Wolni z wolnymi, równi z równymi i zacni z zacnymi.

Rex regnat et non gubernat

  • Thomas Jefferson

    Kiedy obywatele obawiają się swojego rządu, jest to tyrania. Gdy to rząd obawia się obywateli, mamy do czynienia z wolnością.
  • Margaret Thatcher

    Unia Europejska jest skazana na niepowodzenie, gdyż jest czymś szalonym, utopijnym projektem, pomnikiem pychy lewicowych intelektualistów.
  • Włodzimierz Lenin

    Socjalizm to nic innego jak państwowy monopol kapitalistyczny stworzony dla korzyści wszystkich ludzi.
  • Ralph Waldo Emmerson

    Religia jednego wieku staje się literacką rozrywką następnych.
  • Soren Kierkegaard

    Są dwa sposoby w jakie człowiek może dać się ogłupić. Pierwszy to uwierzyć w rzeczy nieprawdziwe. Drugi, to nie wierzyć w prawdziwe.
  • Ayn Rand

    Jako że nie istnieje taki byt, jak “społeczeństwo”, ponieważ społeczeństwo to pewna liczba indywidualnych jednostek, zatem idea, że “społeczny interes” jest ważniejszy od interesu jednostek, oznacza jedno: że interes i prawa niektórych jednostek zyskuje przewagę nad interesem i prawami pozostałych.
  • Terence McKenna

    Skoro już w XIX wieku zgodziliśmy się przyznać, że człowiek pochodzi od małpy, najwyższy czas pogodzić się z faktem, że były to naćpane małpy.
  • Aleister Crowley

    Czyn wole swą, niechaj będzie całym Prawem.

    Nie masz żadnego prawa prócz czynienia twej woli. Czyn ja i nikt inny nie powie nie.

    Każdy mężczyzna i każda kobieta jest gwiazdą.

    Nie ma boga prócz człowieka.

    Człowiek ma prawo żyć wedle swych własnych praw
    żyć tak jak tego chce
    pracować tak jak chce
    bawić się tak jak chce
    odpoczywać tak jak chce
    umrzeć kiedy i jak chce

    Człowiek ma prawo jeść to co chce: pić to co chce: mieszkać tam gdzie chce: podróżować po powierzchni Ziemi tam gdzie tylko chce.

    Człowiek ma prawo myśleć co chce
    mówić co chce: pisać co chce: rysować, malować, rzeźbić, ryć, odlewać, budować co chce: ubierać się jak chce

    Człowiek ma prawo kochać jak chce

    Człowiek ma prawo zabijać tych, którzy uniemożliwiają mu korzystanie z tych praw

    niewolnicy będą służyć

    Miłość jest prawem, miłość podług woli.
  • Anarchizm metodologiczny

    Anarchizm metodologiczny - jest programem (a właciwie antyprogramem), zgodnie z którym należy z wielką ostrożnością podchodzić do każdej dyrektywy metodologicznej, (w tym do samego anarchizmu) bowiem zaistnieć może sytuacja, w której lepiej jest z anarchizmu zrezygnować (aby nie hamować rozwoju wiedzy) niż go utrzymywać.
    Paul Feyerabend
  • Strony

Archive for the ‘wolny rynek (kapitalizm)’ Category

Wolny rynek – szczególny rodzaj rynku, na którym wymiana dóbr dokonuje się w wyniku dobrowolnie zawieranych transakcji pomiędzy kupującymi, a sprzedającymi przy dobrowolnie ustalonej przez nich cenie. Na wolnym rynku kupujący i sprzedający nie podlegają żadnym ograniczeniom ani przymusowi ze strony podmiotów zewnętrznych (np. władzy publicznej), a warunki transakcji – w szczególności cena – zależą jedynie od ich obopólnej zgody. Przeciwieństwem wolnego rynku jest rynek regulowany.

Suma indywidualnych i dobrowolnych decyzji transakcyjnych podmiotów wolnego rynku przejawia się na rynku w postaci popytu i podaży. W procesie interakcji spontanicznych decyzji kupujących i sprzedających, zwanym mechanizmem rynkowym dochodzi do ustalenia się równowagi rynkowej, czyli zrównania popytu z podażą oraz ustalenia ceny równowagi.

Koniecznym warunkiem zaistnienia wolnego rynku są precyzyjnie określone prawa własności przede wszystkim w odniesieniu do środków produkcji oraz wytworzonych dóbr. Zwolennicy liberalnych koncepcji ekonomicznych twierdzą, że odpowiednie dookreślenie praw własności może zapewnić jedynie powszechna własność prywatna.

Siedem kłamstw o wolnym rynku

Posted by psychoneurocybernauta w dniu 5 Maj 2014

Niektóre prawdy są ciągle powtarzane. Czasem miewamy też jednak do czynienia z wiecznymi kłamstwami. Zamieszczam tutaj kilka spośród ostatnio zasłyszanych kłamstw na temat wolnego rynku, choć jest ich oczywiście znacznie więcej.

1) Wolny rynek powoduje niedostatek i wzrost cen. W każdym systemie gospodarczym — socjalistycznym, interwencjonistycznym, wolnorynkowym — ilość danego dobra zwykle będzie niewystarczająca, żeby zaspokoić popyt przy cenie równej zero. Na wolnym rynku, gdzie ludzie wymieniają się prawami do tych dóbr, ceny będą spadania wzrastać lub spadać do poziomu, przy którym wysokość popytu jest równa wysokości podaży, i tym sposobem ceny pomogą radzić sobie z niedostatkiem. Co więcej, wolny rynek, poprzez system zysków i strat, daje przedsiębiorcom zachętę zarówno do dostarczania większej ilości dóbr rzadkich, jak też do odkrywania alternatyw. (Nie cały „handel” przebiega jednak w ten sposób, patrz punkt 4) poniżej).

2) Na wolnym rynku biznes jest uprzywilejowany. Jest to bardzo powszechne mniemanie oparte na myleniu prorynkowości z probiznesowością. Wolny rynek jest jednak wolny dokładnie dlatego, że nie przyjmuje żadnych specjalnych przywilejów dla jakichkolwiek osób czy grup. Takie przewagi z pewnością dzisiaj istnieją i mogłyby istnieć na wolnym rynku — można się wrodzić w bogatą rodzinę, być wytrwalszym czy zasobniejszym — ale są one konsekwencją braku przywilejów w sensie libertariańskim tak długo, jak tylko są one zdobyte bez użycia oszustw i fizycznej przemocy wobec ludzi lub cudzej własności.

3) Przed Obamacare, służba zdrowia [w USA — przyp. tłum.] działała na zasadach wolnorynkowych. W rzeczywistości był to wielce interwencjonistyczny rynek. Podobnie, porażki rynków mieszkaniowych i finansowych nie były wcale rezultatem „polityki wolnorynkowej”, a to samo można powiedzieć w zasadzie o każdym sektorze amerykańskiej gospodarki. Wolny rynek jest wolny od prawnych przywilejów i dyskryminacji, jest tym wszystkim, co dzieje się pod nieobecność agresji i w ramach ściśle określonych „zasad gry” — takich jak, na przykład, prywatna własność, wolność stowarzyszania, rządy prawa. Ponownie, to nie jest probiznesowe, prokonsumenckie, ani projakiekolwiek, jeśli ma to oznaczać używanie siły politycznej do rozmyślnego pomagania jednym kosztem drugich.

4) Wolny rynek wymaga, aby wszystkie wartościowe zasoby były w prywatnym posiadaniu i aby handlowano nimi na rynkach. Nawet, gdyby to było możliwe, a nie jestem co do tego przekonany, to niekoniecznie byłaby to najlepsza droga to poradzenia sobie z tragedią wspólnego pastwiska. Niekiedy alternatywy prywatnej własności zwyczajnie działają lepiej. W rzeczy samej, Elinor Ostrom, która została laureatką Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii za badanie na temat użytkowania wspólnych zasobów, znalazła stosowane przez ludzi na całym świecie od zarania dziejów sposoby na unikanie konfliktów dotyczących np. użytkowania wody i wycinania lasów pozarynkowymi metodami współpracy (a często także bez rządu). Istotnie, często „wymieniamy” przysługi z rodziną, znajomymi, a nawet z obcymi bez potrzeby formalnych rynków i cen rynkowych. I bardzo dobrze.

5) Wolny rynek wzmaga rasizm, homofobię i inne rodzaje bigoterii. Cóż, to prawda że można być rasistą i homofobem na wolnym rynku, można nie życzyć sobie mieszkania w pobliżu jednopłciowej lub międzyrasowej pary, czy też odmawiać komuś zatrudnienia za wygląd, jeśli wyda się on w jakiś sposób odrzucający. Jednak w konsekwencji takich zachowań będzie pewnie trzeba zapłacić więcej za dom, albo wypłacać wyższe pensje pracownikiem, bo jest to rozmyślne zawężenie własnego pola manewru.

Część krytyków wolnego rynku wyśmieje takie tłumaczenie, mówiąc, że te mechanizmy nie zwalczają podszycia rasizmem lub seksizmem. Wiele można na to odpowiedzieć, ale ograniczę się tylko do dwóch kwestii. Po pierwsze, płacenie za uprzedzenia może ich nie wyeliminować, ale będzie je ograniczać (popyt spada ze wzrostem ceny, także popyt na uprzedzenia). Poddawanie się im oznacza zaś straty względem rodzin bardziej tolerancyjnych lub wyrzeczenie się bardziej kompetentnych pracowników. Po drugie, próba zmienienia czyjegoś nastawienia wobec homoseksualizmu i rasizmu przemocą albo groźbą jej użycia jest metodą nieefektywną, która zwykle przynosi więcej szkody niż pożytku, a z czasem prowadzi do narastania komplikacji. Wolny rynek daje powody do korzystania na zawiązywaniu interakcji z innymi, na uczeniu się od innych, którzy mogą bardzo się różnić, mogą działać poza zwykłymi siatkami społecznymi. Legalistyczne rozwiązania powodują namnażanie resentymentów i pogoni za rentą, które podkopują tolerancję niezbędną do wiązania ze sobą różnych ludzi.

6) Wolny rynek popiera wojnę. To prawda, że poza byciem „zdrowiem państwa” i wrogiem wolności, wojna jest korzyścią dla niektórych grup interesu jak choćby firmy produkujące broń. Wojna niszczy jednak wolny rynek w ogólności. Wojna i rządowa interwencja, która tej pierwszej zawsze towarzyszy, ograniczają wolny rynek (wewnętrzny i w kraju, z którym toczy się wojna) i wolne stowarzyszanie, czynią kupno i sprzedaż bardziej kosztownymi, redukują siłę nabywczą, szkodzą gospodarstwom domowym i biznesom, wreszcie naruszają pokój, który jest niezbędny dla rozkwitu wolnego rynku.

