Wolni z wolnymi, równi z równymi i zacni z zacnymi.

Rex regnat et non gubernat

  • Thomas Jefferson

    Kiedy obywatele obawiają się swojego rządu, jest to tyrania. Gdy to rząd obawia się obywateli, mamy do czynienia z wolnością.
  • Margaret Thatcher

    Unia Europejska jest skazana na niepowodzenie, gdyż jest czymś szalonym, utopijnym projektem, pomnikiem pychy lewicowych intelektualistów.
  • Włodzimierz Lenin

    Socjalizm to nic innego jak państwowy monopol kapitalistyczny stworzony dla korzyści wszystkich ludzi.
  • Ralph Waldo Emmerson

    Religia jednego wieku staje się literacką rozrywką następnych.
  • Soren Kierkegaard

    Są dwa sposoby w jakie człowiek może dać się ogłupić. Pierwszy to uwierzyć w rzeczy nieprawdziwe. Drugi, to nie wierzyć w prawdziwe.
  • Ayn Rand

    Jako że nie istnieje taki byt, jak “społeczeństwo”, ponieważ społeczeństwo to pewna liczba indywidualnych jednostek, zatem idea, że “społeczny interes” jest ważniejszy od interesu jednostek, oznacza jedno: że interes i prawa niektórych jednostek zyskuje przewagę nad interesem i prawami pozostałych.
  • Terence McKenna

    Skoro już w XIX wieku zgodziliśmy się przyznać, że człowiek pochodzi od małpy, najwyższy czas pogodzić się z faktem, że były to naćpane małpy.
  • Aleister Crowley

    Czyn wole swą, niechaj będzie całym Prawem.

    Nie masz żadnego prawa prócz czynienia twej woli. Czyn ja i nikt inny nie powie nie.

    Każdy mężczyzna i każda kobieta jest gwiazdą.

    Nie ma boga prócz człowieka.

    Człowiek ma prawo żyć wedle swych własnych praw
    żyć tak jak tego chce
    pracować tak jak chce
    bawić się tak jak chce
    odpoczywać tak jak chce
    umrzeć kiedy i jak chce

    Człowiek ma prawo jeść to co chce: pić to co chce: mieszkać tam gdzie chce: podróżować po powierzchni Ziemi tam gdzie tylko chce.

    Człowiek ma prawo myśleć co chce
    mówić co chce: pisać co chce: rysować, malować, rzeźbić, ryć, odlewać, budować co chce: ubierać się jak chce

    Człowiek ma prawo kochać jak chce

    Człowiek ma prawo zabijać tych, którzy uniemożliwiają mu korzystanie z tych praw

    niewolnicy będą służyć

    Miłość jest prawem, miłość podług woli.
  • Anarchizm metodologiczny

    Anarchizm metodologiczny - jest programem (a właciwie antyprogramem), zgodnie z którym należy z wielką ostrożnością podchodzić do każdej dyrektywy metodologicznej, (w tym do samego anarchizmu) bowiem zaistnieć może sytuacja, w której lepiej jest z anarchizmu zrezygnować (aby nie hamować rozwoju wiedzy) niż go utrzymywać.
    Paul Feyerabend
  • Strony

Archive for the ‘Libertarianizm’ Category

Libertarianizm (zwany także libertaryzmem) jest filozofią oraz stylem politycznego myślenia postulującym nieograniczoną swobodę dysponowania własną osobą (samoposiadanie) i własnością, o ile tylko postępowanie to nie ogranicza swobody dysponowania swoją osobą i własnością komuś innemu (wedle zasady: wolność twojej pięści musi być ograniczona bliskością mojego nosa).

Lviv pogrom 1941

Posted by psychoneurocybernauta w dniu 24 Wrzesień 2016

 

Lviv, the ‚Little Paris’

Lviv pogrom (over 200,000 Jews) has not been made by the Germans, but by Ukrainian nationalists OUN whose leader was recently proclaimed national hero „The Ukrainian militia received assistance from the Organization of Ukrainian Nationalists, unorganized ethnic nationalists, as well as from ordinary crowd and even underage youth. At least two members of the OUN-B, Ivan Kovalyshyn and Mykhaylo Pecharsʹkyy, have been identified by Prof. John Paul Himka from several photographs of the pogrom. Holocaust scholar and survivor, Filip Friedman from Lviv, uncovered an official Report of the Reich Security Main Office which documented the massacre as follows: „During the first hours after the departure of the Bolsheviks [i.e. the Soviet Army], the Ukrainian population took praisworthy action against the Jews… About 7,000 Jews were seized and shot by the [Ukrainian] police in retribution for inhuman acts of cruelty [at Brygidki and the other prisons]…” (dated 16 July 1941)” https://en.wikipedia.org/wiki/Lviv_pogroms shame and dishonor worship murderer

evidence: http://www.istpravda.com.ua/columns/2013/02/25/114048/

The Organization of Ukrainian Nationalists (OUN) (Ukrainian: Організація Українських Націоналістів, Orhanizatsiya Ukrayins’kykh Natsionalistiv or ОУН) was a Ukrainian political organization created in 1929 in Vienna and acting in Western Ukraine (at the time interwar Poland). The OUN emerged as a union between the Ukrainian Military Organization, smaller radical right-wing groups, and right-wing Ukrainian nationalists and intellectuals represented by Dmytro Dontsov, Yevhen Konovalets, Mykola Stsyborsky and other figures.

A slogan put forth by the Bandera group and recorded in the July 16, 1941 Einsatzgruppen report stated: „Long live Ukraine without Jews, Poles and Germans; Poles behind the river San, Germans to Berlin, and Jews to the gallows

On 22 January 2010, on the Day of Unity of Ukraine, the then-President of Ukraine Viktor Yushchenko awarded to Bandera the title of Hero of Ukraine (posthumously) for „defending national ideas and battling for an independent Ukrainian state.” A grandson of Bandera, also named Stepan, accepted the award that day from the Ukrainian President during the state ceremony to commemorate the Day of Unity of Ukraine at the National Opera House of Ukraine.

 

The census for the city of Lviv, 1931 years – the second census of dn.9.XII.1931r

According to data from the statistical yearbook from 1931, before World War II, Lviv has a population of approximately 63.5% of Poles, Jews, 24.1%, 7.8% Ukrainians and 3.5% Ruthenian and 0.8% of Germans http://mbc.cyfrowemazowsze.pl/dlibra/docmetadata?id=14189&from=publication

after the genocide of Poles and Jews Lviv is Ukrainian

Nationality in 1959
Ukrainians 60.2%
Russians 27,1%
Jews 6.3%
Poles 3.9%

Society of the Commonwealth of Poland,consisted mainly of Poles, Lithuanians and Ruthenians. In 1618 representatives of these nationalities was approximately consecutively 4.5 million, 0.75 million and 5 million for a total of 11 million inhabitants of the state. [34] Significant minorities were among Latvians, Germans and Żydzi.Podobnie as Kraków, Gdańsk and Toruń, Lviv was a royal town and had great importance for the Republic defense and economic. In the seventeenth century Lviv, numbering 30,000 inhabitants, was the Gdansk’s second largest city and the wealth of the Republic.

In the seventeenth century Lviv, numbering 30,000 inhabitants, was the Gdansk’s second largest city and the wealth of the Republic.

The right composition given in 1444 and favorable location on the merchant trail Baltic and Black increased the wealth of the townspeople and flourishing city, especially after a fire in 1527, which found its expression, among others, built in the Middle Ages impressive defensive structures, sacred and secular, and the development of science, culture and art.

The city inhabited was by the representatives of different nations and religions: Poles, Jews, Russians, Armenians, Italians, Hungarians, Germans, Tatars et al., Who, because of the strong influence of Polish culture generally polonizowali already in the second generation, while maintaining their customs and religion. Lviv was the only city in the world having three (sometimes Catholic) metropolises of different rites: the 1361 Armenian (moved from Lutsk), and after 1630 ormiańskokatolicką since 1412 Latin (transferred from Galich), and in 1807 the Greek-Catholic. Moreover, in the years 1539-1700 there were in Lviv bishopric of the Orthodox rite

made after the genocide of the Ukrainian nacionalistów became a Ukrainian city

————————-

Społeczeństwo Rzeczypospolitej składało się przede wszystkim z Polaków, Litwinów i Rusinów. W 1618 roku przedstawicieli tych narodowości było w przybliżeniu kolejno 4,5 mln, 0,75 mln i 5 mln na łączną liczbę 11 mln mieszkańców państwa. Istotne mniejszości stanowili m.in. Łotysze, Niemcy i Żydzi.

Nigdy nie byłu Ukraińców, była wolność, kazdy kto chciał mógł zostać szlachcicem i Król nie miał nd nim władzy, jak Chmielnicki

Podobnie jak Kraków, Gdańsk czy Toruń, Lwów był miastem królewskim i posiadał dla Rzeczypospolitej wielkie znaczenie obronne i ekonomiczne. W XVII wieku Lwów, liczący 30 tysięcy mieszkańców, był po Gdańsku drugim co do wielkości i bogactwa miastem Rzeczypospolitej.

W XVII wieku Lwów, liczący 30 tysięcy mieszkańców, był po Gdańsku drugim co do wielkości i bogactwa miastem Rzeczypospolitej.

Prawo składu nadane w 1444 i korzystne położenie na kupieckim szlaku bałtyckim i czarnomorskim spowodowały wzrost zasobności mieszczan i bujny rozkwit miasta, zwłaszcza po pożarze w 1527 roku, co znalazło swój wyraz m.in. w budowanych od średniowiecza okazałych budowlach obronnych, sakralnych i świeckich oraz w rozwoju nauki, kultury i sztuki.

Miasto zamieszkane było przez przedstawicieli różnych nacji i religii: Polacy, Żydzi, Rusini, Ormianie, Włosi, Węgrzy, Niemcy, Tatarzy i in., którzy ze względu na silne oddziaływanie kultury polskiej z reguły polonizowali się już w drugim pokoleniu, zachowując przy tym swoje obyczaje i religię. Lwów był jedynym miastem w świecie posiadającym trzy (z czasem katolickie) metropolie różnych obrządków: od 1361 ormiańską (przeniesioną z Łucka), a po 1630 ormiańskokatolicką, od 1412 łacińską (przeniesioną z Halicza), i od 1807 greckokatolicką. Ponadto w latach 1539-1700 istniało we Lwowie biskupstwo obrządku prawosławnego

po dokonanym ludobójstwie dokonanym przez ukraińskich nacionalistów stał sie Ukraińskim miastem

 

Posted in historia, Libertarianizm | Leave a Comment »

Siedem kłamstw o wolnym rynku

Posted by psychoneurocybernauta w dniu 5 Maj 2014

Niektóre prawdy są ciągle powtarzane. Czasem miewamy też jednak do czynienia z wiecznymi kłamstwami. Zamieszczam tutaj kilka spośród ostatnio zasłyszanych kłamstw na temat wolnego rynku, choć jest ich oczywiście znacznie więcej.

1) Wolny rynek powoduje niedostatek i wzrost cen. W każdym systemie gospodarczym — socjalistycznym, interwencjonistycznym, wolnorynkowym — ilość danego dobra zwykle będzie niewystarczająca, żeby zaspokoić popyt przy cenie równej zero. Na wolnym rynku, gdzie ludzie wymieniają się prawami do tych dóbr, ceny będą spadania wzrastać lub spadać do poziomu, przy którym wysokość popytu jest równa wysokości podaży, i tym sposobem ceny pomogą radzić sobie z niedostatkiem. Co więcej, wolny rynek, poprzez system zysków i strat, daje przedsiębiorcom zachętę zarówno do dostarczania większej ilości dóbr rzadkich, jak też do odkrywania alternatyw. (Nie cały „handel” przebiega jednak w ten sposób, patrz punkt 4) poniżej).

