Wolni z wolnymi, równi z równymi i zacni z zacnymi.

Rex regnat et non gubernat

  • Thomas Jefferson

    Kiedy obywatele obawiają się swojego rządu, jest to tyrania. Gdy to rząd obawia się obywateli, mamy do czynienia z wolnością.
  • Margaret Thatcher

    Unia Europejska jest skazana na niepowodzenie, gdyż jest czymś szalonym, utopijnym projektem, pomnikiem pychy lewicowych intelektualistów.
  • Włodzimierz Lenin

    Socjalizm to nic innego jak państwowy monopol kapitalistyczny stworzony dla korzyści wszystkich ludzi.
  • Ralph Waldo Emmerson

    Religia jednego wieku staje się literacką rozrywką następnych.
  • Soren Kierkegaard

    Są dwa sposoby w jakie człowiek może dać się ogłupić. Pierwszy to uwierzyć w rzeczy nieprawdziwe. Drugi, to nie wierzyć w prawdziwe.
  • Ayn Rand

    Jako że nie istnieje taki byt, jak “społeczeństwo”, ponieważ społeczeństwo to pewna liczba indywidualnych jednostek, zatem idea, że “społeczny interes” jest ważniejszy od interesu jednostek, oznacza jedno: że interes i prawa niektórych jednostek zyskuje przewagę nad interesem i prawami pozostałych.
  • Terence McKenna

    Skoro już w XIX wieku zgodziliśmy się przyznać, że człowiek pochodzi od małpy, najwyższy czas pogodzić się z faktem, że były to naćpane małpy.
  • Aleister Crowley

    Czyn wole swą, niechaj będzie całym Prawem.

    Nie masz żadnego prawa prócz czynienia twej woli. Czyn ja i nikt inny nie powie nie.

    Każdy mężczyzna i każda kobieta jest gwiazdą.

    Nie ma boga prócz człowieka.

    Człowiek ma prawo żyć wedle swych własnych praw
    żyć tak jak tego chce
    pracować tak jak chce
    bawić się tak jak chce
    odpoczywać tak jak chce
    umrzeć kiedy i jak chce

    Człowiek ma prawo jeść to co chce: pić to co chce: mieszkać tam gdzie chce: podróżować po powierzchni Ziemi tam gdzie tylko chce.

    Człowiek ma prawo myśleć co chce
    mówić co chce: pisać co chce: rysować, malować, rzeźbić, ryć, odlewać, budować co chce: ubierać się jak chce

    Człowiek ma prawo kochać jak chce

    Człowiek ma prawo zabijać tych, którzy uniemożliwiają mu korzystanie z tych praw

    niewolnicy będą służyć

    Miłość jest prawem, miłość podług woli.
  • Anarchizm metodologiczny

    Anarchizm metodologiczny - jest programem (a właciwie antyprogramem), zgodnie z którym należy z wielką ostrożnością podchodzić do każdej dyrektywy metodologicznej, (w tym do samego anarchizmu) bowiem zaistnieć może sytuacja, w której lepiej jest z anarchizmu zrezygnować (aby nie hamować rozwoju wiedzy) niż go utrzymywać.
    Paul Feyerabend
  • Strony

Maria Czaplicka

Posted by psychoneurocybernauta w dniu 10 stycznia 2009

Krzepka, nigdy na nic się nieuskarżająca Maria Czaplicka, samotna i tonąca w długach, napisze „My Siberian Year” i „The Turcs of Central Asia”, wygłosi kilkadziesiąt odczytów, zostanie przyjęta do paru towarzystw naukowych, by następnie u szczytu sławy, nazajutrz po odmowie z uniwersytetu w Bristolu, gdzie spodziewała się otrzymać wreszcie stałą posadę, popełnić spektakularne samobójstwo. Opowieść o Marii Czaplickiej, antropolożce

Kartka Czaplickiej do Orkana z ParyżaFot. Biblioteka Narodowa

Kartka Czaplickiej do Orkana z Paryża

Na moim stole piętrzą się jej papiery. Stustronicowy „Scrapebook” cudem wydobyty z archiwum uniwersytetu w Pensylwanii, obok korespondencja z Orkanem, odbitka z oryginału przechowywanego w Bibliotece Jagiellońskiej. Jej książki (wydane staraniem Davida Collinsa w roku 1999 u Curzona), artykuły i zdjęcia.

Najważniejsze są dwa. Na pierwszym (patrz obok) widać ją w „półpostaci”, w kostiumie nieulękłej podróżniczki. Czarny skórzany płaszcz, rosyjska czapka uszanka, lekki uśmiech, wzrok utkwiony ponad głową widza. Zdjęcie drugie (ostatnie w tekście) poważniejsze i zdecydowanie niekorzystne. Gładko uczesana, w czarnym żakiecie z białymi wyłogami siedzi w fotelu, grzecznie trzymając ręce na bocznych oparciach. Górne oświetlenie sprawia, że jej wargi, na poprzednim zdjęciu też nie nazbyt wydatne, sprawiają wrażenie cienkich i jakby zaciśniętych.

