Wolni z wolnymi, równi z równymi i zacni z zacnymi.

Rex regnat et non gubernat

  • Thomas Jefferson

    Kiedy obywatele obawiają się swojego rządu, jest to tyrania. Gdy to rząd obawia się obywateli, mamy do czynienia z wolnością.
  • Margaret Thatcher

    Unia Europejska jest skazana na niepowodzenie, gdyż jest czymś szalonym, utopijnym projektem, pomnikiem pychy lewicowych intelektualistów.
  • Włodzimierz Lenin

    Socjalizm to nic innego jak państwowy monopol kapitalistyczny stworzony dla korzyści wszystkich ludzi.
  • Ralph Waldo Emmerson

    Religia jednego wieku staje się literacką rozrywką następnych.
  • Soren Kierkegaard

    Są dwa sposoby w jakie człowiek może dać się ogłupić. Pierwszy to uwierzyć w rzeczy nieprawdziwe. Drugi, to nie wierzyć w prawdziwe.
  • Ayn Rand

    Jako że nie istnieje taki byt, jak “społeczeństwo”, ponieważ społeczeństwo to pewna liczba indywidualnych jednostek, zatem idea, że “społeczny interes” jest ważniejszy od interesu jednostek, oznacza jedno: że interes i prawa niektórych jednostek zyskuje przewagę nad interesem i prawami pozostałych.
  • Terence McKenna

    Skoro już w XIX wieku zgodziliśmy się przyznać, że człowiek pochodzi od małpy, najwyższy czas pogodzić się z faktem, że były to naćpane małpy.
  • Aleister Crowley

    Czyn wole swą, niechaj będzie całym Prawem.

    Nie masz żadnego prawa prócz czynienia twej woli. Czyn ja i nikt inny nie powie nie.

    Każdy mężczyzna i każda kobieta jest gwiazdą.

    Nie ma boga prócz człowieka.

    Człowiek ma prawo żyć wedle swych własnych praw
    żyć tak jak tego chce
    pracować tak jak chce
    bawić się tak jak chce
    odpoczywać tak jak chce
    umrzeć kiedy i jak chce

    Człowiek ma prawo jeść to co chce: pić to co chce: mieszkać tam gdzie chce: podróżować po powierzchni Ziemi tam gdzie tylko chce.

    Człowiek ma prawo myśleć co chce
    mówić co chce: pisać co chce: rysować, malować, rzeźbić, ryć, odlewać, budować co chce: ubierać się jak chce

    Człowiek ma prawo kochać jak chce

    Człowiek ma prawo zabijać tych, którzy uniemożliwiają mu korzystanie z tych praw

    niewolnicy będą służyć

    Miłość jest prawem, miłość podług woli.
  • Anarchizm metodologiczny

    Anarchizm metodologiczny - jest programem (a właciwie antyprogramem), zgodnie z którym należy z wielką ostrożnością podchodzić do każdej dyrektywy metodologicznej, (w tym do samego anarchizmu) bowiem zaistnieć może sytuacja, w której lepiej jest z anarchizmu zrezygnować (aby nie hamować rozwoju wiedzy) niż go utrzymywać.
    Paul Feyerabend
  • Strony

Sierżant Faustin Wirkus, cesarz La Gonave

Posted by psychoneurocybernauta w dniu 17 marca 2017

Potomek polskich imigrantów z Kujaw, sierżant marines Faustin Wirkus został wysłany na haitańską wyspę La Gonave jako administrator. Niespodziewanie dla wszystkich, mieszkańcy wyspy uznali go za wcielenie cesarza Faustina I i urządzili żołnierzowi koronację. – Jako monarcha, starszy sierżant Wirkus mógł skuteczniej ściągać podatki i nakłaniać „poddanych” do zapisywania się do nowo wybudowanych szkół. Za jego rządów na wyspie pojawiły się też pierwsze szpitale, a nawet niewielkie lotnisko. „Biały król” wprowadził również wydajniejsze metody uprawiania ziemi. La Gonave miała należeć do najlepiej zarządzanych obszarów kraju – pisze w artykule dla WP.PL Michał Staniul.

William B. Seabrook przybył na Haiti, by napisać książkę o voodoo. Synkretyczna afrykańska religia, zawleczona na Karaiby razem z tysiącami czarnych niewolników, fascynowała go od dawna. Gdy w 1927 roku wrócił do Nowego Jorku, materiałów miał bez liku.

Wśród wielu intrygujących historii, Seabrook przywiózł opowieść o Faustinie Wirkusie – amerykańskim marine, którego mieszkańcy haitańskiej wysepki La Gonave uznali za reinkarnację dawnego władcy i mianowali królem. Kiedy po kolejnych dwóch latach pracy reporter opublikował „Magiczną wyspę”, to nie voodoo, lecz właśnie postać Wirkusa znalazła się w centrum uwagi. Temat natychmiast zainteresował media, a na zamieszczony w książce adres żołnierza skierowano tysiące listów.