2) Na wolnym rynku biznes jest uprzywilejowany. Jest to bardzo powszechne mniemanie oparte na myleniu prorynkowości z probiznesowością. Wolny rynek jest jednak wolny dokładnie dlatego, że nie przyjmuje żadnych specjalnych przywilejów dla jakichkolwiek osób czy grup. Takie przewagi z pewnością dzisiaj istnieją i mogłyby istnieć na wolnym rynku — można się wrodzić w bogatą rodzinę, być wytrwalszym czy zasobniejszym — ale są one konsekwencją braku przywilejów w sensie libertariańskim tak długo, jak tylko są one zdobyte bez użycia oszustw i fizycznej przemocy wobec ludzi lub cudzej własności.

3) Przed Obamacare, służba zdrowia [w USA — przyp. tłum.] działała na zasadach wolnorynkowych. W rzeczywistości był to wielce interwencjonistyczny rynek. Podobnie, porażki rynków mieszkaniowych i finansowych nie były wcale rezultatem „polityki wolnorynkowej”, a to samo można powiedzieć w zasadzie o każdym sektorze amerykańskiej gospodarki. Wolny rynek jest wolny od prawnych przywilejów i dyskryminacji, jest tym wszystkim, co dzieje się pod nieobecność agresji i w ramach ściśle określonych „zasad gry” — takich jak, na przykład, prywatna własność, wolność stowarzyszania, rządy prawa. Ponownie, to nie jest probiznesowe, prokonsumenckie, ani projakiekolwiek, jeśli ma to oznaczać używanie siły politycznej do rozmyślnego pomagania jednym kosztem drugich.

4) Wolny rynek wymaga, aby wszystkie wartościowe zasoby były w prywatnym posiadaniu i aby handlowano nimi na rynkach. Nawet, gdyby to było możliwe, a nie jestem co do tego przekonany, to niekoniecznie byłaby to najlepsza droga to poradzenia sobie z tragedią wspólnego pastwiska. Niekiedy alternatywy prywatnej własności zwyczajnie działają lepiej. W rzeczy samej, Elinor Ostrom, która została laureatką Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii za badanie na temat użytkowania wspólnych zasobów, znalazła stosowane przez ludzi na całym świecie od zarania dziejów sposoby na unikanie konfliktów dotyczących np. użytkowania wody i wycinania lasów pozarynkowymi metodami współpracy (a często także bez rządu). Istotnie, często „wymieniamy” przysługi z rodziną, znajomymi, a nawet z obcymi bez potrzeby formalnych rynków i cen rynkowych. I bardzo dobrze.

5) Wolny rynek wzmaga rasizm, homofobię i inne rodzaje bigoterii. Cóż, to prawda że można być rasistą i homofobem na wolnym rynku, można nie życzyć sobie mieszkania w pobliżu jednopłciowej lub międzyrasowej pary, czy też odmawiać komuś zatrudnienia za wygląd, jeśli wyda się on w jakiś sposób odrzucający. Jednak w konsekwencji takich zachowań będzie pewnie trzeba zapłacić więcej za dom, albo wypłacać wyższe pensje pracownikiem, bo jest to rozmyślne zawężenie własnego pola manewru.

Część krytyków wolnego rynku wyśmieje takie tłumaczenie, mówiąc, że te mechanizmy nie zwalczają podszycia rasizmem lub seksizmem. Wiele można na to odpowiedzieć, ale ograniczę się tylko do dwóch kwestii. Po pierwsze, płacenie za uprzedzenia może ich nie wyeliminować, ale będzie je ograniczać (popyt spada ze wzrostem ceny, także popyt na uprzedzenia). Poddawanie się im oznacza zaś straty względem rodzin bardziej tolerancyjnych lub wyrzeczenie się bardziej kompetentnych pracowników. Po drugie, próba zmienienia czyjegoś nastawienia wobec homoseksualizmu i rasizmu przemocą albo groźbą jej użycia jest metodą nieefektywną, która zwykle przynosi więcej szkody niż pożytku, a z czasem prowadzi do narastania komplikacji. Wolny rynek daje powody do korzystania na zawiązywaniu interakcji z innymi, na uczeniu się od innych, którzy mogą bardzo się różnić, mogą działać poza zwykłymi siatkami społecznymi. Legalistyczne rozwiązania powodują namnażanie resentymentów i pogoni za rentą, które podkopują tolerancję niezbędną do wiązania ze sobą różnych ludzi.

6) Wolny rynek popiera wojnę. To prawda, że poza byciem „zdrowiem państwa” i wrogiem wolności, wojna jest korzyścią dla niektórych grup interesu jak choćby firmy produkujące broń. Wojna niszczy jednak wolny rynek w ogólności. Wojna i rządowa interwencja, która tej pierwszej zawsze towarzyszy, ograniczają wolny rynek (wewnętrzny i w kraju, z którym toczy się wojna) i wolne stowarzyszanie, czynią kupno i sprzedaż bardziej kosztownymi, redukują siłę nabywczą, szkodzą gospodarstwom domowym i biznesom, wreszcie naruszają pokój, który jest niezbędny dla rozkwitu wolnego rynku.

7) Wolny rynek jest zawsze wydajny. Prawdziwy świat zamieszkują prawdziwi ludzie, którzy nie mają pełnej informacji, mogą mieć błędne informacje lub mogą po prostu popełniać błędy. „Idealny” system gospodarczy to nie ten, w którym nikt nigdy nie popełnia błędów, ale ten, w którym popełniane przez ludzi pomyłki są naprawiane najefektywniej, jak to tylko możliwe. Konkurencja na wolnym rynku pozwala ocenić, czy koszty są zbyt duże, czy zbyt małe, wypatrywać okazji do obniżenia cen lub zwiększenia zysków, a także zrezygnować z nowej metody konsumpcji lub produkcji. Wolny rynek nie jest idealny, dlatego że zawsze działa perfekcyjnie, ale dlatego, że lepiej niż jakikolwiek znany system koryguje popełniane błędy.

Autor: Sandy Ikeda
Źródło: fee.org
Tłumaczenie: Paweł Bieliński

Posted in anarchokapitalizm, Ekonomia, Libertarianizm, wolny rynek (kapitalizm) | Otagowane: | Leave a Comment »

10 powodów dla których mafia jest lepsza od państwa

Posted by psychoneurocybernauta w dniu 4 Maj 2014

Posted in anarchia, Film, Libertarianizm | Otagowane: | Leave a Comment »

Teoria przejęcia władzy

Posted by psychoneurocybernauta w dniu 25 Kwiecień 2014

Teoria przejęcia władzy lub teoria tranzycji potęgi czy też teoria zmiany siły (ang. power transition theory) – jest to teoria opisująca cykliczną naturę wojny, w powiązaniu z rolą mocarstw w polityce międzynarodowej. Jej twórcy to AFK Orgański i Jacek Kugler.

Teoria zmiany siły opisuje politykę międzynarodową jako hierarchię mocarstw. Celem teorii jest zbadanie cyklicznej natury wojen hegemonicznych i tego jak zmiana mocarstw wpływa na występowanie tych wojen.

Prawdopodobieństwo wojny i stabilność sojuszy

Posługując się metaforą “piramidy”, Orgański pokazuje że istnieje wiele słabych i kilka silnych państw. Najsilniejsze państwo zostało określone jako „mocarstwo dominujące”. Ma ono stosunkowo największy potencjał. Składają się nań: ludność, terytorium , zasoby naturalne, siły militarne, ekonomia i stabilność polityczna. Jest to pierwszy typ państwa. Ogółem Orgański opisał 4 typy państw. Zmiana statusu mocarstwowego następowała między państwem dominującym a wielkim mocarstwem (w większości przypadków) i prowadziła do wojny.

  • mocarstwo dominujące − czyli światowe mocarstwo posiadające największe wpływy globalne i supremację w ogólnej potędze nad innymi wielkimi mocarstwami („hipermocarstwo”). Aby sprawować hegemonię takie mocarstwo musi pozyskiwać sojuszników w gronie wielkich mocarstw. Uważa się że rolę taką spełniały w przeszłości: Hiszpania i Wielka Brytania, obecnie zaś – USA
  • wielkie mocarstwa − grupa potencjalnych rywali mocarstwa dominującego, państwa mające znaczne wpływy polityczne poza własnym regionem i możliwości rozciągnięcia ich na cały świat (ambicje globalne). Są to mocarstwa które w danym momencie nie są jeszcze w stanie rzucić wyzwania dominującemu mocarstwu lecz mają potencjał by uczynić to w przyszłości. Obecnie uważa się iż taka rolę spełniają:Chiny, Rosja, Unia Europejska, Japonia i Indie. W ich gronie znajduje się przyszły rywal mocarstwa dominującego (ang. challenger)[9], który uzyskuje minimum 80% siły państwa dominujacego, przy czym obecnie największe szanse przypisuje się Chinom.
  • średnie mocarstwa − mające znaczenie dominujące w regionie, lecz nie mające szans na rzucenie wyzwania mocarstwu dominującemu. Na tej zasadzie klasyfikuje się do tej grupy państwa takie jak: Indie (w Azji Południowej), Brazylia (w Ameryce Południowej), Włochy ( w południowej Europie i basenie Morza śródziemnego), Wielka Brytania (północna Europa), RPA (w Afryce południowej), Izrael (na Bliskim Wschodzie), Indonezja (w Azji południowo-wschodniej), Francja (Europa Zachodnia), Niemcy (Europa Zachodnia), Japonia (Azja Wschodnia).
  • małe mocarstwa − państwa nie spełniające znaczącej roli w regionie, często rywale aktualnych mocarstw regionalnych. Wymienia się tu często takie państwa jak: Australia, Kanada, Hiszpania, Polska, Meksyk, Korea Południowa

Państwo dominujące znajdujące się na szczycie piramidy osiągnąwszy już swą pozycję dąży do zachowania „status quo” w systemie międzynarodowym, określa „reguły gry” i czerpie z nich korzyści. Przewodzi ono grupie państw „usatysfakcjonowanych” aktualnym ładem międzynarodowym. W opozycji do tej grupy są państwa „nieusatysfakcjonowane” („rewizjonistyczne”) z powodu zbyt niskiej pozycji w systemie międzynarodowym. Zalicza się do nich wielkie mocarstwa chcące uzyskać (lub odzyskać) pierwsze miejsce w społeczności międzynarodowej. Jeżeli międzynarodowe status quo jest bronione przez mocarstwo dominujące, jedynie najsilniejsze z rewizjonistycznych państw z grupy wielkich mocarstw (takie którego potencjał wynosi co najmniej 80% potencjału którym dysponuje mocarstwo dominujące ) może podjąć próbę zmiany status quo i rzucić mu wyzwanie jako główny rywal (challenger). Prawdopodobieństwo konfliktu między rywalem a hegemonem kiedy stosunek sił miedzy nimi kształtuje się odpowiednio jak 4:5 i 6:5. Porządek międzynarodowy staje się wtedy dwubiegunowy. Następnie jedna strona – dominująca lub rzucająca wyzwanie – wygrywa, układ sił wraca do jednobiegunowości, a cykl zaczyna się od nowa.

Według Orgańskiego dystrybucja politycznych, ekonomicznych i militarnych możliwości między walczącymi ze sobą grupami państw zwiększa prawdopodobieństwo wojny; zaś pokój jest lepiej zabezpieczony kiedy nie ma równowagi potencjalnych możliwości między państwami przeważającymi a słabszymi. Najpoważniejszą konsekwencją takiej wojny jest zmiana systemu i powstanie nowej międzynarodowej hierarchii mocarstw oraz określenie kto będzie zarządzał systemem międzynarodowym i czyim interesom nowy ład międzynarodowy będzie podporządkowany. Zatem w przeciwieństwie do tradycyjnej teorii “równowagi sił” („Balance of power”), która uznaje że równość sił jest warunkiem pokoju – teoria zmiany siły dochodzi do przeciwnego wniosku, twierdząc że prawdopodobieństwo wojny między rosnącym w siłę mocarstwem (rywalem) a państwem dominującym może doprowadzić do przejęcia statusu mocarstwowego.

