Wolni z wolnymi, równi z równymi i zacni z zacnymi.

Rex regnat et non gubernat

  • Thomas Jefferson

    Kiedy obywatele obawiają się swojego rządu, jest to tyrania. Gdy to rząd obawia się obywateli, mamy do czynienia z wolnością.
  • Margaret Thatcher

    Unia Europejska jest skazana na niepowodzenie, gdyż jest czymś szalonym, utopijnym projektem, pomnikiem pychy lewicowych intelektualistów.
  • Włodzimierz Lenin

    Socjalizm to nic innego jak państwowy monopol kapitalistyczny stworzony dla korzyści wszystkich ludzi.
  • Ralph Waldo Emmerson

    Religia jednego wieku staje się literacką rozrywką następnych.
  • Soren Kierkegaard

    Są dwa sposoby w jakie człowiek może dać się ogłupić. Pierwszy to uwierzyć w rzeczy nieprawdziwe. Drugi, to nie wierzyć w prawdziwe.
  • Ayn Rand

    Jako że nie istnieje taki byt, jak “społeczeństwo”, ponieważ społeczeństwo to pewna liczba indywidualnych jednostek, zatem idea, że “społeczny interes” jest ważniejszy od interesu jednostek, oznacza jedno: że interes i prawa niektórych jednostek zyskuje przewagę nad interesem i prawami pozostałych.
  • Terence McKenna

    Skoro już w XIX wieku zgodziliśmy się przyznać, że człowiek pochodzi od małpy, najwyższy czas pogodzić się z faktem, że były to naćpane małpy.
  • Aleister Crowley

    Czyn wole swą, niechaj będzie całym Prawem.

    Nie masz żadnego prawa prócz czynienia twej woli. Czyn ja i nikt inny nie powie nie.

    Każdy mężczyzna i każda kobieta jest gwiazdą.

    Nie ma boga prócz człowieka.

    Człowiek ma prawo żyć wedle swych własnych praw
    żyć tak jak tego chce
    pracować tak jak chce
    bawić się tak jak chce
    odpoczywać tak jak chce
    umrzeć kiedy i jak chce

    Człowiek ma prawo jeść to co chce: pić to co chce: mieszkać tam gdzie chce: podróżować po powierzchni Ziemi tam gdzie tylko chce.

    Człowiek ma prawo myśleć co chce
    mówić co chce: pisać co chce: rysować, malować, rzeźbić, ryć, odlewać, budować co chce: ubierać się jak chce

    Człowiek ma prawo kochać jak chce

    Człowiek ma prawo zabijać tych, którzy uniemożliwiają mu korzystanie z tych praw

    niewolnicy będą służyć

    Miłość jest prawem, miłość podług woli.
  • Anarchizm metodologiczny

    Anarchizm metodologiczny - jest programem (a właciwie antyprogramem), zgodnie z którym należy z wielką ostrożnością podchodzić do każdej dyrektywy metodologicznej, (w tym do samego anarchizmu) bowiem zaistnieć może sytuacja, w której lepiej jest z anarchizmu zrezygnować (aby nie hamować rozwoju wiedzy) niż go utrzymywać.
    Paul Feyerabend
  • Strony

Postmodernizm, magicyzm i krakanie wron

Posted by psychoneurocybernauta w dniu 14 października 2008

Postmodernizm, magicyzm i krakanie wron

Conradino Beb
Kamień ześliznął się ze stromego zbocza.
Stuk… stuk… stuk…

( Wrona Błogosławiona )

– Reguły zostały zmienione
– Zmieńmy je więc jeszcze raz

( Dłoń Odciśnięta W Piasku )

Nauka, ta szlachetna córka Europejskiej kultury, zrodzona w pocie i krwi wielu pokoleń przesławnych wizjonerów, którzy ginęli za postęp i prawdę na stosach lub gnili w więzieniach…

Nauka, ta ostateczna cnota, która wyzwolić miała ludzkość (czyli nas Europejczyków) z okowów ciemnoty i złudzeń…

Nauka, to wspaniałe narzędzie mające przynieść nam prawdę, szczęście (i dużo pieniędzy), które pomoże nam objąć świat w wieczyste władanie…

Ach, jakie to piękne. Tak piękne, że zaczyna boleć wyobraźnia.