„Chciałbym wiedzieć, jak podoba się panu życie króla? Wyobrażam sobie, że musi czuć się pan tam samotny jako jedyny biały człowiek” – pisał uczeń z Pensylwanii. „Proszę opowiedzieć nam o zwyczajach tubylców: co jedzą, jak żyją, co eksportują?” – dociekał jego kolega z klasy. Chcąc odpowiedzieć na te wszystkie pytania, w 1931 roku – krótko po zakończeniu służby – Wirkus wydał autobiografię. „Biały król La Gonave” sprzedał się w ponad 10 mln egzemplarzy na całym świecie. Sięgano po niego nawet w Japonii.

Czytelników urzekała egzotyczność Haiti i niezwykłość przygody amerykańskiego wojaka. „Każdy człowiek (pod warunkiem, że nie zamienił się w zombie), który widział zbyt wiele stalowych budowli, postawił zbyt wiele kroków na asfalcie i spał w zbyt miękkich łożach, pragnie czasem znaleźć się wśród drzew (i to nie w Central Parku albo Westchesterze), przemierzyć dzikie szlaki i złożyć głowę na twardej ziemi. Każdy człowiek, milioner czy robotnik na dniówce, chce być też królem, niezależnym bytem podlegającym tylko własnej woli, a nie wypolerowanym lub brudnym trybikiem w maszynie” – wyjaśniał powszechne zainteresowanie tematem w przedmowie do „Białego króla” Seabrook.

Faustin WirkusFaustin Wirkus fotografia z książki „Biały król La Gonave”

 

Losy Wirkusa były też kwintesencją rodzącego się mitu „American Dream”. Zbuntowany chłopak z rodziny polskich imigrantów, który wstępuje do marynarki wojennej i zostaje królem karaibskiej wysepki (a później także bestsellerowym pisarzem i maklerem na Wall Street) – trudno o lepszy przykład drogi „od zera do bohatera”. To coś, co działa na wyobraźnię. Tak 80 lat temu, jak i dzisiaj.

Ale koleje życia Faustina Wirkusa, mimo swej bajkowej aury, są tylko drobnym wycinkiem ze znacznie mroczniejszej i bardziej brutalnej historii: 19-letniej okupacji, którą na Haiti prowadziły Stany Zjednoczone.

Trudna wolność

Pod wieloma względami, Haiti to prekursor. Ogłaszając niepodległość w 1804 roku, stało się pierwszą republiką w Ameryce Łacińskiej, a zarazem pierwszym krajem na świecie oswobodzonym przez niewolników (po ponad dekadzie walki). Szczęście Haitańczyków nie trwało jednak długo. Nim kurz rewolucji opadł, ich nowa ojczyzna zamieniła się – również jako pierwsza na półkuli zachodniej – w coś, co dziś nazwalibyśmy „państwem upadłym”.

Po zrzuceniu francuskiego jarzma, mieszkańcy Haiti musieli stawić czoła niezliczonym wyzwaniom. Przez stulecia zachodnia część Hispanioli (tak wyspę nazwał Krzysztof Kolumb; jej wschodnia połowa – Dominikana – znajdowała się pod wpływami hiszpańskimi) była wielką, niewolniczą plantacją trzciny cukrowej. Praca przy wycince cukrowca stała się symbolem wyzysku, do którego wyzwolona murzyńska ludność nie chciała wracać. Sęk w tym, że haitańska gospodarka nie miała żadnych innych fundamentów.

Przywódcy rewolucji prędko zaczęli kłócić się, jak rozwiązać ten problem: niektórzy optowali za podtrzymaniem systemu przymusowej pracy na plantacjach i rozwoju poprzez zespolenie Haiti z globalnym rynkiem, inni obstawali przy rozdaniu ziemi obywatelom, budowaniu klasy chłopów i samowystarczalności. Spór między zwolennikami obu koncepcji doprowadził w końcu do trwającej kilkanaście lat wojny domowej.

Dodatkową trudnością była dyplomatyczna izolacja – nikt nie rwał się do tego, by nawiązywać kontakty z Czarną Republiką i rozdrażnić Francuzów. Paryż zgodził się uznać Haiti za niepodległe państwo dopiero w 1825 roku. Oczywiście, nie za darmo – Port-au-Prince musiało zapłacić 150 mln franków odszkodowania wypędzonym francuskim plantatorom. Nie mając szans na uzbieranie tak wielkiej kwoty, Haitańczycy pogrążyli się w długach, które de facto ponownie uzależniły ich od Francji. Chcąc spłacić kredyty, kolejni władcy desperacko próbowali ożywić system plantacyjny i szukali zagranicznych sponsorów. W rezultacie społeczeństwo coraz częściej chwytało za broń (chłopskie powstania wybuchały praktycznie co dwie dekady), a kraj stopniowo przechodził pod kontrolę obcego kapitału. W połączeniu z osobistymi przywarami następujących po sobie dyktatorów, zbrojnymi konfliktami z Dominikaną, powszechną korupcją i częstymi katastrofami naturalnymi, na początku XX wieku sytuacja na Haiti wyglądała tragicznie. A to nie mogło ujść uwadze Amerykanów, którzy od dawna przyglądali się karaibskiej wyspie.