Takie panny jak ona

To nazwisko powtarzało się we wszystkich bibliografiach szamanizmu: Maria Antoinette Czaplicka „Aboriginal Siberia”, Calderon Press, Oksford 1914. W akademickiej Anglii tego okresu nie spodziewałam się znaleźć już nikogo z Polski – oczywiście poza Bronisławem Malinowskim. Nazbyt dosłownie wzięłam „Oxbridge” – sugestywną karykaturę Oksfordu i Cambridge pióra Virginii Woolf odmalowującą angielskie uniwersytety początku wieku jako bastiony patriarchatu, wrogie, niedostępne kobietom. Tymczasem „Własny pokój” Woolf powstał prawie dwadzieścia lat po tym, jak Maria Antonina Czaplicka przyjechała do Oksfordu i – mimo że kobietom wciąż jeszcze nie było wolno deptać jego słynnych trawników (miały chodzić wyłącznie żwirowymi ścieżkami) – po prostu zaczęła tam studiować. Początkowo afiliowano ją w londyńskim Bedford Women’s, a następnie w oksfordzkim Somerville College, jedynym miejscu, gdzie tolerowano takie panny jak ona. Rzecz działa się w kraju, w którym – przypomnijmy – kobiety ciągle jeszcze pozbawione były prawa wyborczego wywalczonego przez sufrażystki w roku 1918.

Czaplicka szybko zwróciła na siebie uwagę etnologa C.G. Seligmana z London School of Economics i religioznawcy R.R. Maretta z Oksfordu, najżyczliwszego w stosunku do kobiet antropologa epoki. Już dwa lata później, w roku 1912, jako druga w Europie uzyskała pod jego kierunkiem doktorat z antropologii. Ta „druga” była jednak w tym sensie „pierwsza”, że zdobyła swój dyplom przed Bronisławem Malinowskim (doktorat w 1916).

Bliźnięta

Do pewnego momentu byli właściwie bliźniętami. Urodzili się w tym samym – 1884 – roku. Oboje kształcili się w naukach ścisłych – ona w zakresie geografii i przyrodoznawstwa, on fizyki – i tak samo porzucili swe zainteresowania na rzecz nowej wówczas nauki, antropologii. W tym samym roku – 1910 – wyjechali z Polski, choć tylko Czaplicka była stypendystką Kasy im. Mianowskiego. Oboje rozpoczynali karierę od anglojęzycznych monografii będących kompilacją źródeł z drugiej ręki – Czaplicka pisała o syberyjskim szamanizmie, Malinowski o australijskich aborygenach. Oboje studiowali etnologię pod kierunkiem Seligmana, oboje też związali się następnie z Marettem (przy czym to Czaplicka załatwiła Malinowskiemu sekretarzowanie u niego). Oboje, najpierw ona, studiowali w słynnej London School of Economics (choć tylko Malinowskiemu zaproponowano w niej wykłady). Dokładnie w tym samym roku wyjechali na wyprawy terenowe, Czaplicka na Syberię, Malinowski na wyspy Pacyfiku. Z wypraw powrócili z bogatym łupem i oboje zdecydowali się pozostać na stałe za granicą.

Tu jednak, w roku 1918, kończą się podobieństwa. Chorowity Bronisław Malinowski, świeżo poślubiony Elsie Masson, z zawodu pielęgniarce, córce profesora z Melbourne, wyda wkrótce „Argonautów Zachodniego Pacyfiku” i jako klasyk gatunku otrzyma kolejno stanowiska i tytuły stałego wykładowcy, docenta, a następnie profesora w London School of Economics. Krzepka, nigdy na nic się nieuskarżająca Maria Czaplicka, samotna i tonąca w długach, napisze „My Siberian Year” i „The Turcs of Central Asia”, wygłosi kilkadziesiąt odczytów, zostanie przyjęta do paru towarzystw naukowych, uzyska dwa prestiżowe stypendia (trzyletnie Mary Ewert Lecturer in Oxford i Nagrodę Królewskiego Towarzystwa Geograficznego im. Murchisona), by następnie u szczytu sławy, nazajutrz po odmowie z uniwersytetu w Bristolu, gdzie spodziewała się otrzymać wreszcie stałą posadę, popełnić spektakularne samobójstwo.

Początek

Każdą historię, szczególnie zaś historię bez happy endu, czyta się, jak wiadomo, od końca. Ale akurat to życie trzeba koniecznie opowiedzieć od początku. Maria Antonina Czaplicka urodziła się w Warszawie jako córka Zofii Zawiszy i Feliksa Lubicz-Czaplickiego. Miała przynajmniej dwie siostry. O stosunkach panujących w jej rodzinie nie wiemy nic – oprócz tego, że „chwilowo zacieśniły się” w roku 1911, w okresie ciężkiej choroby, na którą zapadła w pół roku po wyjeździe z kraju, i że w okresie rekonwalescencji matka pojechała z nią „do wód”. Czaplicka ukończyła „pierwszorzędne gimnazjum” w Warszawie, po czym zaczęła się kształcić na nauczycielkę pod kierunkiem Anny Szycówny. W latach 1905-06 w obawie przed zamętem rewolucyjnym schroniła się wraz z rodziną w Lipawie (Libau) na Łotwie, gdzie zdała egzamin nauczycielski w Gimnazjum Nikołajewskim. Od 1906 do 1909 studiowała przyrodoznawstwo w Towarzystwie Kursów Naukowych pod kierunkiem m.in. Wacława Nałkowskiego i Stanisława Kalinowskiego, uczyła geografii, a także zarabiała na życie jako sekretarka.