7) Wolny rynek jest zawsze wydajny. Prawdziwy świat zamieszkują prawdziwi ludzie, którzy nie mają pełnej informacji, mogą mieć błędne informacje lub mogą po prostu popełniać błędy. „Idealny” system gospodarczy to nie ten, w którym nikt nigdy nie popełnia błędów, ale ten, w którym popełniane przez ludzi pomyłki są naprawiane najefektywniej, jak to tylko możliwe. Konkurencja na wolnym rynku pozwala ocenić, czy koszty są zbyt duże, czy zbyt małe, wypatrywać okazji do obniżenia cen lub zwiększenia zysków, a także zrezygnować z nowej metody konsumpcji lub produkcji. Wolny rynek nie jest idealny, dlatego że zawsze działa perfekcyjnie, ale dlatego, że lepiej niż jakikolwiek znany system koryguje popełniane błędy.

Autor: Sandy Ikeda
Źródło: fee.org
Tłumaczenie: Paweł Bieliński

Reklamy

Posted in anarchokapitalizm, Ekonomia, Libertarianizm, wolny rynek (kapitalizm) | Otagowane: | Leave a Comment »

Równowaga handlowa

Posted by psychoneurocybernauta w dniu 26 lutego 2014

Od wielu lat słyszymy, że Polska ma ujemny bilans handlowy. Według danych tak właśnie jest. Ale czy to rzeczywiście źle? Bastiat w porywający sposób obala kolejny wszechobecny sofizmat ekonomiczny

Posted in Ekonomia, wolny rynek (kapitalizm) | Otagowane: | Leave a Comment »

Ile dzieci miał John Maynard Keynes?

Posted by psychoneurocybernauta w dniu 27 Maj 2013

Profesor history z Harvard’u Niall Ferguson wyjaśnił, że Keynes nie mial dzieci, bo był homoseksualistą i ożenił się z baletnicą, z która prawdopodobnie mówił o „poezji”, a nie prokreacji. Keynes nie dbal o przyszłość społeczeństwa, bo był gejem i nie miał dzieci.

John Maynard Keynes – angielski ekonomista, twórca teorii interwencjonizmu państwowego w dziedzinie ekonomii i finansów państwowych.

Istotą jego poglądów jest zanegowanie zdolności gospodarki do samoregulacji (samoistnego osiągania równowagi rynkowej). Odrzucono stwierdzenie, jakoby podaż sama stwarzała dla siebie popyt. Keynes stwierdził, że prawo Saya nie działa, choć nigdy naukowo tego nie dowiódł. Według niego gospodarka pozostawiona sama sobie będzie zawsze popadać w stan nierównowagi.

W 1935 roku w przedmowie do niemieckiego wydania swojej książki Keynes argumentował, że jego teoria może być wdrożona o wiele łatwiej w warunackh państwa totalitarnego niż w gospodarce wolnorynkowej.

Ekonomistami zwalczającymi teorie Keynesa byli Friedrich von Hayek, noblista, przedstawiciel szkoły austriackiej oraz Milton Friedman, noblista, przedstawiciel szkoły chicagowskiej

Foto: Malarz Duncan Grant i jego partner Keynes.

Photo: Ile dzieci miał John Maynard Keynes? </p>
<p>Profesor history z Harvard'u Niall Ferguson wyjaśnił, że Keynes nie mial dzieci, bo był homoseksualistą i ożenił się z baletnicą, z która prawdopodobnie mówił o "poezji", a nie prokreacji. Keynes nie dbal o przyszłość społeczeństwa, bo był gejem i nie miał dzieci.</p>
<p>John Maynard Keynes - angielski ekonomista, twórca teorii interwencjonizmu państwowego w dziedzinie ekonomii i finansów państwowych. </p>
<p>Istotą jego poglądów jest zanegowanie zdolności gospodarki do samoregulacji (samoistnego osiągania równowagi rynkowej). Odrzucono stwierdzenie, jakoby podaż sama stwarzała dla siebie popyt. Keynes stwierdził, że prawo Saya nie działa, choć nigdy naukowo tego nie dowiódł. Według niego gospodarka pozostawiona sama sobie będzie zawsze popadać w stan nierównowagi.</p>
<p>W 1935 roku w przedmowie do niemieckiego wydania swojej książki Keynes argumentował, że jego teoria może być wdrożona o wiele łatwiej w warunackh państwa totalitarnego niż w gospodarce wolnorynkowej.</p>
<p>Ekonomistami zwalczającymi teorie Keynesa byli Friedrich von Hayek, noblista, przedstawiciel szkoły austriackiej oraz Milton Friedman, noblista, przedstawiciel szkoły chicagowskiej</p>
<p>Foto: Malarz Duncan Grant i jego partner Keynes.

Posted in historia, wolny rynek (kapitalizm) | Otagowane: | Leave a Comment »

Prawo rynków

Posted by psychoneurocybernauta w dniu 25 Maj 2013

Prawo rynków

Sformułowanie pierwszego prawa rynków przypisywane jest Jean-Baptiste Say, francuskiemu ekonomiście. Stąd też często dla uproszczenia nazywane jest Prawem Saya.

Zarówno Say, jak i dwaj pozostali wielcy ekonomiści klasyczni – James Mill i David Ricardo, dowodzili, że na rynku istnieje dostateczny zasób siły nabywczej, aby opróżnić rynek z dóbr po zadowalających cenach. W ten sposób stali w opozycji wobec malthusiańskiego przekonania o możliwym niedopasowaniu nadprodukcji na rynku.

U podstaw Prawa Rynków Saya leży założenie, że produkcja pociąga za sobą wynagrodzenie za pracę, kapitał i ziemię. Dodatkowo, Say traktuje każdą pracę za produkcyjną (w przeciwieństwie do Adama Smitha), stąd każda przynosi dochód jej wykonawcy. Człowiek u Saya jest niewolnikiem konsumpcji i zawsze będzie wolał nabyć więcej, niż mniej. Nigdy nie ma dosyć dóbr. Wszelkie formy oszczędzania nie są oznakami tezauryzacji, a jedynie odroczeniem momentu konsumpcji w czasie i w końcu zostaną spożytkowane.

Say twierdzi, że w całej gospodarce, w świetle powyższych założeń, nie może wystąpić nierównowaga. Wszelkie niedopasowania i drobne kryzysy nadprodukcji możliwe są tylko w pojedynczych sektorach i mają charakter przejściowy, krótkookresowy. W długim okresie jednak zapewnione jest pełne wykorzystanie zasobów.

Skąd to przekonanie o możliwościach oczyszczających rynku? Say dowodził, że oszczędzanie ma na celu przyszłą konsumpcję. Idąc tym tropem możemy zrozumieć, że poprzez odroczoną w czasie konsumpcję spodziewamy się większych zasobów pieniądza w przyszłości. Czyli – inwestujemy. Każda decyzja o oszczędzaniu jest zatem swego rodzaju inwestowaniem, a więcej powrotem środka płatniczego na rynek, co umożliwia zakup dóbr. W ten sposób każda potencjalna siła nabywcza wraca na rynek.

Prawo Rynków nadaje się idealnie do wyjaśniania mechanizmów rynkowych, w szczególności Wielkiego Kryzysu w USA pod koniec 20. XX wieku i w latach 30.

W latach 1921-1929 podaż pieniądza w USA wzrosła ok. 60% wskutek decyzji Rezerwy Federalnej Stanów Zjednoczonych. Przyrost pieniądza bez pokrycia w produkcji dawał złudzenie bogactwa. Innymi słowy ludziom, którzy otrzymywali pusty pieniądz wydawało się, że ich produkcja jest więcej warta i że za ten pieniądz mogą otrzymać więcej produktów wytwarzanych przez innych. Skutkiem tego był nienaturalny wzrost konsumpcji i spadek realnych oszczędności. Po stronie przedsiębiorstw pojawiła się z kolei fala nieracjonalnych inwestycji opartych na rachunku ekonomicznym zniekształconym przez obecność pustego pieniądza.

Okres „Wielkiego kryzysu” stanowił powrót do równowagi między konsumpcją a gromadzeniem oszczędności.

Photo: Prawo rynków</p>
<p>Sformułowanie pierwszego prawa rynków przypisywane jest Jean-Baptiste Say, francuskiemu ekonomiście. Stąd też często dla uproszczenia nazywane jest Prawem Saya.</p>
<p>Zarówno Say, jak i dwaj pozostali wielcy ekonomiści klasyczni - James Mill i David Ricardo, dowodzili, że na rynku istnieje dostateczny zasób siły nabywczej, aby opróżnić rynek z dóbr po zadowalających cenach. W ten sposób stali w opozycji wobec malthusiańskiego przekonania o możliwym niedopasowaniu nadprodukcji na rynku.</p>
<p>U podstaw Prawa Rynków Saya leży założenie, że produkcja pociąga za sobą wynagrodzenie za pracę, kapitał i ziemię. Dodatkowo, Say traktuje każdą pracę za produkcyjną (w przeciwieństwie do Adama Smitha), stąd każda przynosi dochód jej wykonawcy. Człowiek u Saya jest niewolnikiem konsumpcji i zawsze będzie wolał nabyć więcej, niż mniej. Nigdy nie ma dosyć dóbr. Wszelkie formy oszczędzania nie są oznakami tezauryzacji, a jedynie odroczeniem momentu konsumpcji w czasie i w końcu zostaną spożytkowane.</p>
<p>Say twierdzi, że w całej gospodarce, w świetle powyższych założeń, nie może wystąpić nierównowaga. Wszelkie niedopasowania i drobne kryzysy nadprodukcji możliwe są tylko w pojedynczych sektorach i mają charakter przejściowy, krótkookresowy. W długim okresie jednak zapewnione jest pełne wykorzystanie zasobów.</p>
<p>Skąd to przekonanie o możliwościach oczyszczających rynku? Say dowodził, że oszczędzanie ma na celu przyszłą konsumpcję. Idąc tym tropem możemy zrozumieć, że poprzez odroczoną w czasie konsumpcję spodziewamy się większych zasobów pieniądza w przyszłości. Czyli - inwestujemy. Każda decyzja o oszczędzaniu jest zatem swego rodzaju inwestowaniem, a więcej powrotem środka płatniczego na rynek, co umożliwia zakup dóbr. W ten sposób każda potencjalna siła nabywcza wraca na rynek.</p>
<p>Prawo Rynków nadaje się idealnie do wyjaśniania mechanizmów rynkowych, w szczególności Wielkiego Kryzysu w USA pod koniec 20. XX wieku i w latach 30.</p>
<p>W latach 1921-1929 podaż pieniądza w USA wzrosła ok. 60% wskutek decyzji Rezerwy Federalnej Stanów Zjednoczonych. Przyrost pieniądza bez pokrycia w produkcji dawał złudzenie bogactwa. Innymi słowy ludziom, którzy otrzymywali pusty pieniądz wydawało się, że ich produkcja jest więcej warta i że za ten pieniądz mogą otrzymać więcej produktów wytwarzanych przez innych. Skutkiem tego był nienaturalny wzrost konsumpcji i spadek realnych oszczędności. Po stronie przedsiębiorstw pojawiła się z kolei fala nieracjonalnych inwestycji opartych na rachunku ekonomicznym zniekształconym przez obecność pustego pieniądza.</p>
<p>Okres "Wielkiego kryzysu" stanowił powrót do równowagi między konsumpcją a gromadzeniem oszczędności.

Posted in wolny rynek (kapitalizm) | Otagowane: , | Leave a Comment »

Lord Keynes a Prawo Saya

Posted by psychoneurocybernauta w dniu 23 Maj 2013


Lord Keynes a Prawo Saya

Tłumaczenie: Tomasz Maślanka
Artykuł został pierwotnie opublikowany w „The Freeman”, 30. Października 1950 r. i przedrukowany w „Planning for Freedom”.
I
Główny wkład Lorda Keynesa nie polega na stworzeniu nowych pomysłów, ale „na ucieczce od stworzonych dawniej”, jak oznajmił w końcowej części wstępu do swojej „Ogólnej teorii”. Keynesiści głoszą, że jego wiekopomne osiągnięcie polega na całkowitym obaleniu czegoś, co jest znane jako Prawo Rynków Saya. Odrzucenie tego prawa, jak twierdzą, jest sednem nauk Keynesa; wszystkie inne punkty jego doktryny są pochodną tego fundamentalnego spostrzeżenia i muszą upaść, jeśli tylko daremność jego ataku na Prawo Saya zostanie dowiedziona.[1]
Warto na wstępie zauważyć, że pierwotnym przeznaczeniem Prawa Saya było obalenie popularnych doktryn obowiązujących w czasach poprzedzających rozwój ekonomii jako gałęzi ludzkiej wiedzy. Nie było ono integralną częścią nowej nauki ekonomii, jak twierdzili klasycy, ale było raczej wstępem – zdemaskowaniem i usunięciem poprzekręcanych i niemożliwych do obrony idei, które utrudniały ludziom myślenie i były poważną przeszkodą dla rozsądnej analizy jej warunków.
Kiedy interesy szły gorzej, przeciętny kupiec miał dwa wyjaśnienia: niefortunne skutki były powodowane przez niedostatek pieniądza i ogólną nadprodukcję. Adam Smith w słynnym fragmencie „Bogactwa narodów” zaprzeczył pierwszemu z mitów. Zatem Say poświęcił swą uwagę w przeważającej mierze obaleniu drugiego.
Tak długo, jak określona rzecz jest dobrem ekonomicznym, nie jest „dobrem wolnym”, a jego podaż nie jest oczywiście bezwzględnie obfita. Wciąż pozostają niezaspokojone potrzeby, które poprzez większą podaż określonego dobra mogą zostać zaspokojone. Ciągle są ludzie, którzy byliby zadowoleni z otrzymania większej ilości dobra niż w rzeczywistości mają. W odniesieniu do dóbr ekonomicznych nigdy nie wystąpi bezwzględna nadprodukcja. (A ekonomia jako nauka zajmuje się tylko dobrami ekonomicznymi, a nie dobrami wolnymi, jak choćby powietrzem, które nie są przedmiotem celowego działania człowieka, dlatego nie są produkowane i w odniesieniu do nich użycie takich terminów jak niewystarczająca lub ponadnormatywna produkcja jest po prostu niedorzeczne.)
W odniesieniu do dóbr ekonomicznych występować może tylko względna nadprodukcja. Podczas gdy konsumenci życzą sobie określonych ilości koszul i butów, producenci wyprodukowali, powiedzmy, większą ilość butów a mniejszą koszul. Nie oznacza to jednak ogólnej nadprodukcji wszystkich towarów. Nadprodukcji obuwia odpowiada niedobór koszul. Skutkiem tego nie może być ogólny kryzys wszystkich gałęzi gospodarki. Wynikiem jest jedynie zmiana stosunku pomiędzy ilością butów a koszul. Jeśli, przykładowo, poprzednio za jedną parę butów można było kupić cztery koszule, to teraz tylko trzy. Kiedy koniunktura jest zła dla szewców, to jest dobra dla krawców. Dlatego próby wyjaśnienia ogólnego kryzysu poprzez odnoszenie się do rzekomej ogólnej nadprodukcji są błędne.
Towary – mówi Say – nie są ostatecznie opłacane przez pieniądz, ale przez inne towary. Pieniądz jest jedynie wspólnie użytym środkiem wymiany; odgrywa jedynie pośrednią rolę. Tym, co ostatecznie sprzedawca chce otrzymać w wymianie za dobro sprzedawane, są inne dobra.
Dlatego każdy produkowany towar jest, można rzec, ceną dla innych towarów. Sytuacja każdego producenta poprawia się dzięki wzrostom produkcji innych towarów. Tym, co może pogorszyć sytuację wytwórcy określonego dobra, jest niepoprawne przewidywanie stanu rynku. Mógł on przeszacować popyt na produkowane przez siebie dobro i nie docenić popytu na inne. Konsumenci nie mają pożytku z takiego nieudolnego przedsiębiorcy; kupują jego produkty po cenach, które powodują u niego straty i zmuszają w ten sposób, jeśli na czas nie poprawi popełnionych błędów, do zamknięcia biznesu. Z drugiej strony ci, którzy właściwie przewidzieli popyt, osiągają zyski i szansę na rozwinięcie swoich przedsięwzięć. To, stwierdza Say, jest prawdą poza wszelkimi zawiłymi twierdzeniami przedsiębiorców mówiących, że główna trudność polega nie na produkowaniu, ale sprzedaży. Bardziej właściwym byłoby opowiedzieć się za tym, że pierwszym i podstawowym problemem biznesu jest produkować w najlepszy i najtańszy sposób te dobra, które zaspokoją najpilniejsze z jeszcze niezaspokojonych potrzeb społeczeństwa.
W ten sposób Smith i Say obalili najstarsze i najbardziej naiwne wyjaśnienie cyklu koniunkturalnego obecne w typowych narzekaniach nieudolnych handlowców. Zaprzeczyli wierzeniu, że nawroty okresów złej koniunktury były wywoływane przez niedostatek pieniądza i ogólna nadprodukcję, ale nie dają rozwiniętej teorii cyklu koniunkturalnego. Pierwsze wyjaśnienie tego fenomenu zostało zaprezentowane o wiele później przez brytyjską szkołę walutową.
Ważne zasługi Saya i Smitha nie były zupełnie nowe i oryginalne. Historia myśli ekonomicznej może przypisać kilka istotnych punktów ich argumentacji dawniejszym autorom, co jednak to w żaden sposób nie umniejsza zasług Smitha i Saya. Byli oni pierwszymi, którzy poradzili sobie z tą kwestią w tak metodyczny sposób i zastosowali wnioski do problemu kryzysów gospodarczych. Dlatego też byli pierwszymi, przeciwko którym zwolennicy błędnych teorii skierowali swe brutalne ataki. Sismondi i Malthus wybrali Saya jako obiekt żarliwych ataków kiedy próbowali – na próżno – ocalić zdyskredytowane popularne przesądy.
II
Z polemik z Malthusem i Sismondim Say wyszedł zwycięsko. Dowiódł słuszności swych teorii, czego nie mogli uczynić jego adwersarze. Od tego czasu, przez całą resztę XIX wieku, uznanie prawdy zawartej w Prawie Saya stało cechą wyróżniającą ekonomistę. Ci publicyści i politycy, którzy niedobór pieniądza uznali odpowiedzialnym za wszystkie bolączki i opowiadali się za inflacją jako lekiem na wszelkie zło, nie byli dłużej uważani za ekonomistów, ale „pieniężnych fanatyków”.
Batalie pomiędzy orędownikami zdrowego pieniądza a inflacjonistami trwały dziesięciolecia, ale nie były dłużej rozpatrywane jako spory pomiędzy poszczególnymi szkołami ekonomicznymi. Widziano je raczej jako walkę między ekonomistami a pseudoekonomistami, między ludźmi rozsądnymi a niewykształconymi fanatykami. Kiedy wszystkie cywilizowane kraje przyjęły standard złota albo system walutowo-złotowy, przyczyna inflacji wydawała się zwalczona na zawsze.
Ekonomia nie spoczęła na laurach nauk Saya i Smitha dotyczących tych zawiłych zagadnień. Rozwinęła zintegrowany system twierdzeń, które w przekonujący sposób dowiodły absurdalności inflacjonistycznych sofizmatów. Odmalowała w detalach nieuchronne skutki wzrostu ilości pieniądza w obiegu oraz ekspansji kredytowej. Rozwinęła szczegółowo teorie cyklu koniunkturalnego – pieniężną oraz kredytu fiducjarnego (circulation credit, patrz też tutaj), które jasno pokazywały, jak nawroty kryzysów są powodowane przez powtarzające się próby „stymulacji” gospodarki poprzez ekspansję kredytową. W ten sposób ponad wszelką wątpliwość udowodniła, że kryzysy, których pojawienie się inflacjoniści przypisują niewystarczającej podaży pieniądza, są, wręcz przeciwnie, nieuniknionym wynikiem prób usunięcia rzekomego niedostatku pieniądza poprzez ekspansję kredytową.