Leżąc zaledwie 1000 km od Florydy, Haiti uchodziła za naturalną strefę wpływów Waszyngtonu. Amerykańskim przedsiębiorcom nie mogło podobać się więc, jak duże znaczenie w Port-au-Prince zyskiwali biznesmeni z Niemiec i Wielkiej Brytanii. Dowódcy marynarki wojennej dostrzegali tymczasem strategiczny potencjał haitańskiego wybrzeża, zwłaszcza w przypadku ewentualnej wojny z którąś z europejskich potęg. Chaos na Haiti wzbudzał też osobiste zainteresowanie Woodrowa Wilsona – prezydenta, który łączył idealistyczną (czy też – paternalistyczną) chęć pomocy „mniej gospodarnym” krajom, z pragmatycznym dbaniem o interesy USA przy pomocy okrętów bojowych.

Gdy Stary Kontynent faktycznie zapłonął, a Stanom Zjednoczonym coraz trudniej było trzymać się z boku, planiści z Białego Domu dopięli szczegóły przejęcia kontroli nad Haiti. Potrzebny był tylko pretekst. A ten nadszedł szybko.

27 lipca 1915 roku walczący z rebelią haitański prezydent Vilbrun Guillaume Sam zarządził egzekucję 167 więźniów politycznych, w tym jednego ze swoich poprzedników. Kiedy następnego dnia wieść o masakrze rozniosła się po Port-au-Prince, ludność wpadła w szał. Sam próbował ratować się uciekając do francuskiej ambasady, lecz wściekły tłum wywlekł go na ulicę i dosłownie rozszarpał na strzępy. Prezydencka głowa nabita na pal była impulsem, który uruchomił wojenną machinę (a niedługo potem pozwolił też usprawiedliwić okupację wyspy przed amerykańską opinią publiczną). Nim minęła doba, z pokładu znajdującego się w pobliżu haitańskiej stolicy krążownika USS Washington zeszło pierwszych 330 marines. W sierpniu dołączył do nich nastoletni syn górnika z Kujaw – Faustin Wirkus.

Inny plan

Nie wiadomo, kiedy dokładnie rodzice urodzonego w 1897 roku Faustina emigrowali ze znajdującej się pod zaborami Polski. Wiemy za to, że osiedlili się w przemysłowym miasteczku Dupont w Pensylwanii. O swoim dzieciństwie Wirkus pisze niewiele i raczej bez sentymentu. „Gdy chłopiec kończył 11. rok życia, był wystarczająco duży, by pracować jako zbieracz węgla przy kruszarce w kopalni. Nie było odstępstwa od tej reguły – ani w głowie mojego ojca, ani matki, sąsiadów, czy nauczycieli. Ale ja miałem już inny pomysł”, pisał w autobiografii.

Dzieci pracujące w jednej z kopalni węgla w stanie Pensylwania w USA. 10 stycznia 1911 r.

Dzieci pracujące w jednej z kopalni węgla w stanie Pensylwania w USA. 10 stycznia 1911 r. fot. NARA

W wieku 12 lat Faustin spotkał członka piechoty morskiej, który dopiero co wrócił z misji w Nikaragui. Po dekadach zaniedbania, amerykańscy marines zaczynali wyrastać na jeden z najważniejszych i najbardziej prestiżowych korpusów sił zbrojnych USA. Opowieści żołnierza zrobiły na żądnym przygód nastolatku ogromne wrażenie. Praca w kopalni stawała się tymczasem coraz trudniejsza – i coraz nudniejsza. W lutym 1915 roku, nie mówiąc ani słowa rodzicom, Wirkus pojechał do najbliższego punktu rekrutacyjnego United States Marine Corps. Pół roku później płynął już na pokładzie USS Tennessee przywracać ład na Haiti. A przynajmniej tak mu mówiono.

Wirkus, podobnie jak jego kamraci, nie miał żadnej wiedzy na temat kraju, do którego go wysłano. „Wyglądało na to, że nikt z nas nie wie, gdzie to całe Haiti może leżeć. Powiedziano nam, że to kraina czarnych ludzi – zupełnie jak Afryka”, wspominał. W czasie rejsu na Karaiby starsi oficerowie tłumaczyli rekrutom, dlaczego USA interweniują na wyspie, przedstawiali krótko jej historię i zwyczaje oraz przestrzegali przed używanymi przez tubylców truciznami (powtarzając przy tym wiele niesprawdzonych legend). „Czego nam nie powiedziano – bo władze same o tym nie wiedziały – to to, jak trudno będzie przekonać tych całych Haitańczyków, by spojrzeli na nas przyjaznym okiem”, pisał Wirkus.