Nie wiemy, kiedy poznała Władysława Orkana, młodopolskiego pisarza i dramaturga. Znamy tylko ich korespondencję. To dzięki niej poznajemy młodzieńcze poglądy Czaplickiej, demokratyczne i antyklerykalne. „Hrabstwo Zamoyscy ze swemi 170 folwarkami robią wrażenie feodalne. Miljony stopni hierarchicznych. Po co to wszystko? Czemu nie tak, jak serce, dusza pragną?”. Zachował się też wiersz zatytułowany „Procesja” datowany: „Boże Ciało 1910”: I choć dzwonów ton radosny,/ W złocie idzie ksiądz,/ Sercom naszym nie do wiosny,/ Nie dają się sprządz./ Idą kornie, suną ślepo,/ Intonując śpiew. Ale na dnie szumi rzeka,/ Przytłumiony gniew.

To nic

W roku 1910 dzięki stypendium Mianowskiego jedzie do Anglii. 4 listopada wysyła Orkanowi pierwszą pocztówkę. Skarży się na ciężką podróż i chorobę morską na kanale La Manche. „Mam językową trudność – pisze – ale to nic. Nadto zimno w pokoiku. Ludzie i jedzenie takie inne. Ale to nic”. To zdanie będzie refrenem jej listów.

Kolejna kartka, pisana w styczniu 1911, ukazuje ją „w szalonej pracy”, „nic i nikogo poza nią nie widzącą”. Martwi się, że „zakres etnogeografji taki szeroki”, a ona ani stroniczki nie ma jeszcze do druku. „Ciekawe, choć rzadkie mam wykłady (…) oraz angielskiego lekcje” – donosi. Tych lekcji udziela jej zapewne Henry Usher Hall, amerykański dżentelmen studiujący w tym samym czasie w London School of Economics, starszy o lat osiem, uczestnik jej przyszłej wyprawy syberyjskiej.

Nauka idzie pannie Marii jak z płatka. „Pracuję dużo, ale najwięcej sama, tedy nie rozumiem, skąd tyle wyróżnień na uniwersytecie i w świecie naukowym tu mnie spotyka” – pisze w lutym nieco kokieteryjnie. Wobec tego, że dotychczasowe kartki do Orkana utrzymane były w tonie stosownego dystansu („Drogi Panie Władysławie”), ten właśnie list zaskakuje poufałym zakończeniem: „Ślę Ci myśli i pragnienia nieokiełzane”. Dodać trzeba, że korespondent jest człowiekiem żonatym, niedawno urodziła mu się córeczka Zosia. Czaplicka kilkakrotnie pyta o zdrowie „maleńkiej”, raz nawet prosi o przysłanie zdjęcia. Pozdrawia też małżonkę.

Choć w listach słychać tylko głos Czaplickiej, wyraźny jest w nich ślad rozmów, jakie prowadzili. Osoba, która z tych listów wyziera, nie ma najlepszego zdania o sobie. „Podzielam zdanie Twoje co do wszystkiego, tylko nie co do wiary w osobiste szczęście. Ale przecie i bez tego można żyć porządnie, a nawet jeszcze więcej szczytnie. Wiedzie mi się, mam wielką pomoc w uznaniu wszystkich, a tak ciężko… Proszę, pisz o sobie i bądź zawsze takim świętym i lepszym ode mnie” (11.02.1911).

Ona, „kobieta-człowiek”, „wolna-trwodze daleka”, jest co prawda silna, ale ta siła służy jej przeważnie do przyjmowania na siebie coraz to nowych ciężarów. Tym bardziej że dziwnym kultem otacza cierpienie. Dziś wydaje się to niezrozumiałe, ale było bardzo w stylu epoki, dla której odkrycie, że cierpienie bywa chorobą, miało stać się przełomem. „Zrobiłam się cicha i wyczekująca na nieszczęście, które by mnie złamało. Już pewno takiego nie będzie…” – pisze prowokacyjnie w marcu. Na odzew ze strony życia nie musi długo czekać. Jeszcze w marcu zaczyna chorować („ślepa kiszka”). Ze względu na koszta stara się odsunąć operację, co okazuje się niemożliwe, bo płyn zalał już otrzewną. Z późniejszego listu dowiemy się, że chorobę bardzo przeżywała, „w noc przed operacją całą przeszłość przebiegła”. „Gdyby nie to, że wszędzie opiekują się [mną] przyjaciele (na których Ty wymyślasz), nie wiem, co by ze mną było – donosiła Orkanowi po kryzysie. – Ale w rzeczywistości nawet w nocy któraś z pań czuwa, lekarze niewiele żądają, pokój w kwiatach…”.