Jednakże zmiana w układzie sił nie zawsze musi odbywać się na drodze wojny, gdyż w sytuacji w której oba mocarstwa: „stare” – dominujące i „nowe” – wschodzące są usatysfakcjonowane, ryzyko wojny między nimi jest minimalne, a przejście do nowej dominacji odbywa się w sposób pokojowy, bez istotnej zmiany struktury systemu (tranzycja pokojowa). Tak było kiedy USA przystępując do dwóch wojen światowych (w latach 1917 i 1941), przejęły od Wielkiej Brytanii rolę przywódcy w walce przeciw Niemcom a zatem i rolę dominującego mocarstwa. Istnieją również inne aspekty tej teorii: podstawy potęgi mocarstw są bardzo zmienne, zwłaszcza liczba ludności i polityczna zdolność (zdefiniowana jako możliwość kontrolowania przez rząd zasobów wewnętrznych).

http://pl.wikipedia.org/wiki/Teoria_przej%C4%99cia_w%C5%82adzy

USA traci wiarygodność – coraz słabsza hegemonia Stanów Zjednoczonych na świecie?

USA osiągnęły i utrzymały hegemonię nad światem po 1991 roku, głównie dzięki poddaniu się woli Waszyngtonu przez mniejsze państwa, które bały się opierać woli „jedynej superpotęgi” na świecie, same niepewne własnych sił. Pozwoliły one zakwitnąć ideologii neokonserwatystów,nawróconych na radykalny syjonizm, trockistów, którzy zmienili charakter USA pamiętany przez Polaków z czasów prezydentów Eisenhowera i Kennedy’iego.

USA, wepchnięte w „wojnę z wyboru,” a nie z faktycznego zagrożenia przez Irak, w 2003 roku, dały się wciągnąć w kampanię wyczerpującą siły Ameryki, co z kolei dało okazję państwom zagrożonym przez USA, jak Rosja, Chiny i Indie do konkurowania na światowym rynku paliwa, w porozumieniu z krajami bogatymi w ropę naftową i gaz ziemny. Doszło do tego, że USA nie jest w stanie, nie tylko nie ignorować wzrostu sił Rosji i Chin, ale również Wenezueli, która jest przykładem dla Boliwii, Argentyny, Brazylii i większości Ameryki Centralnej – państw kiedyś w niewoli zadłużenia w USA.

Mimo tego USA nadal walczy o dominację nad światem za pomocą „kolorowych rewolucji,” przeciwko rosnącej przewadze Rosji na rynku paliwa. Skreślenie traktatów rozbrojeniowych przez rząd Busha i uruchomienie wyścigu zbrojeń ma poważne konsekwencje.
Powstało zupełnie nie oczekiwane w Azji, przymierze dwu tradycyjnych geopolitycznych wrogów, Rosji z Chinami, dwu rosnących potęg, co czyni dziś fikcją, zwycięstwo USA nad Związkiem Sowieckim w Zimnej Wojnie, której słabą namiastką jest dzisiejsza „wojna przeciwko terrorowi,” która jest postrzegana jako forma „neo-cold war,” w której to wojnie nadal grozi wybuch konfliktu nuklearnego.

Rosnące napięcie między USA i Rosją w sprawie stawiania w Polsce wyrzutni rakietowych przeciwko Rosji, jest postrzegane w Moskwie tak, jak kiedyś rakiety sowieckie na Kubie, były postrzegane przez prezydenta Kenedy’ego, który nie chciał dopuścić do tak wielkiego skrócenia długości lotu nieprzyjacielskich rakiet. Dziś Amerykanie podobnie chcą skrócić długość lotu pocisków anty-rosyjskich i czynią to kosztem bezpieczeństwa Polaków.

The Wall Street Journal donosi 30go maja 2007, że Rosja dokonała próbnego lotu nowego typu rakiety między-kontynentalnej, typu Topol-M, wobec której „Tarcza” USA jest bezsilna, jako że jak zwykle „pocisk ma przewagę nad pancerzem.” Na umyślnie lub przypadkiem, może nastąpić konfrontacja przy jednoczesnym użyciu broni nuklearnej, o której nieodpowiedzialnie mówił prezydent Bush, kiedy niedawno groził taką bronią Iranowi.

Tymczasem Rosja grozi zerwaniem traktatów zakazujących budowania baterii rakiet „konwencjonalnych” wzdłuż granic Rosji z państwami kontrolowanymi przez USA i zastrzega sobie „prawo” do niszczenia wyrzutni „Tarczy,” kiedy będą one w budowie.
Założenie, że nie będzie nigdy konfrontacji USA- Rosja jest coraz bardziej ryzykowne.

Rosja i Chiny robią „asymetryczne” posunięcia, przeciwko agresywnej polityce USA, żeby coraz bardziej osłabiać potęgę Ameryki.

Reakcja Rosji i Chin na bombardowanie przez USA suwerennego państwa Serbii w 1999 roku, przyczyniło się do stworzenia wojskowej osi Rosja-Chiny, która to oś wzrasta w siły i mobilzuje się przeciwko dominacji Waszyngtonu. Oś ta czyni to za pomocą asymetrycznej strategji, której cechą jest anonimowość jak i używanie środków, nie tylko militarnych, ale również polityczno-ideologicznych.

Oś Rosja-Chiny korzysta z katastrofy USA w Iraku i z ponoszenia wielkich kosztów wojny i pacyfikacji tego kraju przez USA, oraz wykorzystuje opieranie się USA na niezdarnych lotniskowcach, łatwych do zatopienia nowoczesną bronią, zwłaszcza na stosunkowo małej Zatoce Perskiej. Putin powiedział, że reakcje Rosji są nie tylko asymetryczne, ale bardzo skuteczne, zwłaszcza że Rosja nie da się wciągnąć w wyścig na polu gospodarki, gdzie USA ma przewagę.

Chiny natomiast zademonstrowały zdolność „oślepiania USA” za pomocą zestrzeliwania szpiegowskich satelitów w orbicie ziemskiej, których pozostałości latające nadal w orbicie, stanowią zagrożenie dla innych szpiegowskich satelitów amerykańskich.

W ten sposób, poprawna ocena potencjału destruktywnego w dzisiejszym wyścigu zbrojeń, nie polega na ilości pieniędzy wydanych na broń, jak to czyni USA, ale na skuteczności systemów asymetrycznych i strategii rozpowszechniania broni wśród oponentów USA. Tak więc strach przed wojną nuklearna dalej trwa, wśród rosnącego wyścigu zbrojeń, który obecnie zmienia swój charakter, ale nadal jest śmiertelnie groźny.

Niby zwycięstwo USA, ukończone w 1999 roku bombardowaniem Serbii, było nie pełne i w rezultacie dziś wyłnia się nowa Zimna Wojna na światową skalę, w formie wojen przez zastępców (proxy) lub zmagań ideologicznych, przeciwko narzucaniu krajom bogatym w paliwo, neokonserwatywnej wersji demokracji fasadowej. Dzieje się to w czasach kiedy polityka USA na Bliskim Wschodzie została zdominowana przez Żydów sterujących Izraelem i Lobby Izraela w Waszyngtonie.

Rozgrywki polityczne w Azji centralnej, w Iranie, Północnej Korei, Syrii i Wenezueli idą w parze z kolorowymi rewolucjami w Gruzji, na Ukrainie i w Kirgistanie, jak i w formie dalszej ekspansji NATO na wschód – jednak zawsze podłożem jest kontrola dostaw paliwa i innych strategicznych surowców.

Rosja i Chiny łączą elementy „demokratycznego kapitalizmu” z totalitaryzmem w formie „sterowanych demokracji” lub „suwerennych demokracji” i dokonują natarcia przeciwko potędze ekonomicznej USA i uprzemysłowionemu Zachodowi. W rezultacie przeszło połowa wszystkich pieniędzy na świecie, już znajduje się we wschodniej Azji. Liberalne demokracje pod dowództwem USA, w dużej mierze „fasadowe,” są w wojnie przeciwko „suwerennym demokracjom” na wschodzie. Paliwo jest piętą Achillesa Zachodu i walka nadal idzie o kontrolę strategicznych surowców świata, pod pozorem rozmaitych form zmian reżymów i wprowadzania wolnego rynku jak i prywatyzacji.

USA rozpowszechnia „demokracje fasadowe,” zakulisowo manipulowane, a przymierze Rosji i Chin, zachęca do upaństwawiania pól ropy naftowej, przeciwko eksploatacji typu kolonialnego, przykładem, której to eksploatacji, dziś jest „Profit Sharing Agreement” narzucany Irakowi przez USA.

Wielka gra o paliwo i kontrolę innych surowców świata ma dać zwycięzcom całkowitą kontrolę nad strategicznymi zasobami i w tym aspekcie jest dalszym ciągiem Zimnej Wojny, tym razem w formie „Neo Cold War,” w której USA powoli traci na korzyść Rosji, Chin, Indii. Neutralny teren między oponentami stale maleje i faktycznie jesteśmy świadkami nowej formy Zimnej Wojny. W ten sposób dziś maleje hegemonia USA na świecie.

Iwo Cyprian Pogonowski
www.pogonowski.com

Posted in historia, Libertarianizm, Nauka | Otagowane: , | Leave a Comment »

Wywiad z Hansem-Hermannem Hoppe

Posted by psychoneurocybernauta w dniu 1 Marzec 2014

Prezentujemy przekład z języka angielskiego wywiadu z profesorem Hoppe, który w oryginale ukazał się po niemiecku w „Wirtschafstwoche”, wiodącym niemieckim tygodniku o tematyce biznesowej.

 

 

Hans-Hermann Hoppe, anarcho-libertariański ekonomista, opowiada się za społeczeństwem bezpaństwowym. W społeczeństwie takim państwo, przykładowo, nie ma prawa zmuszać swoich hans-hermann-hoppeobywateli do płacenia podatków w celu finansowania wojska.

WW: Profesorze Hoppe, ponownie obserwujemy znaczącą interwencję państwa zarówno w sferze gospodarczej, jak i w sferze wolności osobistych. Wielu obywateli opowiada się za zwiększaniem roli państwa oraz jednoczesnym zmniejszaniem roli rynku. Jak Pan to wytłumaczy?

HHH: Historia pokazuje, że kryzysy są katalizatorem rozrostu państwa. Szczególnie dobrze widoczne jest to w przypadku wojen i ataków terrorystycznych. Takie wydarzenia dostarczają okazji do przedstawienia siebie jako podmiotu rozwiązującego dany problem. Ta obserwacja pozostaje prawdziwą także w stosunku do kryzysu finansowego. Dostarczył on państwom oraz bankom centralnym okazję do zwiększenia zakresu swojej interwencji w gospodarkę oraz w społeczeństwo. Przedstawicielom państwa winą za kryzys udało się obarczyć kapitalizm, rynki i chciwość.

Ale czy bez interwencji banków centralnych oraz państw, w postaci wstrzykiwania płynności oraz programów stymulacyjnych, świat nie popadłby w głęboką recesję tak, jak w latach trzydziestych ubiegłego wieku?

Panuje mylne przeświadczenie, że banki centralne oraz państwa są w stanie dopomóc podźwignąć się gospodarce poprzez swoje programy stymulacyjne. Nawet we wspomnianych latach trzydziestych przeprowadzano programy stymulacyjne. Jednak Wielka Depresja nie zakończyła się aż do zakończenia Drugiej Wojny Światowej. Przez większość tego okresu stopa bezrobocia nie spadała poniżej 15%. Banki, zamiast wykorzystywać nadmiarową płynność do udzielania kredytów, wolały trzymać te pieniądze w swoich skarbcach.

Dzisiejszy świat wygląda podobnie. Pieniądze nie trafiają na rynek towarowy i wobec tego ceny dóbr prawie nie rosną. To oczywiście nie znaczy, że inflacja nie istnieje. Aby ją dostrzec wystarczy spojrzeć na rynek akcji, dokąd pieniądze płyną szerokim strumieniem. Inflacja uwidacznia się na rynku aktywów.

Boom na rynku akcji jest także konsekwencją ujemnych realnych stóp procentowych, co sprawia, że oszczędzanie w banku staje się nieatrakcyjne…

…oraz zagraża naszemu dobrobytowi. Gospodarka może rosnąć tylko wtedy, kiedy ludzie oszczędzają i mniej konsumują. Bez oszczędności nie może być mowy o inwestycjach.

Dlaczego?

Podam prosty przykład. Proszę sobie wyobrazić bezludną wyspę z Robinsonem Crusoe oraz Piętaszkiem. Jeżeli Robinson nałapie ryb i zje tylko część z nich, to resztę może użyczyć Piętaszkowi, który z kolei może się nimi żywić przez kilka dni i zaoszczędzony w ten sposób czas przeznaczyć na skonstruowanie własnej sieci rybackiej. Teraz Piętaszek tak wyposażony może nałapać tyle ryb, że nie dość, że będzie się w stanie samodzielnie wyżywić, to jeszcze będzie mógł oddać Robinsonowi dług z nawiązką. W oczywisty sposób sytuacja obu poprawi się. Co się jednak stanie, jeżeli Robinson nie będzie potrafił zaoszczędzić ryb i zamiast tego skonsumuje je wszystkie, a Piętaszkowi wręczy jedynie certyfikat, który może być na ryby wymieniony? Jeżeli Piętaszek chciałby taki certyfikat zrealizować to odkryje, że Robinson wcale ryb nie posiada. W tej sytuacji Piętaszek będzie musiał pilnie poszukać jakiegoś pokarmu zastępczego dla siebie i nie będzie miał czasu na ukończenie sieci. Pozostanie ona jako inwestycja niedokończona. Standard życia Robinsona, jak i Piętaszka, obniży się.

Jaki to ma związek z naszą obecną sytuacją?

Podobnie dzieje się we współczesnych gospodarkach. Kreacja kredytu z niczego obniża sztucznie stopy procentowe i skłania przedsiębiorców do rozpoczynania inwestycji, dla których nie ma realnego pokrycia w oszczędnościach. Z powodu niskich stóp niemal nikt nie oszczędza, wręcz przeciwnie — konsumpcja się powieksza. Dokładnie tak, jak u Robinsona, który zamiast ryby oszczędzać, po prostu je zjadał. Zwiększona konsumpcja pochłania zasoby niezbędne do podtrzymania inwestycji. W tej sytuacji inwestycje te nie mogą zostać dokończone, banki wycofują kredyty, projekty są likwidowane, a gospodarka popada w kryzys.

Czy to oznacza, że następny kryzys jest już tuż za rogiem?

Banki centralne starają się zwalczyć kryzys poprzez zalew rynku jeszcze większą ilością kredytu i pustego pieniądza, nawet pomimo tego, że to właśnie zbyt duża ilość kredytu i pieniądza fiducjarnego spowodowały ten kryzys. Z tego też powodu następny kryzys będzie jeszcze gorszy niż obecny.

Władze banków centralnych obiecują, że wycofają z rynku nadmiar płynności na czas, zanim sytuacja stanie się groźna.

Teoretycznie banki dysponują środkami, aby coś takiego przeprowadzić. W celu zmniejszenia podaży pieniądza mogą sprzedawać państwowe obligacje. Praktyka jednak pokazuje coś innego — działania takie przeciwdziałałyby staraniom banków, aby utrzymywać stopy procentowe tak nisko, jak to tylko możliwe.

…i w ten sposób wywoływać inflację?

Banki centralne starają się za wszelką cenę uratować system pieniądza fiducjarnego. Obawiam się, że następnym krokiem może być likwidacja konkurencji walutowej poprzez centralizację systemu bankowego i monetarnego. Celem ostatecznym byłoby stworzenie globalnego banku centralnego i zastąpienie walut takich jak dolar, euro czy jen pojedynczą walutą światową. Nie musząc się obawiać konkurencji ze strony innych walut, taki globalny bank centralny miałby dużo większe możliwości inflacyjne. To oczywiście nie zakończyłoby kryzysu. Wręcz przeciwnie, wróciłby on ze zdwojoną siłą i objął cały świat.

Niektórzy ekonomiści nawołują do przywrócenia standardu złota, aby związać ręce bankom centralnym.

Państwa i banki centralne będą się temu opierać. Jako centralny element państwowego systemu monetarnego, banki centralne nie mają żadnego interesu, aby pozbywać się swojej władzy. Dobrowolny powrót do standardu złota oceniam jako scenariusz nieprawdopodobny.

A co z Chinami? Chcą ustanowić juan światową walutą rezerwową.

Wsparcie juana złotem byłoby ze strony Chin sprytnym posunięciem. Z pewnością pomogłoby to zdetronizować dolara. Złoty juan oznaczałby koniec amerykańskiej dominacji w gospodarce światowej oraz dolara jako waluty rezerwowej. Można się więc spodziewać, że Zachód zrobi wszystko, aby do takiej sytuacji nie dopuścić.

Podczas ratowania euro europejskie banki centralne ignorowały przepisy i działały ponad prawem. Nie zauważono jednak, żeby z tego powodu społeczeństwo Niemiec wyraziło swoje niezadowolenie.

Niemcy są dość uległe dyktatowi Ameryki, jeżeli chodzi o to, co mogą oraz co muszą zrobić. Ameryka ma żywotny interes w tym, aby euro przetrwało, ponieważ dolarowi łatwiej jest konkurować z jedną walutą niż z niezależnymi siedemnastoma. Wystarczy wtedy wywrzeć presję polityczną na jeden bank (EBC), zamiast na wszystkie siedemnaście.

Bailout państw europejskich oraz centralizacja władzy w Brukseli wywołują wśród społeczeństw Europy liczne niepokoje. Czy nie jest tak, że elity polityczne przeceniły gotowość tych społeczeństw do dalszej integracji?

Państwa mają tendencję do centralizowania swojej władzy. W Europie zauważamy transfer władzy do Brukseli w celu wyeliminowania konkurencji ze strony niezależnych państw. Marzeniem etatystów jest świat ze zunifikowanymi podatkami i regulacjami, który to uniemożliwia wyzyskiwanemu obywatelowi poprawę swojego bytu poprzez ucieczkę do państwa, w którym panuje mniejszy ucisk. Obywatele zauważają, że w gruncie rzeczy Unia Europejska to jeden wielki aparat redystrybucji. To wzmaga niezadowolenie oraz zazdrość narodów jednych o drugie.

Co możemy z tym zrobić?

Dla wolności najlepszym wyjściem byłby rozpad Europy na tak wiele mikropaństw, jak to tylko możliwe. To tyczy się również Niemiec. Im państwo ma mniejsze terytorium, tym łatwiej jest z niego emigrować do państwa bardziej przyjaznego. To zmusza państwa do dbania o swoich najbardziej produktywnych obywateli.

Chce Pan powrócić do „Kleinstaaterei”, systemu minipaństw końca XIX wieku?

Proszę spojrzeć na rozwój kulturalny i ekonomiczny. W XIX wieku region zajmowany przez dzisiejsze państwo niemieckie był krajem wiodącym w całej Europie. Największe osiągnięcia kulturalne dokonały się w okresie, w którym duży aparat państwowy po prostu nie istniał. Małe obszary ścierały się intensywnie we wzajemnej konkurencji. Każdy chciał mieć najlepsze biblioteki, teatry i uniwersytety. Region ten był znacznie bardziej rozwinięty kulturalnie i intelektualnie niż Francja, w której w tamtym okresie centralizacja się już dokonała. Cała kultura Francji skupia się w Paryżu, a cała reszta kraju popadła w zapomnienie.

Jednakże wolny handel byłby niemożliwy w sytuacji silnego rozdrobnienia państw.

Wręcz przeciwnie. Małe państwa muszą handlować. Ich rynek nie jest na tyle duży oraz na tyle zróżnicowany, żeby mógł istnieć niezależnie. Jeżeli nie zezwolą na wolny handel to po tygodniu będą bankrutem. Dokładnie odwrotnie jest w przypadku dużych państw. Weźmy na przykład USA. Państwo to może być w dużym stopniu samowystarczalne i wobec tego mniej zależne od wolnego handlu z innymi państwami. W dodatku małe, niezależne państwa nie mogą wiecznie zrzucać winy za swoje niepowodzenia na innych. W Unii Europejskiej Bruksela jest bardzo często obwiniana o różne zła, natomiast rządy małych państw muszą brać odpowiedzialność za czyny przeciw ich własnemu krajowi. To ma z kolei pozytywny wpływ na poprawne relacje między państwami.

Jeżeli każde państwo miałoby niezależną walutę to byłby to koniec rynków finansowych.

Małe państwa nie mogłyby sobie pozwolić na własną walutę z powodu wysokich kosztów transakcyjnych. Wobec tego rozwiązania szukałyby w walucie wspólnej, niezależnej od działań poszczególnych rządów. Jest wielce prawdopodobne, że wypracowałyby one wspólny pieniądz towarowy, taki jak na przykład złoto czy srebro, którego wartość byłaby determinowana przez rynek. Kleinstaaterei prowadzi do zwiększania wpływu rynku, a zmniejszania wpływu państwowych interwencji w system monetarny.

Jeżeli Europa byłaby zbiorem małych państw to w starciu z wielkim państwem nie dysponowałaby ona wystarczająco mocną ekonomiczną pozycją przetargową.

Jak to się dzieje w takim razie, że Szwajcaria, Liechtenstein, Monako i Singapur zajmują najwyższe pozycje w ekonomicznym wyścigu? Odnoszę wrażenie, że państwa te są bogatsze niż Niemcy, a jednocześnie Niemcy zdobyły swoje bogactwo zanim przystąpiły do Strefy Euro. Musimy pozbyć się mylnego przeświadczenia, że interesy zachodzą między państwami. Interesy zachodzą między poszczególnymi ludźmi i firmami, które wytwarzają w różnych częściach kontynentu. Gospodarki nie składają się z państw konkurujących ze sobą, ale z firm. To nie rozległość terytorialna państwa decyduje o tym, czy w państwie panuje dobrobyt, ale raczej działania jego obywateli.

Abstrahując od tego, jak wiele państw powinno istnieć, pozostaje pytanie, jak duży powinien być aparat danego państwa. Liberałowie klasyczni sugerują, że państwo powinno ograniczyć się do roli stróża nocnego strzegącego wolności, własności i pokoju. Pan uważa, że państwo nie powinno istnieć w ogóle.

Liberałowie klasyczni nie doceniają siły wewnętrznego parcia państw do ekspansji. Kto ma decydować o tym, ilu policjantów, sędziów czy żołnierzy potrzeba w takim stróżu nocnym? W systemie rynkowym opartym o dobrowolne opłaty za dobra i usługi odpowiedź jest prosta: produkuje się tyle mleka i sprzedaje się je po takiej cenie, jaką konsumenci są gotowi zapłacić. Natomiast państwa na pytanie „ile pieniędzy potrzebujecie?” zawsze odpowiedzą: „im więcej pieniędzy będziemy mieli, tym więcej będziemy mogli zdziałać”. Oczywiście państwa dysponują środkami, aby takie „więcej” uzyskać, ponieważ zawsze mogą zmusić swoich obywateli do płacenia coraz wyższych podatków w zamian oferując usługi coraz niższej jakości. Idea państwa minimum ma wadę wrodzoną już na poziomie koncepcyjnym. Małe aparaty państwowe nigdy nie pozostają małe na długo.

Jeżeli nie państwo to kto w takim razie miałby bronić własności oraz wymierzać sprawiedliwość?

Ochrona własności przez państwową policję wymaga istnienia podatków. Jednakże podatki to grabież. Wobec tego mamy do czynienia z obrońcą własności, który jest jednocześnie grabieżcą. Państwo, które chce utrzymać prawo i ład, a jednocześnie samo jest źródłem tego prawa, musi je łamać, czyniąc siebie łamiącym prawo obrońcą prawa.

Komu wobec tego chciałby Pan powierzyć zadanie ochrony prawa i własności?

Te zadania powinny być realizowane przez firmy, które dowiodą swojej wartości na wolnym rynku. Dokładnie tak, jak ma to miejsce w przypadku wszystkich innych dóbr i usług. Każde społeczeństwo ma swój udział konfliktów na tle prawa własności. Jednakże nie jest prawdą, że to właśnie państwo musi występować w roli arbitra. Proszę sobie wyobrazić społeczeństwo bezpaństwowe. W takim ładzie naturalnym, każda osoba jest przede wszystkim postrzegana jako właściciel dóbr przez nią kontrolowanych. Ubranie, które nosi, jest wobec tego jej własnością. Jeżeli ktoś by twierdził inaczej to ciężar dowodu spoczywa na oskarżającym. Konflikty będą rozwiązywane przez naturalnie powstające autorytety. W społecznościach wiejskich będą to osoby cieszące się powszechnym zaufaniem — będą działać tak, jak sędziowie. Jeżeli powstanie dysputa między mieszkańcami różnych wiosek to zostanie ona przekazana do instancji wyższej. Istotne jest, żeby żaden sędzia nie miał monopolu na tworzenie prawa.

Nie brzmi to zbyt realistycznie…

…ale takie jest! Proszę tylko spojrzeć na to, jak dzisiaj rozwiązuje się dysputy między obywatelami różnych państw. Na poziomie międzynarodowym mamy do czynienia ze swoistą anarchią, ponieważ nie istnieje rząd światowy będący ostateczną wykładnią. Co robią, na przykład, Niemcy, Francuzi i Szwajcarzy, kiedy nastaje potrzeba rozwiązania konfliktu między nimi? Każdy z nich może skierować swoją skargę zgodnie z jego lokalną jurysdykcją. Jeżeli porozumienie nie zostanie osiągnięte, wzywa się niezależnych arbitrów, aby to oni rozsądzili spór. Czy wobec tego więcej jest takich dysput niż między mieszkańcami Kolonii i Dusseldorfu? Nic mi o tym nie wiadomo. To pokazuje, że możliwe jest pokojowe rozwiązywanie konfliktów międzyludzkich bez istnienia państwa posiadającego monopol na stanowienie prawa.

System prawny bez państwa wykracza zapewne poza wyobraźnię większości ludzi.

Dlaczego? To są w gruncie rzeczy bardzo proste zagadnienia, tylko że na przestrzeni wieków zostały one nam bardzo skutecznie wyperswadowane przez zwolenników władzy państwowej. Zastąpienie wolności ludzi do wyboru własnego prawodawcy scentralizowanym państwowym monopolistą było błędem historycznym. Ten stan doprowadził do sytuacji w której często różni łupieżcy wykorzystują powszechne wybory, aby dzięki zdobytej władzy legislacyjnej wzbogacić się kosztem innych, którzy posiadają od nich więcej. Z drugiej strony lokalny przywódca wioski, wybrany dobrowolnie na arbitra, zazwyczaj sam jest dość zamożny i wobec tego nie pożąda majątku innych. W przeciwnym razie nie zostałby wybrany na arbitra.

W jaki sposób, w świecie bez państwowego porządku, zapewniłby Pan ochronę podstawowych wolności obywatelskich, takich jak, przykładowo, prawo do nietykalności cielesnej?

Odpowiem pytaniem na pytanie. Czy naruszenia tej wolności są całkowicie wyeliminowane dzięki istnieniu współczesnych państw? Tak długo, jak ludzie pozostaną ludźmi, zawsze będzie dochodziło do morderstw i zabójstw. Czy istnienie państw poprawiło coś w tej kwestii? Mam co do tego wątpliwości. Państwa także rządzone są przez ludzi, tyle tylko, że w przeciwieństwie do społeczności bezpaństwowej, ich przywódcy posiadają, niekiedy tymczasowo, pozycję monopolisty, jeżeli chodzi o władzę.

Czy taka pozycja nie popycha ich do działań jeszcze gorszych niż byliby skłonni czynić w innym przypadku? Ludzie z pewnością nie są aniołami, raczej czynią zło i szkodę. Dlatego też najlepszą ochroną wolności i własności jest nie pozwolenie na to, aby ktokolwiek mógł sformować taki monopol. Jak tylko pojawi się taki monopol, możemy być pewni, że to wcale nie aniołowie wespną się na szczyty władzy.

Załóżmy, że przekazaliśmy funkcje tradycyjnie przypisywane państwu, jak ochrona własności i tworzenie prawa, prywatnym organizacjom. Pojawia się wówczas następujący problem: źli ludzie przejmują kontrolę nad tymi organizacjami tworząc kartele kosztem społeczności. Co wtedy?

Ryzyko wystąpienia takiej sytuacji jest niskie. Kartele mogą przetrwać w dłuższym okresie wyłącznie wtedy, gdy stoi za nimi państwo. Firmy tworzą kartele, aby podzielić między siebie rynek. To sprzyja zwłaszcza słabszym jego członkom. Silniejsi członkowie kartelu mogą osiągnąć większe korzyści poza tym kartelem. Kiedy tylko to sobie uświadomią, kartel jest złamany.

Ale do tego czasu kartele wykorzystują ludność.

No więc teraz popełnia Pan samobójstwo z obawy o swoje życie. Jeżeli przekaże Pan te zadania państwu, to już na starcie skazuje siebie na monopol, który może wykorzystywać swoją pozycję, aby ograniczać wolności obywatelskie.

W jaki sposób chciałby Pan rozwiązać w systemie prawa prywatnego problem efektów zewnętrznych? Kto, przykładowo, dbałby o to, żeby to ten, kto niszczy środowisko naturalne, ponosił tego koszt?

Problem jest łatwy do rozwiązania. Należy dać stronie poszkodowanej prawo do działania. Może ona pozwać sprawcę, aby ten zrekompensował wyrządzone szkody. W XIX wieku powszechną praktyką było pozywanie firm, kiedy te ostatnie zanieczyszczeniami naruszały własność osób trzecich. Z biegiem czasu państwo ograniczyło taką możliwość, aby chronić pewne gałęzie przemysłu. Kluczowe jest to, żeby prawa własności było poprawnie przypisane. Podstawową zasadą winno być „kto pierwszy ten lepszy” — kto pierwszy zawłaszczy niczyje dobro, ten staje się jego właścicielem. Przykładowo, jeżeli firma postawi fabrykę emitującą znaczne ilości zanieczyszczeń w stronę wcześniej istniejącej zabudowy mieszkalnej, mieszkańcy tej zabudowy mają prawo pozwać właściciela tej fabryki o odszkodowanie. Ta zasada jest tak prosta, że nawet dzieci się do niej stosują. W czasach gorączki złota w USA, górnicy samodzielnie, bez pośrednictwa państwa, potrafili ustalać granice swojej własności. Istniały podmioty oferujące usługę rejestracji własności. To pokazuje, że problemy związane z prawem własności mogą być z powodzeniem rozwiązane bez konieczności odwoływania się do instytucji państwa.

Nie można jednak zorganizować wojska bez pośrednictwa państwa, a jednocześnie nikt nie może się wyłączyć spod ochrony, jakiej wojsko dostarcza. Wobec tego, potrzebne jest państwo, które zmusi wszystkich obywateli, poprzez podatki, do finansowania tego wojska.

A kto mówi, że wszyscy mieszkańcy chcą być chronieni? Żyjemy w świecie dóbr rzadkich. Pieniądze wydane na ochronę nie mogą być wydane na coś innego. Niektórzy ludzie być może zamiast ochrony wybraliby wakacje na Hawajach. W przypadku wojny zapewne opuściliby dane państwo i wobec tego nie potrzebowali by ochrony, jaką ono zapewnia.

Państwo nie ma prawa zmuszać ich przy pomocy podatków do finansowania wojska. W społeczeństwie bezpaństwowym ludzie mogą samodzielnie, o ile tak sobie życzą, utworzyć mniejsze jednostki, takie jak wspólnoty wiejskie, i bronić siebie na wzajem lub też wynająć prywatną agencję ochrony. Mieliby prawo wyboru tego, w jaki sposób chcą spożytkować własne pieniądze.

Źródło: Po angielskuPo niemiecku

Wywiad przeprowadził: Malte Fischer

Tłumaczenie z niemieckiego na angielski: Curt Doolittle, Aaron Kahlan i Robert Groezinger

Tłumaczenie z angielskiego na polski: Zbigniew Malec

http://libertarianin.org/wywiad-z-hans-hermannem-hoppe/

Posted in anarchokapitalizm | Otagowane: | Leave a Comment »

Równowaga handlowa

Posted by psychoneurocybernauta w dniu 26 Luty 2014

Od wielu lat słyszymy, że Polska ma ujemny bilans handlowy. Według danych tak właśnie jest. Ale czy to rzeczywiście źle? Bastiat w porywający sposób obala kolejny wszechobecny sofizmat ekonomiczny

Posted in Ekonomia, wolny rynek (kapitalizm) | Otagowane: | Leave a Comment »

Mądra milcząca większość ma polityków w dupie

Posted by psychoneurocybernauta w dniu 25 Luty 2014

Jazgot krzykliwej mniejszości

W 1989 r. w wyborach parlamentarnych uczestniczyło 62,7 % uprawnionych do głosowania. Po dwóch dekadach frekwencja wyborcza nie przekracza 50 %. Ponad 15 mln dorosłych Polaków pokazuje politykom gest Kozakiewicza. Platformę Obywatelską w 2011 r. poparło zaledwie 18 % dorosłych Polaków. Prawo i Sprawiedliwość 14 %. W Polsce rządzą ugrupowania poparte przez mniejszościowe kilkunastoprocentowe grupy dorosłych Polaków.

Przywódcy tych grup generują ciągły szum, świdrujący jazgot od którego czasami chce się rzygać. A to odpustowa tęcza, ubój rytualny, ksenofobia, antysemityzm. A to trotyl, brzoza, zamach, pomniki, mogiły, lamenty nad klęskami, aborcja, krzyże w gmachach publicznych. Szczególnie uwielbiają szumieć sprawami obyczajowymi. Wręcz prześcigają się w… hipokryzji. Jedni gloryfikują etykę katolicką. Tymczasem ktoś z najbliższej rodziny Wielkiego Polaka Katolika bzyknął się bynajmniej nie z małżonkiem i począł dziecko, a mimo to jest publicznie pozycjonowany „prawie” na Dziewicę Orleańską. Z kolei zastępowy Wielkiego Polaka Katolika był tak obrotny, że w Sejmie pozostawił nie jedną, a aż dwie żony posłanki, ku chwale Ojczyzny oczywiście. Drudzy oficjalnie promują rozwiązłe obyczaje w nietradycyjnym kształcie. Wielki Ministrant Rewolucjonista stawia za wzór do naśladowania homoseksualistów. Wielki Fiutozof obściskuje się przed kamerami z jakimś Ono, od którego publicznego wizerunku i inteligencji wprost pawia chce się puścić. Rozlewają krokodyle łzy, że dzieci w narodzie nie rodzą się i jest demograficzna klęska. Najwyraźniej w szkole nie uważali na lekcjach rozmnażania płciowego.

Jazgot i krzyk jest cechą charakterystyczną politycznej mniejszości. Dobrani drogą selekcji negatywnej nie dorastają do pięt milczącej ponad 50 % większości. Tylko krzykiem potrafią zwrócić na siebie czyjąkolwiek uwagę. Wielki Inkwizytor puszcza jad, gdy tylko usłyszy nową bajkę Żwirka i Muchomorka o zamachu. Gdy wieść dotrze do Wielkiego Owadoznawcy ten w rewanżu strzela karaluchami, aż uszy puchną. Krzykacze solidarnie wyprowadzają swoje mniejszości na nasze ulice. Wałęsają się w pochodach niczym średniowieczni pokutnicy. Tylko zamiast chlastać biczami swoje plery ryczą na innych. W żenujących miesięcznicach ulegają masowej histerii i bulgoczą od zdrajców, ruskich agentów i zamachowców. Inni przypinają kwiatki do kożuchów, męczą w słońcu biednego czekoladopodobnego Orła, a w porywie ekstazy kopulują na platformach.

Liderzy krzykliwej mniejszości infekują marginalne grupki rozhisteryzowanych fanatyków zatruwające nam dyskurs publiczny. Swój jad wpuszczają do Internetu. Fora i komentarze są pełne psychodelicznych wynaturzeń dzięciołów ochotników oraz wynajmowanych za publiczną kasę do stukania w klawiaturę. Ale sieć jest dla nich uosobieniem zła. Sieć próbują nadzorować, spersonalizować, inwigilować. Bo sieć jest ostoją wolności, która nie chce im ulec.

Analogowi politycy w cyfrowym świecie

XXI w. przyniósł kolejną jakościową zmianę w dziejach cywilizacji. Internet, komórki stworzyły z Ziemi informacyjną globalną wioskę. O wydarzeniu na końcu świata można się dowiedzieć w ułamku sekundy. Często bez pośredników, bez dziennikarzy, bez cudzych komentarzy i interpretacji, na żywca. Jeszcze szybciej, dzięki pospolitej cyfrowej plotce, informacje rozchodzą się w dowolnym kraju.

Stający na czele krzykliwej mniejszości analogowi politycy XX w. przyzwyczaili się, że mogą być stróżami informacji. Cenzura, polityczny wpływ na tradycyjne media zapewniał im możliwość kształtowania informacji od ich powstania, zmanipulowania, dystrybucji do uśmiercenia. Dziennikarzy sprostytuowali stanowiskami i kasą, aby jedli im z ręki. Było, ale się skończyło. W świecie cyfrowym, co raz wpadnie do serwerów na całym świecie zawierających zettabajty danych (zetta  to 10 z 21 zerami), to nie wypadnie i może zostać łatwo wyszukane. Informacje są natychmiast replikowane. Dawniej wystarczyło skonfiskować i spalić nakład gazety lub książki, autora odstrzelić. Dzisiaj dowolna wiadomość może być skopiowana i dostępna błyskawicznie wszędzie, nawet jeżeli autora rozpuszczono w kwasie lub zasadzie.

Analogowi politycy nie zauważyli tego. Ze swoich oblężonych twierdz chrzanią bzdury za bzdurami wierząc, że są one nieweryfikowalne. Wierzą, że nie ma i nie będzie ich w sieci. Ale tak nie jest. Nawet informacje sprzed rewolucji internetowej są digitalizowane i pojawiają się w komputerze pod strzechą dostępne za kliknięciem myszki. Wielki Historyk głosi potrzebę oszczędności. Liczba stołków zwiększyła się, a dziura w ZUS rośnie mimo nacjonalizacji oszczędności w OFE. Wielki Polak Katolik prawi o układzie oplatającym mackami gospodarkę. Ufa, że nikt się nie dowie, że jego Wielki Alter Ego wraz z parteigenosse wysysali kasę nomen omen z kas przyczyniając się do ich kryzysu finansowego. Wielki Transformator pławi się jako rycerz, który ukatrupił smoka inflacji. Nie dociera do niego, że publicznie dostępne są jego projekty finansowe z zaplanowanym drukowaniem przez NBP dla rządu za dużej podtrzymującej inflację kasy. Wielki Elektryk nie dostrzega, że kolejne jego pomysły jak anszlus Polski do Niemiec nie wzbudzają entuzjazmu rodaków, a rodzą natychmiast cyfrowy wybuch śmiechu i politowanie z napuszonego jak paw ego. Ile kosztuje nas ich polityka?

Niedorajdy

Wbijają nam do głów, że Wielki Generał ocalił naród, a Wielki Żółw gloryfikowany jest jako autor odrodzenia Polski po 1989 r. Mamy być szczęśliwi. Gadają jak potłuczeni, że statystycznie żyje nam się najlepiej od 500 lat. Jakby po drodze rewolucji przemysłowej i cyfrowej nie było. Jakby inni czekali w miejscu, aby Polacy doszlusowali do Zachodu. Tak z punktu widzenia chłopa pańszczyźnianego w XVIII w., czy robotnika w łódzkiej XIX w. tkalni żyje nam się lepiej. No skaczmy, cieszmy się! Sto lat, sto lat, niech żyją, żyją nam! Mniejszościowi krzykacze chowają jak mogą przed nami informacje, że Polska jest w ogonie Unii Europejskiej pod względem realnych wynagrodzeń, czy PKB per capita (na głowę). Zgodnie z oficjalnymi statystykami Eurostatu Polacy są pariasami Unii. Polacy nic się nie stało, cicho sza, po co zdenerwować większość, która jakby chciała, to może zdmuchnąć rozkrzyczaną pierdołami rachityczną mniejszość.

A może inaczej nie można było? Oto jest pytanie. Co by było gdyby? No teoretycznie zawsze mogłoby być lepiej. A praktycznie? Krzykliwa mniejszość ma pecha. Jej analogowy szum nie zagłuszy informacji cyfrowej. Nawet z końca świata. Kto chce może sięgnąć nawet w domu po dane np. w języku chińskim. Jeszcze 10-20 lat było to nie do pomyślenia. Krzykliwa mniejszość, Wielki Generał i Wielki Żółw mają wyjątkowego historycznego pecha. Gdy Wielki Generał wysadzał z siodła Edwarda Gierka, to w Chinach za porządki po komunizmie Mao Zedonga wziął się towarzysz Deng Xiaoping. Jak Chińczycy się zawzięli, to przez 30 lat gospodarka Chin rosła w średnim tempie ok. 10 % rocznie. Z totalnej biedy narodziła się druga gospodarka świata. Dziesiątki milionów Chińczyków na zidustrializowanym wybrzeżu Pacyfiku już zarabia więcej niż przeciętni Polacy. Chińczycy nie słyszeli o terapii szokowej. Ich terapia polegała na powiększaniu ludzkiej wolności i przedsiębiorczości oraz mądrej interwencji państwa. Gdyby Wielki Generał wziął władzę za pysk nie w celu obrony strupioszałego komunizmu, a wprowadzenia wolności gospodarczej, Polska też miała szansę rozwijać się w tempie 10 % rocznie. No dobrze będę miłosierny 8 %. Te 10 % zostawiam jako wyrzut sumienia, ku pamięci ekipy Edwarda Gierka z I połowy lat 70tych XX w., która potrafiła osiągnąć właśnie 10 % tempo wzrostu gospodarczego. Po nich żadna z niedorajd tego już nie powtórzyła.

Koszt zastępczych pierdół

W jakim miejscu znajdowałaby się Polska, gdyby Wielki Generał i Wielki Żółw zastosowali sprawdzone w świecie recepty i doprowadzili do 8 % rocznie tempa wzrostu gospodarczego Polski w latach 1982-2012? Polacy w 2013 r. zarabialiby realnie nieco więcej niż Niemcy, Holendrzy czy Szwedzi. Tylko mieszkańcy Szwajcarii, Norwegii i Luksemburga byliby w Europie zamożniejsi od Polaków. Bezrobocie spadłoby kilkukrotnie do ok. 5 % i to bez emigracyjnego upływu krwi pracowitych Polaków na Zachód. Zamiast zapaści demograficznej mielibyśmy szansę na wyż demograficzny. Polska gospodarka znalazłaby się w pierwszej piątce największych gospodarek Europy. Bylibyśmy niekwestionowanym liderem politycznym i gospodarczym Europy Środkowej. Od nas zależałby sposób i zakres integracji europejskiej (konfederacja wolnych narodów, czy federacyjne superpaństwo). Nie musielibyśmy żebrać o broń z demobilu w Stanach Zjednoczonych lub Niemczech.

Tymczasem nie jesteśmy w czołówce, a w ogonie Europy. Straciliśmy całe  pokolenie, 30 lat życia narodu, na cytolenie się z reformami.

Swoją nieudolność krzykliwa mniejszość usiłuje wyjaśnić hipotezami pułapki średniego dochodu oraz konwergencji. Twierdzą, że rozwijamy się wolno (w latach 1990-2013 średnio poniżej 4 % rocznie) i będziemy rozwijać się jeszcze wolniej (2-3 %), bo upodabniamy się do bardziej zamożnych gospodarek, których wzrost też wlecze się jak flaki z olejem. Bynajmniej nie przez przypadek zapominają dodać, że upodobnienie zaczyna się od polityki gospodarczej. A później dziwią się, że hamująca wzrost gospodarczy polityka na Zachodzie hamuje tenże wzrost również w Polsce. No czary jakieś. Współpracownicy i następcy Wielkiego Żółwia twierdzą również, że recesja transformacyjna (1990/1991) była nieunikniona, gdyż obnażyła fikcję gospodarki centralnie planowanej. Ale Chińczycy takiej recesji nie mieli, a sama jej skala (spadek PKB o 14 %) jest porównywalna z wynikami wolnorynkowej Grecji i Irlandii w czasie kryzysu zapoczątkowanego w 2008 r. Obiektywnie nie wszystko co za Gierka stworzono było z gruntu złe. Za gardło oprócz własnych błędów (np. oparcie inwestycji o kredyty zagraniczne, a nie oszczędności krajowe) chwyciły nas politycznie uwarunkowane wielokrotne podwyżki cen ropy naftowej (kryzys naftowy 1973), program zbrojeń do III wojny światowej na rozkaz ZSRR (II połowa lat 70ch XX w.) oraz kilkukrotne podwyżki stóp procentowych od kredytów zaciągniętych na Zachodzie (restrykcyjna polityka monetarna początku lat 80ych). To zdrowego konia by powaliło, a co dopiero liżącą rany po II wojnie światowej i stalinizmie polską szkapę.

Klapa polityki gospodarczej jest przykrywana zgiełkiem tematów zastępczych. Tematy zastępcze nie interesują milczącej większości. Od lat badania socjologiczne potwierdzają, że najważniejszymi dla niej są tradycyjna rodzina, praca i wynagrodzenia. To konkretne, życiowe, mądre i zdroworozsądkowe cele. A jednocześnie akurat te tematy, które krzykliwa mniejszość z kretesem topi. Naturalnym i zdrowym społecznie objawem milczącej większości jest dystansowanie się od tego cyrku. Większość Polaków jest mądra. Nie pozwala sobą manipulować. Robi bekę z krzykliwej mniejszości. Odrzuca kabotyństwo i hipokryzję. Nie daje zrobić z siebie wariata nawet pod wpływem szantażu, że głosowanie to obywatelski i patriotyczny obowiązek. Wybory pomiędzy dżumą, a cholerą ma w głębokim poważaniu. Czasami z zaciśniętymi ustami głosuje wybierając mniejsze zło. I czeka.

Pozytywizm

Jestem z milczącej większości. Jestem dumny z tego, że nie uczestniczyłem w cyrku krzykliwej mniejszości. Aby w cokolwiek uwierzyć muszę najpierw sprawdzić. Nie wierzę w żadne cudowne recepty. Nie znoszę krytykanctwa: krytyki dla samej krytyki. Nie wszystko co zrobiono za komuny było złe (np. industrializacja). Nie wszystko co robi Wielki Historyk jest złe (np. budowa dróg). Nie wszystko co proponuje Wielki Polak Katolik jest złe (np. patriotyzm gospodarczy). Uwielbiam znajdować pozytywne rozwiązania konkretnych życiowych problemów.

Sukces jest możliwy dzięki: edukacji, nauce, pracy, oszczędnościom i inwestycjom. Tylko tyle, i aż tyle. Pisali o tym pozytywiści w XIX w. (m.in. Prus, Sienkiewicz, Konopnicka, Orzeszkowa, Świętochowski, Asnyk). Postulowali pracę u podstaw (edukacja zwłaszcza najbardziej wykluczonych, włączenie ich do pracy dla siły narodu). Zachęcali do pracy organicznej (rozwój rodzimej przedsiębiorczości, industrializacja, nauka i innowacyjność). W XX w. słuszność tej drogi potwierdziły badania ekonomistów nad teorią wzrostu gospodarczego. Klasycznymi czynnikami wzrostu gospodarczego są inwestycje produkcyjne, wzrost zatrudnienia oraz innowacyjność. Inwestycje tworzą nowe miejsca pracy. Innowacyjność zapewnia ich nowoczesność oraz wysoką wydajność pracy. Dzięki inwestycjom i innowacyjności następuje wzrost wynagrodzeń i zamożności zwykłych ludzi. Kilka krajów dzięki stosowaniu tych prostych zasad odniosło zapierające dech w piersiach sukcesy (m.in. Japonia, Korea Pd., Irlandia, Chiny).

Moje dotychczasowe dociekania zebrałem w artykule „Zamożność Polaków” (kliknij link). To konsekwentne i logicznie spójnie założenia do strategii nadrobienia dystansu cywilizacyjnego Polaków do Włochów, Francuzów i Hiszpanów w ciągu 8 lat. Ani lewicowe, ani prawicowe, po prostu rozsądne i sprawdzone na świecie. Nie interesują mnie spory światopoglądowe, uważam że to prywatna sprawa każdego Polaka. Nie przekreślam naszych dotychczasowych osiągnięć i sukcesów. Dostrzegam ich dobre i złe strony. Sądzę, że Polacy mogą osiągnąć więcej w krótszym czasie, niż niejawnie proponują to analogowi politycy z krzykliwej mniejszości. Bardzo rzadko publicznie przyznają, że dogonienie obecnego poziomu zamożności Europy Zachodniej przewidują za 20-30 lat. Uważam to za kapitulanctwo i wygodnictwo. Im dobrze żyje się za urzędnicze pensje, gdy większość Polaków skrobie biedę.

Drogi czytelniku, nie odstraszył Ciebie wstęp do artykułu. Dotarłeś do jego zakończenia. Prawdopodobnie jesteś z milczącej większości. Poznajmy się, zacznijmy rozmawiać, dyskutować, wymieniać swoje doświadczenia poglądy i pomysły.

Niech milcząca większość przemówi.

 

http://www.urbas.mpolska24.pl/5410/madra-milczaca-wiekszosc-ma-politykow-w-dupie

Posted in Libertarianizm | Leave a Comment »

Kościół katolicki a libertarianizm

Posted by psychoneurocybernauta w dniu 9 Wrzesień 2013

Nawet jeśli Kościół katolicki rzeczywiście jest jednym, świętym i apostolskim, a to, co podaje ludziom do wierzenia i codziennego praktykowania w świecie całkowicie słusznym w oczach Boga, stwórcy wszechrzeczy, to gdyby praprzyczyna wszelkiej istności była zgoła inna aniżeli Boska, ludzkość i tak nie wymyśliła idei bardziej logicznej i spójnej od anarchokapitalizmu (czy szerzej libertarianizmu). Zresztą jakiekolwiek bądź przejawiamy zapatrywania ontologiczne, nie sposób bez odwołania się do twierdzeń, bo Deus lo volt, naturalny proces wynikający z obawy przed napaścią lub umowa społeczna i basta, bronić pojęcia państwa oraz władzy świeckiej (publicznej).

Problem konfliktu między katolicyzmem a libertarianizmem z jednej strony wypływa z nieco odmiennego rozumienia niektórych pojęć, ale przede wszystkim z tego, iż żaden święty, Doktor, papież, synod lub sobór Kościoła nie zdecydował się rozpatrzyć kwestii genezy państwa à rebours.

Co należy w tym miejscu dobitnie podkreślić – Magisterium nigdy wprost nie próbowało obalać tej ideologii świeckiej, możemy za to na ten użytek co najwyżej próbować ekstrapolować już podane do wiadomości ludu wiernych oceny, opinie i wskazówki o nowożytnym liberalizmie, czy też wybranych elementach składających się na tzw. proces społeczny. I tak np. w „Małym katechizmie o Syllabusie” wydanym za pontyfikatu Piusa X czytamy: „Liberalizm nowożytny jest sektą, która ducha współczesnego pragnie pogodzić z duchem Kościoła”, zaś „duch nowożytny pragnie zasady niewzruszone Kościoła nagiąć tak, aby dały się zastosować do wymagań zmiennych i źle ugruntowanych opinii ludzkich”. Z kolei korzystając z pewnych przesłanek zawartych w tekstach encyklik, alokucji, wykładni Pisma Świętego, kazań, świeccy katoliccy usiłują poprzez zasklepianie tej luki w nauczaniu rozprawiać się z rosnącą wciąż grupą wolnościowców w Kościele.

Przez „genezę państwa à rebours” rozumiem tutaj wolę zastanowienia się nad tym, jak też Pan Bóg miał ugruntować w dziele stworzenia władzę na ziemi. Zakłada się tutaj jakieś działanie mistycznej siły i potęgi, która zlała na kontynenty „prawo miecza”.

Wydaje się, że katolicyzm zwalczający „sektę” bezpaństwowców nie przyjmuje do wiadomości realności scenariusza zastosowania przemocy, a więc złamania aksjomatu o nieagresji, czyli zdeptania przez silniejszych prawa własności i samoposiadania należnych słabszym (bądź niechętnym do podboju) u progu pierwszych Lewiatanów. Stąd właśnie bierze się to uporczywe dążenie do współdziałania Kościoła z władzą świecką z jednoczesnym usprawiedliwianiem podatków jako nie-kradzieży. Jaskrawo etatystycznych wypowiedzi wybitnych postaci w teologii katolickiej można podawać na pęczki, jak chociażby fragment encykliki „Casti connubi” Piusa XI: „Dlatego wszystkich, którzy naczelną władzę w państwie sprawują, usilnie w Panu do zawierania i utwierdzania zgody i przyjaźni z tym Kościołem Chrystusa napominamy, aby złączony dwojakiej władzy wysiłek i starania oddaliły straszne szkody, zagrażające tak Kościołowi jak Państwu z powodu zuchwałej swawoli, wdzierającej się do małżeństwa i rodziny”.

Środowisko wolnościowców od dawna narzeka na nieprzezwyciężalne u ogółu społeczeństwa schematy myślowe, w których godzi się ono powszechnie na zastane warunki, rezygnując zupełnie z poszukiwania alternatywy w postaci wolnej przedsiębiorczości połączonej z działalnością charytatywną. Nie inaczej bywa w przypadku duchowieństwa – wszak wciąż mamy do czynienia z jednostkami przesiąkłymi na wskroś mentalnością mas. Oddajmy więc raz jeszcze głos Piusowi XI: „kierownicy państwa i ci, którym dobro ogółu powierzono(…) w ustawodawstwie i przy układaniu budżetu pamiętać powinni o ulżeniu doli biednych rodzin, uważając to za jedno z najpilniejszych zadań swej władzy”. Wydźwięk tego zdania to rzecz jasna skrajna statolatria, jednakże pamiętać należy, że wyraz „powinno” nie oznacza jeszcze „musi”, natomiast zamiast promowania zasiłków albo silnego ruchu syndykalistycznego jako właściwych urządzeń politycznych, mających za zadanie zaprzężenie państwa do stania na straży godziwej płacy za pracę robotnika, ojca i matki w rodzinie, właściwą drogą do ziszczenia lepszej „doli biednych” będzie raczej redukowanie fiskalizmu wraz z obciążeniami dla kapitału. Zakłada się z góry, bez dowodzenia konsekwentną logiką, że spiritus movens małego państwa lub anarchii będzie nienasycona chciwość, brak miłosierdzia, a „zbrodnie” bezbożności, zakały w obyczajach i stosunkach, rozplenią się na dobre.

Msza Trydencka (ryt rzymski)

Msza Trydencka (ryt rzymski)

Głównym wyrzutem wobec frakcji libertariańskiej w Kościele, podobnym zresztą do wielu znanych z historii wykluczeń heretyków z pastwiska Oblubienicy Pańskiej, jest domniemane manipulowanie niewzruszoną jego doktryną na użytek doczesnych wymagań, wybieranie z niej tylko tego, co jako tako libertarianom pasuje, kierowanie się zasadą pars pro toto. Solenne, ex cathedra, potępienie tej ideologii (jak w przypadku rzeczonego nowoczesnego liberalizmu, nazizmu, naturalizmu czy komunizmu), co wymagałoby tak oczekiwanego zmierzenia się z poglądami głoszonymi przez czołowe figury ruchu, wreszcie oficjalne wezwanie do otwartego porzucenia aksjomatów, konsekwentnego leseferyzmu, austriackiej teorii marginalistycznej w ekonomii, aby ratować swoje zbawienie, dopóki doń nie dojdzie do skutku, dopóty wciąż będzie to monolog jednej strony. Za próżne bowiem należy uważać aktualne wysiłki protagonistów „spontanicznego ładu” do zwrócenia uwagi władz kościelnych na ich stanowisko. Zamiast tego mamy co jakiś czas takie perełki łechcące serca rozmaitych pobożnych socjalistów, jak chociażby tegoroczny list polskich biskupów na sierpień, miesiąc trzeźwości: „trzeba tworzyć warunki prawne i społeczne sprzyjające ochronie trzeźwości, sprzyjające rozwojowi zdrowej rodziny i nowoczesnego społeczeństwa, w oparciu o wskazania współczesnych badań naukowych. Konieczny jest więc zakaz reklamy i promocji alkoholu”.

Niestety w posoborowym stopniowym samopodważaniu autorytetu papiestwa, a także w zagubieniu ważkiej esencji eucharystii na skutek powołania instytucji Novus Ordo Missae w miejsce tzw. Tridentiny, Kościół katolicki posuwa się coraz dalej ze szkodą dla swoich wyznawców. Nie słychać dziś praktycznie w ogóle o ekskomunikach konkretnych grup i osób, czy też zerwaniach stosunków dyplomatycznych przez Watykan z państwami prowadzącymi legislację jawnie sprzeczną z jego doktryną, dla przykładu ludu chrystusowego mogącego pobłądzić na ścieżkach wiary. Trudno więc liczyć (zwłaszcza z racji niewielkiej popularności libertarianizmu) na szybkie nawiązanie dyskusji, a ostatecznie na umożliwienie ewentualnego zrzucenia z siebie tej okropnej katorgi odbijania się od dwóch ścian, by wybrać, któremu panu służyć.

Czy można więc połączyć jedno i drugie? Do pewnego stopnia niewątpliwie tak i dlatego często podkreśla się, że jakkolwiek etyka wolności jest prawonaturalna, etyka chrześcijańska jest zaś prawoboska, to mimo to obie one pokrywają się, jeśli chodzi o zakres gospodarczy, zostawiając moralność stronie kościelnej. Rozbieżność kryje się w fakcie niechęci tej ostatniej strony do spojrzenia odwrotnego na sprawy, które otacza ona nadzwyczajną swoją troską. Nie widzi się, że państwo to ustawiczny grasant, a wszelkie zabiegi w zachowaniu przez „prawowitą władzę” porządku nadprzyrodzonego na ziemi w zgodzie z przykazaniami opierają się na zaburzeniu rynkowej alokacji m.in. wartości materialnych.

Przykładowo, częściowe, ale nieodzowne rozwiązanie zagadnień demograficznych (aborcja i eutanazja, polityka prorodzinna), przypisuje się zakazom i nakazom zawartym w przepisach prawnych, tak jakby miało znaczenie czy Birmańczyków albo Włochów miałoby być po 60 milionów albo po 100 tysięcy. Takich rzeczy nie da się ustalić obiektywnie ludzkim, ograniczonym przecież rozumem, lecz stanowią one implikację stopnia interwencjonizmu państwa w życie obywateli (poddanych). Tym częściej dochodzić będzie do egoistycznego, wyłącznie hedonistycznego traktowania seksu oraz pogardy dla egzystencji osób starszych, schorowanych, upośledzonych, im po prostu mniej pozostanie w kieszeniach z pracy danej nacji. Na tej samej zasadzie opiera się wolnorynkowy argument o neutralności zarówno inflacji jak i deflacji, będących w pewnym uproszczeniu procesami dostosowawczymi cen do adekwatnego w danych okolicznościach poziomu.

Trzeba na sam koniec uświadomić sobie, że w Magisterium nie pojawia się też żadne pouczenie o ilości państw na świecie, a to oznacza milczącą akceptację powolnego kolapsu zbankrutowanych États, w miejsce których mogłyby powstać tysiące nowych, nie mających tak wielkiej siły do prowadzenia wojen, powiększania terytorium, narzucania innym swoich praw, jak np. rozbite polityczne monarchie Italii. Fundamentem „nie na próżno [noszących] miecz” jest przeto militaryzm, który bez wątpienia (poza przypadkiem prawej obrony przed najeźdźcą) musi zostać zanegowany. Mniejsze państwo oznacza silniejsze więzi łączące jego mieszkańców, bardziej efektywne pielęgnowanie zachowywanego i przekazywanego dziedzictwa pokoleń. Z tego zwłaszcza powodu winniśmy odrzucić rozliczne nacjonalistyczne miazmaty, bowiem, jak pisał św. Paweł Apostoł, „A tu już nie ma Greka, ani Żyda, obrzezania, ani nieobrzezania, barbarzyńcy, Scyty, niewolnika, wolnego, lecz wszystkim we wszystkich [jest] Chrystus”.

Autor: Marcin S. Cokot
Nadesłano dla libertarianin.org

Posted in Libertarianizm, Religioznawstwo, teizm | Otagowane: | Leave a Comment »

Ile dzieci miał John Maynard Keynes?

Posted by psychoneurocybernauta w dniu 27 Maj 2013

Profesor history z Harvard’u Niall Ferguson wyjaśnił, że Keynes nie mial dzieci, bo był homoseksualistą i ożenił się z baletnicą, z która prawdopodobnie mówił o „poezji”, a nie prokreacji. Keynes nie dbal o przyszłość społeczeństwa, bo był gejem i nie miał dzieci.

John Maynard Keynes – angielski ekonomista, twórca teorii interwencjonizmu państwowego w dziedzinie ekonomii i finansów państwowych.

Istotą jego poglądów jest zanegowanie zdolności gospodarki do samoregulacji (samoistnego osiągania równowagi rynkowej). Odrzucono stwierdzenie, jakoby podaż sama stwarzała dla siebie popyt. Keynes stwierdził, że prawo Saya nie działa, choć nigdy naukowo tego nie dowiódł. Według niego gospodarka pozostawiona sama sobie będzie zawsze popadać w stan nierównowagi.

W 1935 roku w przedmowie do niemieckiego wydania swojej książki Keynes argumentował, że jego teoria może być wdrożona o wiele łatwiej w warunackh państwa totalitarnego niż w gospodarce wolnorynkowej.

Ekonomistami zwalczającymi teorie Keynesa byli Friedrich von Hayek, noblista, przedstawiciel szkoły austriackiej oraz Milton Friedman, noblista, przedstawiciel szkoły chicagowskiej

Foto: Malarz Duncan Grant i jego partner Keynes.

Photo: Ile dzieci miał John Maynard Keynes? </p>
<p>Profesor history z Harvard'u Niall Ferguson wyjaśnił, że Keynes nie mial dzieci, bo był homoseksualistą i ożenił się z baletnicą, z która prawdopodobnie mówił o "poezji", a nie prokreacji. Keynes nie dbal o przyszłość społeczeństwa, bo był gejem i nie miał dzieci.</p>
<p>John Maynard Keynes - angielski ekonomista, twórca teorii interwencjonizmu państwowego w dziedzinie ekonomii i finansów państwowych. </p>
<p>Istotą jego poglądów jest zanegowanie zdolności gospodarki do samoregulacji (samoistnego osiągania równowagi rynkowej). Odrzucono stwierdzenie, jakoby podaż sama stwarzała dla siebie popyt. Keynes stwierdził, że prawo Saya nie działa, choć nigdy naukowo tego nie dowiódł. Według niego gospodarka pozostawiona sama sobie będzie zawsze popadać w stan nierównowagi.</p>
<p>W 1935 roku w przedmowie do niemieckiego wydania swojej książki Keynes argumentował, że jego teoria może być wdrożona o wiele łatwiej w warunackh państwa totalitarnego niż w gospodarce wolnorynkowej.</p>
<p>Ekonomistami zwalczającymi teorie Keynesa byli Friedrich von Hayek, noblista, przedstawiciel szkoły austriackiej oraz Milton Friedman, noblista, przedstawiciel szkoły chicagowskiej</p>
<p>Foto: Malarz Duncan Grant i jego partner Keynes.

Posted in historia, wolny rynek (kapitalizm) | Otagowane: | Leave a Comment »

Prawo rynków

Posted by psychoneurocybernauta w dniu 25 Maj 2013

Prawo rynków

Sformułowanie pierwszego prawa rynków przypisywane jest Jean-Baptiste Say, francuskiemu ekonomiście. Stąd też często dla uproszczenia nazywane jest Prawem Saya.

Zarówno Say, jak i dwaj pozostali wielcy ekonomiści klasyczni – James Mill i David Ricardo, dowodzili, że na rynku istnieje dostateczny zasób siły nabywczej, aby opróżnić rynek z dóbr po zadowalających cenach. W ten sposób stali w opozycji wobec malthusiańskiego przekonania o możliwym niedopasowaniu nadprodukcji na rynku.

U podstaw Prawa Rynków Saya leży założenie, że produkcja pociąga za sobą wynagrodzenie za pracę, kapitał i ziemię. Dodatkowo, Say traktuje każdą pracę za produkcyjną (w przeciwieństwie do Adama Smitha), stąd każda przynosi dochód jej wykonawcy. Człowiek u Saya jest niewolnikiem konsumpcji i zawsze będzie wolał nabyć więcej, niż mniej. Nigdy nie ma dosyć dóbr. Wszelkie formy oszczędzania nie są oznakami tezauryzacji, a jedynie odroczeniem momentu konsumpcji w czasie i w końcu zostaną spożytkowane.

Say twierdzi, że w całej gospodarce, w świetle powyższych założeń, nie może wystąpić nierównowaga. Wszelkie niedopasowania i drobne kryzysy nadprodukcji możliwe są tylko w pojedynczych sektorach i mają charakter przejściowy, krótkookresowy. W długim okresie jednak zapewnione jest pełne wykorzystanie zasobów.

Skąd to przekonanie o możliwościach oczyszczających rynku? Say dowodził, że oszczędzanie ma na celu przyszłą konsumpcję. Idąc tym tropem możemy zrozumieć, że poprzez odroczoną w czasie konsumpcję spodziewamy się większych zasobów pieniądza w przyszłości. Czyli – inwestujemy. Każda decyzja o oszczędzaniu jest zatem swego rodzaju inwestowaniem, a więcej powrotem środka płatniczego na rynek, co umożliwia zakup dóbr. W ten sposób każda potencjalna siła nabywcza wraca na rynek.

Prawo Rynków nadaje się idealnie do wyjaśniania mechanizmów rynkowych, w szczególności Wielkiego Kryzysu w USA pod koniec 20. XX wieku i w latach 30.

W latach 1921-1929 podaż pieniądza w USA wzrosła ok. 60% wskutek decyzji Rezerwy Federalnej Stanów Zjednoczonych. Przyrost pieniądza bez pokrycia w produkcji dawał złudzenie bogactwa. Innymi słowy ludziom, którzy otrzymywali pusty pieniądz wydawało się, że ich produkcja jest więcej warta i że za ten pieniądz mogą otrzymać więcej produktów wytwarzanych przez innych. Skutkiem tego był nienaturalny wzrost konsumpcji i spadek realnych oszczędności. Po stronie przedsiębiorstw pojawiła się z kolei fala nieracjonalnych inwestycji opartych na rachunku ekonomicznym zniekształconym przez obecność pustego pieniądza.

Okres „Wielkiego kryzysu” stanowił powrót do równowagi między konsumpcją a gromadzeniem oszczędności.

Photo: Prawo rynków</p>
<p>Sformułowanie pierwszego prawa rynków przypisywane jest Jean-Baptiste Say, francuskiemu ekonomiście. Stąd też często dla uproszczenia nazywane jest Prawem Saya.</p>
<p>Zarówno Say, jak i dwaj pozostali wielcy ekonomiści klasyczni - James Mill i David Ricardo, dowodzili, że na rynku istnieje dostateczny zasób siły nabywczej, aby opróżnić rynek z dóbr po zadowalających cenach. W ten sposób stali w opozycji wobec malthusiańskiego przekonania o możliwym niedopasowaniu nadprodukcji na rynku.</p>
<p>U podstaw Prawa Rynków Saya leży założenie, że produkcja pociąga za sobą wynagrodzenie za pracę, kapitał i ziemię. Dodatkowo, Say traktuje każdą pracę za produkcyjną (w przeciwieństwie do Adama Smitha), stąd każda przynosi dochód jej wykonawcy. Człowiek u Saya jest niewolnikiem konsumpcji i zawsze będzie wolał nabyć więcej, niż mniej. Nigdy nie ma dosyć dóbr. Wszelkie formy oszczędzania nie są oznakami tezauryzacji, a jedynie odroczeniem momentu konsumpcji w czasie i w końcu zostaną spożytkowane.</p>
<p>Say twierdzi, że w całej gospodarce, w świetle powyższych założeń, nie może wystąpić nierównowaga. Wszelkie niedopasowania i drobne kryzysy nadprodukcji możliwe są tylko w pojedynczych sektorach i mają charakter przejściowy, krótkookresowy. W długim okresie jednak zapewnione jest pełne wykorzystanie zasobów.</p>
<p>Skąd to przekonanie o możliwościach oczyszczających rynku? Say dowodził, że oszczędzanie ma na celu przyszłą konsumpcję. Idąc tym tropem możemy zrozumieć, że poprzez odroczoną w czasie konsumpcję spodziewamy się większych zasobów pieniądza w przyszłości. Czyli - inwestujemy. Każda decyzja o oszczędzaniu jest zatem swego rodzaju inwestowaniem, a więcej powrotem środka płatniczego na rynek, co umożliwia zakup dóbr. W ten sposób każda potencjalna siła nabywcza wraca na rynek.</p>
<p>Prawo Rynków nadaje się idealnie do wyjaśniania mechanizmów rynkowych, w szczególności Wielkiego Kryzysu w USA pod koniec 20. XX wieku i w latach 30.</p>
<p>W latach 1921-1929 podaż pieniądza w USA wzrosła ok. 60% wskutek decyzji Rezerwy Federalnej Stanów Zjednoczonych. Przyrost pieniądza bez pokrycia w produkcji dawał złudzenie bogactwa. Innymi słowy ludziom, którzy otrzymywali pusty pieniądz wydawało się, że ich produkcja jest więcej warta i że za ten pieniądz mogą otrzymać więcej produktów wytwarzanych przez innych. Skutkiem tego był nienaturalny wzrost konsumpcji i spadek realnych oszczędności. Po stronie przedsiębiorstw pojawiła się z kolei fala nieracjonalnych inwestycji opartych na rachunku ekonomicznym zniekształconym przez obecność pustego pieniądza.</p>
<p>Okres "Wielkiego kryzysu" stanowił powrót do równowagi między konsumpcją a gromadzeniem oszczędności.

Posted in wolny rynek (kapitalizm) | Otagowane: , | Leave a Comment »