Ekonomiści nie kwestionują faktu, że ekspansja kredytowa w początkowej fazie powoduje boom, ale wskazują, jak taki naciągany boom musi po chwili nieuchronnie upaść i spowodować ogólny kryzys. Taka prezentacja powinna przemówić do mężów stanu skupionych na propagowaniu trwałego dobrobytu ich narodu. Nie może zaś wpłynąć na demagogów, którzy dbają tylko o sukces w zbliżających się wyborach. A są to dokładnie ci ludzie, którzy stali się przywódcami życia politycznego w okresie wojen i rewolucji. Na przekór wszystkim naukom ekonomistów, inflacja i ekspansja kredytowa zostały wyniesione do godności podstawy polityki ekonomicznej. Niemal wszystkie rządy są obecnie zaangażowane w bezmyślne wydatki i finansowanie deficytów za pomocą emisji dodatkowych ilości pieniądza bez pokrycia oraz bezkresną ekspansję kredytową.
Wspaniali ekonomiści byli zwiastunem nowych idei. Pomysły na politykę ekonomiczną, które zalecali, były sprzeczne z prowadzonymi przez współczesne im rządy i partie polityczne. Z reguły wiele lat, nawet dziesięcioleci mijało, zanim opinia publiczna zaakceptowała nowe idee propagowane przez ekonomistów i zanim odpowiednie zmiany w polityce były wprowadzone.
Inaczej się rzecz miała z „nową ekonomią” Lorda Keynesa. Polityka, za którą on głosił, była dokładnie taką, którą niemal wszystkie rządy, włącznie z brytyjskim, stosowały na wiele lat przed ukazaniem się „Ogólnej teorii”. Keynes nie był nowatorem i orędownikiem nowych metod radzenia sobie z kwestiami ekonomicznymi. Jego wkład polegał raczej na zapewnieniu popularnej wśród ludzi u władzy polityce pozornego usprawiedliwienia, choć wszyscy ekonomiści uważali ją za fatalną. Jego dokonanie było racjonalizacją idei już realizowanych. Nie był „rewolucjonistą”, jak nazywali go niektórzy spośród jego uczniów. „Rewolucja keynesistowka” miała miejsce na długo przed tym, jak Keynes zaaprobował i zmyślił dla niej pseudonaukowe wytłumaczenie. Tak naprawdę jego dziełem było jedynie sfabrykowanie usprawiedliwienia dla dominujących już wówczas doktryn rządów.
To wyjaśnia błyskawiczny sukces jego książki, która została entuzjastycznie przyjęta przez rządy i będące u władzy partie polityczne. Szczególnie oczarowani byli członkowie nowego typu intelektualistów – „rządowi ekonomiści”. Mieli oni nieczyste sumienia i byli świadomi faktu, że propagują politykę, którą wszyscy ekonomiści potępili jako wewnętrznie sprzeczną i katastrofalną. Nagle odczuli ulgę – „nowa ekonomia” przywróciła ich równowagę moralną. W dzisiejszych czasach nie czują już wstydu jako fachury od złej polityki. Wychwalają się: są prorokami nowej wiary.
III
Kwieciste epitety, którymi wielbiciele obdarowali prace Keynesa, nie mogą jednak przesłonić faktu, że nie obalił on Prawa Saya. Odrzucił je emocjonalnie, nie wysuwając nawet jednego możliwego do obrony argumentu podważającego jego racjonalność.
Keynes nie spróbował również zaprzeczyć nauce nowoczesnej ekonomii za pomocą dyskursywnego rozumowania. Postanowił je zignorować i już. Nigdy nie znalazł ani jednego argumentu przeciwko teorii mówiącej, że wzrost ilości pieniądza nie może wpłynąć na nic innego jak na, z jednej strony, uprzywilejowanie pewnych grup kosztem innych, a z drugiej, promowanie złej alokacji oraz rozproszenia kapitału. Nie wiedział co począć, kiedy przyszło mu wysunąć jakikolwiek twardy argument obalający monetarną teorię cyklu koniunkturalnego. Jedyne, co uczynił, to wskrzesił wewnętrznie sprzeczne dogmaty różnych sekt inflacjonistów. Nie dodał jednak nic do bezmyślnych przypuszczeń poprzedników, począwszy od starej szkoły Little Shilling Men (dosłownie ludzie małego szylinga, wg. niektórych tłumaczeń drobne groszoroby; chodzi o zwolenników bankiera Thomasa Attwooda z Birmingham, zwolennika poglądu, zgodnie z którym kredytodawcom powinno się zwracać nominalną wartość pożyczki w szylingach o obniżonym parytecie złota, czyli zmniejszenia wartości tych pożyczek w złocie – red.) z Birmingham aż do Silvio Gesella. Jedynie przekształcił ich – setki razy obalone – teorie w wątpliwy język matematycznej ekonomii. Pominął milczeniem wszystkie zarzuty, które tacy ludzie jak Jevons, Walras czy Wicksell – by wymienić tylko kilku – przeciwstawili wydumkom inflacjonistów.
Tak samo wygląda postępowanie jego uczniów. Uważają oni, że określenie „tych, którzy nie są głębokimi wielbicielami geniuszu Keynesa” takimi słowami jak „cymbał” albo „ograniczony umysłowo fanatyk”[2] jest substytutem solidnego ekonomicznego uzasadnienia. Wierzą, że udowodnili swą rację lekceważąc adwersarzy poprzez użycie takich określeń jak „ortodoksyjny” czy „neoklasyczny”. Ujawniają ogromną niewiedzę, myśląc, ze ich doktryna jest poprawna tylko dlatego, że jest nowa.
W rzeczywistości inflacjonizm jest najstarszą ze wszystkich błędnych teorii. Cieszył się on ogromną popularnością na długo przed Smithem, Sayem i Ricardo, przeciwko którym keynesiści nie potrafią wysunąć żadnego innego zarzutu, poza jednym – że ich nauki są wiekowe.
IV
Niespotykany sukces keynesizmu jest spowodowany tym, że zapewnia współczesnym rządom pozorne usprawiedliwienie polityce „finansowania przez deficyt”. Jest to pseudofilozofia tych, którzy nie potrafią myśleć o niczym innym jak o marnotrawieniu kapitału zgromadzonego przez przodków.
Jak dotąd żadna ekwilibrystyka słowna autorów, choćby najbardziej błyskotliwa i finezyjna, nie może odmienić nieprzemijających praw ekonomii. One są, działają i dbają o siebie. Pomimo wszelkich zażartych zapewnień rzeczników rządów, nieuniknione konsekwencje inflacjonizmu i ekspansywnej polityki ukazanej już przez „ortodoksyjnych” ekonomistów stają się coraz bardziej rzeczywiste. Gdy w końcu się ziszczą nawet prości ludzie odkryją, jakkolwiek późno, że Keynes nie uczył jak dokonać „cudu (…) przemiany kamienia w chleb”[3], ale nieco mniej cudownego przepisu jak przejeść tyle płodnych nasion, ile tylko można.


[1] P. M. Sweezy w: The New Economics, red. S. E. Harris, Nowy York, 1947, s. 105.
[2] Profesor G. Haberler, Opus cit., s. 161.
[3] Keynes, Opus cit., s. 332.

 

mises.pl

Posted in wolny rynek (kapitalizm) | Otagowane: , , | Leave a Comment »

Akty Nawigacyjne z okresu restauracji Stuartów

Posted by psychoneurocybernauta w dniu 21 Maj 2013

Jednym z najbardziej istotnych postanowień początku restauracji Stuartów był szereg Aktów Nawigacyjnych, w których Anglia narzucała merkantylistyczne ograniczenia w swoim imperium. Purytański parlament, chcąc wyeliminować z konkurencji w handlu wydajnych holenderskich kupców, w latach 1650–1651 zabronił obcym statkom wymiany handlowej z Ameryką, działając na korzyść londyńskich kupców. Na mocy aktów ustanowionych w tychże latach, towary do i z angielskich kolonii musiały być wysyłane jedynie na statkach angielskich lub kolonialnych, lub statkach należących do kraju, z którego pochodziły towary, którymi handlowano.

Import i eksport ryb z Anglii mógł odbywać się tylko na angielskich jednostkach. Zgodnie z  kompromisem przywracającym monarchię, Karol II nadal pozwalał londyńskim kupcom odnosić zyski i nadał serię Aktów Nawigacyjnych w latach 1660–1663. Wśród wytycznych rządowych delegatów było egzekwowanie prawa wynikającego z nich.

Nowe Akty Nawigacyjne drastycznie ograniczyły i zmonopolizowały amerykański handel z koloniami, ze szkodą dla kolonii.

Akt Nawigacyjny 1660-1661:

1. ograniczył cały handel kolonialny tylko do „angielskich” statków (angielskich lub amerykańskich) — to znaczy statków zbudowanych w Anglii, będących własnością Anglików i obsadzonych angielską załogą;

2. wykluczył wszystkich zagranicznych kupców z amerykańskiego handlu; oraz

3. wymagał, by pewne wyszczególnione artykuły kolonialne były eksportowane tylko do Anglii i angielskich kolonii.

Już widzieliśmy zniszczenie w południowych koloniach spowodowane przez tytoń, który był jednym z „wyszczególnionych artykułów”. Poza nim były to także cukier, bawełna i różne barwniki. Drugą ważną ustawą wśród Aktów Nawigacyjnych była uchwalona w 1663 r. Staples Act, według której wszystkie dobra eksportowane z Europy do Ameryki musiały najpierw zostać wyładowane w Anglii. Tylko kilka kolonialnych towarów importowanych zostało uwolnionych z tej prohibicji: sól, niewolnicy, pewne zaopatrzenie ze Szkocji oraz wino z Madery i Azorów.

Ustawa Staple Act pozwalała angielskim statkom i kupcom zmonopolizować eksport do Ameryki. Faworyzowała także angielskich producentów sprzedających dobra do Ameryki, bo obce towary wysyłane do kolonii były obłożone cłami w angielskich portach. Klauzula o wyszczególnionych towarach zapewniała, że towary te będą eksportowane tylko przez angielskich kupców i na angielskich statkach. Zagarnięcie przez Anglię Nowej Holandii było częściowo zaplanowane po to, by do Aktów Nawigacyjnych dodać zniszczenie holenderskiego handlu z Nowym Światem.

Bezpośredni wpływ tych ustaw na kupców z Nowej Anglii i tamtejszą gospodarkę nie był znaczny. Dobrami importowanymi do Nowej Anglii były w dużej mierze i tak te produkowane w Anglii, więc nie nastąpiły tu duże zmiany. Natomiast restrykcje, takie jak wyszczególnione artykuły i prohibicja na bezpośredni import win z Wysp Kanaryjskich, były po prostu ignorowane. Kupcy z Massachusetts beztrosko kontynuowali wysyłkę wyszczególnionych artykułów bezpośrednio do europejskich portów, na przykład tytoniu do Holandii, a także importowali towary bezpośrednio z Europy. Kupcy z Nowej Anglii mogli szczęśliwie ratować południe od natychmiastowego zniszczenia z rąk Aktów Nawigacyjnych poprzez import tytoniu z Południa najpierw do Bostonu, a następnie sprzedaż do innych krajów.

W ten sposób południe uniknęło brzemienia Aktów Nawigacyjnych. Angielski rząd nie podjął starań, by wymusić jakiekolwiek z restrykcji do czasu zakończenia  wojen z Holandią w połowie lat 70. XVII w. Kupcy popierani byli w pełni przez Sąd Najwyższy stanu Massachusetts, który uznał, że podlega „prawu Anglii w tym samym stopniu, w jakim jest mieszkańcem Anglii” — czyli w żadnym. W tej kwestii bostońscy kupcy i purytańscy teokraci byli sojusznikami: ci pierwsi mogli chronić handel przed angielskimi ograniczeniami; ci drudzy — trzymać Anglię z dala od purytańskiego reżimu w Massachusetts.

I rzeczywiście, kupcy z Massachusetts, zdolni do ominięcia restrykcji Aktów Nawigacyjnych, mogli wykorzystać korzyści płynące ze zniszczenia efektywnych holenderskich konkurentów. Kupcy z Londynu natomiast, wykorzystawszy rząd do stłamszenia Holendrów, odkryli nagle ku swojej rozpaczy, że ci z Massachusetts wygrywają w konkurencji o handel produktami kolonialnymi w Europie. Wyprzedzali ich także w transporcie morskim i zaopatrzeniu kolonii w dobra importowane, włączając produkty europejskie konkurujące z angielskimi. Królewskie dochody z powodu bezpośredniej wymiany handlowej z Europą były mniejsze, ponieważ omijano podatki nakładane na produkty w angielskich portach.

Najbardziej prosperującą działalnością handlową w Nowej Anglii podczas wojen z Holendrami w latach 60. i 70. XVII wieku była realizacja nieekonomicznych, dotowanych kontraktów wojskowych na zaopatrzenie dla Anglii podczas prób podboju. Głównymi towarami z Massachusetts było oporządzenie i takielunek statków, jak maszty, przekazywane kanałami do Portsmouth w New Hampshire. W tamtym czasie był to największy biznes widziany kiedykolwiek w Nowej Anglii. I znów kluczowymi przedsiębiorcami w tej wymianie handlowej byli londyńscy kupcy, którzy odnosili korzyści z wojskowych kontraktów, wykorzystując swoje wpływy.

Najbardziej uprzywilejowanymi kupcami z Massachusetts byli ci mający londyńskich kontrahentów. Wiodącym dostawcą masztów w Nowej Anglii był niejaki Peter Lidget, ale przemysł masztowy Massachusetts mógł prosperować przede wszystkim dlatego, że był zdecentralizowany i konkurencyjny.

Na przykład w 1670 r. Richard Wharton był w stanie uzyskać dla swojej firmy 10-letni monopol na dostawę wyposażenia okrętowego (także masztów) w Massachusetts i Plymouth, jednakże przedsięwzięcie szybko upadło, ponieważ przywilej ten był niemożliwy do wprowadzenia w życie.

Raz jeszcze rynkowy proces był w stanie zniszczyć monopol, nawet ten nadany przez rząd.

Autor: Murray N. Rothbard
Źródło: mises.org
Tłumaczenie: Iga Pięta
Wersja PDF

Źródło PL: mises.pl

Posted in Ekonomia, historia, wolny rynek (kapitalizm) | Otagowane: , , , | Leave a Comment »

Dzieci w czasie rewolucji przemysłowej

Posted by psychoneurocybernauta w dniu 10 kwietnia 2013

Jedną z mniej znanych kwestii dotyczących kapitalizmu jest praca dzieci w fabrykach podczas rewolucji przemysłowej w Anglii. W oczach socjalistów, komunistów czy innych wrogów kapitalizmu dzieci postrzegane są jako jego ofiary. I jest to fałszywy osąd.

Rewolucja przemysłowa, która najwcześniej rozpoczęła się właśnie w Anglii (ok. 1770-1830) oznaczała przewrót związany z powstaniem przemysłu fabrycznego. Wiązał się on ze zmianami technologicznymi, ekonomicznymi oraz społecznymi. Zastąpienie pracy ręcznej przez maszyny (technologia prymitywna wyparta przez nowoczesną) spowodowało masową produkcję takich samych wyrobów. Należy wspomnieć, że wiele wynalazków, które się wówczas pojawiły stworzyło wielu edukowanych domowo Ludwig von Misesgeniuszy. Podczas tej rewolucji dzieci rzeczywiście pracowały, jednak żeby poznać ich prawdziwą sytucję, a także zrozumieć źródła antykapitalistycznego mitu, należy poznać temat w detalach. Tak radzi zresztą Lawrence W. Reed, znany polskim czytelnikom Strony Prokapitalistycznej, prezes Mackinac Center for Public Policy, który napisał co najmniej dwa teksty na temat oceny sytuacji dzieci podczas rewolucji przemysłowej ( „Child Labor and the British Industrial Revolution” i „Misreading the Industrial Revolution”). Wśród innych osób próbujących naświetlić prawdziwy obraz tamtych czasów jest także mi.In historyk Robert Hessen, ekonomista Ludwig von Mises czy profesor Thomas Ashton z London School of Economics.

Dzieci pilnują maszyn i zmieniają nici

Jeśli chodzi o sytuacją poszczególnych dzieci w czasie rewolucji to należy przyznać, że była ona zła. Była także zła i przed rewolucją. Także z powodu tego, że musiały ciężko pracować w warunkach dalekich od bycia idealnymi, szczególnie z dziesiejszego punktu widzenia. Ale przede wszystkim z powodu wszechogarniającej biedy. Aby ocenić czy te warunki były takie straszne w fabrykach należy poznać typy ich pracy i zrozumieć jak pracowały one przed rewolucją przemysłową.

Większość prac, które wykonywały dzieci nie były aż tak ciężkie i trudne jak sobie niektórzy wyobrażają. Polegały one na przykład na pilnowaniu maszyn przędzalniczych albo wymianie zerwanych nici. Prawdą jest jednak, że trwały one wiele godzin. Jeśli wyobrazimy sobie, że wiele z tych dzieci (tzw. free labour) pracowało przy obecności swoich rodziców, przyznamy, że większość normalnych rodziców nie pozwoliłaby, aby ich dzieci wykonywały pracę zupełnie ponad ich siły i możliwości. Podobnie powinniśmy zdać sobie sprawę, że większość rodziców nie pozwoliłaby na pracę swoich dzieci w warunkach nie do zaakceptowania. Nie ma przecież powodu myśleć, że tamtejsi rodzice byli sadystami czy że nie kochali swoich dzieci, mimo że dziecko zapewne miało wtedy troszeczkę inną wartość (było ich więcej, śmiertelność dużo wyższa).

Jak pisze brytyjski historyk E. R Thompson, generalnie krytyczny wobec systemu fabryk: „to całkowita prawda, że rodzice nie tylko potrzebowali zarobków swoich dzieci, a także oczekiwali od nich, aby pracowały” . Wielu z pisarzy rozświetliło idylliczny obraz rodziny przed rewolucją przemysłową, jednak czy należy za takową uznać pracę w źle oświetlonej chatce, Ayn Randsłabo wentylowanej, a do tego źle zbudowanej?- jak retorycznie pyta historyk Robert Hessen w „The Effects Of The Industrial Rewoluction on Women and Children” (w Ayn Rand „Capitalism: the Unknown Ideal”). W takich właśnie warunkach odbywała się praca chałupnicza przed rewolucją (np. obróbka wełny), w której dzieci miały oczywiście swój udział. Także M. Doroty George dodaje w „England In Transition: Life and Work In the Eigteenth Century”, że monotonna praca tkacza, polegająca na ręcznym poruszaniu czółenkiem do przodu i do tyłu przez długie godziny wcale nie spodobałaby się entuzjaście pracy ręcznej, jeśli miałby ją wykonywać sam osobiście. W porówaniu z tą prymitywną metodą obsługiwanie maszyny nie wydaje się aż takie złe. W czasach rewolucji przemysłowej były oczywiście i gorsze prace.

Rządowe dzieci z przytułków

Do takich prac należała praca przy czyszczeniu kominów- niebezpieczna, brudna i trwająca wiele godzin (12, 15 godzin przez 6 dni w tygodniu). Jednak ten typ pracy wykonywały głównie sieroty (np. siedmioletnie), dzieci opuszczone przez rodziców, będące pod pieczą urzędników „opieki społecznej”, po prostu dzieci z londyńskich przytułków (parish apprentice). Dotyczyła więc pewnego typu dzieci, dla których los był niestety szczególnie okrutny, ale nie powinien być uznany za reprezentatywny. Co więcej, ta praca istniała przez rewolucją przemysłową, do tego wcale nie była związana z systemem fabryk. Na tych właśnie dzieciach, których – należy to podkreślić, los był straszny, skupiają się krytycy pracy dzieci w fabrykach. Do nich należą np. J. L. i Barbara Hammond, którzy na ten temat poświęcili wiele książek. Dlatego kiedy mówimy o losie pracujących dzieci w czasach rewolucji należy rozgraniczyć te, które pracowały wraz z rodzicami (free labour) i te, którymi rodzice z różnych względów się nie zajmowali (parish apprentice). To rozróżnienie zrobili właśnie Hammondowie, nie przejmując się zbytnio konsekwencjami, które z tego wynikały. Kiedy np. wspomina się liczbę dwóch trzecich pracujących dzieci z 1150 wszystkich pracujących w zakładach przędzalniczych (nie w fabrykach) w Derbyshire w 1789 r. , chodzi tu właśnie o te biedne sieroty. Po roku 1789 r.- jak pisze profesor Asthon w „The Industrial Revolution” – proporcje pracujących dzieci były mniejsze, do tego jeszcze mniejsze właśnie w fabrykach. Na ten detal dotyczący pracujących sierot, który został wykorzystany właśnie w propagandzie antykapitalistycznej zwrócił uwagę historyk Robert Hessen.

Early 1900s , New York

Dlaczego młodzi pracowali?

Prawdą jest, że dzieci pracowały w fabrykach. Jednak profesor T. S. Ashton pisze, że proporcja bardzo młodych była w fabrykach dużo niższa w porównaniu z zakładami przędzalniczymi (gdzie pracowały wspomniane „parish apprentice”). Dla przykładu, podaje on, że w 1816 r. w fabryce Samuela Grega na 252 wszystkich pracowników, 17% miało mniej niż 10 lat, a niecałe 30% powyżej 18. W innej fabryce, M’Connela i Kennedy’ego na 1020 pracujących było tylko 3% poniżej 10 lat, a 52% powyżej 18-tu. W sprawie wieku pracujących wypowiedział się dr. Andrew Ure, cytowany przez Ashtona, który przyznał, że zatrudnianie młodych było koniecznością także w powodu tego, że starsi nie byli w stanie zrozumieć obsługi nowoczesnych maszyn.

Do zrelatywizowania wieku pracujących dzieci przyczynia się także John Lock, który pomaga zrozumieć jak małe dzieci pracowały przed rewolucją przemysłową. Locke, cytowany przez Hessena, napisał w 1697 r. (w raporcie dla Board of Trade), że pracujący mężczyzna i jego żona o dobrej kondycji fizycznej mogą utrzymać nie więcej niż dwoje dzieci i zalecił, aby wszystkie dzieci powyżej trzech lat (sic!) były nauczane jak zarobić na własne utrzymanie przędąc. Takie dzieci, przebywające w szkołach zawodowych miałyby według Locka otrzymywać jedzenie w zamian za swoją pracę. Według niego, w swoich domach i tak rzadko otrzymywały coś więcej niż chleb i wodę, i to i tak w niedostatecznych ilościach. Dlatego, jak słusznie pisze profesor Ludwig von Mises w „Human Action” obarczanie fabryk za wyrwanie kobiet z kuchni i dzieci od zabawy jest przekręceniem faktów. Kobiety te nie miały z czego gotować, ani czym nakarmić tych dzieci- pisze profesor von Mises. „Te dzieci były wynędzniałe i głodne. Ich jedynym schronieniem była fabryka, która uratowała ich od śmierci głodowej”.

Raport Sadlera

Ile w całym temacie jest propagandy pokazuje także sławny raport Michaela Sadlera, (członek parlamentu) z 1832 r. On także porusza temat pracy dzieci w fabrykach. Raport ten jest pełen tendencyjnych pytań i sfabrykowanych odpowiedzi „wyzyskiwanych” robotników. Ten pseudodokument stał się niestety źródłem cytatów dla innych antykapitalistycznych historyków, a także źródłem „wiedzy” dla studentów ekonomii na świecie. W rzeczywistości są to zmanipulowane i sfałszowane dane, które miały służyć do politycznego celu przegłosowania ustawy regulującej warunki pracy i ograniczającej ją do 10. godzin (W. H. Hutt, „The Factory System of the Early Nineteenth Century,” in E A. Hayek, Capitalism and the Historians”). Fałszywość tego dokumentu potwierdził nawet Fryderyk Engels w swojej książce „Położenie klasy robotniczej w Anglii” wskazując na manipulacje polityczne przeciwników systemu fabrycznego.

child_labor

Warunki pracy

Warunki pracy i higieny były nienajlepsze w fabrykach, ale takie były też przed rewolucją . Najlepsze były w fabrykach największych i nowszych. Factory Acts (Ustawy Fabryczne) wydane pomiędzy 1819 i 1846 r. nakładały znaczne ograniczenia fabrykantow w kwestii zatrudniania dzieci. Właściciele dużych fabryk, w który kontrole inspektorów odbywały się najczęściej często decydowali nie zatrudniać dzieci w ogóle. Było to wynikiem pokrętnego pokrętnego ciągle zmieniającego się prawa.W konsekwencji tego dzieci i młodzi ludzie, którzy musieli pracować w tych fabrykach, aby przetrwać zostali zmuszeni do szukania pracy w mniejszych, bardziej oddalonych fabrykach (czy innych zakładach), gdzie inspektorom nie chciało się dostać. Tam oczywiście warunki pracy były gorsze, ale i tak nie było to najgorsze wyjście. Innym rozwiązaniem była praca na roli, albo- jak pisze profesor Ludwig von Mises w „Human Action”- wałęsanie się po ulicach czy prostytucja. Jeśli zdamy sobie sprawę, że wiele rodzin celowo udawało się z małych mieścin czy wiosek do miast (głównie do Londynu), aby pracować w fabrykach całymi rodzinami, takie krótkowzroczne regulacje należy uznać za cios w plecy rodzin walczącym o przetrwanie.

Sytuacja dzieci po rewolucji

Ocenę rewolucji z punktu widzenia losu dzieci ułatwi także porównanie danych statystycznych dotyczących śmiertelności i liczby populacji. Robert Hessen (powołując się na dane z „Health, Wealth and Population In The Early Days Of The Industrial Revolution, 1760-1815 Mabel C. Buer) pisze, że w 1750 r. populacja Anglii liczyła sześć mln. ludzi, zaś w 1800 – dziewięć, dwanaście w 1820 i w końcu w 1831 r. czternaście. Ta eksplozja demograficzna nie była związana z żadnym wzrostem urodzin- jak pisze profesor Ashton, ani z napływem ludności do Anglii. Ludzie rozmnażali się jak przed rewolucją, ale nie umierali jak przed nią. W okresie tym nastąpił nagły procentowy wzrost liczby ludzi bardzo młodych i dzieci. W przedrewolucyjnych latach 1730-49 liczba dzieci, które nie dożywały nawet pięciu lat wynosiła 74,5 %, za to w okresie 1810-29 spadła do 31,8%. Dzieci, które nie dożyłyby nawet tych pięciu lat, miały teraz szansę na przetrwanie. Obie te dane, dotyczące wzrostu populacji i gwałtownego spadku śmiertelności u dzieci kładą kłam antykapitalistycznej propagandzie, która obwinia kapitalizm za pastwienie się nad dziećmi i zamęczanie ludzi pracą na śmierć.have-times-changed

Kto jest za co odpowiedzialny?

Dlatego przy szukaniu winowajców za złą sytuację niektórych dzieci, skazanie ich na śmierć głodową, życie na ulicy czy prostytucję należy wskazać krótkowzrocznych urzędników, którzy praktycznie uniemożliwili im szansę na przetrwanie zabraniając bardzo młodym pracy w fabryce. Straszny los sierot pokazuje także jak „państwo” opiekowało się dziećmi posyłając je do nagorszej pracy przy czyszczeniu kominów w zamian za utrzymanie. „Państwo” nie tyle posyłało je do pracy, co nawet płaciło fabrykantom, aby je do pracy przyjmowali (np. George Courtauld – właściciel przędzalni jedwabiu otrzymywał 5 funtów za każde dziecko w trakcie pierwszego roku i kolejne 5 w następnym w ramach kontraktu z przytułkiem).

Aby warunki pracy się poprawiły i żeby dzieci nie musiały wcale pracować nie potrzebne były jednak rządowe regulacje. Praca dzieci została wyeliminowana wtedy, kiedy produktywność rodziców rodziców ich zarobki wystarczyły na utrzymanie rodziny. Dobroczyńcami dzieci nie byli wcale politycy, ani inspektorzy fabryczni, ale właściciele fabryk. I ci ostatni wcale nie zawsze byli tacy najgorsi i starali się odpowiedzialnie zająć sierotami, ale o tym w detalach w następnym odcinku.

Natalia Dueholm
(21 luty 2005)

Dzieci w czasie rewolucji przemysłowej

Posted in historia, wolny rynek (kapitalizm) | Otagowane: , , | Leave a Comment »

Praca dzieci i brytyjska rewolucja przemysłowa

Posted by psychoneurocybernauta w dniu 9 kwietnia 2013

Głębokie przemiany gospodarcze miały miejsce w Wielkiej Brytanii w stuleciu po 1750 r. Był to wiek rewolucji przemysłowej, której towarzyszyły fala innowacji technicznych, znaczny wzrost wydajności produkcji, odrodzenie światowego handlu i szybki przyrost populacji miejskich.

Historycy i inni obserwatorzy spierają się co do oceny tych wielkich zmian. Czy stanowiły poprawę dla obywateli, czy wręcz przeciwnie, były krokiem wstecz? Prawdopodobnie żadna inna kwestia w tej sferze nie zrodziła więcej gorących dyskusji, niż praca dzieci. Krytycy skutecznie uczynili z tego zagadnienia główny zarzut wobec systemu kapitalistycznego, który powstawał w XIX-wiecznej Brytanii.

Z pewnością, wiele relacji o biednych warunkach oraz długich godzinach pracy w trudzie i znoju sprawia, że ich lektura jest wstrząsająca. William Cooke Taylor opisał myśli współczesnych sobie reformatorów, którzy, widząc dzieci w fabrykach przy pracy, myśleli: „o ile bardziej wspaniałe byłoby hasanie owiec na zbokach wzgórz; widok zielonej łąki z migoczącymi jaskrami i stokrotkami; szczebiot ptaków i bzyczenie pszczół”.

Spośród historyków, którzy odbierali pracę dzieci w przemysłowej Brytanii jako zbrodnię kapitalizmu, żadni nie byli bardziej wybitnii znaczący, niż J.L. i Barbara Hammondowie. Wiele ich prac zostało szeroko rozpropagowanych jako „autorytatywne” w tych sprawach.

Hammondowie podzielili dzieci „fabryczne” na dwie kategorie: „miejskich praktykantów” oraz „dzieci wolnej pracy”. To rozróżnienie miało kapitalne znaczenie, jednak jego autorzy zupełnie go nie docenili. Dokonawszy owego podziału, Hammondowie kontynuowali swą pracę, jak gdyby nie istniała żadna różnica między tymi dwoma grupami. Fala fałszywych i mylących wniosków na temat kapitalizmu została stąd wywiedzionych i utrwaliła się na szereg lat jako konsekwencja.

Child-labor-coal-mining

„Dzieci wolnej pracy” mieszkały w swych domach, w ciągu dnia zaś pracowały w fabrykach, skierowane tam przez swoich rodziców lub opiekunów. Brytyjski historyk E. P. Thompson, choć co do zasady krytyk systemu pracy fabrycznej, niezależnie od tego przyznaje, że prawdą jest, że rodzice nie tylko potrzebowali zarobków dzieci, ale także oczekiwali, że będą one pracować”. Ludwig von Mises, wybitny austriacki ekonomista poczynił trafną uwagę, że generalnie opłakane warunki istniejące przez wieki przed rewolucją przemysłową i niski poziom produktywności, który przyczynił się do ich powstania,  spowodowały, że rodziny skwapliwie korzystały z możliwości oferowanych przez fabryki: „Jest zniekształceniem faktów, gdy mówimy, że fabryki odciągnęły gospodynie domowe od żłobków, kuchni i dzieci. Te kobiety nie miały co do garnka włożyć i czym nakarmić swoje dzieci. Dzieci  były głodne i pozbawione środków do życia. Ich jedynym ratunkiem była fabryka. Uratowała je od śmierci głodowej, w ścisłym tego słowa znaczeniu.

Prywatni właściciele fabryk nie mogli używać przemocy w celu podporządkowania sobie „dzieci wolnej pracy”. Nie mogli zmuszać ich do pracy w warunkach, na które nie godzili się rodzice. Masowy exodus z kontynentu do coraz bardziej kapitalistycznej Brytanii w pierwszej połowie XIX wieku wyraźnie wskazuje, że ludzie faktycznie uważali nowy porządek stworzony przez przemysł za atrakcyjną alternatywę. Nie istnieje żaden wiarygodny dowód na to, że rodzice w tych wczesnych kapitalistycznych czasach troszczyli się o swe dzieci mniej, niż wcześniej.

Child Labor

Sytuacja „miejskich praktykantów” była znacząco odmienna. Dokładniejsze badanie wskazuje, że to o tej kategorii właśnie mówią krytycy „zła” kapitalizmu rewolucji przemysłowej. W rzeczywistości, dzieci te były nie pod władzą i nadzorem własnych rodziców, ale urzędników państwowych. Większość z nich była sierotami. Część była ofiarami zaniedbywania przez rodziców swych obowiązków, którym brak zdrowia lub umiejętności nie pozwalały na osiąganie zarobków wystarczających na utrzymanie rodziny. Dzieci te były pod opieką władz miejskich.  Hammondowie napisali: „Pierwsze zakłady rozpoczęły produkcję i potrzebna praca została zapewniona dla ogromnej liczby biednych dzieci z wielkomiejskich przytułków. Dla władz miejskich, obarczonych problemem mnóstwa niechcianych dzieci, nowe zakłady tekstylne w Lancashire, Derby i Notts były prawdziwym darem niebios.

Dzieci te, choć znajdowały się pod kuratelą i kontrolą władzy publicznej, są regularnie prezentowane jako ofiary kapitalistycznej chciwości. Jak pisze historyk Robert Hessen, owe dzieci „przebywały w dosłownej niewoli organów rządowych; były one opuszczonymi lub osieroconymi biedakami, objętymi nadzorem miejskich urzędników wykonujących prawa o ubogich [Poor Laws – ustawy o ubogich w wiktoriańskiej Anglii – przyp. tłum] i wykonującymi długotrwałą, niepłatną naukę zawodu w zamian za minimum zaledwie wystarczające do przeżycia”. W rzeczywistości, pierwsza ustawa w Wielkiej Brytanii, regulująca sytuację dzieci pracujących w fabrykach, dotyczyła właśnie „miejskich praktykantów”, a nie „dzieci wolnej pracy”.

Chociaż rzeczą niewłaściwą jest potępiać kapitalizm za błędy władz miejskich, przyuczających do zawodu, równie nietrafione jest stwierdzenie, że „dzieci wolnej pracy”, u zarania rewolucji przemysłowej, pracowały w idealnych warunkach. Porównując je do dzisiejszych standardów, były one faktycznie złe. Jednakże takie kapitalistyczne osiągnięcia, jak klimatyzacja i wysoka wydajność z czasem zasadniczo wpływały na poprawę warunków pracy. Dowody w sposób przekonujący przemawiają na korzyść kapitalizmu: od 1750 r. do 1850 r., gdy populacja Wielkiej Brytanii potroiła się, ci, którzy napływali tłumnie za chlebem na Wyspy, w rzeczywistości szukali pracy u „prywaciarzy”.

Warunki zatrudnienia oraz sanitarne były najlepsze, według raportu Komisji Fabrycznej z 1833 r., w największych i nowych fabrykach. Właściciele tych wielkich przedsiębiorstw, będących siłą rzeczy przedmiotem częstszych i bardziej skrupulatnych kontroli państwowych, woleli raczej zwolnić dzieci, niż być adresatami złożonych, arbitralnych i zmieniających się norm prawnych, regulujących ich działalność z uwagi na fakt, że zatrudniają dzieci. Rezultatem działań legislacyjnych było to, że owe zwalniane dzieci, większość z których musiała pracować, by przetrwać, zmuszone były do poszukiwania pracy w mniejszych, starszych i mniej eksponowanych miejscach, gdzie warunki sanitarne, oświetlenie i bezpieczeństwo były wyraźnie gorsze. Te, które nie były w stanie znaleźć nowej pracy, staczały się do poziomu swych odpowiedników sprzed stu lat, czyli do nieregularnej i wyczerpującej pracy rolnej lub, według słów Misesa, „zapełniały kraj jako włóczędzy, żebracy, kloszardzi, złodzieje i prostytutki”.

Praca dzieci została pozbyła się swych negatywnych cech nie przez legislacyjnie „niech się stanie”, ale dzięki wydajnemu bardziej, niż kiedykolwiek wcześniej systemowi kapitalistycznemu. Praca dzieci została faktycznie wyeliminowana wówczas, gdy, po raz pierwszy w historii, wydajność pracy rodziców na wolnym rynku wzrosła do tego stopnia, że z ekonomicznego punktu widzenia nie było dłużej potrzeby, aby dzieci pracowały, by przetrwać. Wyzwolicielami i dobrodziejami dzieci nie byli wcale prawodawcy czy inspektorzy, ale właśnie właściciele fabryk i finansiści. Ich wysiłki i inwestowanie w park maszynowy doprowadziły do wzrostu płac, obfitości tańszych dóbr oraz do nieporównywalnej poprawy w ogólnych standardach życia.

Praca dzieci i brytyjska rewolucja przemysłowa

Posted in historia, wolny rynek (kapitalizm) | Otagowane: , | Leave a Comment »

Krótka historia podatku dochodowego

Posted by psychoneurocybernauta w dniu 8 kwietnia 2013

Podatkiem, który wywołuje zdecydowanie najwięcej emocji politycznych, jest podatek dochodowy od osób fizycznych. Jak zauważył Irving Kristol, intelektualna historia tego podatku, która dopiero musi zostać w całości napisana, jest fascynującym tematem (1.

Podatek ten uważany jest – piszą Wanda Wójtowicz i Paweł Smoleń „za taki typ opodatkowanie, który jednocześnie może odpowiadać wszystkim teoretycznym wymaganiom nauki, stanowić wydajne źródło dochodów publicznych i nie szkodzić gospodarce” (2. Czy rzeczywiście?

Krótka historia podatku dochodowego

Geneza podatku dochodowego od osób fizycznych

W roku 1798, gdy w Wielkiej Brytanii po raz pierwszy wprowadzono podatek dochodowy od dochodów powyżej 60 funtów rocznie, jego najwyższa stawka wynosiła 10% i płacona była od dochodów powyżej 200 funtów rocznie. Większość Brytyjczyków nie podlegała jednak temu podatkowi, gdyż średni roczny dochód wynosił wówczas 20 funtów na osobę rocznie. Podatki płacono więc od dochodów dziesięciokrotnie wyższych od średniej krajowej.

W roku 1802, po pokoju w Amiens, podatek ten został zniesiony. Wprowadzono go jednak ponownie już rok później. Jego najwyższa stawka została zredukowana do 5%, ale obniżono dolny próg podatkowy do 50 funtów. W roku 1804 najwyższa stawka została ponownie podniesiona do 10%.

Mimo że podatek ten został wprowadzony w celu uzyskania dochodów na prowadzenie popieranych przez społeczeństwo wojen z napoleońską Francją, cieszył się on szczególnie złą opinią. Jego przeciwnicy podkreślali jego inkwizytorski charakter oraz sprzeczność z naturalnymi prawami człowieka. Powszechny był pogląd – pisze Alvin Rabushka – „że podatek dochodowy jest ciężarem zbyt ohydnym, by nakładać go na człowieka, gdyż ujawnia stan jego finansów urzędnikowi podatkowemu”(3.

Wobec takiego nastawienia społeczeństwa 13 maja 1816 roku stosunkiem głosów 238 do 201 Parlament zniósł podatek dochodowy i polecił zniszczyć wszystkie deklaracje podatkowe. Wielu urzędników nie zastosowało się jednak do tego polecenia. Dlatego po przywróceniu podatku dochodowego łatwiejsza była kontrola podatkowa, a historycy mają dziś dostęp do, szczątkowych, co prawda, ale zawsze interesujących danych statystycznych z tego okresu. Historia ta pokazuje jednak, w jaki sposób administracja fiskalna już wówczas traktowała przepisy prawne. Pod tym względem do dziś niewiele się zmieniło, a jeżeli już, to raczej na gorsze.

W roku 1840 Robert Peel dla zrównoważenia budżetu w związku z kolejną wielką redukcją stawek celnych zaproponował czasowe przywrócenie podatku dochodowego na okres 4 lat w wysokości 7 pensów od funta, a więc 3%, i to jedynie od dochodów powyżej 150 funtów rocznie, przy średnich dochodach rzędu 24 funtów rocznie. Jak uczy jednak historia, również i w tym przypadku, rozwiązania uznawane początkowo za „przejściowe”, mają bardzo trwały charakter.

W roku 1853 William Gladstone przeprowadził w Parlamencie ustawę o podatku dochodowym na następne 7 lat. Jego stawka wynosić miała w okresie pierwszych dwóch lat 7 pensów od funta od dochodów powyżej 150 funtów i pięciu pensów od funta od dochodów w wysokości od 100 do 150 funtów. W okresie następnych 2 lat najwyższa stawka podatkowa miała być zredukowana do 6 pensów od funta, a w okresie ostatnich 3 lat do 5 pensów od funta. Jednakże Gladstone nie dotrzymał obietnic.

Wybuch wojny krymskiej zmusił go do podwyższenia stawki podatkowej di 1 szylinga i 2 pensów od funta – a więc z 3% na 6%. Historycy podkreślają, że to ówczesne wydarzenia na arenie międzynarodowej spowodowały dymisję całego rządu. Można się jednak zastanawiać, czy podwyżka podatku dochodowego nie była też swoistą przyczyną utraty poparcia przez Gladstone’a w Izbie Gmin. To wówczas podatek dochodowy pokazał też swój prawdziwy, polityczny, przez co bardzo niebezpieczny charakter. W roku 1858 William Gladstone, znajdując się w opozycji, zaciekle przeciwstawiał się utrzymywaniu podatku dochodowego na poziomie 7 pensów od funta, który potrzebny był ówczesnemu rządowi zrównoważenia budżetu. Gdy jednak sam powrócił na stanowisko Ministra Finansów w roku 1859, podniósł ten podatek do 9 pensów od funta. Jak więc widać, wśród polityków od zarania współczesnych finansów publicznych punkt widzenia na podatki zależy od punktu siedzenia. Przyznać jednak należy, że Gladstone cały czas podkreślał, iż po osiągnięciu równowagi budżetowej będzie chciał podatek ten w ogóle wyeliminować.

Zdaniem Alvina Rabushki, Gladstone nigdy nie uważał, że kilkuprocentowy podatek dochodowy od dochodów przewyższających kilkakrotnie średnią krajową może zniechęcić do prowadzenia działalności gospodarczej. Obawiał się jednak, że samo istnienie tego podatku, jako dość łatwo dostępnego źródła dochodów państwa, zachęcać będzie do zwiększania wydatków publicznych i przyczyni się do rozrostu rządu. „Do głowy mu jednak nie przeszło” – konkluduje Rabushka – „że w przyszłości podatek ten wynosić będzie ponad 50%” (4.

Zgodnie z obietnicami, do roku 1866 Gladstone zmniejszył podatek dochodowy do 4 pensów od funta. W roku 1874 podjął kolejną próbę jego całkowitego zniesienia, ale jego porażka i objęcie władzy przez Benjamina Disraeliego zniweczyło te plany. Podatek dochodowy stał się bardzo trwałym elementem systemu podatkowego.

W Stanach Zjednoczonych po raz pierwszy wprowadzono podatek od dochodów osobistych w roku 1861 z uwagi na wojnę domową, która pociągnęła za sobą zwiększenie wydatków publicznych, dla których pilnie należało znaleźć źródło finansowania. Dochód do 600 USD był zwolniony od podatku. Dochody powyżej tej kwoty, lecz mniejsze niż 10 000 USD opodatkowane były stawką 3%, a powyżej 10 000 USD stawką 5%. W roku 1864 stawki podatkowe zwiększono odpowiednio do 5 i 10%. Jednak w roku 1872 podatek dochodowy został zlikwidowany.

Liczne próby jego wprowadzenia spotykały się z poważnym oporem. Gdy w roku 1894 uchwalono nową ustawę wprowadzającą podatek od dochodów powyżej 4 000 USD w wysokości 2%, Sąd Najwyższy uznał ją za sprzeczną z Konstytucją. Aby „przechytrzyć” – jak to nazwali Hall i Rabushka (5 – Sąd Najwyższy, 12 lipca 1909 roku Kongres uchwalił XVI Poprawkę do Konstytucji, która została ratyfikowana 29 lutego 1913 roku.

Jej zwolennicy postrzegali podatek dochodowy jako obciążenie dla bogatych, twierdząc, że to rodziny Carnegie czy Rockefeller powinny płacić, oszczędzając w ten sposób klasę średnią. W istocie mniej niż 2% rodzin amerykańskich obowiązane były składać deklaracje podatkowe. Podatek dotyczył dochodów przewyższających 3 000 USD dla osób samotnych i 4 000 USD dla małżeństw. Stawki podatkowe wynosiły zaś od 1% (!!!) za pierwsze 20 000 USD dochodu podlegającego opodatkowaniu do 7% od dochodu powyżej 500 000 USD, czyli, według dzisiejszej wartości pieniądza – równowartości 7,7 miliona USD. Jak przypominają Hall i Rabushka podczas debaty nad XVI Poprawką zwolennicy podatku dochodowego zapewniali, że taki podatek w wysokości do 10% nie może być rozwiązaniem złym.

Ale już pięć lat później i tylko rok po ratyfikacji XVI Poprawki, w roku 1914, zmniejszono kwoty wolne od podatku, najniższą stawkę dla najniższych dochodów podniesiono z 1% na 6%, a najwyższą z 7% na 77% (sic!) (6.

Wraz z II wojną światową najwyższa stawka wzrosła do 94% i pozostawała na tym niewiarygodnie wysokim poziomie w latach 50. Co szczególnie istotne, do II wojny światowej średnia stawka podatkowa (to jest całkowicie zapłacony podatek podzielony przez dochód) na rodzinę, z dochodem w wysokości 50 000 USD (mierzonym według wartości pieniądza z 1991 roku), nigdy nie wzrosła powyżej 4%.

Od II wojny światowej nigdy nie spadła poniżej 14%. Marginalne stawki dla klasy średniej wzrosły w sposób jeszcze bardziej dramatyczny. Marginalna stawka podatkowa dla średniej klasy przed II wojną światową nigdy nie wzrosła powyżej 8%. Od tego czasu nigdy nie spadła poniżej 22%, wzrastając w latach 70. do 33% podczas okresów wielkiej inflacji (7.

Podatek dochodowy był wyśmienitym źródłem dochodów państwa w okresie zwiększenia jego potrzeb za sprawą różnych wydatków wojennych. Jednak kształtował się on początkowo na poziomie kilku procent dochodów i obejmował jedynie kilka procent najbogatszego społeczeństwa. Nie jest więc tak, że podatek ten jest rzeczą oczywistą, zwłaszcza w postaci obecnie obowiązującej. Natomiast samo istnienie tego podatku, jako dość łatwo dostępnego źródła dochodów państwa, zachęcało od początku do zwiększania wydatków publicznych i przyczyniało się do rozrostu rządu.

Podkreślić należy jednak, że przez cały wiek XIX wysokość podatku dochodowego zmieniała się, w zależności od sytuacji, w obu kierunkach: raz malała, raz rosła. W XX wieku sytuacja ta uległa całkowitej zmianie. I wojna światowa pociągnęła za sobą ogromne koszty, które stały się uzasadnieniem znacznego podwyższenia podatków, także dochodowego. Jednak po wojnie nie zmniejszono stawek podatkowych do poziomu przedwojennego, a w okresie II wojny światowej najwyższą stawkę podatkową w wielu państwach wywindowano do 50% i nie obniżono jej w czasie pokoju. Kolejne grupy polityków przekonywały swoich wyborców, że progresywne opodatkowanie najbogatszych jest powodem, aby na nie właśnie ci biedniejsi oddawali swój głos.

Robert Gwiazdowski

(23 czerwca 2003)

(Tekst stanowi fragment książki „Sprawiedliwość a efektywność opodatkowania. Pomiędzy progresją a podatkiem liniowym”, wydanej w 2001 roku przez CAS, dzięki pomocy Polish-American Foundation for Economic Research and Education Pro Publico Bono i Fundacji Multis Multan. Publikujemy go za zgodą Autora)

Przypisy:
1. I. Kristol, Two Cheers for capitalism, New York 1978, s. 214.
2. W. Wójtowicz, P. Smoleń, Podatek dochodowy od osób fizycznych – prorodzinny czy neutralny? Dom Wydawniczy ABC, Warszawa 1999, s. 10.
3. A. Rabushka, Od Adama Smitha do bogactwa Ameryki, CAS, Warszawa 1996, s. 59.
4. A. Rabushka, op. cit., s. 82.
5. R.E. Hall, A. Rabushka, Podatek liniowy, Dom Wydawniczy ABC, Warszawa 1998, s. 34.
6. R.E. Hall, A. Rabushka, op. cit., s. 35.
7. Dane według raportu Narodowej Komisji do Spraw Wzrostu Gospodarczego i Reformy Podatkowej pt. Unleashing America’s Potential. Raport komisji na stronach http://flattax.gov/others/kemp/reptoc.asp

Robert Gwiazdowski – urodzony w 1960 roku. Absolwent Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. W 1994 roku uzyskał tytuł doktora nauk prawnych. Pracuje na swojej macierzystej uczelni. Jest także ekspertem w dziedzinie podatków w Centrum im. Adama Smitha w Warszawie.

Krótka historia podatku dochodowego

Posted in Ekonomia, wolny rynek (kapitalizm) | Otagowane: , | Leave a Comment »

Rewolucja przemysłowa zaczyna się w Anglii?

Posted by psychoneurocybernauta w dniu 7 kwietnia 2013

Dlaczego rewolucja przemysłowa zaczyna się w Anglii?

– jedyny kraj, w którym wszyscy ludzie są osobiście wolni;
– wolne rządy, początki systemu parlamentarnego;
– „proces grodzenia” – przechodzenie z rolnictwa na hodowlę owiec (wymaga mniejszej liczby ludzi do pracy), powoduje zmniejszenie za­trudnienia w rolnictwie i pojawienie się taniej siły robotniczej;
– lepszy rozwój techniczny w stosunku do innych krajów;
– posiadanie kolonii zapewnia duże rynki zbytu oraz możliwość sprowadzania surowców.

Nowe techniki produkcji

– maszyna parowa – (wynaleziona przez Jamesa Watta w 1769 r.) zastosowana najpierw w kopalniach, potem w przemyśle włókienniczym i w młynach;
– przemysł bawełniany – zastosowanie tzw. latającego czółenka i mechanicznej przędzalni;
– przemysł metalurgiczny – zastosowanie koksu zamiast węgla drzewnego i metody walcowania stali zamiast kucia;
– przemysł węglowy – zastosowanie po raz pierwszy maszyny parowej do poruszania pomp.

Początki rewolucji przemysłowej sięgają Anglii XIII wieku, kiedy to nastąpiły pierwsze ważne zmiany gospodarcze. Dotyczyły one dwóch dziedzin – włókiennictwa i rolnictwa. W rolnictwie wprowadzono płodozmian, bardziej wydajny system gospodarowania ziemią uprawną, dzięki któremu możliwe stały się znaczne nadwyżki produktów spożywczych, które można było sprzedawać na wolnym rynku. Włókiennictwo rozwijało się dzięki hodowli owiec i rozwojowi chałupniczego tkactwa. Wzrost zamożności posiadaczy ziemi doprowadził do procesu grodzenia ziem, a więc wyznaczania obszarów, które były w posiadaniu danego gospodarza. Wcześniej obszary hodowli na ziemiach angielskich nie były jednoznacznie wyznaczone. Grodzenie ograniczyło możliwości dostępu do zawodów rolniczych, a to spowodowało migrację do miast. Zamożność Wielkiej Brytanii przyczyniła się do wzrostu demograficznego. Aby zaspokoić potrzeby coraz większego rynku zbytu konieczne okazało się szukanie nowych rozwiązań technicznych i organizacyjnych.
Spinning Jenny
Napływ ludności do miast przyczynił się też do przeniesienia produkcji włókienniczej ze wsi, gdzie dominowała praca chałupnicza, do manufaktur, które, korzystając z dawnych technik, wprowadzały innowacje jeśli chodzi o organizację pracy. Pierwszą rewolucyjną maszyną zastosowaną we włókiennictwie była Przędąca Jenny, wynaleziona w XVIII wieku. Napędzana kołem wodnym, umożliwiała jednoczesną produkcję aż szesnastu nici. Kolejnym przełomowym wynalazkiem była maszyna parowa Jamesa Watta, efektywnie zastępująca pracę siły ludzkiej czy sił natury. Ostatecznie opracowana w 1763 roku, szybko znalazła zastosowanie właśnie we włókiennictwie. Rozwojowi zastosowania maszyny parowej sprzyjały bogate brytyjskie złoża węgla kamiennego jako podstawowego paliwa dla maszyny parowej. Wprowadzone zmiany przyczyniły się do wybuchu przemysłu wydobywczego, hutniczego i metalurgicznego. Rozwój tych dziedzin przemysłu oraz masowe migracje wewnątrz kraju wymusiły zastosowanie nowego rozwiązania dla transportu – była nim komunikacja kolejowa. Ukoronowaniem pierwszej fazy rewolucji przemysłowej było zastosowanie z końcem XVIII wieku krosna mechanicznego, dzięki któremu wydajność fabryk włókienniczych wzrosła aż czterdziestokrotne.

Fabryka

Zmiany, jakie przyniosła pierwsza fala rewolucji przemysłowej, objęły Anglię i Niderlandy (Holandię). Dopiero na skutek Wielkiej Rewolucji Francuskiej zaczęły dotyczyć także innych państw Europy. Poza pojawieniem się nowych form gospodarczych, organizacyjnych i przemysłowych, zmiany, jakie nastąpiły na skutek pierwszej fazy rewolucji przemysłowej doprowadziły do rozwoju miast, wzrostu znaczenia burżuazji jako klasy właścicieli fabryk. To właśnie w rękach mieszczaństwa kumulowały się bogactwa wytwarzane dziki pracy nowej klasy – robotników najemnych, proletariatu. Zmiany w technice i gospodarce zdecydowanie wpłynęły na pozycję Wielkiej Brytanii w świecie, która aż do I Wojny Światowej, poprzez rozszerzające się imperium kolonialne, odgrywała rolę najważniejszego mocarstwa na świecie.
http://www.edulandia.pl/edukacja/1,124765,6972268,Rewolucja_przemyslowa_XVI___XVIII_wiek.html

Spinning Jenny (ang. Przędąca Joasia) – mechaniczna przędzarka skonstruowana w roku 1765 przez Jamesa Hargreavesa. W roku 1767 Richard Arkwright udoskonalił jej mechanizm. Wynalazek ten zrewolucjonizował przemysł tkacki w Wielkiej Brytanii. Pozwoliła zaspokoić rosnące zapotrzebowanie na przędzę w XVIII wieku w dobie gwałtownego rozwoju demograficznego

Posted in historia, wolny rynek (kapitalizm) | Otagowane: | Leave a Comment »