Z listu wynika, że już wówczas korespondent „wymyślał na przyjaciół”. Widać też, że autorka zakorzeniła się w angielskim, bo w listach pojawiają się pierwsze kalki językowe.

I see no sin…

W odróżnieniu od Marii Komornickiej, która znajdowała Anglię „zimną jak lodowiec, pod którego wpływem gasną, sycząc jak rozpalone węgle, gdy się je poleje wodą, wszelkie gorętsze porywy”, Czaplicka zamierza przystosować się do angielskiej powściągliwości. „Oksford i Cambridge ogólnie rzecz biorąc nie uznają kobiet, ale ja nie narzekam” – mówi. Dzieli czas między Bibliotekę Brytyjską, uniwersytet, bywa na koncertach, mityngach. „Na soboty i niedzielę zawsze staram się wyjechać na wieś, która w Anglii jest nawet ładniejsza niż u nas, ale nie tak kochana” – donosi wiosną roku 1911.

W liście pisanym w Wielki Piątek Maria wspomina Tatry, zapewne jakiś wspólny z Orkanem w nich pobyt („Pamiętam nawet skrzypienie śniegu”). „Pisz mi o sobie i (jeśli to naturalnie z Ciebie wypłynie) o nas” – prosi. Do listu dołączony jest fragment wiersza Roberta Browninga z frazą: „I see no sin…” („Nie znam grzechu”). Potem wymowny komentarz: „W ogóle snuję na temat »hygjeny duszy «, która by normowała zarówno przeduchowienie i przecieleśnienie. Widzę Cię, jak patrzysz na mnie z fotografii. Pisz”. I dopisek: „Kiedy poezje wyjdą?”.

Poezje Czaplickiej nie były dobre i nie wyszły nigdy. Nie wiadomo, czy Orkan w ogóle się o to starał. Można się domyślać, że niektóre z nich mogły boleśnie ranić jego męską dumę. Spomiędzy częstochowskich rymów wiersza „Prawda o mej duszy” wyziera świadoma kobiecość, ale i androgyniczna ambiwalencja: Kobiece tylko posiadam ciało,/ Lecz anormalną duszę,/ Co w darze obu płciom się dostało,/ Ja w sobie ścierpieć muszę.

Cierpienia mego nie powierzę-ć tajny!/ Co Cię obchodzić może ludzki ból?/ Ty więcej cenisz mój powab sprzedajny,/ Więc dam Ci złudę, żeś mój Pan i Król. („Wieczna kobiecość”).

W jednym z listów Czaplicka stawia w końcu pytanie: „Ciekawam, czy widząc mnie w swych projektach na przyszłość, pojmujesz to idealnie (w co nie wątpię), czy realnie (czego technicznie jestem ciekawa)”.

Wiatr taki silny

Nie znamy żadnej z odpowiedzi Orkana. Nie wiemy też, czy zapis na odwrocie kartki z 4 maja 1911 roku (z widokiem samotnego klifowego wybrzeża) nie stanowi aluzji do jego nazwiska: „Wiatr taki silny, tak bardzo czuję się nań wystawioną”. Pisarz podejmuje desperacką próbę ściągnięcia Marii do kraju. Zapada na zdrowiu (lub symuluje chorobę) i wzywa ją do siebie. Odpowiedź brzmi: „Nie mam pieniędzy i sił (czasu oczywiście, ale o to mniejsza), gdyby jednak nie było lepiej w ciągu tych dni, a usposobienie moralne szwankowało – czekam na depeszę i przyjadę, choć na krótko (…). Proszę o szczerość i bezwzględność, do której chorzy mają prawo. (…) Z niepokojem śledzę w wyobraźni Jego cierpienie. Cóż słowa pomogą? Tak bardzo pragnę, by nie cierpiał”.

List z nadrukiem „London School of Economics. The Common Room” datowany jest dopiero miesiąc później, na 30 maja 1911 roku: „Nie piszę, będąc bardzo, ale to bardzo zajętą (…). Poza tym floty nie mam”. (Ten refren, czasem w postaci „jeżeli moneta pozwoli”, powraca równie często jak wcześniejsze „to nic”). Następne zdanie jest już trochę na siłę: „Naprawdę cieszę się, że ma On przy sobie przyjaciół, żonę i możliwą opiekę sanitarną i radabym przysłać myśli jak najlepsze i wszystko, co mogę, co mam prawo”.

Dopiero pod koniec wakacji 1911 roku pojawiają się w życiu Marii widoki na przyjazd do Polski. „…tak bym chciała Ciebie zobaczyć – zwierza się i apeluje zarazem. – Nawzajem nam się to należy, nawzajem jest potrzebne do dalszego szerokiego życia, i ufam, że więcej sił niż zgryzoty doda”. Czaplicka przyjeżdża jesienią 1911 roku. W Krakowie planują sekretnie spotkanie. „Jest dziś 4ty – pisze Maria do Władysława. – Miałam wyjechać, ale zatrzymuję się jutro i pojutrze, byś mógł choć na parę godzin przyjechać. Dłużej nie mogę jak do 7/IX najdalej, proszę o natychmiastową odpowiedź (depesza »nie «, Kraków, Wróblewska 14, Długa wystarczy, lub przyjazd)”. Nie wiadomo, czy do rendez-vous doszło. Tu zaczyna się prawie roczna luka w korespondencji.