Przychodzi mi tu na myśl haiku Kaisena:

W beczce mieszkał filozof.
– Dzień dobry panie filozofie!

Interpretację pozostawiam wam , bo cóż wam innego pozostaje?

* * *

Pewien Św. Tomasz w wizji danej mu przez Świętego Błogosławionego (IHVH) zobaczył drabinę, na której ludzie znajdowali się pomiędzy zwierzętami a aniołami, idąc oczywiście w stronę aniołów (wniosek był logiczny, skoro zaszli tak wysoko, po co mają wracać ?).

Człowiek więc to takie dziwne stworzenie, już nie anioł, chociaż dusza i tak należy do Jehowy, ale i nie zwierzę bo nosi ubrania. Gdyby nasz Tomasz żył trochę później (w XVIII w.) pewnie stwierdziłby, że dlatego, ponieważ używa widelca, który był mu, dzikusowi, nieznany. Małpy zresztą w średniowieczu były ludźmi uwiedzionymi przez szatańskie pokusy, które wywiodły je w dzicz. Wychodziło więc na to, że Bóg na spółkę z Luckiem1 tak w tym świecie namieszali, że jakoś to wszystko grało, a krytyka była sprzeciwem wobec boskiego porządku. Było git.

Problem zaczął się po chwalebnym czynie Krzysia Kolumba, który odkrył wreszcie upragnione Indie. Niestety za nic nie mógł wyprosić u Indian „korzeni” ; przywiózł za to sporo złota, które natychmiast zmieniło sposób widzenia nowego odkrycia naszego bohatera. „Kraina korzeni” stała się „krainą złota”, co oczywiście poprawiło wizerunek Hindusów (czytaj: Indian) w oczach Hiszpanów. Późniejsze zweryfikowanie pomyłki o dotarciu do Indii nie było już w stanie zatrzeć dobrego wrażenia o tubylcach, którzy oprócz złota zalet mieli mnóstwo. Tak to powoli do Europy zaczęto przywozić: tytoń, pomidory, kawę, kakao, pieprz, bawełnę i inne ciekawe zdobycze egzotycznej (czyli dzikiej) cywilizacji. Europa przeżywała rozkwit, można było mówić chyba o renesansie. Czego? Do dzisiaj nie wiadomo. Tymczasem gigantyczna inflacja, spowodowana nadwyżką złota i srebra, doprowadzała do śmierci tysiące chłopów pańszczyźnianych ; co bardziej zapobiegliwi kniaziowie, którzy zdążyli wprowadzić czynsz, szybko musieli powracać do regulowania powinności w naturze. No, ale te pomidory…

* * *

Ewolucja miała jednak swoje jasne strony ; choć ewolucjoniści przeprowadzający antropologiczną analizę XVI w. w Europie nie mieliby dużo dowodów by dowieść nieuchronności determinacji biologicznej w rozwoju gatunku homo sapiens – sapów (idealnie pasujący tu termin pana Philipa K. Dicka). Człowiek Sapiący (Sap) z pomocą swojej wysokiej i wyrafinowanej kultury przeprowadził bardzo szybką kalkulację, która pozwoliła mu do końca XIX w. wytępić kilkaset plemion Ameryki Pn. i Pd. o łącznej liczbie kilku milionów dusz i ciał. A ile się przy tym nasapał i ponarzekał, że źli, dzicy i okrutni ; o on tu w środku dżungli / prerii / gór musi ich z Bogiem wyrzynać. Los i Ewolucja bywają nieludzkie dla biednych Europejczyków.

* * *

Wśród nieustającej ekstazy, chociaż oficjalnie Kościół nie bardzo lubił radość życia itp. zaczęły się jednak pojawiać pewne usterki, które spędzały sen z powiek uczonych mężów i gasiły filuterne płomyki w ich roześmianych oczach; jak śmierć co w swym tańcu wdziera się w najmniej oczekiwanym momencie (historia z dziadkiem, któremu wysiada pompka podczas zabawiania się z cycatą blondynką pasuje tu jak ulał). Teologów dopadł sam Baron Samedi, by szyderczo zaśmiać im się w oczy. No więc są ludźmi czy nie? A jeżeli tak, to skąd się wzięli? Tak brzmiało podstawowe pytanie, które rozwiązywano z właściwą nie tylko tamtym czasom „theological correctness”(nie szukajcie tego terminu po encyklopediach, próżny wysiłek).

Historie o maruderach, którzy nie wiadomo czemu nie zostali wygnani z Raju (oj, niegrzeczni). O zaginionych potomkach Adama, Seta, czy innego patriarchy. Czy też o Mongołach, którzy przybyli tam na słoniach (wiadomo, słonie mogą latać dzięki uszom, ale tylko w Wieczór Wigilijny) były tworzone jak garnki przez zręcznego rzemieślnika.
Koniec końców wyszło na to, że czerwonoskórzy ludźmi byli, są i najprawdopodobniej zostaną.

Czas ustęp skończyć, bo mi się humor wyostrza, pewnie z podpuchy Szatana…

* * *

W każdym razie ewolucjoniści mieli rację, dobór kulturalno-naturalny jest faktem.

O, wdzięczni badacze
Z czołem

kurzem pokrytym
Zaklęci przez wiatry postępu
Myślenie daje wyniki.
(„Oda do wdzięcznego ewolucjonisty” – fragment)

Mam szczęście, że myślę i mam szczęście, że nie dlatego jestem. Chwalmy Pana, bowiem nadchodzi Czas Sądu…
Ach, Eris2 kocham Cię jak rodzoną siostrę.

* * *

Przez wiele stuleci od epoki Oświecenia ( trzy? ) naukowcy wyobrażali sobie, że wszystko co wymyślą musi dać pozytywne owoce. Tak soczyste, że ludzkość zje je z rozkoszą. Nie wiedzieć czemu Życie zaprzeczało temu na każdym kroku, a nasi wspaniali laboranci nawet nie zwrócili na to uwagi. A, tu się łapię na kłamstwie ; były chwalebne wyjątki, jak np. Kant, które zwracały uwagę na to, że rozum, szczególnie ten wielaki jakościowo, jest jakby niedoskonały… a nawet na pewno. Były to jednak wyjąteczki, które nie decydowały o wyborze drogi rozwoju.

Gdyby zajączkowi chodziło tylko o marchewkę, to musielibyśmy zrezygnować z jej sadzenia…

Nikomu nie przyszło jakoś do głowy pytanie: „Hej stary, a skąd my mamy poezję, malarstwo, latarnię morską, pasztet z gęsich wątróbek i spódnicę w paski?”

„Wątróbka to wytwór umysłu”, grzmieli zapytani. „A wymyślił Pan może wątróbkę, którą zjadł Pan ze smakiem?”

Pomiędzy myślą / ideą (nie w znaczeniu platońskim), a gotowym wytworem materialnym, czegoś brakowało. Czego?

Eksperymentu, próby, doświadczenia ; wreszcie zaskoczyło… uff!

* * *

Tak więc wiek XIX stał się okresem doświadczenia. Umysł wspomagany przez doświadczenie (nie, nie w antropologii) zaczął torować drogę rozwoju dla chemii, fizyki, biologii itp.

Wiek idei przekształcił się w wiek stali i pary. Kultura „idealna” zamieniła się w industrialną. Podstawą działania stało się „usprawnianie” własnego otoczenia ; tworzenie go na kształt idei naukowych (rozumu).

Ktoś jednak powie. „Zaraz, zaraz (to taka wielka bakteria), człowiek tworzy otoczenie na swój obraz od kiedy posiada kulturę.” A od kiedy ją posiadł ? A co to jest kultura? Te pytania pojawiają się dopiero z wiekiem XIX. Co jest powodem ich powstawania? Gwałtowna rewolucja w stylu życia, jaki prowadził człowiek, zmiany cywilizacyjne, mieszanie się kultur. Po prostu rewolucja…

A co to jest rewolucja?
rewolucja – jest to stan powodujący zmianę postrzegania i podchodzenia do rzeczywistości, który następuje na skutek zerwania więzów z dotychczasowym sposobem postrzegania i podchodzenia do rzeczywistości…

Jest to stan ani-ani. Stan pierwotnego chaosu. Stan, w którym granice pomiędzy przeszłością a przyszłością rozmywają się. Człowiek doświadcza teraźniejszości.

Hakim Bey, jeden z najbardziej wpływowych filozofów chaosu używa tutaj przejętego od Maxa Stirnera pojęcia „insurekcja” lub „powstanie”. Wszystkie te pojęcia wymykają się nauce i dlatego są jak najbardziej na miejscu.

Mamy XXXIII rewolucję w kosmosie, XXIII w życiu fizycznych organizmów, XIII w życiu zwierząt i III w życiu człowieka. Te III rewolucje to:

1. powstanie człowieka – kurewska rewolucja, nazwana tak przeze mnie z powodu powstania najbardziej wrednego i płodnego gatunku pod Słońcem. No, może z wyjątkiem karaluchów.

2. rewolucja neolityczna – zwana przeze mnie „rewolucją kątową”, człowiek bowiem po raz pierwszy zaczął stosować kąt prosty.

3. rewolucja industrialna – zwana także w niektórych kręgach „rewolucją milionów”, miliony bowiem umarły przy niej w wyniku katorżniczej pracy.

Przed nami jeszcze czwarta, ale o tym innym razem.

Oczywiście zdaję sobie sprawę z wywrotowości mojej teorii ale nie bardzo się martwię ewentualnymi głosami sprzeciwu, gdyż jest to ta jedyna prawdziwa ( O, Eris! ).

* * *

I i II Wojna Światowa była potężnym wstrząsem dla zawsze uśmiechniętych pozytywistów (ta-ram , ta-ram!), którzy próbowali oprócz zmiany świata zmienić prosty lud… Niestety, nie pamiętam co ten Spencer i Mill postulowali. Może to i lepiej. Nie będę musiał zanudzać was wykładami ich poglądów. Świat się zmienia, to jednak fakt. Gdybym w średniowieczu, będąc mnichem, powiedział tak o Arystotelesie czy Świętym Augustynie, utopiliby mnie w klasztornym szambie.

W każdym razie wyszło na to, że pozytywna nauka na gruncie utworzonej dla niej filozofii od czasów oświecenia doprowadziła do Potężnej Rewolucji. Do wyładowania całego swojego negatywnego potencjału ; nawet Einstein dał się w to wciągnąć. Naukowcom całkowicie pochłoniętym odnajdowaniem porządku we wszechświecie, gdzieś całkowicie zniknął chaos kryjący się za ich plecami.

Naukowcom analizującym makrokosmos zabrakło wglądu w mikrokosmos.

* * *

Co zniszczyły obie Wojny Światowe?

Coś znacznie więcej niż miliony ludzi. Te ginęły już wcześniej. Zniszczyły one symulację. Czego? Symulację pokoju, postępu, społeczeństwa, cywilizacji, kultury, inteligencji, rozsądku, bożej łaski. Zniszczyły rzeczy, które nigdy nie istniały.

Rozszerzam tutaj 1.tezę J. Baudrillarda wg, której „społeczeństwo nigdy nie istniało”. Nastąpił rozpad idei, które symulowały rzeczywistość, armaggedon umysłu. Kłopot w tym, że mało kto ten rozpad zauważył.

Zabito wszystkich aktorów, ale muzyka grała nadal ; widzowie zaś siedzieli, po krótkim wstrząsie wracając do stanu „widza”, kiedy wprowadzono nowych. Przedstawienie musi się toczyć. Dlaczego?

Przyczyna leży „w środku”.

„Umysł stanowi pustkę”, mówią mistrzowie zen, lecz dlatego nie może jej ścierpieć, dokańczam. Ludzie nie znoszą Pustki, kojarzy im się ona ze Śmiercią, Niebytem, Niepokojem. Dlatego kurczowo trzymają się myśli, które są tylko cieniami Pustki. A wydają im się Życiem. Prawdziwe Życie tkwi jednak gdzie indziej.

Spektakl lub ów teatrzyk cieni w platońskiej jaskini ; zwany także Babilonem, Symulacją i Mayą jest po to by trwał. Trwanie, które nazwę tu „transmisją” to pewien przekaz. Transmisja nie jest uzależniona od nikogo, można jej słuchać lub nie, próbować nią sterować, zmieniać. Można ją także „wyłączyć”.

Umysł to nadajnik / odbiornik. Serwer komputerowy, który wysyła dane lub je odbiera. Słuchanie transmisji to łączenie się z serwerem poprzez Sieć. Transmisji jest wiele, tak jak wiele jest stron w Sieci. Kiedy jednak próbujemy przestać ich słuchać, one potrajają swą moc ; jeżeli słuchasz – przegrywasz. Jeżeli transmisja się skończy – wygrałeś… A co potem? Najpierw przestań słuchać.

* * *

Po rozpadzie zaczyna się odbudowa.

F. Nietsche mówi: „Gdy gore dom zapomina się nawet o obiedzie ; po pożarze zjada się go jednak na zgliszczach.”

Nie można zmienić struktury Symulacji, ona żyje własnym życiem. Można ją zaakceptować bądź się zbuntować. Wybór nr 1 prowadzi do uwięzienia, wybór nr 2 – może prowadzić do wyzwolenia. Czy teraz wiecie dlaczego „Matrix” jest takim dobrym filmem?

* * *

Każda kultura posiada specyficzny kod kulturowy (powtarzam: tak jak wiele jest stron w Sieci) nieprzekładalny w pełni na drugi. Jest to transmisja o pewnej długości fali. Wraz z przekładem zmienia się wartość fali. Dlatego Kabałę ciężko uprawia się w języku polskim.

Jedyne co można zrobić to wyjść poza kod, spotkać się w „templum” ze źródłem kodu, na gruncie neutralnym. Żeby to zrobić trzeba zrezygnować z zaborczego podejścia badacza.

Opowiastka zen mówi o profesorze, który odwiedził mistrza Nan-in by o tym zen czegoś dowiedzieć. Nan-in podał herbatę. Napełnił filiżankę gościa jednak nie przestał nalewać herbaty. Profesor w zdumieniu obserwował lejący się płyn, aż w końcu nie mogąc dłużej wytrzymać rzekł:
– Filiżanka jest pełna. Nie zmieści się już ani kropelka.
– Podobnie jak ta filiżanka – powiedział Nan-in – jesteś pełen swych własnych opinii i spekulacji. Jak mogę ukazać ci zen, dopóki nie opróżnisz filiżanki?

Ta chytra anegdotka świetnie mówi o tym, że aby „poznać”, trzeba odrzucić wszelkie chęci do analizy, oceny ; wszystko co może zniekształcić „wgląd” w naturę rzeczy. Na poziomie społeczno-kulturowym trzeba się zdesocjalizować i odkulturować, czyli trzeba przejść pewien proces analogiczny do procesu roztopienia cukru w filiżance herbaty. Trzeba się pozbyć „person” , czyli osobowości, które się posiada. Czyli tych, które narzuca nam umysł. Trzeba je odrzucić jak rękawiczki w zimie, wystawić się na chłód śmierci, by przejść przez ogień stworzenia i zamieszkać na wyspie pośrodku jeziora. To Droga, którą można przejść.

Zen mówi: Ludzie nie mają wątpliwości. To nauka jest początkiem wątpliwości.

Ostateczny stan to wygaśnięcie, przez buddystów porównywane do zgaśnięcia płomienia świecy. Nam będzie łatwiej, jeśli porównamy to do zgaszenia w nocy telewizora lub komputera i cichego, głębokiego westchnięcia przed snem, snem o najpiękniejszych marzeniach.

Jak widzicie, celem poznającego nie jest odkrycie prawdy o drugim człowieku, to nigdy nie będzie możliwe. Celem jest wgląd w siebie samego, w Jaźń , która wyrasta z Wszechrzeczy. Wgląd ten pozwala nam zrozumieć obcą kulturę, nie pod kątem drugiej kultury, lecz z płaszczyzny pozakulturowej, która dana jest wszystkim żyjącym istotom. Znajduje się ona nie gdzieś daleko w przeszłości, ale w nas, ukryta głęboko w ciemności wiecznej ekstazy, spowita falującym światłem, niosąca święty, biały płomień stworzenia.

Nie próbujmy zawłaszczyć sobie cudzej kultury, sprowadzając ją do nieudacznej analizy i kilku durnych wniosków. Proponuję byśmy raczej poszli pod prąd, zauważyli niewidzialne, pochwycili bezkształtne. To co było zawsze od Początku, chaos Przemiany, radość życia, istniejącą w każdej kulturze przedchrześcijańskiej. Sposobem rozumienia powinno być wspólne doświadczenie, z tak różnymi formami w wielu kulturach. Synteza zamiast Analizy; rozwaga zamiast sceptycyzmu i posługiwanie się Sercem3 , nie Intelektem. Miłość jest Prawem, Miłość podług Woli.

* * *

(+)�� ?�� =�� ?�� (-)

* * *

Rację ma Clifford Geertz mówiąc: „Rozumienie ludzkiej kultury podkreśla jej typowość bez redukowania jej partykularności.” Zgadzam się z nim, że kultura to zestaw symboli. Ja wolę tu termin „symulacja” = „transmisja”, który wykracza poza struktury antropologiczne. Kultura to symulacja rzeczywistości ; piękna, okropna, męcząca, przyjemna, ale tylko symulacja (aż transmisja). W końcu Geertz też popiera teorię spektaklu. Inspiracje A. Artaudem czy T.S. Elliotem mówią same za siebie. J. Derrida obwieszcza koniec filozofii jako formy odrębnej od retoryki i poetyki. Zaleca powrót do „białej mitologii”. Jeżeli ktoś zapomniał, nadal posiadamy swoje mity, czy są to pozostałości czasów przedchrześcijańskich, rekonstrukcje wprost z Akashy4 , mity postindustrialne, lub czysto eklektyczne zlepki wielu tradycji – mitologia jest faktem, który istnieje pomimo rzeczywistości materialnej.

* * *

Pan Richard Rorty (zgodnie ze mną) twierdzi: „Od lat dwudziestych naszego stulecia już tylko filozofowie i ich studenci wierzą, że filozofia ma wyjątkowe kwalifikacje do bycia podstawą działalności kulturowej”.

Czy filozofia lub antropologia kiedykolwiek istniały? Pytam. Nawet jeśli istniały, to teraz już nie istnieją ; rozwinięcie drugiej tezy J. Baudrillarda. Europa i Białe Kolonie wracają do tradycji przedfilozoficznej ; od czasów XIX-wiecznego dekadentyzmu następuje odwrót , powrót do korzeni. Dlaczego? Bo to płaszczyzna wspólna dla wszystkich kultur ; tu znajdujemy wspólny język. To jest właśnie przyczyna odrodzenia pradawnych wierzeń, które naukowcy traktują z uśmiechem politowania na twarzy (lub co najwyżej nazywają „modą”). My zaś powtarzamy: to jedyna słuszna alternatywa wobec symulacji rzeczywistości opanowanej przez percepcyjny filtr, rzeczywistości skończonej i umierającej w agonii. Maskowanej HIPERKONSUMPCJONIZMEM i ślepym hedonizmem. Pojęcia takie jak „produkt”, „usługa”, „przyjemność” i „ból” rozmywają się zresztą w zastraszającym tempie, zastępowane przez efemerydy będące dziełem stada ćpunów, których mózg kurczy się równie szybko jak Kosmos przed Wielkim Końcem. Rzeczywistość wirtualna (widzialna) to transmisja danych, których liczba wzrasta co jedną tysięczną sekundy o miliard gigabajtów. Wyjściem z niej jest całkowite odcięcie się, które musi zostać poprzedzone utworzeniem „Tymczasowej Strefy Autonomicznej”. Pojęcie to wprowadzone zostało przez Hakima Beya w celu zastąpienia ezoterycznego terminu „Świątyni”, egzoterycznie oznaczającego „ekstazę”, „doświadczenie szczytowe” lub prościej „oświecenie”.

Nieprzypadkowo łączy on magię5 z filozofią chaosu. Magia jest bowiem bezpośrednim spadkobiercą czystego chaosu i jest jednym z najlepszych instrumentów pozwalających na „wgląd”. Magia jest metaforą unoszącą się ponad symulacją a jednak nierozerwalnie z nią związaną. Przytoczyć tu chcę tezę dwóch tzw. językoznawców kognitywnych, panów Lakoffa i Johnsona, którzy mówią: „Nowe metafory mają moc tworzenia nowej rzeczywistości” Harmonizuje z tą tezą pogląd T. Kuhna, wg którego „Wprowadzenie zupełnie nowego systemu pojęć decyduje o zmianie paradygmatu”, czyli inaczej mówiąc: zmiana niektórych symboli powoduje zmianę ich zbioru, a co za tym idzie – ich odbioru.

Magowie mówią to od wieków, ukrywając to w symbolach przeźroczystych jedynie dla wtajemniczonych.

Iluminaci są wszędzie, to prawda. Dlatego, że można być jednym z nich wcale o tym nie wiedząc. Być schwytanym w pajęczynę symulacji to powielać symulację. Można kłamać nie będąc tego świadomym.

I podsumowanie.

Co do postmodernizmu; ten kończy się ku żalowi miłośników „ponowoczesności”. Odchodzi w przeszłość tak jak wiele innych paradygmatów, lub jak wolę je nazywać za Bey’em – struktur tymczasowych.Dzieje się tak dlatego, że wyzwolenie samej struktury tymczasowości – absolutnie relatywnej nieliniowości wyrywa czas z Czasu i tworzy nowomityczną odchłań, która jest definiowalna tylko przez jej bezpośrednich uczestników, a więc nie potrzebuje ostoi trwałości w postaci obiektywnego czsoprzestrzennego dyskursu ( !? ). Z chaosu zniszczenia rodzi się chaos tworzenia. Ogłaszam koniec Postmodernizmu. A może nigdy go nie było?

„Magicyzm”6 nie jest nową teorią, gdyż magia jest stara jak Stworzenie.

Postuluje ona dwie struktury sieciowe (czyli determinujące pewien odbiór) :

1) Brak Prawdy, czyli poznania obiektywnego
2) Wysiłek w celu Wglądu (lub Przemiany)

Krakanie wron zaś to „szum informacyjny”, owa transmisja , którą powinniśmy zostawić samą sobie jak chmury na horyzoncie. „Pies szczeka, karawana idzie dalej”, mówi arabskie przysłowie.

Ku jasności pojęć, które tworzę, chciałbym wyjaśnić założenia „mojego” magicyzmu. Przede wszystkim zaś – samo pojęcie.

Magicyzm jest teorią magii, która istnieje tylko w praktyce i jest aktywną stroną bytu lub bycia, gdyż jest to jedno i to samo, a rozbiórki podmiotu od właściwości są martwym zabiegiem pustki umysłu, który musi oddzielać, by łatwiej przełknąć. Można to nazwać „zasadą trawienną”7 . Magicyzm zatem jest zapleczem magii, jej transmisją teoretyczną, która kształtuje Mayę – widzialną rzeczywistość. Brak obiektywnego poznania opiera się na teorii, która głosi, że mikrokosmos (podmiot) jest od Wielkiego Rozdzielenia do Dnia Bądź Z Nami8 na „Zawsze” złączony z makrokosmosem (przedmiotem) i cały czas poznaje tylko to, od czego „nie jest oddzielony”; potrzeba obiektywizmu więc sama się wyklucza, a co za tym idzie istnieje tylko Czyste Poznanie lub Czysta Prawda, która jest subiektywno-obiektywna dopóki „jest”. Kiedy znika, znikają pojęcia, gdyż są odbiciem Pustki, a Prawda objawia się poza nimi, czyli całkowicie obiektywnie lub subiektywnie, jak kto woli – pojęć już wtedy nie ma! Można powiedzieć, że istnieje wiele poziomów „prawd”, z których każda jest tylko cieniem tej jedynej, która „Nie Istnieje” ?

Oczywiście oznacza to także, że nikt Prawdy nie zna, a tym bardziej nie może jej przekazać. Autorytety uznanych instytucji padają jak muchy. Chwała im. Mają szczęście, że nigdy nie istniały.

Żeby jednak uzyskać wgląd, czyli przyjrzeć się rzeczywistości z bliska, trzeba podjąć wysiłek wśród wszystkich ciał, osobowości i sytuacji danych nam przez samego siebie, a pochodzących od Władców Stworzenia9. Należy zabrać się za Przemianę, transgresję, Wielkie Dzieło czy samodoskonalenie, które zaniesie nas Mleczną Drogą ku skrzyżowaniu dusz, Podziemną Rzeką ku Oceanowi Ciemności czy Powietrzem zawieje nas ku Krańcowi Świata.

Ścieżek jest wiele, wybór należy do was.
Tao-te-king mówi : „Wielkie tao rozlewa się (na wszystkie strony). Można (je znaleźć) i po lewej i po prawej (stronie)”. Tak jak Rzeka ma wiele odnóg i Droga wiele skrzyżowań, człowiek ma wiele wyborów. które uzależnione są tylko od niego i przeznaczenia10…..

Wrona „Dłoń Odciśnięta W Piasku” Błogosławiona.

Przypisy:

1. Lucek – potoczne określenie Lucyfera, takiego aniołka, co nie chciał mieć tak samo dobrze jak wszystkie inne.
2. Eris (Dyskordia) – gr./rzm. bogini niezgody i zamieszania, która objawiła się z powrotem w 1958r. niejakiemu Gregowi Hillowi i Kerry’emu Thornley’owi.
3. Serce – to syntezujący termin na otwartość instynktu, umysłu, uczuć, zwykle łączony z prawą półkulą mózgową, którą charakteryzuje doświadczenie bezpośrednie (intuicyjne)
4. Akasha – tutaj jest to niezniszczalna struktura nieświadomości zbiorowej.
5. Magia – A. Crowley uważał, że Magią jest każde działanie intencjonalne.
6. Magicyzm – zwany inaczej teorią magii, filozofią khaosu, anthropoyogą pustki i jakkolwiek inaczej.
7. Zasada trawienna – głosi ona, że umysł, jako instrument uzależniony od poziomu świadomości by przepuścić pewne dane dzieli je na kawałki i traci po drodze rozpiętość przedmiotu.
8. Jest to początek i koniec kosmosu w pewnym uproszczeniu.
9. Ten termin można zastąpić sobie czymkolwiek innym, choćby jego brakiem.
10. Przeznaczenie – tutaj przyjęte jako ścieżka, na którą cały czas wpływamy.

BIBLIOGRAFIA, czyli transmisje przetworzone:

Antosiewicz Kamil, O Beyu, Antena krzyku, R.2000, nr.1
Bey Hakim, Kongres dziwacznych religii , http://www.terra.pl/okultura/
Bławatska Helena P. , Doktryna tajemna, Interart, Warszawa 1996
Burszta Wojciech J. , Antropologia kultury, Zysk i S-ka, Poznań 1998
Burszta Wojciach J. , Wymiary antropologicznego poznania kultury, Wyd. UiAM, Poznań 1992
Dick Phillip K. , Obława , [ W: ] Przypomnimy to panu hurtowo, Prószyński i S-ka, Warszawa 1998
Huxley Aldous, Filozofia wieczysta, „Pusty Obłok”, Warszawa 1989
Kaisen, Poezje szalonego mnicha, Dom Wydawniczo-Księgarski KOS, Katowice 1997
Księżyk Rafał, O motylach, Antena krzyku, R.2000, nr.1
Misiuna Dariusz, Ekstaza komunikacji, Plastik, R.1999, nr.4/22
Nietzsche Friedrich, Aforyzmy, /wyb./ Stefan Lichański, PIW, Warszawa 1973
Tsy-Lao, Tao-te-king, Literatura na świecie, R.1987, nr.1(186)
[ W: ] Mała księga mądrości zen, /wyb./ John Baldock, Zysk i S-ka, Poznań 1996
zdjęcia: ©Karolina Urbaniak, © Lisa Rogers, ©Mark Oppitz, http://www.vamp.org/Gothic/Images/

http://www.magivanga.com.pl/page.php?33

Advertisements

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: