Wolni z wolnymi, równi z równymi i zacni z zacnymi.

Rex regnat et non gubernat

  • Thomas Jefferson

    Kiedy obywatele obawiają się swojego rządu, jest to tyrania. Gdy to rząd obawia się obywateli, mamy do czynienia z wolnością.
  • Margaret Thatcher

    Unia Europejska jest skazana na niepowodzenie, gdyż jest czymś szalonym, utopijnym projektem, pomnikiem pychy lewicowych intelektualistów.
  • Włodzimierz Lenin

    Socjalizm to nic innego jak państwowy monopol kapitalistyczny stworzony dla korzyści wszystkich ludzi.
  • Ralph Waldo Emmerson

    Religia jednego wieku staje się literacką rozrywką następnych.
  • Soren Kierkegaard

    Są dwa sposoby w jakie człowiek może dać się ogłupić. Pierwszy to uwierzyć w rzeczy nieprawdziwe. Drugi, to nie wierzyć w prawdziwe.
  • Ayn Rand

    Jako że nie istnieje taki byt, jak “społeczeństwo”, ponieważ społeczeństwo to pewna liczba indywidualnych jednostek, zatem idea, że “społeczny interes” jest ważniejszy od interesu jednostek, oznacza jedno: że interes i prawa niektórych jednostek zyskuje przewagę nad interesem i prawami pozostałych.
  • Terence McKenna

    Skoro już w XIX wieku zgodziliśmy się przyznać, że człowiek pochodzi od małpy, najwyższy czas pogodzić się z faktem, że były to naćpane małpy.
  • Aleister Crowley

    Czyn wole swą, niechaj będzie całym Prawem.

    Nie masz żadnego prawa prócz czynienia twej woli. Czyn ja i nikt inny nie powie nie.

    Każdy mężczyzna i każda kobieta jest gwiazdą.

    Nie ma boga prócz człowieka.

    Człowiek ma prawo żyć wedle swych własnych praw
    żyć tak jak tego chce
    pracować tak jak chce
    bawić się tak jak chce
    odpoczywać tak jak chce
    umrzeć kiedy i jak chce

    Człowiek ma prawo jeść to co chce: pić to co chce: mieszkać tam gdzie chce: podróżować po powierzchni Ziemi tam gdzie tylko chce.

    Człowiek ma prawo myśleć co chce
    mówić co chce: pisać co chce: rysować, malować, rzeźbić, ryć, odlewać, budować co chce: ubierać się jak chce

    Człowiek ma prawo kochać jak chce

    Człowiek ma prawo zabijać tych, którzy uniemożliwiają mu korzystanie z tych praw

    niewolnicy będą służyć

    Miłość jest prawem, miłość podług woli.
  • Anarchizm metodologiczny

    Anarchizm metodologiczny - jest programem (a właciwie antyprogramem), zgodnie z którym należy z wielką ostrożnością podchodzić do każdej dyrektywy metodologicznej, (w tym do samego anarchizmu) bowiem zaistnieć może sytuacja, w której lepiej jest z anarchizmu zrezygnować (aby nie hamować rozwoju wiedzy) niż go utrzymywać.
    Paul Feyerabend
  • Strony

Archive for the ‘Ekonomia’ Category

Keynes i Kopernik: Rządy psuje psucie monety

Posted by psychoneurocybernauta w dniu 10 Maj 2014

Keynes uważał, że nie ma subtelniejszego ani pewniejszego sposobu obalenia istniejącego porządku społecznego niż psucie monety. Proces ten wykorzystuje wszystkie ukryte siły ekonomii po stronie destrukcji, i czyni to w sposób, którego nawet jeden człowiek na milion nie jest w stanie zrozumieć. Prawie identycznego spostrzeżenia dokonał cztery wieki wcześniej Mikołaj Kopernik.

Senat Stanów Zjednoczonych jest trakcie procesu zatwierdzenia Janet Yellen na prezesa Fed, co ma nastąpić 6 stycznia. Wykorzystajmy moment wytchnienia, aby pomyśleć nad niepokojąco podobnymi spostrzeżeniami dotyczącymi polityki pieniężnej dwóch postaci, które wywarły wielki wpływ na losy świata: Johna Maynarda Keynesa iMikołaja Kopernika.

Jeden z najbardziej znanych cytatów Keynesa pochodzi z książki z 1919 r. pt. „Ekonomiczne konsekwencje pokoju” (The Economic Consequences of the Peace), gdzie w VI rozdziale krytykuje politykę bardzo podobną do tej, jaką Fed prowadził przez ostanie lata i dziesięciolecia. Polityka ta jest moim zdaniem przyczyną politycznej, społecznej i kulturalnej dysforii – ogólnego niezadowolenia społecznego – dokładnie tak jak przewidywał Keynes.

Keynes pisał:

Mówi się, że Lenin twierdził, że najlepszy sposób, aby zniszczyć system kapitalistyczny polega na psuciu pieniądza. Przez ciągły proces inflacji, rządy mogą skonfiskować, w tajemnicy i niepostrzeżenie, istotną część majątku swoich obywateli. Tym sposobem nie tylko skonfiskują, ale konfiskują arbitralnie i choć inflacja doprowadza do zubożenia wielu ludzi, niektórzy dzięki niej się wzbogacają. Wizja takiego arbitralnego przewłaszczenia uderza nie tylko w bezpieczeństwo własności, ale także podważa zaufanie do sprawiedliwości porządku społecznego. Ci, którym inflacja przynosi nadzwyczajne zyski, większe niż to na co zasługują i nawet ponad to czego oczekują, stają się „spekulantami”, których zubożona klasy średnia nienawidzi tak samo jak proletariat. Gdy inflacja postępuje, a realna wartość pieniądza zmienia się gwałtownie z miesiąca na miesiąc, wszystkie zobowiązania i należności między dłużnikami i wierzycielami, które stanowią najgłębszy fundament kapitalizmu, ulegają takiemu rozstrojowi, że prawie przestają mieć znaczenie, a proces zdobywania majątku degeneruje się do hazardu i loterii.

Lenin z pewnością miał rację. Nie ma subtelniejszego ani pewniejszego sposobu obalenia istniejącego porządku społecznego niż psucie monety. Proces ten wykorzystuje wszystkie ukryte siły ekonomii po stronie destrukcji, i czyni to w sposób, którego nawet jeden człowiek na milion nie jest w stanie zrozumieć.

Prawie identycznego spostrzeżenie dokonał cztery wieki wcześniej Mikołaj Kopernik.

Kopernik rozpoczął swoje dzieło “O sposobie bicia monety” (Monetae Cudendae Ratio) tymi słowami:

Choć niezliczone są klęski, wskutek których królestwa, księstwa i rzeczypospolite upadać zwykły, to jednak według mego mniemania cztery są najsilniejsze: niezgoda, śmiertelność, niepłodność ziemi i spodlenie monety. Pierwsze trzy są tak oczywiste, iż nikt im nie przeczy, jednak czwarta, dotycząca monety, uznawaną jest tylko przez nielicznych i to głębiej zastanawiających się wskutek tego, że oddziaływa na upadek państwa nie od razu i gwałtownie, lecz powoli i skrycie.

Podobieństwo spostrzeżeń Kopernika i Keynesa jest uderzające. Nie oznacza to jednak, że Keynes był plagiatorem.

Keynes był ogromnym erudytą. Nie jest wykluczone, że młody Keynes natknął się na dzieło Kopernika (które po raz pierwszy zostało opublikowane w 1826 r.). Pytanie czy Traktat Kopernika mógł zainspirować Keynesa może odpowiedzieć tylko prawdziwy specjalista jak Lord Skidelsky.

Podobieństwo może wszakże wynikać z tego, że „wielkie umysły myślą podobnie”. Ja znalazłem u Keynesa tylko jedno odniesienie do Kopernika.

Keynes (który zasadniczo, choć nie całkowicie był przeciwnikiem standardu złota) był zafascynowany Izaakiem Newtonem, jednym z największych następców Kopernika w nauce. Isaac Newton także uzyskał status wielkiego autorytetu, zarówno za swój wkład w rozwój fizyki jak i kierowanie Mennicą Królewską, gdzie wdrożył zasady nowoczesnego standardu złota. System monetarny Newtona działał tak jak proponował Kopernik – wartość nominalna pieniądza miała być bliska zawartości kruszcu w monecie. Standard złota zapoczątkowany przez Newtona dobrze służył światu przez prawie 200 lat.

Keynes miał wygłosić przemówienie na posiedzeniu Royal Society of London z okazji trzechsetnej rocznicy urodzin Newtona. Uroczystość opóźniła się ze względu na drugą wojnę światową, a Keynes umarł na kilka miesięcy wcześniej. Uwagi Johna Maynarda pt. ”Newton, the Man” przedstawił jego brat Geoffrey. Można więc uznać je za ostatnie słowa Keynesa. Oto krótki ich fragment:

Newton stał się jednym z naszych największych i najskuteczniejszych urzędników państwowych. Odnosił wielkie sukcesy jako inwestor, przetrwał kryzys South Sea Bubble i umarł jako bogaty człowiek. Posiadał w wyjątkowym stopniu prawie każdy talent intelektualny – prawnika, historyka, teologa, nie mniej niż matematyka, fizyka i astronoma.

Kiedy pochylimy się nad tymi dziwacznymi kolekcjami [pism alchemicznych Newtona, które Keynes zbierał] wydaje się, że łatwiej jest zrozumieć tego dziwnego człowieka, którego, gdy wewnątrz ścian tego domu rozwiązywał tyle zagadek natury, diabeł kusił, że może odkryć wszystkie sekrety Boga i Natury przez czystą siłę rozumu Kopernika i Fausta w jednym.

Jeśli chodzi o Kopernika, Monetae Cudendae Ratio został przetłumaczony na angielski kilka razy, jednak te tłumaczenia były trudno dostępne dla studentów ekonomii. W większości były one własnością elity historyków. Nieliczne i intrygujące wzmianki ograniczały się do zbyt krótkich artykułów jak „Treatise On the Minting of Coin and Copernicus views on economics” Leszka Zygnera z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.

Całość fascynującego i bezcennego eseju Kopernika pozostawała nieuchwytna – do zeszłego miesiąca.

Laissez Faire Books opublikował staranne i świeże tłumaczenie z łaciny na angielski z uwagami wstępnymi, bibliografią i bezcennym aparatem krytycznym autorstwa prof.Geralda Malsbary’ego. Niżej podpisany oraz Charles Kadlec byli współredaktorami, a przedmowę napisał Lewis Lehrman, członek komisji ds. złota powołanej przez prezydenta Ronalda Reagana.

Z uwag wstępnych prof. Malsbary’ego:

Mikołaj Kopernik – astronom jest uosobieniem współczesnego ideału naukowca: rewolucyjny odkrywca nowej, testowalnej teorii naukowej, która wstrząsa naszymi codziennymi przekonaniami. Nie jest jednak szerzej znanym, przynajmniej poza Europą Wschodnią, że Kopernik spędził także około 20 lat nad zagadnieniami ekonomicznymi. Jego traktat „O sposobie bicia monety” (Monetae Cudendae Ratio) po raz pierwszy ukazał się w 1826 r., trzysta lat po jego napisaniu w latach 1525-1526. Warmia, półautonomiczny region między Polską a Prusami, gdzie mieszkał przechodziła polityczną i gospodarczą transformację. Król Polski zasięgał jego opinii jak naprawić zepsuty pieniądz.

Pani Yellen? Bez względu na to czy idziemy za Keynesem czy Kopernikiem, czas powrócić do pryncypiów zdrowego pieniądza – jakim jest na przykład klasyczny standard złota – przywrócić legitymizację rządowi i porządkowi społecznemu.

Artykuł po raz pierwszy ukazał się w Forbesie.

 

Reklamy

Posted in Ekonomia | Otagowane: , , , , | Leave a Comment »

Podatki w starożytnym Rzymie

Posted by psychoneurocybernauta w dniu 7 Maj 2014


Podatki w Rzymie były bardzo starą instytucją. Początkowo nie była to sprawa zbyt uciążliwa, gdyż wynosiły one około 1% wartości przedmiotu opodatkowania. Obciążały one własność obywatela, w tym że do tej kategorii należy zaliczyć także niewolników, których zaliczono do grupy szczególnej (instumentum vocale). W czasie wojny, bądź innych sytuacji wymagających większych nakładów mogły one podskoczyć do 3% wartości dobra podlegającego opodatkowaniu.

Jednym z najstarszych, był opłacany do 167 roku p.n.e. przez obywateli podatek gruntowy. Przywrócił go dopiero cesarz Dioklecjan w III wieku n.e.

Generalnie wyróżniano podatki zwyczajne (tributum ordinarium) i nadzwyczajne (tributum extraordinarium), które nakładano w określonych sytuacjach jak na przykład w celu pokrycia kosztów wojennych. Na ogół płacono w pieniądzu, chociaż w czasie kryzysów decydowano się na pobieranie ich w naturze.

We wszystkich prowincjach pobierany był podatek gruntowy (tributum soli). Poza tym pobierano również podatek osobisty (tributum capitis).

Reformę podatkową przeprowadzono dopiero za czasów Dioklecjana. Dla słabszych, mniej zamożnych warstw społeczeństwa wprowadzono tzw. pogłównie (capitatio). Wartość tej opłaty nie była wszakże dla wszystkich jednakowa. Podstawę dla obliczeń stanowił tzw. caput, który określał wartość pracy jednego kolona. Zależnie od wartości pracy osób uprawiających grunt, caput obejmowało różną ilość głów (capitatio humana) Posiadacze bydła płacili podatek wedle liczby zwierząt (capitatio animalium). Natomiast od biednej ludności plebejskiej pobierano pogłówne w opłacie ustalanej corocznie (capitatio plebeia). Od podatków przysługiwało określonym kategoriom osób zwolnienia np.: wdowy, dzieci.

Podatek gruntowy obliczano w stosunku do wartości gruntu. Podstawę stanowiło iugum, czyli obszar który mógł być utrzymany i obrobiony przez jednego człowieka z zaprzęgiem.

Wśród podatków szczególnych należy wyróżnić podatek spadkowy. Jego wartość została określona 5 procent wartości masy spadkowej. Jednakże i od tego występowały zwolnienia, w szczególności przy dziedziczeniu po najbliższych krewnych i przy małych spadkach do wartości 100.000 sesterców.

Oprócz podatków, skarb państwa czerpał zyski z cła (portorium). Podlegały mu wszelkie rzeczy. Od opłat tego rodzaju wyłączone były jedynie przedmioty potrzebne w czasie podróży i do własnego użytku, przy czym nie mogły być one, wedle oceny urzędnika, przeznaczone do celów handlowych. Aby nie wprowadzać niejasności, istniał prawny obowiązek zdeklarowania tych przedmiotów. Niedopełnienie tego obowiązku, mogło się wiązać z zarekwirowaniem przewożonych rzeczy.

Cło pobierano jako procent wartości towaru, przy czym różnił się on nie tylko w stosunku do pewnego gatunku rzeczy, ale jego wartość mogło być różna w poszczególnych zakątkach państwa.

Kontrybucja

Warto wspomnieć także o kontrybucji (contributio), występującym w okresie wczesnej republiki oraz prawdopodobnie w okresie królewskim rodzaju daniny nakładanej na pokonanych w wojnie przeciwników. Danina ta nie musiała być jedynym obciążeniem finansowym, jakie nakładano na pokonanych, jednak wyodrębnienie jej spośród innych środków majątkowych uzyskiwanych z tytułu zwycięstwa miało istotne znaczenie, jako że jedynym przeznaczeniem contributiobył zwrot ludowi rzymskiemu dodatkowych, specjalnych podatków nałożonych w celu sfinansowania kosztów wojny. Podatki te, zwane tributum nakładano na poszczególne tribus (stąd nazwa podatku) – „rody” (o charakterze plemiennym) rzymskie, proporcjonalnie do ich zamożności i znaczenia, a następnie naczelnicy rozkładali dalej na poszczególne kurie, potem na rody właściwe, wreszcie na poszczególnych obywateli, stosownie do zamożności i znaczenia. Po ewentualnym zwycięstwie pieniądze tak zebrane były w całości zwracane, czemu właśnie służyła instytucja kontrybucji.

W okresie późniejszym, gdy tributum stracił pożyczkowy charakter i stał się zwykłym podatkiem, nazwa „kontrybucja” oznaczała po prostu daninę narzucaną pokonanemu przeciwnikowi.

Posted in Ekonomia, historia, Nauka | Otagowane: , | Leave a Comment »

Siedem kłamstw o wolnym rynku

Posted by psychoneurocybernauta w dniu 5 Maj 2014

Niektóre prawdy są ciągle powtarzane. Czasem miewamy też jednak do czynienia z wiecznymi kłamstwami. Zamieszczam tutaj kilka spośród ostatnio zasłyszanych kłamstw na temat wolnego rynku, choć jest ich oczywiście znacznie więcej.

1) Wolny rynek powoduje niedostatek i wzrost cen. W każdym systemie gospodarczym — socjalistycznym, interwencjonistycznym, wolnorynkowym — ilość danego dobra zwykle będzie niewystarczająca, żeby zaspokoić popyt przy cenie równej zero. Na wolnym rynku, gdzie ludzie wymieniają się prawami do tych dóbr, ceny będą spadania wzrastać lub spadać do poziomu, przy którym wysokość popytu jest równa wysokości podaży, i tym sposobem ceny pomogą radzić sobie z niedostatkiem. Co więcej, wolny rynek, poprzez system zysków i strat, daje przedsiębiorcom zachętę zarówno do dostarczania większej ilości dóbr rzadkich, jak też do odkrywania alternatyw. (Nie cały „handel” przebiega jednak w ten sposób, patrz punkt 4) poniżej).

2) Na wolnym rynku biznes jest uprzywilejowany. Jest to bardzo powszechne mniemanie oparte na myleniu prorynkowości z probiznesowością. Wolny rynek jest jednak wolny dokładnie dlatego, że nie przyjmuje żadnych specjalnych przywilejów dla jakichkolwiek osób czy grup. Takie przewagi z pewnością dzisiaj istnieją i mogłyby istnieć na wolnym rynku — można się wrodzić w bogatą rodzinę, być wytrwalszym czy zasobniejszym — ale są one konsekwencją braku przywilejów w sensie libertariańskim tak długo, jak tylko są one zdobyte bez użycia oszustw i fizycznej przemocy wobec ludzi lub cudzej własności.

3) Przed Obamacare, służba zdrowia [w USA — przyp. tłum.] działała na zasadach wolnorynkowych. W rzeczywistości był to wielce interwencjonistyczny rynek. Podobnie, porażki rynków mieszkaniowych i finansowych nie były wcale rezultatem „polityki wolnorynkowej”, a to samo można powiedzieć w zasadzie o każdym sektorze amerykańskiej gospodarki. Wolny rynek jest wolny od prawnych przywilejów i dyskryminacji, jest tym wszystkim, co dzieje się pod nieobecność agresji i w ramach ściśle określonych „zasad gry” — takich jak, na przykład, prywatna własność, wolność stowarzyszania, rządy prawa. Ponownie, to nie jest probiznesowe, prokonsumenckie, ani projakiekolwiek, jeśli ma to oznaczać używanie siły politycznej do rozmyślnego pomagania jednym kosztem drugich.

4) Wolny rynek wymaga, aby wszystkie wartościowe zasoby były w prywatnym posiadaniu i aby handlowano nimi na rynkach. Nawet, gdyby to było możliwe, a nie jestem co do tego przekonany, to niekoniecznie byłaby to najlepsza droga to poradzenia sobie z tragedią wspólnego pastwiska. Niekiedy alternatywy prywatnej własności zwyczajnie działają lepiej. W rzeczy samej, Elinor Ostrom, która została laureatką Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii za badanie na temat użytkowania wspólnych zasobów, znalazła stosowane przez ludzi na całym świecie od zarania dziejów sposoby na unikanie konfliktów dotyczących np. użytkowania wody i wycinania lasów pozarynkowymi metodami współpracy (a często także bez rządu). Istotnie, często „wymieniamy” przysługi z rodziną, znajomymi, a nawet z obcymi bez potrzeby formalnych rynków i cen rynkowych. I bardzo dobrze.

5) Wolny rynek wzmaga rasizm, homofobię i inne rodzaje bigoterii. Cóż, to prawda że można być rasistą i homofobem na wolnym rynku, można nie życzyć sobie mieszkania w pobliżu jednopłciowej lub międzyrasowej pary, czy też odmawiać komuś zatrudnienia za wygląd, jeśli wyda się on w jakiś sposób odrzucający. Jednak w konsekwencji takich zachowań będzie pewnie trzeba zapłacić więcej za dom, albo wypłacać wyższe pensje pracownikiem, bo jest to rozmyślne zawężenie własnego pola manewru.

Część krytyków wolnego rynku wyśmieje takie tłumaczenie, mówiąc, że te mechanizmy nie zwalczają podszycia rasizmem lub seksizmem. Wiele można na to odpowiedzieć, ale ograniczę się tylko do dwóch kwestii. Po pierwsze, płacenie za uprzedzenia może ich nie wyeliminować, ale będzie je ograniczać (popyt spada ze wzrostem ceny, także popyt na uprzedzenia). Poddawanie się im oznacza zaś straty względem rodzin bardziej tolerancyjnych lub wyrzeczenie się bardziej kompetentnych pracowników. Po drugie, próba zmienienia czyjegoś nastawienia wobec homoseksualizmu i rasizmu przemocą albo groźbą jej użycia jest metodą nieefektywną, która zwykle przynosi więcej szkody niż pożytku, a z czasem prowadzi do narastania komplikacji. Wolny rynek daje powody do korzystania na zawiązywaniu interakcji z innymi, na uczeniu się od innych, którzy mogą bardzo się różnić, mogą działać poza zwykłymi siatkami społecznymi. Legalistyczne rozwiązania powodują namnażanie resentymentów i pogoni za rentą, które podkopują tolerancję niezbędną do wiązania ze sobą różnych ludzi.

6) Wolny rynek popiera wojnę. To prawda, że poza byciem „zdrowiem państwa” i wrogiem wolności, wojna jest korzyścią dla niektórych grup interesu jak choćby firmy produkujące broń. Wojna niszczy jednak wolny rynek w ogólności. Wojna i rządowa interwencja, która tej pierwszej zawsze towarzyszy, ograniczają wolny rynek (wewnętrzny i w kraju, z którym toczy się wojna) i wolne stowarzyszanie, czynią kupno i sprzedaż bardziej kosztownymi, redukują siłę nabywczą, szkodzą gospodarstwom domowym i biznesom, wreszcie naruszają pokój, który jest niezbędny dla rozkwitu wolnego rynku.

7) Wolny rynek jest zawsze wydajny. Prawdziwy świat zamieszkują prawdziwi ludzie, którzy nie mają pełnej informacji, mogą mieć błędne informacje lub mogą po prostu popełniać błędy. „Idealny” system gospodarczy to nie ten, w którym nikt nigdy nie popełnia błędów, ale ten, w którym popełniane przez ludzi pomyłki są naprawiane najefektywniej, jak to tylko możliwe. Konkurencja na wolnym rynku pozwala ocenić, czy koszty są zbyt duże, czy zbyt małe, wypatrywać okazji do obniżenia cen lub zwiększenia zysków, a także zrezygnować z nowej metody konsumpcji lub produkcji. Wolny rynek nie jest idealny, dlatego że zawsze działa perfekcyjnie, ale dlatego, że lepiej niż jakikolwiek znany system koryguje popełniane błędy.

Autor: Sandy Ikeda
Źródło: fee.org
Tłumaczenie: Paweł Bieliński

Posted in anarchokapitalizm, Ekonomia, Libertarianizm, wolny rynek (kapitalizm) | Otagowane: | Leave a Comment »

Umowa Społeczna

Posted by psychoneurocybernauta w dniu 5 Maj 2014

„Obywatel Genewy” Jean Jacques Rousseau (1712-1778) miał typowo buntowniczą osobowość. Jego ojciec nie interesował się zbytnio jego losem czy wykształceniem, więc Rousseau miał poczucie, że tak naprawdę wychowała go Genewa, wobec której żywił zawsze głęboko patriotyczne uczucia, i której ustrój zalecał jako wzór do naśladowania dla innych państw. 

Rousseau nie akceptował rzeczywistości politycznej swych czasów i już jako młody człowiek darzył ją głęboką wzgardą, będąc jednocześnie przekonanym o własnej prawości i wyjątkowości. Tematy polityczne zajmowały myśliciela już od czasu jego pobytu w Wenecji (1743-1744) w charakterze sekretarza posła francuskiego przy Republice Weneckiej Pierre’a Françoisa de Montaigu (1692–1764) . Rousseau był fatalnym sekretarzem. De Montaigu twierdził, że jego sekretarz ma paskudny charakter i złe podejście do ludzi, a przy tym uważa się za Bóg wie kogo i nigdy nie ma sobie nic do zarzucenia. Ambasador sugerował też, że Rousseau nie jest w pełni zdrów psychicznie i wróżył mu ubóstwo, ponieważ z jego charakterem nie utrzyma się w żadnej pracy. Być może tym co najbardziej drażniło dyplomatę, było to, że gdy podczas dyktowania swemu sekretarzowi jakiegoś pisma, Rousseau miał zwyczaj ostentacyjnie ziewać lub przechadzać się koło okna .

Jeszcze w 1750 roku był postacią nieznaną, w przeciwieństwie do swego przyjaciela Diderota, lecz w tym właśnie roku jego rozprawa zdobyła pierwszą nagrodę akademii w Dijon. Na pytanie konkursowe, czy rozwój sztuk i nauk dał człowiekowi szczęście, Rousseau ku zaskoczeniu wszystkich odpowiedział negatywnie. Jego filozofia podążała dalej tym tropem; kilka lat potem światło dzienne ujrzała „Rozprawa o pochodzeniu i podstawach nierówności między ludźmi” (Discours sur l’origine et les fondements de l’inégalité parmi les hommes – 1755), w której Rousseau przedstawia swój pogląd na to jak mogło narodzić się społeczeństwo cywilizowane, tj. takie, w którym występuje własność prywatna. Rousseau nie daje w tej pracy świadectwa wiary w możliwość odwrócenia tych zmian .

Jean Jacques Rousseau

 

 

 

Swój program pozytywny Rousseau przedstawił w wydanej w 1762 roku w „Umowie społecznej” (Du contrat social), nad którą pracował już od 1754 roku. 

Niemal na samym początku lektury tego dzieła napotykamy zdanie: „Człowiek urodził się wolny, a wszędzie jest w okowach”, odnoszące się do pradawnego stanu natury, niemożliwego do odtworzenia . Następnie Rousseau dowodzi, że organizm polityczny/społeczeństwo (on używa pojęcia „ciało polityczne”) może powstać jedynie dobrowolnie na zasadzie umowy, a nie przez podbój ponieważ w takim przypadku nie ma ciała politycznego, a jedynie pan i jego niewolnicy, a przecież „…wyrazy niewolnik i prawo się wykluczają… ”. Następnie dochodzimy do dobrowolnej umowy społecznej:

…Znaleźć formę zrzeszenia, która by broniła i chroniła całą wspólnotę i dobro każdego członka i w której każdy, łącząc się ze wszystkimi, słuchałby jednak tylko siebie i pozostał równie wolny jak poprzednio, oto jest problem zasadniczy, który rozwiązuje umowa społeczna…ponieważ każdy oddaje się w zupełności, sytuacja jest równa dla wszystkich …”.

W myśli Rousseau, ten „który oddaje się wszystkim nie oddaje się nikomu”. W oczach liberała rozważania te to gotowy przepis na „tyranię większości”, czy nawet totalitaryzm. Filozof prawdopodobnie nie był sobie w stanie wyobrazić jak działa demokracja nie-patrycjuszowska. Nad wspólnotą miałby czuwać zwierzchnik, którego władza byłaby teoretycznie nieograniczona, lecz w praktyce miałaby być kontrolowana przez wspólnotę (z nieutopijnego punktu widzenia patrząc należało by raczej powiedzieć odwrotnie). Następnie docieramy do najbardziej „złowieszczego” fragmentu dzieła:

…Aby…umowa społeczna nie była pustą formułą, zawiera ona zobowiązanie, które jako jedyne może nadać moc obowiązkom innym, jeśli ktokolwiek odmówi posłuszeństwa woli powszechnej, będzie do tego zmuszony przez całe ciało, co nie oznacza nic innego jak tylko to, że będzie zmuszony do wolności …”.

Jeśli dodać do tego to co juz wiemy, czyli niechęć Rousseau do istnienia partii politycznych (które popierał liberalny Voltaire), widzimy, że Genewczyk odmawia niezadowolonym jakiejkolwiek możliwości obrony czy sprzeciwu wobec „woli powszechnej”, co przywodzi na myśl rewolucyjne upiory rewolucji francuskiej („Lyon zbuntował się przeciw wolności, Lyonu juz nie ma”). Nie ma ciał pośredniczących, o jakich pisał i jakie wychwalał Montesquieu . Jest więc tylko jednostka i rząd, który rzekomo wykonuje swe obowiązki zgodnie z „wolą powszechną”, a więc taki przeciw któremu buntować się byłoby niezgodne z rozumem. Dlaczego nie mogłyby istnieć konkurencyjne partie a nawet rządy? Dlaczego nie pozostawić jakichś grup uprzywilejowanych (parlamenty?), które mogłyby miarkować zapędy ludu i posłusznego mu rządu. Dlaczego nie pozostawić choćby w cząstkowej formie jakiejś innej (najlepiej transcendentnej) legitymizacji władzy i moralności poza ta opartą na woli ludu? Naiwność Rousseau względem mądrości i moralności ludu jest wręcz niebotyczna, ale zachowuje on konsekwencję w wyborze swojej wersji wolności, tj. tej wolności rozumnej, jaką może zapewnić jedynie uczestnictwo we wspólnocie umowy społecznej:

…Przez umowę społeczną traci człowiek swoją wolność przyrodzoną i nieograniczone prawo do wszystkiego, co go nęci i co może osiągnąć, zyskuje natomiast wolność społeczną i własność nad wszystkim co posiada… ”.

Rousseau tworzy nie tylko nowe rozumienie słowa wolność, ale i nową moralność i nowy sposób patrzenia na świat uznający, że wspólnota polityczna jest czymś więcej niż zbiorem indywidualnych jednostek i posiada jakąś „wolę powszechną” różną i lepszą od sumy prywatnych życzeń jednostek, zapowiada to przeciwstawianie przez socjalistów „sprawiedliwości społecznej” indywidualnemu poczuciu sprawiedliwości u każdego z obywateli. Filozof wprawdzie dostrzega ten problem, lecz twierdzi, że wola powszechna jest to ta zgodna z interesem ogółu, z ominięciem partykularnych interesów; w którym momencie jednak wola prywatna wielu przekształca się w wolę powszechną wszystkich jednostek pojmujących „interes ogółu”? Do rozważań Rousseau o demokracji jeszcze przejdziemy; ale już zapytajmy, ponieważ tego problemu autor „Umowy” nie poruszył, jak wyobrażał on sobie demokrację i jak w ogóle można ją pojmować, jeśli nie jako system gdzie większość przegłosowuje mniejszość, a wiec system, w którym „wola prywatna” wielu decyduje o wszystkim ? Rousseau popełnia też wielkie przekłamanie sądząc, że człowiek we wspólnocie decyduje o sobie nadal, od razu wiadomo, że od chwili wejścia we wspólnotę może być mowa tylko o współdecydowaniu; a jaką kontrolę ma jednostka nad wspólnotą?

Rousseau, myśliciel o inklinacjach demokratycznych, mógł zamiast tworzyć utopię bazującą na mitycznej woli ludu i równie mitycznej woli powszechnej wspólnoty, w której wolność jest jakoby zachowana, poszukać konkretnych zalet ustroju demokratycznego przyznając uczciwie, że opiera się on, jak każdy inny, na przymusie:

Przyznaję, że z tego, co każdy przez umowę społeczną oddaje, swojej mocy, swych dóbr, swej wolności, tylko część potrzebna jest wspólnocie; ale trzeba przyznać również, że tylko zwierzchnik jest sędzią w sprawie tej potrzeby. Wszystkie usługi, jakie obywatel może oddać państwu, winien natychmiast wykonać, skoro państwo tego żąda. Jednakże zwierzchnik nie może obarczać poddanych żadnym ciężarem niepotrzebnym dla wspólnoty. Nie może nawet chcieć tego, bo wobec praw rozumu nic nie powstaje bez przyczyny, podobnie jak przy prawach natury …”.

Innymi słowy, państwo może zażądać własności obywatela, kiedy tylko zechce i w jakim stopniu zechce, a powstrzymać je mają jedynie mrzonki o sile rozumu ludzkiego, pamiętać również należy, że jako prawowitą własność rozumie Rousseau, jedynie tą, którą użytkuje się jako członek wspólnoty, a każda inna jest jedynie własnością „na prawie pierwszego zajęcia”, jak u człowieka, który jako pierwszy ogrodził swe pole i powiedział „moje” , a więc niemal uzurpacją, oparta na sile, a nie na mocy prawa. Widać, że indywidualista nie będzie miał gdzie się skryć (ani jak się sprzeciwić) przed państwem Rousseau. Spójrzmy kim jest rząd takiego państwa czyli zwierzchnik:

…Czymże jest właściwie akt zwierzchnictwa? Nie jest to układ przełożonego z podwładnym, ale układ całości z każdym ze swych członków; układ prawowity, bo opiera się na umowie społecznej; słuszny, bo wspólny dla wszystkich; korzystny, bo przedmiotem jego może być tylko dobro powszechne; i trwały, bo posiada gwarancję w sile publicznej i władzy najwyższej. Dopóki poddani polegają tylko takim układom, nie słuchają nikogo prócz własnej woli. Dlatego zapytać o to, jak daleko rozciągają się odnośne prawa zwierzchnika i obywateli, znaczy tyle co pytać, jak dalece ci ostatni mogą się zobowiązywać wobec siebie samych, każdy wobec wszystkich i wszyscy wobec każdego …”.

Ludzie żyjący w XXI wieku dobrze znają te zobowiązania podejmowane „w ich imieniu” przez władze demokratyczne. Wizja Rousseau zupełnie nie bierze pod uwagę ludzkiej natury, czy też interpretuje ją na sposób skrajnie optymistyczny, dlatego jest ona jeszcze daleko bardziej utopijna niż „Miasto słońca” Tommaso Campanelli, nie wspominając już o dość konkretnie zarysowanej utopii More’a. Społeczeństwo Rousseau jest tak idealne, ich wola tak absolutna i doskonała, a współpraca ludu tak bezkonfliktowa, że przystaje bardziej do warunków księżycowych niż ziemskich, dlatego, jak wspomina Pierre Gaxotte, Rousseau, zauważywszy, że nie brak tych, którzy chcą urzeczywistnić jego wizje, odwołał swe poglądy w liście do d’Alemberta, który, jednak, nie odważył się nagłośnić wolty umysłowej „obywatela Genewy ”. 

Nie wiadomo dokładnie jak daleko sięgały komunistyczne wizje Rousseau, lecz warto zauważyć, że ignorował on niemal całkowicie wagę sił rozmaitych grup nacisku na państwo (choćby bogaczy), skoro je ignoruje to znaczy, że wprowadzenie jego planu wymagałoby daleko idącego uproszczenia modelu społeczeństwa. 

Najbardziej konkretne fragmenty „Umowy społecznej” dotyczą osoby i stanowiska prawodawcy oraz poszczególnych form rządu. Prawodawca u Rousseau, który sam uważał się za potencjalnego prawodawcę narodu francuskiego (i nie tylko francuskiego), powinien być mocen „zmienić naturę ludzką” na lepszą. Prawodawca nie powinien być władcą, ani władca prawodawcą, lecz pełnego Monteskiuszowskiego rozdziału władz u Rousseau nie znajdziemy, podobnie jak wspomnianych już „ciał pośredniczących” . Rousseau wierzył, że lud może stać się lepszy i mądrzejszy, a tym, którzy będą podśmiechiwać się z tego jak łatwo jest zwieść Paryżan czy Londyńczyków pustymi hasłami i obietnicami, odpowiada, że mądry lud szwajcarskiego Berna z pewnością „powiesiłby Cromwella ”, skąd zapewne bierze się wiara myślicieli typu Johna Stuarta Milla, że do demokracji można „dorosnąć” . 

Władza wykonawcza jest u Rousseau oddzielna od ustawodawczej, lecz (inaczej niż u Montesquieu) całkowicie jej podporządkowana ; przerost legislatywy jest przypomnijmy, charakterystyczny dla demokracji, ustrój demokratyczny nie jest jednak specjalnie chwalony przez Rousseau, który uznaje go za odpowiedni dla państw bardzo małych, gdzie wszyscy mogliby się zbierać na głosowania , niczym w do dziś stosujących demokracje bezpośrednia, niektórych gminach szwajcarskich. Rousseau uznaje też demokrację za ustrój bardzo płynny i przez to nietrwały, zdecydowanie preferuje arystokrację, lecz jedynie obieralną, dziedziczna jest dlań bowiem najgorszym możliwym ustrojem. Z możliwych modeli monarchicznych, akceptuje jedynie władzę monarchy podporządkowanego ludowi i wykonywającego jego wolę, martwi go jednak to, ze tak jak w republice do władzy dochodzą do władzy ludzie światli, tak w monarchii są to zwykle „małe szlemy i intryganci”. Pozostaje znów przypomnieć, że poza szwajcarskimi (i wenecką) demokracjami patrycjuszowskimi, a więc na wpół arystokracjami, nie znał Rousseau republik . By dodatkowo poprzeć argumenty za uznaniem Rousseau za ojca lewicowych totalitaryzmów wypada wspomnieć o braku potępienia dla cenzury (podczas gdy Voltaire zwalczał ją przez całe życie) i przypisania jej pewnej roli uszlachetniającej, czyli jak dziś powiedzielibyśmy, wychowawczej.

Wydaje się, że bardziej oryginalny był Rousseau jako rehabilitator człowieka żyjącego w stanie natury zapładniający myśl takich autorów jak Bernardin de Saint-Pierre i umysły przedstawicieli epoki romantyzmu, niż jako republikanin o tendencjach komunistycznych. 

W 1755 roku wydane zostało bowiem dzieło niejakiego Étienne-Gabriel Morelly , o którego życiu nic prawie nie wiadomo i którego dzieła były długo przypisywane m.in. Diderotowi. Tak jak Rousseau, był Morelly wielbicielem stanu natury, uważał jednak, że można go w dużym stopniu przywrócić , likwidując własność prywatną, dzieląc kraje na prowincje, miasta, plemiona i rodziny – po równo plemion w każdym mieście itd. Występował przeciw chciwości – największemu i „właściwie jedynemu złu, z którego wywodzą się wszystkie pozostałe”. Za przejawy chciwości uważał uzurpacje władzy (monarchowie, arystokraci zabierający ją ludowi) i umiłowanie zbytku; nie byłby bowiem moralistą osiemnastowiecznym, gdyby nie planował przepisów ograniczającym zbytek. Jedna rzecz szczególnie zbliża go do Rousseau, mianowicie przekonanie, że ustanowienie republiki nie pozbawia jej mieszkańców wolności, lecz ją pozwala ochronić:

…Gdyby ktoś chciał uważać zależność między członkami ludzkiej społeczności … za objaw braku wolności lub jej ograniczenia, to musiałby chyba uważać łączność oraz wzajemną zależność żywego organizmu za objaw braku siły. Te związki … zwiększają i podtrzymują moc obywatelskiej wolności; one to kruszą przeszkody, na które, pozbawiona przemocy, natrafiałaby bezustannie nasza bezsilność …”. 

Podobnie jak Rousseau i Morelly rozumował Gabriel Bonnot de Mably (1709-1785), republikanin i utopijny komunista, wierzący, że zniesienie własności prywatnej równałoby się także zniesieniu egoizmu i chciwości . Mably atakował też partyjnictwo; bardzo w duchu epoki; w której nazywano partie pogardliwie „sektami” . Jedynie Voltaire twierdził, że partie są dobre, gdyż kontrolują się nawzajem, był to zapewne wpływ angielskiej koncepcji ustrojowej . 

Sam Rousseau nigdy nie brał bezpośredniego udziału w wielkiej polityce (w przeciwieństwie do Kołłątaja), a co dopiero w dziele wielkiej inżynierii społecznej opartej na własnych teoriach ale jakobini korzystali z jego teorii. Najbardziej złowieszcze upiory jakobińskiego terroru: „nie ma wolności dla wrogów wolności” i „Lyon zbuntował się przeciw wolności, Lyonu już nie ma” bezpośrednio wyrastają z przekonania Rousseau, że tych, którzy nie zamierzają uczestniczyć we współrządzeniu wspólnota i w uczestniczeniu w niej należy „zmusić do wolności” . 

Od Rousseau, lewica rewolucyjna przejęła też przekonanie, że na wpół mityczny „prawodawca” (Likurg czy Robespierre) jest w stanie dokonać gruntownej reformy nie tylko ustroju politycznego i społecznego, ale nawet samego rodzaju ludzkiego i typowych dla niego cech – przytoczmy tu mowę Robespierre’a z 5 lutego 1794 roku:

…Chcielibyśmy zastąpić w naszym kraju egoizm-moralnością ; banalne poczucie honoru-uczciwością; przyzwyczajenie-zasadą; ceremoniał-obowiązkiem; tyranię obyczaju-potęgą rozsądku; wyniosłość-odwagą; próżność-tolerancyjnością; umiłowanie pieniędzy-umiłowaniem sławy; intrygę-zasługą; zarozumiałość-talentem; pozory-prawdą … ”.

piotrnapierala.blogspot.com

Posted in Ekonomia, historia | Otagowane: , | Leave a Comment »

Z historii podatku dochodowego

Posted by psychoneurocybernauta w dniu 4 Maj 2014

W jednym ze swoich wykładów Adam Smith, twórca współczesnej analizy ekonomicznej, autor opublikowanego w 1776 roku Bogactwa narodów oraz opublikowanej w 1759 roku Teorii uczuć moralnych, podał prostą receptę na harmonijny rozwój społeczny, stwierdził on że:

Bardzo mało jest wymagane by doprowadzić państwo do dobrobytu nawet z najniższego poziomu barbarzyństwa, mianowicie pokój, niskie podatki i tolerancyjne kierowanie sferą sprawiedliwości. Wszystkie formy rządów, które zbaczają z tej naturalnej ścieżki, lub które odwołują się do potrzeby zahamowania rozwoju społecznego na jakimś szczególnym etapie, są nienaturalne i po to by utrzymać się u władzy, zmuszone są odwoływać się do represji i tyranii.„.

Warto zatem zdać sobie sprawę z tego, że reforma podatkowa w Polsce jest jednym z wielu elementów koniecznych zmian jakie powinniśmy dokonać by wejść na trwałą ścieżkę wzrostu dobrobytu.

Od wielu lat w większości państw uprzemysłowionych, członków OECD, w tym także i w Polsce, toczy się dyskusja nad koniecznością zreformowania systemów podatkowych. Dyskusja toczy się zarówno wokół problematyki wysokości podatków (np. czy sprawiedliwym jest podatek liniowy czy progresywny, rzadko wspomina się w tym kontekście o podatku pogłównym) oraz ich struktur – czy podatki bezpośrednie (dochodowe od osób fizycznych i osób prawnych, spadków i darowizn, czynności cywilno prawnych, rolny i leśny, od nieruchomości, od środków transportowych, od posiadanych psów) czy pośrednie (od towarów i usług, akcyzowy, od gier). W tym artykule chciałbym przedstawić pokrótce historię podatku dochodowego, bo nie zawsze zdajemy sobie sprawę z tego, że jest on stosunkowo młodym podatkiem, który od początku jego wprowadzenia w Wielkiej Brytanii i w USA traktowany był jako podatek chwilowy, z którego należy się jak najszybciej wycofać, gdy tylko znikną powody jego wprowadzenia.

Ta nietypowa historia podatku dochodowego może być też argumentem za jego likwidacją. Innymi często używanymi argumentami za likwidacją podatku dochodowego jest jego niski udziału w ogólnych przychodach państwa (ok. 30 do 40 procent całkowitych dochodów państwa) oraz możliwość znacznego obniżenia kosztów pobierania podatków.

Podatek od dochodów osobistych ma raptem dwustuletnią historię i wprowadzany był zawsze po to by sfinansować działania wojenne. Zwykle wprowadzając go argumentowano,2 że po ustaniu działań wojennych będzie on wycofany. Dobrowolnie państwo wycofało się z tego podatku tylko raz, mianowicie w Wielkiej Brytanii po zakończeniu wojen napoleońskich.

W 1798 roku, ówczesny premier Wielkiej Brytanii William Pitt (młodszy) zapowiedział wprowadzenie podatku od dochodów osobistych po to by zebrać fundusze na prowadzenie wojny z Francją. Uczynił to z wielką niechęcią, wbrew swojemu przekonaniu, bo uznawał, że wprowadzenie tego podatku jest wbrew zwyczajom i naturze Brytyjczyków. Podatek ten wprowadzony został w 1799 roku (wyłączając Irlandię) i objął on tylko najbogatszych: na poziomie 10% od dochodów powyżej 200 funtów, dochody poniżej 60 funtów były nieopodatkowane, a dochody pomiędzy 60 a 200 funtów opodatkowane były poniżej 10% rosnącą stopą opodatkowania (podatek ten płacony był osobiście przez obywateli w sześciu równych ratach w ciągu roku). Średni dochód Brytyjczyka w tamtym okresie to ok. 20 funtów, zatem ogromna większość Brytyjczyków nie była opodatkowana. Podatek ten został zniesiony na krótko w 1802 roku po zawarciu pokoju w Amiens, by w 1803 roku pojawić się ponownie na poziomie 5% (dochód z tego podatku był na podobnym poziomie jak przy stopie 10% a to dzięki obniżeniu dolnej granicy z 60 do 50 funtów, tak, ze liczba płacących ten podatek podwoiła się). W 1806 roku powrócono do pierwotnej stawki 10%, która utrzymywała się na tym poziomie do 1816 roku, kiedy podatek ten został zniesiony w rok po bitwie pod Waterloo. Po zniesieniu podatku wszystkie dane dotyczące jego płatników zostały spalone (ale, jak się jednak później okazało, duplikaty przekazane zostały do archiwum – King’s Remembrancer). Przez następne 26 lat Brytania obywała się bez podatku od dochodów osobistych (patrz Rysunek). W 1842 roku podatek ten został ponownie wprowadzony przez konserwatywnego premiera Roberta Peel’a, zmuszonego uczynić ten krok przez rosnący deficyt budżetowy, spowodowany chwilowym spadkiem dochodów państwa z tytułu obniżonych taryf celnych (które niekiedy obniżono kilkusetkrotnie – ale to już materiał na inną opowieść). Peel opodatkował dochody powyżej 150 funtów rocznie. Od jego ponownego wprowadzenia w 1842 do 1885 roku zawierał się w granicach 1% do 6,7% (1855 r.) i tutaj warto zwrócić uwagę na wyraźne dwa okresy poboru podatku od dochodów w Wielkiej Brytanii. W XIX wieku i do pierwszej wojny światowej podatek ten był stosunkowo niewielki (poniżej 10%), natomiast w wieku XX byliśmy świadkami stałego wzrostu poboru
tego podatku (patrz Rysunek). Ta prawidłowość obserwowana jest w innych państwach, np. w USA, o czym poniżej. Co warte podkreślenia, stałą intencją polityków w XIX wieku było jego zniesienie lub przynajmniej wyraźne zmniejszenie, kiedy tylko było to możliwe. Najczęściej przyczyną niemożności jego zniesienia czy zmniejszenia była konieczność zwiększenia wydatków wojennych.3

Politycy brytyjscy XIX wieku przyjęli, że jakikolwiek wzrost podatków czy taryf celnych jest tylko przejściowy i należy go jak najszybciej likwidować. Doszli do wniosku, że trudniej jest zmniejszać już raz podniesione taryfy celne, łatwiej to uczynić z podatkiem dochodowym. Niskie taryfy celne znacznie bardziej sprzyjały rozwojowi gospodarczemu aniżeli niskie podatki bezpośrednie, dlatego też w okresach przejściowych kolejni kanclerze skarbu, dla zrównoważenia budżetu, zmniejszając cła importowe podnosili na krótko podatki dochodowe. Polityka utrzymywania niskich podatków od dochodów osobistych skończyła się w końcu XIX wieku. Wzrost podatku (do ok. 10%) po 1890 roku spowodowany był wzrostem wydatków na cele socjalne natomiast pierwsza wojna światowa wymusiła podatki powyżej 5 s. od funta dochodów (tzn. powyżej 25%). W 1918 roku stopa podatkowa osiągnęła poziom 30%. Łącznie z dodatkowymi opodatkowaniami dochodów (np. podatek od nadmiernego zysku) przychody państwa w 1918 roku z tytułu podatku dochodowego były 17 razy większe niż w 1905 roku. Wbrew wcześniejszym obietnicom, po wojnie rząd nie obniżył podatków do poziomu sprzed wojny (1 s.) zamiast tego ustalono go na poziomie 20% (tj. 4 s. od funta). By przynajmniej stworzyć pozory chęci rządu do zniesienia podatku, w 1920 roku powołano Komisję Królewska (Royal Commission), która jednak po burzliwych obradach utrzymała podatki od dochodów. Początkowo, w okresie międzywojennym, podatki te wzrosły do poziomu 25-30% by jeszcze bardziej wzrosnąć w czasie II wojny światowej, najpierw do 40% a potem nawet do 50% (10 s. od funta). Podatek ten w niewielkim stopniu (do ok. 45%) został zmniejszony po wojnie. W 1944 roku wprowadzono nowy system płacenia podatku. Zamiast płacenia go raz w roku lub dwa razy do roku pracodawcy odprowadzali odpowiednią kwotę podatku w momencie wypłaty (Pay tax As You Earn – PAYE). W XX wieku stale obniżano
próg płacenia podatku, co naturalnie powodowało wzrost liczby płatników tego podatku. W XIX wieku podatki płaciło co najwyżej kilka procent społeczeństwa brytyjskiego, w 1930 roku podatki te płaciło 22%, w 1944 roku ponad 30%, a obecnie już prawie wszyscy pracujący (tj. ok. 50% społeczeństwa).

Interesujące jest to, że z formalnego punktu widzenia, Brytyjczycy nadal traktują podatek dochodowy jako podatek czasowy. Co roku prawa do poboru tego podatku wygasają 5 kwietnia, w związku z tym Parlament musi corocznie wpisywać je do prawa finansowego (Financial Act). Przez cztery miesiące, kiedy to Financial Act uprawomocnia się, pobór podatku dokonywany jest na podstawie tymczasowej ustawy o poborze podatku (Provisional Collection of Taxes Act) z 1913 roku.

Jeżeli chodzi o Stany Zjednoczone Ameryki to po raz pierwszy przymierzano się do wprowadzenia tego podatku w roku 1812, wzorowano się wtedy na prawie brytyjskim z 17984 rok. Ustalono nawet stawki na poziomie 8 i 10 procent (odpowiednio dla dochodów powyżej 60 funtów i powyżej 200 funtów). Prace były już na ukończeniu w 1814 roku ale po podpisaniu pokoju w Ghent w 1815 roku, znikła potrzeba wprowadzenia tego podatku i z niego zrezygnowano. Kolejna próba, ale już zakończona ‘sukcesem’, dokonana została przez prezydenta Abrahama Lincolna. Podobnie jak w przypadku Wielkiej Brytanii podatek ten, wprowadzony został po to by sfinansować działania wojenne (wojnę domową w Stanach).

Presja czasu uniemożliwiła dłuższą dyskusję o zasadności wprowadzenia tego podatku. Prawo podatkowe zostało podpisane przez prezydenta Lincolna 1 lipca 1862 roku, nakładało ono 3% podatek od dochodów powyżej 600 dolarów i 5% od dochodów powyżej 10 000 dolarów. W 1864 roku zwiększono stopy podatkowe i Amerykanie płacili pięcioprocentowy podatek od dochodów powyżej 600 dolarów, 7,5% powyżej 5000 dolarów oraz 10% od powyżej 10000 dolarów. Po wojnie ustalono podatek liniowy na poziomie 5% dla dochodów powyżej 1000 dolarów. W ostatnich trzech latach obowiązywania tego podatku, w latach 1870-72, podatek liniowy zmniejszono do 2,5% dla dochodów powyżej 2000 dolarów.

Podatek od dochodów w latach sześćdziesiątychych XIX wieku płaciła stosunkowo niewielka liczba Amerykanów. W 1870 w USA żyło ok. 38 mln ludzi, w tym roku kwestionariusze podatkowe wypełniło 276 661 osób, czyli mniej niż 1% obywateli. Wprowadzając w życie podatek od dochodów Lincoln argumentował, że podatek ten wprowadza tylko na okres wojny, ale (jak to często bywa z działaniami rządowymi) trwał jeszcze przez 7 lat po wojnie (kongres utrzymywał, że wpływy z tego podatku potrzebne są by odbudować kraj po zniszczeniach wojennych). W 1872 roku, niechciany podatek został zlikwidowany przez prezydenta Granta w pierwszym roku po jego wyborze. Ciekawe, że ze zlikwidowaniem podatku nie zlikwidowano biurokracji. Urząd podatkowy (IRS – Internal Revenue Service) pracował niemalże jak dawniej, tym razem zbierając cła i podatki od towarów i usług. By zrekompensować straty państwa z tytułu likwidacji podatków od dochodów podnoszono sukcesywnie stawki innych podatków i ceł.

Kolejny raz podatek od dochodów wprowadzono w 1894 roku za prezydentury Grovera Clevlanda (stawka podatkowa 2%). Podatek ten Sąd Najwyższy uznał 20 maja 1895 roku za niekonstytucyjny (co spotkało się z ostrą krytyką Demokratów). Po tym epizodzie, głosy autorytarian za wprowadzeniem podatku od dochodów pojawiły się dopiero w 1912 roku. Tym razem poczyniono kroki by zapobiec zarzutom niekonstytucyjności tego podatku wprowadzając w 1913 roku Szesnastą Poprawkę do Konstytucji, umożliwiającą Kongresowi nakładanie na obywateli amerykańskich podatków od dochodów. Jak twierdzą niektórzy badacze, poprawka ta wprowadzona została nielegalnie (np. William Benson „The Law That5 Newer Was”). Szesnasta Poprawka została ‘po cichu podpisana” i uznana za legalną (mimo nie zakończonego procesu ratyfikacji przez kolejne stany) przez Sekretarza Stanu Philandera Knoxa na kilka dni przed odejściem ze stanowiska prezydenta Williama Howarda Tafta, który w istocie nic nie zrobił by sprzyjać czy przeciwstawić się tej poprawce. Od 1913 roku IRS rozrastał się do ogromnych rozmiarów, stale poszerzając zakres możliwej ingerencji w życie obywateli amerykańskich.

Artykuł V Konstytucji USA mówi, że do akceptacji poprawki wymagana jest ratyfikacja trzech czwartych stanów. W 1913 roku było 48 stanów zatem akceptacja wymagała ratyfikacji przez 36 stanów. W lutym 1913 roku Knox oświadczył, że poprawkę ratyfikowało 38 stanów włączając w to Kentucky, Kalifornmię i Oklahomę. W istocie w tych trzech stanach nie dokonano ratyfikacji (Kentucky odrzuciło poprawkę, Kalifornia jeszcze w tym czasie nie głosowała nad poprawka a Oklahoma tak sformułowała swoje orzeczenie nad ratyfikacja poprawki, że w istocie była za jej odrzuceniem). Analiza prawnicza dokumentów nad ratyfikacją wskazuje, że w istocie poprawka ta nigdy nie była legalnie wprowadzona.

Obecnie toczy się dyskusja na ten temat w Stanach Zjednoczonych, ale niezależnie od tego czy sama poprawka wprowadzona została legalnie czy nie, trzeba przyjąć do wiadomości, że Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych orzekł w 1916 roku, iż wprowadzenie tego nowego podatku wynika z możliwości nałożenia przez Kongres innych podatków.

Pierwsza wojna światowa nie sprzyjała spokojnej dyskusji nad kwestą wprowadzenia nowego podatku, rząd Stanów Zjednoczonych zaangażował się w szeroko zakrojoną akcję propagandową na rzecz tego podatku, posługując się przede wszystkim retoryką patriotyczną. Zakres poboru tego podatku stale się poszerzał i pod koniec wojny ok. 80% rodzin amerykańskich płaciło podatek dochodowy.

S. G. Checkland omawiając rozwój gospodarczy dziewiętnastowiecznej Brytanii napisał, że „ … okres od 1815 do 1885 roku był dla Wielkiej Brytanii szczególnym okresem, w którym gospodarcza przedsiębiorczość znalazła doskonałą sposobność do rozwoju i czyniąc to doprowadzała do przekształcenia całego starego porządku społecznego”. Czy podobną opinię będą mogli wypowiedzieć przyszli historycy omawiając rozwój społeczno-gospodarczy państw uprzemysłowionych, w tym także Polski, w pierwszych dekadach XXI wieku?

Wroclaw, 10 stycznia 2003 r.

Witold Kwaśnicki
Instytut Nauk Ekonomicznych, Uniwersytet Wrocławski
http://prawo.uni.wroc.pl/~kwasnicki/
e-mail: kwasnicki@ci.pwr.wroc.pl

Posted in Ekonomia, historia | Otagowane: | Leave a Comment »

Realny kryzys i alternatywny pieniądz

Posted by psychoneurocybernauta w dniu 5 marca 2014

Dariusz Brzozowiec

Posted in Ekonomia, Film | Otagowane: | Leave a Comment »

Tajemnica Państwowa – Ratowanie Banków

Posted by psychoneurocybernauta w dniu 4 marca 2014

„wszyscy sie łudza ze przejete przez banki inwestycje na kredyt znow zyskaja na wartosci, niestety nie rozumieja ze popyt nie wzrosnie ze zanim przedsiebiorstwa i gospodarstwa domowe nie zaczna oszczedzac, a to znaczy ze musza wydawac mniej niz zarabiaja, machina nie ruszy dopuki na kraju ciaza dlugi, zatem wczesniej czy pozniej musi dojsc do umozenia długow, jednak plan ratowania EURO opiera sie na tym ze coraz to wieksza czesc prywatnego ryzyka inwestorow jest przenoszona na Panstwo, az nadejdzie dzien ze w koncu Panstwa nie beda w stanie splacic swoich dlugow, wtedy podatnicy beda mysieli zaplacic za ryzyko podjete przez Panstwa za splate prywatnych dlugow”

Dziennikarz ekonomiczny Harald Schumann szuka przyczyn kryzysu europejskiej bankowości. Władze krajów należących do strefy euro udzielają finansowego wsparcia bankom, które poniosły olbrzymie straty wskutek udzielania ryzykownych kredytów. Twórcy filmu udowadniają, że fundusze ratunkowe nie trafiają do najbardziej ubogich państw, lecz do niemieckich czy francuskich instytucji. Ponadto dokumentaliści szukają odpowiedzi na pytanie, czemu publiczne pieniądze przekazywane są wierzycielom i prywatnym inwestorom. 

Posted in Ekonomia | Otagowane: , | Leave a Comment »

Równowaga handlowa

Posted by psychoneurocybernauta w dniu 26 lutego 2014

Od wielu lat słyszymy, że Polska ma ujemny bilans handlowy. Według danych tak właśnie jest. Ale czy to rzeczywiście źle? Bastiat w porywający sposób obala kolejny wszechobecny sofizmat ekonomiczny

Posted in Ekonomia, wolny rynek (kapitalizm) | Otagowane: | Leave a Comment »

Inflacja

Posted by psychoneurocybernauta w dniu 31 sierpnia 2013

Inflacja to „wzrost ilości pieniądza w obiegu, połączony ze znaczną i nagłą utratą wartości objawiającą się poprzez wzrost cen” – Webster z 1970

Po 1970 roku definicja ta została poddana pewnej obróbce, co związane jest ze wzrostem podaży pieniądza wywołanym przez politykę banków centralnych.

Stwierdzono, że inflacja to wzrost cen towarów i usług.

Głównym powodem zmiany była próba zerwania linku pomiędzy wzrostem cen, a wzrostem podaży pieniądza. Przeciętny Kowalski ma za wzrost cen obarczać chciwe firmy, a nie bank centralny czy wiecznie zadłużający się rząd.

Inflacja jest niczym innym jak tylko kolejnym podatkiem. Tym groźniejszym, że nie dostrzeganym i nie rozumianym przez większość osób. Gdyby ludzie zdali sobie sprawę z rzeczywistej wielkości inflacji szybko dostrzegliby jaka część ich oszczędności jest konfiskowana, ile realnie zabiera im państwo lekkomyślną polityką

Posted in Ekonomia | Otagowane: | Leave a Comment »

Akty Nawigacyjne z okresu restauracji Stuartów

Posted by psychoneurocybernauta w dniu 21 Maj 2013

Jednym z najbardziej istotnych postanowień początku restauracji Stuartów był szereg Aktów Nawigacyjnych, w których Anglia narzucała merkantylistyczne ograniczenia w swoim imperium. Purytański parlament, chcąc wyeliminować z konkurencji w handlu wydajnych holenderskich kupców, w latach 1650–1651 zabronił obcym statkom wymiany handlowej z Ameryką, działając na korzyść londyńskich kupców. Na mocy aktów ustanowionych w tychże latach, towary do i z angielskich kolonii musiały być wysyłane jedynie na statkach angielskich lub kolonialnych, lub statkach należących do kraju, z którego pochodziły towary, którymi handlowano.

Import i eksport ryb z Anglii mógł odbywać się tylko na angielskich jednostkach. Zgodnie z  kompromisem przywracającym monarchię, Karol II nadal pozwalał londyńskim kupcom odnosić zyski i nadał serię Aktów Nawigacyjnych w latach 1660–1663. Wśród wytycznych rządowych delegatów było egzekwowanie prawa wynikającego z nich.

Nowe Akty Nawigacyjne drastycznie ograniczyły i zmonopolizowały amerykański handel z koloniami, ze szkodą dla kolonii.

Akt Nawigacyjny 1660-1661:

1. ograniczył cały handel kolonialny tylko do „angielskich” statków (angielskich lub amerykańskich) — to znaczy statków zbudowanych w Anglii, będących własnością Anglików i obsadzonych angielską załogą;

2. wykluczył wszystkich zagranicznych kupców z amerykańskiego handlu; oraz

3. wymagał, by pewne wyszczególnione artykuły kolonialne były eksportowane tylko do Anglii i angielskich kolonii.

Już widzieliśmy zniszczenie w południowych koloniach spowodowane przez tytoń, który był jednym z „wyszczególnionych artykułów”. Poza nim były to także cukier, bawełna i różne barwniki. Drugą ważną ustawą wśród Aktów Nawigacyjnych była uchwalona w 1663 r. Staples Act, według której wszystkie dobra eksportowane z Europy do Ameryki musiały najpierw zostać wyładowane w Anglii. Tylko kilka kolonialnych towarów importowanych zostało uwolnionych z tej prohibicji: sól, niewolnicy, pewne zaopatrzenie ze Szkocji oraz wino z Madery i Azorów.

Ustawa Staple Act pozwalała angielskim statkom i kupcom zmonopolizować eksport do Ameryki. Faworyzowała także angielskich producentów sprzedających dobra do Ameryki, bo obce towary wysyłane do kolonii były obłożone cłami w angielskich portach. Klauzula o wyszczególnionych towarach zapewniała, że towary te będą eksportowane tylko przez angielskich kupców i na angielskich statkach. Zagarnięcie przez Anglię Nowej Holandii było częściowo zaplanowane po to, by do Aktów Nawigacyjnych dodać zniszczenie holenderskiego handlu z Nowym Światem.

Bezpośredni wpływ tych ustaw na kupców z Nowej Anglii i tamtejszą gospodarkę nie był znaczny. Dobrami importowanymi do Nowej Anglii były w dużej mierze i tak te produkowane w Anglii, więc nie nastąpiły tu duże zmiany. Natomiast restrykcje, takie jak wyszczególnione artykuły i prohibicja na bezpośredni import win z Wysp Kanaryjskich, były po prostu ignorowane. Kupcy z Massachusetts beztrosko kontynuowali wysyłkę wyszczególnionych artykułów bezpośrednio do europejskich portów, na przykład tytoniu do Holandii, a także importowali towary bezpośrednio z Europy. Kupcy z Nowej Anglii mogli szczęśliwie ratować południe od natychmiastowego zniszczenia z rąk Aktów Nawigacyjnych poprzez import tytoniu z Południa najpierw do Bostonu, a następnie sprzedaż do innych krajów.

W ten sposób południe uniknęło brzemienia Aktów Nawigacyjnych. Angielski rząd nie podjął starań, by wymusić jakiekolwiek z restrykcji do czasu zakończenia  wojen z Holandią w połowie lat 70. XVII w. Kupcy popierani byli w pełni przez Sąd Najwyższy stanu Massachusetts, który uznał, że podlega „prawu Anglii w tym samym stopniu, w jakim jest mieszkańcem Anglii” — czyli w żadnym. W tej kwestii bostońscy kupcy i purytańscy teokraci byli sojusznikami: ci pierwsi mogli chronić handel przed angielskimi ograniczeniami; ci drudzy — trzymać Anglię z dala od purytańskiego reżimu w Massachusetts.

I rzeczywiście, kupcy z Massachusetts, zdolni do ominięcia restrykcji Aktów Nawigacyjnych, mogli wykorzystać korzyści płynące ze zniszczenia efektywnych holenderskich konkurentów. Kupcy z Londynu natomiast, wykorzystawszy rząd do stłamszenia Holendrów, odkryli nagle ku swojej rozpaczy, że ci z Massachusetts wygrywają w konkurencji o handel produktami kolonialnymi w Europie. Wyprzedzali ich także w transporcie morskim i zaopatrzeniu kolonii w dobra importowane, włączając produkty europejskie konkurujące z angielskimi. Królewskie dochody z powodu bezpośredniej wymiany handlowej z Europą były mniejsze, ponieważ omijano podatki nakładane na produkty w angielskich portach.

Najbardziej prosperującą działalnością handlową w Nowej Anglii podczas wojen z Holendrami w latach 60. i 70. XVII wieku była realizacja nieekonomicznych, dotowanych kontraktów wojskowych na zaopatrzenie dla Anglii podczas prób podboju. Głównymi towarami z Massachusetts było oporządzenie i takielunek statków, jak maszty, przekazywane kanałami do Portsmouth w New Hampshire. W tamtym czasie był to największy biznes widziany kiedykolwiek w Nowej Anglii. I znów kluczowymi przedsiębiorcami w tej wymianie handlowej byli londyńscy kupcy, którzy odnosili korzyści z wojskowych kontraktów, wykorzystując swoje wpływy.

Najbardziej uprzywilejowanymi kupcami z Massachusetts byli ci mający londyńskich kontrahentów. Wiodącym dostawcą masztów w Nowej Anglii był niejaki Peter Lidget, ale przemysł masztowy Massachusetts mógł prosperować przede wszystkim dlatego, że był zdecentralizowany i konkurencyjny.

Na przykład w 1670 r. Richard Wharton był w stanie uzyskać dla swojej firmy 10-letni monopol na dostawę wyposażenia okrętowego (także masztów) w Massachusetts i Plymouth, jednakże przedsięwzięcie szybko upadło, ponieważ przywilej ten był niemożliwy do wprowadzenia w życie.

Raz jeszcze rynkowy proces był w stanie zniszczyć monopol, nawet ten nadany przez rząd.

Autor: Murray N. Rothbard
Źródło: mises.org
Tłumaczenie: Iga Pięta
Wersja PDF

Źródło PL: mises.pl

Posted in Ekonomia, historia, wolny rynek (kapitalizm) | Otagowane: , , , | Leave a Comment »