Gdy znów słychać głos Marii (3.08.1912), donosi ona o triumfie „przechodzącym wszelkie (…) oczekiwania” – chodzi zapewne o oksfordzki dyplom, który właśnie uzyskała. „Do kraju nie wiem kiedy przyjadę” – pisze. Znajduje jednak czas, by we wrześniu z koleżankami z Somerville College przejść całą Normandię i z Mont Saint-Michel wysłać do Orkana karteczkę (z górą św. Michała na odwrocie, 15.09.1912). Jej ton musiał go rozeźlić, skoro wywołał odpowiedź: „Kartkę Jego w tej chwili dostałam, tylko jej zupełnie nie rozumiem. (…) Poza tem, co się wkoło mnie może dziać, nie znaczy się, żeby działo się we mnie. Pustawo w tłumie, tłumno, gdy jestem sama. Ot i wszystko” (23.11.1912). I list ostatni, zapowiadający już rychłe rozstanie: „Widzę (…) z Jego listu, że mnie Pan zupełnie nie rozumie, pisze z goryczą i potępieniem, życzy szczęścia – jakiego? Dam mu znać, kiedy będę w Galicji tylko w tym wypadku, jeśli On bardzo tego będzie chciał również i potrzebował”.

Wycinki

Skąpe są źródła naszej wiedzy o Marii Antoninie Czaplickiej. Poza oksfordzkim kompletem dokumentów, którym opiekowały się jej przyjaciółki, do przetrwania obu pozostałych zbiorów przyczynili się dwaj mężczyźni, z którymi Czaplicka była związana – Orkan i Henry Usher Hall. Symbolicznym zbiegiem okoliczności obaj (lub bibliotekarze opracowujący ich spuściznę) zatarli autorstwo Czaplickiej, włączając sporządzone jej ręką źródła we własne dziedzictwo. W Bibliotece Jagiellońskiej próżno szukać „Marii Antoniny Czaplickiej”. Jej listy figurują w indeksie „Władysława Orkana”. Także źródło drugie, „Scrapebook for clippings related to Marie A. Czaplicka, her expedition, 1913-19”, stustronicowy zbiór wycinków prasowych dokumentujących rozwój jej kariery, sygnowany jest nazwiskiem Halla. Po jej śmierci wraz z kompletem materiałów dotyczących ekspedycji syberyjskiej został on – zgodnie z jej wolą – przekazany Henry’emu. Materiały nigdy nie zostały opublikowane.

Zbiór wycinków ujawnia rękę zbieraczki. Na przykład pod notatką przedstawiającą ją jako „wybitną rosyjską badaczkę”, która wygłosiła referat na temat wpływu środowiska na idee religijne tubylców Azji Północnej („The Birmingham Daily Post”, 17.09.1913) znajduje się doklejka podpisana jej charakterem pisma: „Sprostowanie. Panna M.A. Czaplicka, która w poniedziałek wygłosiła referat w Sekcji Antropologicznej Towarzystwa Brytyjskiego, została omyłkowo przedstawiona jako Rosjanka. W rzeczywistości jest ona narodowości polskiej”. Obok licznych wzmianek o akcjach dla Polski, w tym zawiadomienia o „wiecu polskim w sprawie Gdańska i dostępu Polski do morza”, pojawia się afisz międzynarodowego mityngu sufrażystek, a także bilet na uroczysty obiad z udziałem „Doktora Weizmanna, syjonisty, i barona Rotschilda”, gdzie omawiano problem emigracji Żydów do Palestyny.

W tytułach prasowych rzadko występuje jej nazwisko, dla Anglików wyraźnie trudne. Za to w tekście można odnotować aż sześć jego wersji: („Miss Czaplika”, „Czaphika”, „Czaplicka” z odwróconym daszkiem nad „c”, „Czapicka”, „Czapiska” i „Czlapicka”). Jeszcze przed wyprawą syberyjską, a tym bardziej później, prasa angielska wysławiała ją sensacyjnymi tytułami w rodzaju: „Uczona dama” („Daily Telegraph, 17.09.1913), „Dama przewodzi uczonym. Prymitywne życie na Syberii. Ekspedycja w celu studiowania nieznanych ras” („The Daily Chronicle”, 22.05.1914), „Nieustraszona badaczka. Trzy tysiące mil saniami po Syberii. Pierwsza biała kobieta, jaką oglądali tubylcy” („The Daily Chronicle”, 8.09.1915), „Kobieta z Oksfordu na Syberii. Tubylcy nic nie słyszeli o wojnie” („Evening News”, 8.09.1915).

Trzy tygodnie w namiocie

Relacjonując ekspedycję jenisiejską, gazety pisały o sześciorgu uczestników, choć dwóch z nich (leśnik i przyrodnik) w ogóle do Rosji nie wyruszyło, zaś dwie panie, ornitolożka Maud Haviland i malarka Dora Curtis, przerwały wyprawę pod koniec lata 1914 na wieść o wybuchu pierwszej wojny światowej. Ryzyko zimowania na Syberii podjęło tylko dwoje: Czaplicka i jej znajomy Hall, wówczas już kurator muzeum uniwersytetu w Pensylwanii. Wobec oczywistego naruszenia dobrych obyczajów, jakim było syberyjskie tete-a-tete, dziennikarze podkreślali, że wzięli oni ze sobą „namiot podobny do tego, którego używał kapitan Scott w swej ostatniej podróży, tyle że podbity wełną i podzielony na przedział męski i kobiecy”. Mieszkali w nim zresztą sporadycznie, większość czasu spędzając w siedzibach tubylców. Na wykonanym przez Czaplicką zdjęciu namiot ten pojawia się w scenerii syberyjskiego lata. U wejścia stanęła panna Curtis, obok, z bronią w ręku, przykucnęła panna Haviland, a Henry Hall z miną konkwistadora usiadł na ziemi w twarzowym korkowym hełmie i sztylpach.

Wyczyn ich wzbudził w świecie zachwyt i zgrozę: „To rzecz niesłychana, aby młoda kobieta z tak skromnym wyposażeniem materialnym przedsięwzięła podróż zimową na przestrzeni wielu tysięcy mil w strasznej dziczy rozciągającej się między dolinami Jenisieju i Leny, nie mogąc liczyć „na nic lepszego poza gościnnością tubylców” – zachłystywało się „The Athenaeum”. O gościnności tubylców Czaplicka miała widać dużo lepsze mniemanie, skoro powierzała im życie własne i Halla: „Gdy przybywaliśmy do ich obozowiska, musieli nas wpuścić. Inaczej zginęlibyśmy z zimna” („The Evening News”). Za schronienie i rozmowy odwdzięczali się tubylcom leczeniem ran i stłuczeń. Wieźli ze sobą kufer załadowany najprostszymi lekami i „czasem potrafili być użyteczni”. Stanowi to skądinąd ciekawy kontrast z obyczajami chorowitego Bronisława Malinowskiego, który w czasie swych wieloletnich pobytów w tropikach konsekwentnie leczył tylko siebie (wyjątek na s. 432 „Dziennika”, gdy „sprzedawał [leki] za pióra rajskiego ptaka”).

„Zimą, mimo rozmaitych trudności i niebezpieczeństw, przebyli trzy tysiące wiorst po zamarzniętych rzekach i jeziorach, górach i kamienistych dzikich płaskowyżach” („Oxford Chronicle”). Poruszali się w osobliwych pojazdach – wielkich wiklinowych koszach na kołach zaprzężonych w koniki stepowe. Pisze Czaplicka: „Kosze te do połowy wypełnione są sianem, na którym człowiek siedzi z wyprostowanymi nogami i zastanawia się – o ile pomiędzy jednym podrzutem a drugim w ogóle można się nad czymkolwiek zastanawiać – nad beznadziejną nieskutecznością siana w porównaniu z resorami”. Celem wyprawy był leżący za kręgiem polarnym kraj Tunguzów, „gdzie nie docierali ani rosyjscy myśliwi, ani kupcy”. Każdego ranka zatrzymywali się w czumach (namiotach) tubylców i starali zaprzyjaźnić z mieszkańcami. Rozmawiali z nimi, mierzyli ich czaszki, obserwowali codzienność i świąteczne rytuały. W zamian za przedmioty, które od nich otrzymywali, dawali im herbatę, tytoń i angielski ser, który „bardzo [tubylcom] smakował”.

Histeria arktyczna

Oryginalnym wkładem Czaplickiej w historię etnografii są jej badania nad syberyjskimi wierzeniami magiczno-religijnymi osnutymi wokół transowej podróży szamana, który na Syberii bywał kapłanem, lekarzem, a często i wodzem. Zgodnie z duchem epoki Czaplicka uważała szamanizm za zjawisko z zakresu psychopatologii i wywodziła je z tzw. histerii arktycznej, zaburzenia nerwowego przytrafiającego się kobietom i mężczyznom mieszkającym za kręgiem polarnym. W czasach, gdy histerię wciąż jeszcze uznawano za przypadłość, na którą jedynym lekarstwem jest zamążpójście, pisząca o niej niezamężna kobieta musiała stanowić jawną społeczną prowokację. Mówiąc o „histerycznym” podłożu szamanizmu, Czaplicka składała ofiarę Zeitgeistowi, by już bez obciążeń zająć się zjawiskiem.

Jej teksty etnograficzne zdradzają ogromną chłonność na rzeczy obce. Pomijając nieszczęśliwe uwagi o brzydocie tubylców, protekcjonalność tak charakterystyczna dla stylu epoki w jej pisarstwie właściwie nie występuje.

W „My Siberian Year” spotykamy opis seansu szamańskiego z jej udziałem. „Duchy cię znają” – usłyszała od szamana, do którego zwróciła się z pytaniem, jak będzie się wiodło Polakom, zanim znów się z nimi połączy. Otrzymuje odpowiedź, że po szczęśliwym powrocie do kraju stwierdzi, że „jej trzy domy stały się jednym”. Jak łatwo się domyślić, w tej przepowiedni Czaplicka rozpoznała zjednoczenie trzech zaborów w roku odzyskania przez Polskę niepodległości.

O tym, jak Maria dawała sobie radę w warunkach arktycznych, wiemy niewiele. W listach adresowanych do sponsorów mówi o sobie mało i niechętnie. Listy do niezawodnej miss Penrose, przełożonej Somerville College i protektorki, kończą się najczęściej: „Nie chciałabym Pani rozczarować pracą, której się podjęłam”, albo też: „Jest moim jedynym pragnieniem, abym zebrała dość materiału do książki, którą chciałabym ofiarować Pani w zamian za wszystko, co dla mnie zrobiła”. Trudności można się domyślać jedynie na podstawie napomknień współtowarzyszek, które przerwały wyprawę. Na przykład malarka Dora Curtis skarżyła się w liście do miss Penrose, że Czaplicka była gotowa brnąć 30 km przez tundrę w mchu po kolana, „ledwie o kawałku chleba i u celu nadal być niezadowoloną”. „To, że jest do tego zdolna, świadczy o jej wielkim duchu, ale boję się, że drogo za to zapłaci” – pisała. Czaplicka nie pozostawała jej dłużna, odwzajemniając się złośliwościami na temat malowania, a po tym jak Curtis opublikowała wspomnienia syberyjskie, zarzucała jej naiwność i brak kompetencji.

Także Henry’emu Hallowi malarka wystawiła opinię zdecydowanie niepochlebną. „W ogóle nie uważam go za człowieka uzdolnionego – pisała do miss Penrose. – Przeciwnie, mieliśmy wiele okazji przekonać się o czymś wręcz odwrotnym”. Po przeczytaniu w „Scrapebook” wypowiedzi Halla dla „Philadelphia Evening Bulletin” (28.02.1916) w jej słowa nietrudno uwierzyć. Tytuł notatki: „Badacz o życiu plemion syberyjskich”. Dwa podtytuły: „Juracka żona kupiona za sto reniferów – mówi H.U. Hall po powrocie z 2500-milowej podróży” i: „Czterdzieści stopni poniżej zera”. Następują cytaty z Halla: „ »Śmiej się i jedz « – do tego sprowadza się filozofia plemion syberyjskich. Mają jeden instrument muzyczny – jeżeli można to nazwać w ogóle instrumentem – podobny do drumli (…), a także bębny, w które walą przy każdej nadarzającej się okazji. Wielu z nich praktykuje poligamię. Co do liczby żon – nie ma reguły. Za każdym razem, gdy Tunguz lub Jurak zgromadzi sto renów, kupuje sobie żonę”.

Lata chude

Przez jakieś trzy-cztery lata po powrocie z Syberii Czaplicka chodzi jeszcze w glorii „nieustraszonej podróżniczki”. W latach 1916-18 jako jedyna kobieta wykłada w Oksfordzie. Dwa lata później zostaje wybrana na członka Królewskiego Towarzystwa Geograficznego i otrzymuje prestiżowy Murchison Grant uznawany za największy zaszczyt w dziedzinie odkryć geograficznych. Jednak wykłady oksfordzkie podobnie jak pieniądze z nagrody wkrótce się kończą.

Datowany na 20 marca 1919 roku list do Malinowskiego wskazuje, że od pewnego czasu Czaplicka intensywnie szuka pracy: „Na przyszły rok, tj. na jesieni, człowiek, którego miejsce na czas wojny wzięłam, powróci, mnie coś niecoś ofiarują, pewnie wykłady itp., ale tak mało to będzie materialnie, że przy całym uznaniu Oksfordu dla mnie, a mnie dla Oksfordu może się rozłączymy”. Z notatki w „Daily Sketch” z lutego tego roku (zatytułowanej „Umysły i piękno”) wynika, że poważnie liczyła się nawet ze zmianą pola zainteresowań: „Panna Czaplicka mówi, że jej nowa książka o ekonomicznej przyszłości Syberii będzie wkrótce gotowa. Jest ona czarującą, błyskotliwą osobą, z wyglądu ani trochę niepodobną do typowej oksfordzkiej »niebieskiej pończochy «” [pogardliwe określenie sawantki, które Słownik Collinsa objaśnia następująco: „zdolna, wyedukowana kobieta, którą bardziej interesują akademickie ideały niż kobiecy sposób postępowania”].

I wtedy na horyzoncie pojawiła się propozycja Amerykanów. 5 maja 1919 roku „Sunday Herald” informował: „Panna Czaplicka, jedyna wykładowczyni w Oksfordzie, jedzie we wrześniu do USA, gdzie ma roczny kontrakt w Columbia University”. Prawdopodobnie w związku z tym już w czerwcu złożyła rezygnację z przewodniczenia założonemu przez siebie Folk Lore Club w Oksfordzie. Jednak kontrakt amerykański nie wypalił. Wprawdzie Czaplicka odwiedziła Amerykę na przełomie roku 1919 i 1920, a nawet dała kilka wykładów, ale to wszystko.

Zapewne widziała się też z Henrym Hallem, nie wiemy jednak, czy już wówczas dowiedziała się o jego planowanym małżeństwie z panną Francis Jones z Nowego Orleanu, „głośną malarką i rzeźbiarką, wielce pomocną mu w pracy”. W tym samym roku zdążyła jeszcze być w Berlinie, a w dniach bitwy pod Radzyminem odwiedziła Warszawę. Jesienią roku 1920 wróciła do Anglii, gdzie udało jej się zdobyć roczny kontrakt na Wydziale Anatomii uniwersytetu w Bristolu.

To właśnie nieprzedłużenia tej umowy nie przetrzymała. 26 maja 1921 roku o piątej po południu połknęła „substancję żrącą” („corrosive sublimate”, jak pisała May Staveley do miss Penrose z 30.05.1921) i w rezultacie krwotoku spowodowanego trucizną około północy zmarła. Oficjalną przyczyną śmierci podaną w nekrologach, a także w liście do kolegów, był atak serca. „Mówimy, że zmarła wskutek niewydolności serca, i tak w istocie było” – objaśniała May Staveley w poufnym liście do przełożonej Somerville College. Inna przyjaciółka Czaplickiej, Barbara Freire-Marecco, pisała miesiąc później do Henry’ego Halla: „Od pewnego czasu skarżyła się na złe samopoczucie i wyczerpanie (…). Kilka miesięcy temu rozporządziła, by wszystkie manuskrypty i papiery odnoszące się doraportu o ekspedycji jenisiejskiej zostały przekazane Tobie w nadziei, że skończysz go i opublikujesz”.

Nie odnaleziono dziennika Marii Czaplickiej. Ciągle szukamy innych źródeł do jej biografii. Zarówno jej korespondencja z Orkanem, jak i przesłany Hallowi „Scrapebook” zostały ocenzurowane przez adresatów. W tej sytuacji duża część jej życia i śmierci ciągle jest pogrążona w milczeniu. Gdyby jednak pod bezgłos Czaplickiej podłożyć głos innej szalonej studentki „Oxbridge” na przełomie wieków, Marii Komornickiej, usłyszelibyśmy pewnie o „szalonej trudności istnienia dla istoty rozwiniętej naszych czasów, gdy ma nieszczęście być kobietą”, o dobiegającej zewsząd drwinie z jej naiwnego zapału, o „zawodzie tym większym, im większa była ułuda, im silniejsze było pragnienie”.

W świecie, który okazał się tym, czym się w końcu okazał, samobójstwo Czaplickiej mogło być, przynajmniej w jej własnych oczach, nie autodestrukcją, ale aktem samozachowawczym. To, co ów akt zachowywał, znalazło się po prostu w śmiertelnym konflikcie z życiem, a ona, po długich targach, postanowiła zapłacić żądana cenę.

Dziękuję Pani Ewie Dżurak z Uniwersytetu w Harwardzie, Pani Paulinie Adams z archiwum Somerville College i Panu Johnowi Weeksowi z University of Pennsylvania Museum Library za okazaną mi pomoc

Tekst jest fragmentem książki Joanny Tokarskiej-Bakir „Dziennik literożerczyni”, która ukaże się w tym roku w wydawnictwie W.A.B.

Korzystałam z następujących źródeł:

– „Scrapebook for clippings related to Marie A.Czaplicka, her expedition, 1913-19, by Henry Usher Hall” własność University of Pennsylvania Libraries,

University Museum Library, USA; – korespondencja Władysława Orkana z lat 1910-12,

k. 116-171, (sygn. mikrofilmu 47 496), w zbiorach działu rękopisów Biblioteki Jagiellońskiej;

– „Collected Works of M.A. Czaplicka”, tomy 1-4, opracował i wstępem opatrzył David Collins, Curzon Press 1999;

– D.N. Collins, J. Urry „Maria Antonina Czaplicka. Życie i praca w Wielkiej Brytanii i na Syberii”, „Lud”, t. 82/1998, s. 61-74;

– I. Filipiak „Malcontenta w Cambridge”, „Katedra”, nr 3/2001, s. 163-199;

– I. Filipiak „Własny pokój, własna twórczość”, (wstęp do książki V. Woolf „Własny pokój”), Warszawa 1997;

– G. Kubica „Maria Antonina Czaplicka” (nota biograficzna w książce B. Malinowskiego „Dziennik w ścisłym znaczeniu tego wyrazu”, wstęp i opracowanie Grażyna Kubica), Wydawnictwo Literackie, Kraków 2002, s. 730-734 oraz 23-24.

Joanna Tokarska-Bakir

http://kobieta.gazeta.pl/wysokie-obcasy/1,53662,1299859.html

Reklamy

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: