cukru w filiżance herbaty. Trzeba się pozbyć „person” , czyli osobowości, które się posiada. Czyli tych, które narzuca nam umysł. Trzeba je odrzucić jak rękawiczki w zimie, wystawić się na chłód śmierci, by przejść przez ogień stworzenia i zamieszkać na wyspie pośrodku jeziora. To Droga, którą można przejść.

Zen mówi: Ludzie nie mają wątpliwości. To nauka jest początkiem wątpliwości.

Ostateczny stan to wygaśnięcie, przez buddystów porównywane do zgaśnięcia płomienia świecy. Nam będzie łatwiej, jeśli porównamy to do zgaszenia w nocy telewizora lub komputera i cichego, głębokiego westchnięcia przed snem, snem o najpiękniejszych marzeniach.

Jak widzicie, celem poznającego nie jest odkrycie prawdy o drugim człowieku, to nigdy nie będzie możliwe. Celem jest wgląd w siebie samego, w Jaźń , która wyrasta z Wszechrzeczy. Wgląd ten pozwala nam zrozumieć obcą kulturę, nie pod kątem drugiej kultury, lecz z płaszczyzny pozakulturowej, która dana jest wszystkim żyjącym istotom. Znajduje się ona nie gdzieś daleko w przeszłości, ale w nas, ukryta głęboko w ciemności wiecznej ekstazy, spowita falującym światłem, niosąca święty, biały płomień stworzenia.

Nie próbujmy zawłaszczyć sobie cudzej kultury, sprowadzając ją do nieudacznej analizy i kilku durnych wniosków. Proponuję byśmy raczej poszli pod prąd, zauważyli niewidzialne, pochwycili bezkształtne. To co było zawsze od Początku, chaos Przemiany, radość życia, istniejącą w każdej kulturze przedchrześcijańskiej. Sposobem rozumienia powinno być wspólne doświadczenie, z tak różnymi formami w wielu kulturach. Synteza zamiast Analizy; rozwaga zamiast sceptycyzmu i posługiwanie się Sercem3 , nie Intelektem. Miłość jest Prawem, Miłość podług Woli.

* * *

(+)�� ?�� =�� ?�� (-)

* * *

Rację ma Clifford Geertz mówiąc: „Rozumienie ludzkiej kultury podkreśla jej typowość bez redukowania jej partykularności.” Zgadzam się z nim, że kultura to zestaw symboli. Ja wolę tu termin „symulacja” = „transmisja”, który wykracza poza struktury antropologiczne. Kultura to symulacja rzeczywistości ; piękna, okropna, męcząca, przyjemna, ale tylko symulacja (aż transmisja). W końcu Geertz też popiera teorię spektaklu. Inspiracje A. Artaudem czy T.S. Elliotem mówią same za siebie. J. Derrida obwieszcza koniec filozofii jako formy odrębnej od retoryki i poetyki. Zaleca powrót do „białej mitologii”. Jeżeli ktoś zapomniał, nadal posiadamy swoje mity, czy są to pozostałości czasów przedchrześcijańskich, rekonstrukcje wprost z Akashy4 , mity postindustrialne, lub czysto eklektyczne zlepki wielu tradycji – mitologia jest faktem, który istnieje pomimo rzeczywistości materialnej.

* * *

Pan Richard Rorty (zgodnie ze mną) twierdzi: „Od lat dwudziestych naszego stulecia już tylko filozofowie i ich studenci wierzą, że filozofia ma wyjątkowe kwalifikacje do bycia podstawą działalności kulturowej”.

Czy filozofia lub antropologia kiedykolwiek istniały? Pytam. Nawet jeśli istniały, to teraz już nie istnieją ; rozwinięcie drugiej tezy J. Baudrillarda. Europa i Białe Kolonie wracają do tradycji przedfilozoficznej ; od czasów XIX-wiecznego dekadentyzmu następuje odwrót , powrót do korzeni. Dlaczego? Bo to płaszczyzna wspólna dla wszystkich kultur ; tu znajdujemy wspólny język. To jest właśnie przyczyna odrodzenia pradawnych wierzeń, które naukowcy traktują z uśmiechem politowania na twarzy (lub co najwyżej nazywają „modą”). My zaś powtarzamy: to jedyna słuszna alternatywa wobec symulacji rzeczywistości opanowanej przez percepcyjny filtr, rzeczywistości skończonej i umierającej w agonii. Maskowanej HIPERKONSUMPCJONIZMEM i ślepym hedonizmem. Pojęcia takie jak „produkt”, „usługa”, „przyjemność” i „ból” rozmywają się zresztą w zastraszającym tempie, zastępowane przez efemerydy będące dziełem stada ćpunów, których mózg kurczy się równie szybko jak Kosmos przed Wielkim Końcem. Rzeczywistość wirtualna (widzialna) to transmisja danych, których liczba wzrasta co jedną tysięczną sekundy o miliard gigabajtów. Wyjściem z niej jest całkowite odcięcie się, które musi zostać poprzedzone utworzeniem „Tymczasowej Strefy Autonomicznej”. Pojęcie to wprowadzone zostało przez Hakima Beya w celu zastąpienia ezoterycznego terminu „Świątyni”, egzoterycznie oznaczającego „ekstazę”, „doświadczenie szczytowe” lub prościej „oświecenie”.

Nieprzypadkowo łączy on magię5 z filozofią chaosu. Magia jest bowiem bezpośrednim spadkobiercą czystego chaosu i jest jednym z najlepszych instrumentów pozwalających na „wgląd”. Magia jest metaforą unoszącą się ponad symulacją a jednak nierozerwalnie z nią związaną. Przytoczyć tu chcę tezę dwóch tzw. językoznawców kognitywnych, panów Lakoffa i Johnsona, którzy mówią: „Nowe metafory mają moc tworzenia nowej rzeczywistości” Harmonizuje z tą tezą pogląd T. Kuhna, wg którego „Wprowadzenie zupełnie nowego systemu pojęć decyduje o zmianie paradygmatu”, czyli inaczej mówiąc: zmiana niektórych symboli powoduje zmianę ich zbioru, a co za tym idzie – ich odbioru.

Magowie mówią to od wieków, ukrywając to w symbolach przeźroczystych jedynie dla wtajemniczonych.

Iluminaci są wszędzie, to prawda. Dlatego, że można być jednym z nich wcale o tym nie wiedząc. Być schwytanym w pajęczynę symulacji to powielać symulację. Można kłamać nie będąc tego świadomym.

I podsumowanie.

Co do postmodernizmu; ten kończy się ku żalowi miłośników „ponowoczesności”. Odchodzi w przeszłość tak jak wiele innych paradygmatów, lub jak wolę je nazywać za Bey’em – struktur tymczasowych.Dzieje się tak dlatego, że wyzwolenie samej struktury tymczasowości – absolutnie relatywnej nieliniowości wyrywa czas z Czasu i tworzy nowomityczną odchłań, która jest definiowalna tylko przez jej bezpośrednich uczestników, a więc nie potrzebuje ostoi trwałości w postaci obiektywnego czsoprzestrzennego dyskursu ( !? ). Z chaosu zniszczenia rodzi się chaos tworzenia. Ogłaszam koniec Postmodernizmu. A może nigdy go nie było?

„Magicyzm”6 nie jest nową teorią, gdyż magia jest stara jak Stworzenie.

Postuluje ona dwie struktury sieciowe (czyli determinujące pewien odbiór) :

1) Brak Prawdy, czyli poznania obiektywnego
2) Wysiłek w celu Wglądu (lub Przemiany)

Krakanie wron zaś to „szum informacyjny”, owa transmisja , którą powinniśmy zostawić samą sobie jak chmury na horyzoncie. „Pies szczeka, karawana idzie dalej”, mówi arabskie przysłowie.

Ku jasności pojęć, które tworzę, chciałbym wyjaśnić założenia „mojego” magicyzmu. Przede wszystkim zaś – samo pojęcie.

Magicyzm jest teorią magii, która istnieje tylko w praktyce i jest aktywną stroną bytu lub bycia, gdyż jest to jedno i to samo, a rozbiórki podmiotu od właściwości są martwym zabiegiem pustki umysłu, który musi oddzielać, by łatwiej przełknąć. Można to nazwać „zasadą trawienną”7 . Magicyzm zatem jest zapleczem magii, jej transmisją teoretyczną, która kształtuje Mayę – widzialną rzeczywistość. Brak obiektywnego poznania opiera się na teorii, która głosi, że mikrokosmos (podmiot) jest od Wielkiego Rozdzielenia do Dnia Bądź Z Nami8 na „Zawsze” złączony z makrokosmosem (przedmiotem) i cały czas poznaje tylko to, od czego „nie jest oddzielony”; potrzeba obiektywizmu więc sama się wyklucza, a co za tym idzie istnieje tylko Czyste Poznanie lub Czysta Prawda, która jest subiektywno-obiektywna dopóki „jest”. Kiedy znika, znikają pojęcia, gdyż są odbiciem Pustki, a Prawda objawia się poza nimi, czyli całkowicie obiektywnie lub subiektywnie, jak kto woli – pojęć już wtedy nie ma! Można powiedzieć, że istnieje wiele poziomów „prawd”, z których każda jest tylko cieniem tej jedynej, która „Nie Istnieje” ?

Oczywiście oznacza to także, że nikt Prawdy nie zna, a tym bardziej nie może jej przekazać. Autorytety uznanych instytucji padają jak muchy. Chwała im. Mają szczęście, że nigdy nie istniały.

Żeby jednak uzyskać wgląd, czyli przyjrzeć się rzeczywistości z bliska, trzeba podjąć wysiłek wśród wszystkich ciał, osobowości i sytuacji danych nam przez samego siebie, a pochodzących od Władców Stworzenia9. Należy zabrać się za Przemianę, transgresję, Wielkie Dzieło czy samodoskonalenie, które zaniesie nas Mleczną Drogą ku skrzyżowaniu dusz, Podziemną Rzeką ku Oceanowi Ciemności czy Powietrzem zawieje nas ku Krańcowi Świata.

Ścieżek jest wiele, wybór należy do was.
Tao-te-king mówi : „Wielkie tao rozlewa się (na wszystkie strony). Można (je znaleźć) i po lewej i po prawej (stronie)”. Tak jak Rzeka ma wiele odnóg i Droga wiele skrzyżowań, człowiek ma wiele wyborów. które uzależnione są tylko od niego i przeznaczenia10…..

Wrona „Dłoń Odciśnięta W Piasku” Błogosławiona.

Przypisy:

1. Lucek – potoczne określenie Lucyfera, takiego aniołka, co nie chciał mieć tak samo dobrze jak wszystkie inne.
2. Eris (Dyskordia) – gr./rzm. bogini niezgody i zamieszania, która objawiła się z powrotem w 1958r. niejakiemu Gregowi Hillowi i Kerry’emu Thornley’owi.
3. Serce – to syntezujący termin na otwartość instynktu, umysłu, uczuć, zwykle łączony z prawą półkulą mózgową, którą charakteryzuje doświadczenie bezpośrednie (intuicyjne)
4. Akasha – tutaj jest to niezniszczalna struktura nieświadomości zbiorowej.
5. Magia – A. Crowley uważał, że Magią jest każde działanie intencjonalne.
6. Magicyzm – zwany inaczej teorią magii, filozofią khaosu, anthropoyogą pustki i jakkolwiek inaczej.
7. Zasada trawienna – głosi ona, że umysł, jako instrument uzależniony od poziomu świadomości by przepuścić pewne dane dzieli je na kawałki i traci po drodze rozpiętość przedmiotu.
8. Jest to początek i koniec kosmosu w pewnym uproszczeniu.
9. Ten termin można zastąpić sobie czymkolwiek innym, choćby jego brakiem.
10. Przeznaczenie – tutaj przyjęte jako ścieżka, na którą cały czas wpływamy.

BIBLIOGRAFIA, czyli transmisje przetworzone:

Antosiewicz Kamil, O Beyu, Antena krzyku, R.2000, nr.1
Bey Hakim, Kongres dziwacznych religii , http://www.terra.pl/okultura/
Bławatska Helena P. , Doktryna tajemna, Interart, Warszawa 1996
Burszta Wojciech J. , Antropologia kultury, Zysk i S-ka, Poznań 1998
Burszta Wojciach J. , Wymiary antropologicznego poznania kultury, Wyd. UiAM, Poznań 1992
Dick Phillip K. , Obława , [ W: ] Przypomnimy to panu hurtowo, Prószyński i S-ka, Warszawa 1998
Huxley Aldous, Filozofia wieczysta, „Pusty Obłok”, Warszawa 1989
Kaisen, Poezje szalonego mnicha, Dom Wydawniczo-Księgarski KOS, Katowice 1997
Księżyk Rafał, O motylach, Antena krzyku, R.2000, nr.1
Misiuna Dariusz, Ekstaza komunikacji, Plastik, R.1999, nr.4/22
Nietzsche Friedrich, Aforyzmy, /wyb./ Stefan Lichański, PIW, Warszawa 1973
Tsy-Lao, Tao-te-king, Literatura na świecie, R.1987, nr.1(186)
[ W: ] Mała księga mądrości zen, /wyb./ John Baldock, Zysk i S-ka, Poznań 1996
zdjęcia: ©Karolina Urbaniak, © Lisa Rogers, ©Mark Oppitz, http://www.vamp.org/Gothic/Images/

http://www.magivanga.com.pl/page.php?33

Posted in ewolucja | Otagowane: | Leave a Comment »

Raj bez jaj. Piekło bez cipek.

Posted by psychoneurocybernauta w dniu 2 października 2008

“Człowiek bez Boga jest jak ryba bez roweru.” – znalezione na ścianie męskiej toalety w pubie Larry’ego Blake’a w 1977 roku w Berkeley

wizja “Raj bez jaj. Piekło bez cipek.” i na dodatek stan trwający wieczność w sytuacji, kiedy większość ludzi, nie jest w stanie wysiedzieć w kościele przez godzinę myślą, a myślą, że wysiedzą całą wieczność, chyba o to chodzi teistom o tę nieśmiertelność, zapewne dlatego że zjedli owoc nie z tego drzewa, zjedli “dobro i zło”, a zapomnieli o “wiecznym życiu”, lecz poco rozpamiętywać stare sprawy rodzinne, w końcu Adam i Ewa to nasza rodzina, na moje było minęło, ja do nich nie mam żalu, lecz jeśli Adam i Ewa to alegoria, to jak przyznają kreacjoniści, “owoc” nie został zerwany, nie było nieposłuszeństwa, nie było też grzechu pierworodnego, a to oznacza, że nie ma śmierci, przecież to jesteśmy śmiertelni poprzez grzech pierworodny (jak pisałem ze złego drzewa…) no i dodatkowo kobieta musi rodzić w bólach i tak dalej i tak dalej, każdy zna naszą rzeczywistość, budda mówił że mamy cztery cierpienia na które nie mamy wpływu (narodziny, choroba, starość, śmierć) lecz skoro Adam i Ewa to tylko alegoria to dlaczego umieramy, musi być jakaś inna przyczyna tego, jakakolwiek by ona nie była jedno jest pewne śmierć Jezusa była tylko jedną z wielu bezsensownych śmierci w tamtym czasie, na pewno nie mogła być zbawieniem bo nie było od czego zbawiać! i to jest jedyna prawda jaką mogę zaakceptować np u Dawkinsa, kreacjonizm nie ma szans z ewolucją, na pewno ewolucja przejdzie jeszcze wiele transformacji, choćby tak dziwną jak propozycja Terence McKenna “Skoro już w XIX wieku zgodziliśmy się przyznać, że człowiek pochodzi od małpy, najwyższy czas pogodzić się z faktem, że były to naćpane małpy.” ale na pewno nie będzie to historyjka o dwójce pierwszych ludzi, byliśmy stadem

Pokarm bogow – Terence McKenna (*.pdf)

Posted in ewolucja, teizm | Otagowane: , , , , , , | Leave a Comment »