W ciągu pierwszych miesięcy okupacji Amerykanie rozwiązali haitański parlament, wynieśli do władzy marionetkowego prezydenta, zawiesili wolność słowa i napisali nową, znacznie bardziej przyjazną zagranicznym inwestycjom konstytucję. W tym samym czasie prowadzili brutalną kampanię przeciwko rebeliantom Caco, którzy sprzeciwiali się obecności obcych wojsk na wyspie (szacuje się, że łącznie zginie około 11,5 tys. partyzantów). Okupanci zmuszali też lokalnych mężczyzn do pracy przy budowie infrastruktury. Zrezygnowano z tego dopiero po trzech latach, gdy opinia publiczna w Stanach zorientowała się, jak blisko tym praktykom do niewolnictwa – i jak wiele sympatii przysparzają powstańcom.

 

Wirkus cały pierwszy rok na Haiti spędził patrolując ulice Port-au-Prince. Znudzony monotonną służbą, zaczął interesować się La Gonave – gęsto zarośniętą wysepką niecałe 70 km od stolicy, którą ujrzał wcześniej z pokładu USS Tennessee. Kiedy jednak zbierał w sobie odwagę, by poprosić oficerów o przeniesienie do tego niezbadanego miejsca, los z niego zadrwił – wypadając z wojskowej ciężarówki tak mocno połamał sobie rękę, że musiał zostać odesłany na leczenie do USA. Na Haiti powrócił, już ze stopniem sierżanta, dopiero w kwietniu 1919 roku (w międzyczasie ponownie złamał rękę na Kubie). Tym razem miał zostać tam znacznie dłużej.

Wybraniec

Doceniwszy opanowanie i zaangażowanie Wirkusa, przełożeni powierzyli mu dowództwo nad oddziałami żandarmerii (łączonych amerykańsko-haitańskich jednostek) w regionie Perodin. Postawny, jasnowłosy młodzieniec okazał się dobrym organizatorem i walecznym wojownikiem. Szczególnie wrażenie na innych żołnierzach robiły jego umiejętności strzeleckie. „Podczas jednej z krwawych potyczek, Faustin oszacował wysokość klatki piersiowej rebelianta kryjącego się za palmą i zabił go posyłając kulę prosto przez pień. Bandyci byli tak przerażeni, że rzucili broń i uciekli”, wspominał po latach jeden z jego kolegów.

Mieszkańcy La Gonave,

Mieszkańcy La Gonave, „poddani” Faustina Wirkusa fotografia z książki „Biały król La Gonave”

Mimo upływu czasu, Wirkus nie zapominał o La Gonave. W marcu 1920 roku odwiedził ją po raz pierwszy. Niedługo potem przyprowadzono do niego grupkę mieszkańców wysepki, których oskarżono o pogwałcenie narzuconych przez Amerykanów przepisów, zakazujących m.in. odprawiania tradycyjnych rytuałów voodoo. Jedną z pojmanych była potężna kobieta o imieniu Ti Memenne. „Od razu dało się zauważyć, że to ważna persona. (…) Miała w sobie coś z wyniosłości kobiety pułkownika nieopatrznie zatrzymanej przez nieświadomego żandarma”, pisał. Odesławszy ją następnego dnia do Port-au-Prince na osądzenie, Wirkus zasugerował władzom, by okazały jej pobłażliwość.

W 1925 roku amerykańscy zarządcy Haiti w końcu przychylili się do jego prośby o przeniesienie na La Gonave. „Byłem administratorem okręgu, co w praktyce oznaczało, że musiałem zajmować się wszystkim. Byłem szefem policji i policją, a także dowódcą miejscowych żołnierzy w liczbie 28, którzy musieli pilnować porządku wśród 12 tysięcy tubylców. Działałem również jako celnik, sędzia i poborca podatkowy, a do tego dochodziło jeszcze kilka pomniejszych zadań”, wyliczał. Od pierwszych dni nowej służby Wirkus przemierzał wyspę wzdłuż i wszerz, szlifując kreolski i poznając potrzeby lokalnej ludności. W czasie jednej z wędrówek spotkał starą znajomą. Jak się okazało, Ti Memenne miała na La Gonave status równy królowej. Ale w Wirkusie ujrzała reinkarnację kogoś jeszcze ważniejszego.

Faustin Soulouque został wybrany na prezydenta Haiti w 1847 roku. Niedługo później, pragnąc dorównać Napoleonowi, zamówił kosztowną koronę i ogłosił się cesarzem Faustinem I. Mimo że jego 12-letnie rządy należały do najkrwawszych okresów w historii Haiti, mieszkańcy La Gonave zapamiętali go jako dobrego władcę. Pamiętali też, że – uciekając przed swoimi generałami na Jamajkę – obiecał, iż „jeszcze powróci”. Według Ti Memenne, tak właśnie uczynił – tyle że w skórze białego marines o polskich korzeniach.

Ceremonia koronacyjna Faustina Wirkusa

Ceremonia koronacyjna Faustina Wirkusa fotografia z książki „Biały król La Gonave”

Jak sam przyznał, młody żołnierz nie od razu zrozumiał, że hałaśliwa ceremonia pełna tańców i wybijanych na bębnach rytmów jest jego własną koronacją. Od 18 lipca 1926 Wirkus był dla mieszkańców La Gonave Faustinem II. Czasem nazywali go też Li te pe vini – Tym, który powrócił.

Erzuile Dantor

O polskich zasługach dla Haiti pamiętano bardzo długo. W 1925 kraj znajdował się pod okupacją amerykańską. Na jedną z karaibskich wysp — Gonave, należącą dawniej do piratów, trafił jako administrator żołnierz marines Faustyn Wirkus. Kiedy okazało się, że jest on Polakiem urodzonym w Rypinie, został uznany za reinkarnację dawnego cesarza haitańskiego Faustyna i proklamowany „białym królem” jako Faustyn II. Panował przez trzy lata, ustępując w 1929 pod naciskiem amerykańskim. W USA został następnie ekspertem od voodoo, a jego autobiografia — The White King of La Gonave — sprzedała się w nakładzie 10 mln egzemplarzy.

Polacy mieli istotny wkład w voodoo. Stworzyli bowiem jedno z najważniejszych bóstw żeńskich tej religii — Erzuile Dantor, która była kopią Czarnej Madonny z Częstochowy. Związane to było z tym, że legioniści obdarzali wielką czcią wizerunki Czarnej Madonny, które ze sobą przywieźli. Dla czarnej ludności musiało to być coś niezwykłego, że istnieje biały lud, który za swoją Najświętszą Panienkę uznawał czarnoskórą Madonnę. Dantor stała się boginią kobiet doświadczających przemocy domowej.

Nietzsche i Marks jako polonofile,  Mariusz Agnosiewicz

Ezili Dantor jest najczęściej reprezentowana przez obraz Czarnej Madonny z Częstochowy, którego początki są uznawane za kopie ikony Czarnej Madonny z Częstochowy, przywiezioną na Haiti przez polskich żołnierzy. Inne wizerunki Ezili Dantor obejmują Czarną Madonną, jak i Matki Bożej z Lourdes, Saint Barbara Africana i Matki Bożej z góry Karmel. https://en.wikipedia.org/wiki/Ezili_Dantor

 

 

Koniec baśni

Jako monarcha, starszy sierżant Wirkus mógł skuteczniej ściągać podatki i nakłaniać „poddanych” do zapisywania się do nowo wybudowanych szkół. Za jego rządów na wyspie pojawiły się też pierwsze szpitale, a nawet niewielkie lotnisko. „Biały król” wprowadził również wydajniejsze metody uprawiania ziemi. La Gonave miała należeć do najlepiej zarządzanych obszarów kraju.

Ale nawet jeśli wśród swych ludzi Wirkus cieszył się niemal boskim statusem, w wojskowej hierarchii był jedynie zwykłym podoficerem. Sława, którą zyskał dzięki „Magicznej wyspie” Seabrooka, wprawiała w zakłopotanie nie tylko jego przełożonych, ale i wspieranego przez Amerykanów haitańskiego prezydenta Louisa Borno. Chcąc uniknąć niezręcznego rozgłosu, w 1929 roku dowódcy przenieśli Faustina II z powrotem do Port-au-Prince. Niedługo potem Wirkus odwiesił mundur na wieszaku. W 1934 roku z Haiti wycofali się ostatni amerykańscy marines. Oficjalną kontrolę nad haitańskimi finansami Waszyngton zachował wszakże jeszcze przez 13 lat.

Po opuszczeniu marynarki, Wirkus skupił się na spisywaniu wspomnień. Uchodząc za jednego z największych ekspertów w dziedzinie karaibskich wierzeń, prowadził też wykłady poświęcone Haiti, a nawet nakręcił film dokumentalny o voodoo. Gdy wrzawa związana z „Białym królem La Gonave” ucichła, zajął się giełdą i sprzedażą ubezpieczeń. Czarna Republika ciągle tkwiła mu jednak w pamięci. W 1938 roku na łamach „Liberty” wzywał amerykańskie władze do podjęcia kolejnej interwencji na Hispanioli, tym razem przeciwko dyktatorowi Dominikany, który wydał rozkaz zmasakrowania kilku tysięcy haitańskich robotników (Waszyngton, poprzez CIA, faktycznie odegra rolę w upadku Rafaela Trujillo – ale dopiero ponad dwie dekady później).

Powróciwszy do służby w czasie II wojny światowej, Wirkus zaczął podupadać na zdrowiu. Zmarł w 1945 roku. Miał zaledwie 48 lat. Jego syn, Faustin Wirkus junior, również wstąpił do marines. Został pilotem śmigłowca.

Michał Staniul

Sierżant Faustin Wirkus, cesarz La Gonave

Reklamy

Posted in Bez kategorii | Leave a Comment »

Nietzsche i Marks jako polonofile

Posted by psychoneurocybernauta w dniu 17 marca 2017

Kto jednak potrafi na historię patrzeć jako proces ewolucyjny i w sposób porównawczy, choćby tylko w skali europejskiej, nie może nie ulec fascynacji Polską, która wprawdzie tak jak każdy kraj miała swoje różne momenty, wzloty i upadki, która oczywiście nie była monolitem, która niewątpliwie jednak była awangardą cywilizacyjną. Przykre jest to, że współczesna polska elitka kompletnie pomija ten przekaz, stara się go zamilczeć lub zdeformować, domagając się natomiast stałych rozliczeń i kajań za marginalia.
Ponieważ tak się dziś poukładała nasza historia, że to akurat polska prawica ma mocniejszy związek z polskim ludem, przeto i nie ma ona problemu z narracją polonofobiczną, będąc na nią zaimpregnowaną przez swój związek z „żywą tkanką społeczną”, niniejszy tekst adresowany jest do lewicy, która niestety mocno się zagubiła historiozoficznie i w dużej mierze uległa polonofobicznej narracji neokolonialnych ośrodków opiniotwórczych.
Lewicy chciałbym dać pod rozwagę zapewne nieznane jej refleksje i opinie o polskich dziejach autorstwa kluczowych „ojców duchowych” współczesnej lewicy: Nietzschego (ojciec lewicy kulturowej w jej postmodernistycznym wydaniu) oraz Marksa (ojciec lewicy ekonomicznej i społecznej).
Obaj ci panowie mieli o Polsce takie opinie, jakie dziś przypisywane są „wojującemu nacjonalizmowi”. Obaj uważali naród polski za awangardę cywilizacyjną, zjawisko wyjątkowe w Europie, które jest wyrazem tendencji najszlachetniejszych (Nietzsche) lub najbardziej postępowych (Marks). Ich zestawienie jest o tyle ciekawe i płodne poznawczo, że każdy z nich był polonofilem z całkowicie innych, można by powiedzieć, że z przeciwstawnych powodów, dlatego dopiero synteza tych opinii daje obraz naprawdę frapujący.
W moim przekonaniu ani Nietzsche ani Marks nie rozumieli w pełni polskiej historii w jej ewolucyjnej dynamice, lecz obaj potrafili dostrzec zjawiska o charakterze awangardowym. Nietzsche lepiej zrozumiał kulturę sarmacką, Marks — romantyczną. Nietzsche widział awangardę Polski w okresie jej wzlotu, Marks — w okresie jej upadku.
Nietzsche: Polska jako wyzwolenie umysłowe
Nietzsche widział w kulturze sarmackiej źródło wolności jednostki i najwyższej emancypacji — przede wszystkim źródło wyzwolenia intelektualnego. Uważał, że twórcy dwóch największych przewrotów światopoglądowych w dziejach ludzkości: Kopernika (zaprzeczenie „oczywistości” zmysłów co do świata przyrodniczego) i jego własny (zaprzeczenie „oczywistości” rozumu co do porządku moralnego) — swoje źródło mają w kulturze polskiej. Na kulturze sarmackiej opierały się także dwie jego koncepcje o charakterze pozytywnym: wola mocy oraz nadczłowiek.
W zapiskach autobiograficznych z roku 1883 tak pisze:
„Polacy uchodzili w moich oczach za najzdolniejszych i najbardziej rycerskich między narodami słowiańskimi, a zdolności Słowian wydawały mi się wyższemi, aniżeli zdolności Niemców; sądzę nawet, że Niemcy dopiero przez silną przymieszkę krwi słowiańskiej weszli do rzędu uzdolnionych narodów. Z przyjemnością myślałem o prawie polskiego szlachcica obalenia przez proste veto uchwały całego zgromadzenia, a Polak Mikołaj Kopernik wydawał mi się korzystać z tego prawa przeciw poglądom wszystkich innych ludzi w największy i najgodniejszy sposób. Polityczne rozkiełznanie i słabość Polaków, tak samo ich rozwiązłość, były raczej dla mnie świadectwem ich uzdolnienia, aniżeli niezdolności. Chopina czczę szczególnie za to, że uwolnił muzykę od wpływów niemieckich, od dążności do brzydoty, bezdźwięku, filisterstwa, ociężałości i blagi. Piękność i szlachectwo ducha, a mianowicie szlachetna wesołość, swawola i wspaniałość duszy, obok ciepła południowca i głębokości uczucia, nie znalazły wcale przed nim wyrazu w muzyce” (za: Zygmunt Gloger, Encyklopedia staropolska, tom IV).
Z kolei w swojej ostatniej i autobiograficznej książce („Ecce Homo: Jak się staje, czym się jest”) tak pisał o swym duchowym powinowactwie z kulturą polską:
„A przecie przodkowie moi byli szlachtą polską: stąd to posiadam we krwi wiele instynktów rasowych. Kto wie, może nawet liberum veto.”
Nietzsche jest dziś głównym ojcem duchowym lewicy kulturowej i charakterystyczne jest, że kulturę polską widział jako awangardę właśnie w kwestiach kulturowych. Pomijał kwestie polityczne i ekonomiczne. Skwapliwie pomijał fakt, że ta Polska, którą tak uwielbiał była przede wszystkim awangardą demokracji, którą tak gorliwie potępiał.
Marks: Polska jako wyzwolenie społeczne
Analogiczna selektywność jest u Marksa, który widział w Polsce awangardę właśnie w aspektach politycznych i ekonomicznych. Zachwycał się polską kulturą demokratyczną, lecz potępiał kulturę sarmacką, która była jej inkubatorem. Zachwycał się rolą Polski jako przedmurza Europy, ignorując fakt, że stworzyła to kultura szlachecka.
W 1875 tak mówił o Polsce w Londynie:
„Polska jest nie tylko jedynym plemieniem słowiańskim, ale jest również jedynym narodem europejskim, który walczył i walczy nadal jako kosmopolityczny żołnierz rewolucji. Polska przelewała swą krew w amerykańskiej wojnie o niepodległość; jej legiony walczyły pod sztandarem pierwszej republiki francuskiej; swoją rewolucją w 1830 r. udaremniła uzgodnioną wówczas między zaborcami inwazję na Francję; w 1846 roku, w Krakowie, Polska jako pierwsza w Europie zatknęła sztandar rewolucji socjalnej; w 1848 roku bierze wybitny udział w walkach rewolucyjnych na Węgrzech, w Niemczech i we Włoszech; wreszcie w 1871 roku Polska daje Komunie Paryskiej najlepszych generałów i najbardziej bohaterskich żołnierzy.
W krótkich momentach, gdy masy ludowe w Europie uzyskiwały swobodę działania, przypominały sobie swój dług wobec Polski. Pierwszym czynem ludu po zwycięskiej rewolucji marcowej w Berlinie w 1848 roku było uwolnienie polskich więźniów — Mierosławskiego i jego towarzyszy niedoli — oraz proklamowanie odbudowy Polski; w Paryżu, w maju 1848 roku, Blanąui kroczył na czele robotników przeciwko reakcyjnemu Zgromadzeniu Narodowemu, aby zmusić je do zbrojnej interwencji w obronie Polski; wreszcie w 1871 roku, kiedy robotnicy Paryża ukonstytuowali się jako rząd, oddali Polsce cześć powierzając jej synom dowództwo wojskowe swoich sił zbrojnych.
Podział Polski jest spoiwem, łączącym trzy wielkie despotie militarne: Rosję, Prusy i Austrię. Tylko odbudowanie Polski może tę więź rozerwać i tym samym usunąć z drogi największą przeszkodę emancypacji społecznej narodów europejskich.”
Prawdziwym paradoksem jest, że współcześni postsowieccy marksiści to właśnie w Rosji widzą matecznik rewolucji socjalnej, a nie w Polsce, tak jak Marks, który na dodatek widział w Polsce szansę na obronę Europy przed moskiewską despotią. Kilka lat wcześniej, również w Londynie, na posiedzeniu Rady Międzynarodówki i Towarzystwa Robotniczego 22 stycznia 1866 Marks mówił:
„Istnieje jedna tylko alternatywa dla Europy: albo azjatyckie barbarzyństwo pod przywództwem moskiewskim zaleje ją jak lawina, albo Europa musi odbudować Polskę, stawiając między sobą a Azją 20 milionów bohaterów, by zyskać na czasie dla dokonania swego społecznego odrodzenia.”
Historia potoczyła się w ten sposób, że to Rosja stała się eksporterem rewolucji socjalnej. Europa nie zwróciła Polsce niepodległości przed tym, kiedy dojrzał czas do owej rewolucji. I czyż nie okazało się, że Marks miał rację na temat „barbarzyństwa pod przywództwem moskiewskim”, które chciało zalać Europę? Cóż z tego, że bolszewizm wciągnął na sztandary Marksa, skoro nie miał odpowiedniego podglebia kulturowego i każda jego idea prowadziła do despotii. Komunizm w swoich mutacjach leninowskiej i stalinowskiej był formą despotycznego barbarzyństwa.
Paradoksalnie nawet, rok 1920 był pewną formą spełnienia tego, czego oczekiwał Marks.
Gdyby rewolucja socjalna Europy oparła się nie na Rosji, lecz na Polsce, to jej osią nie byłby bolszewizm i leninowska interpretacja Marksa, lecz np. coś zbliżonego do abramowszczyzny czy jej politycznego dziecka — Solidarności. Polska dzięki swemu podglebiu kulturowemu była właściwym matecznikiem rewolucji socjalnej, które nadałoby jej cechy bardziej wolnościowe i humanistyczne, a nie neoimperialistyczne.
Równie ciekawe były obserwacje Engelsa, który dostrzegał ewolucyjno-rewolucyjny charakter schyłku Rzeczypospolitej, której los przypieczętował właśnie jej awangardowy charakter:
„Już po pierwszym rozbiorze część szlachty dostrzegła swój błąd i doszła do przekonania, że odbudowanie Polski może nastąpić tylko w drodze rewolucji, a w 10 lat później widzieliśmy, jak Polacy walczyli o wolność w Ameryce. Rewolucja Francuska 1789 roku znalazła natychmiast swój oddźwięk w Polsce. Konstytucja 1791 roku, głosząc prawa człowieka, stała się sztandarem rewolucji nad brzegami Wisły i uczyniła z Polski awangardę rewolucyjnej Francji, i to właśnie w chwili, gdy trzy mocarstwa, które już raz Polskę ograbiły, zjednoczyły się, by ruszyć na Paryż i zdusić rewolucję. Czyż mogły one ścierpieć, by w centrum koalicji zagnieździła się i umocniła rewolucja? W żadnym razie!
I oto znowu rzuciły się na Polskę, tym razem zamierzając pozbawić ją ostatecznie bytu narodowego. Rozwinięcie przez Polskę rewolucyjnego sztandaru było jedną z głównych przyczyn uzasadniających jej ujarzmienie. Kraj, który poćwiartowano i skreślono z listy narodów dlatego, że był rewolucyjny, może szukać ocalenia; jedynie i tylko w rewolucji. Toteż Polaków spotykamy wszędzie tam, gdzie toczy się walka rewolucyjna. Polska zrozumiała to w 1863 roku i ogłosiła podczas powstania, którego rocznicę dziś święcimy, najbardziej radykalny program rewolucyjny, jaki kiedykolwiek wysunięto na wschodzie Europy.
Austria, nawet ta oficjalna, zdaje sobie bardzo dobrze sprawę, jakie kłopoty sprawia jej ten kawałeczek Polski. W czasie wojny krymskiej Austria skłonna była wystąpić przeciwko Rosji pod warunkiem, że rosyjska Polska zostanie zajęta i oswobodzona. To jednak nie mieściło się w planach Ludwika Napoleona, a tym mniej w planach Palmerstona.” (1875)
Nietzsche i Marks a nazizm i bolszewizm
Trudno jest przecenić znaczenie polonofilstwa Nietzschego jak i Marksa i Engelsa, trudno też zrozumieć skalę paradoksu wiążącego się z tym, że idee, których awangardowy kształt tak Nietzsche jak i Marks upatrywali w Polsce, ostatecznie wyrosły u naszych zaborców, gdzie nie miały odpowiedniego podglebia kulturowego.
Oto idea woli mocy i nadczłowieka rozwinęła się w systemie politycznym III Rzeszy. Nietzsche upatrywał tych idei w polskiej kulturze politycznej i jednocześnie uważał, że kultura niemiecka wyraża całkowite tych idei zaprzeczenie.
Oto idea rewolucji socjalnej i egalitaryzmu rozwinęła się w systemie politycznym ZSRR. Marks widział w Polsce drogę do emancypacji społecznej narodów europejskich. W Moskwie zaś widział największe dla tego procesu zagrożenie.
Czyż można sobie wyobrazić większy paradoks historii aniżeli to, że kluczowe idee Nietzschego i Marksa rozwinęły się politycznie w oparciu o narody w których ci widzieli dla nich największe zagrożenie?
Czyż nie jest to właśnie wyjaśnieniem zagadki dlaczego te wielkie w teorii idee stały się tak destruktywne w swojej praktyce? Stały się par excellence swoją antytezą, kompromitacją.
To Polsce pisana była rola matecznika emancypacji socjalnej i intelektualnej, dlatego, że taki właśnie proces przez wieki hodowała kultura staropolska. Dzisiejsi historycy nieczęsto dostrzegają ten unikalny charakter staropolskiej kultury, gdyż zjawiska te były rozwijane w formie dynamiki ewolucyjnej.
Polska to nie była jakaś oaza idealnej wolności, równości czy braterstwa. Była to natomiast oaza, gdzie idee dojrzewały jako stały proces ku górze. Nie można zadekretować wolności, równości i braterstwa — muszą się one same rozwijać jako proces wzrostu świadomości i pokonywania słabości.
Egzemplifikację i konkretyzację tych cech kultury staropolskiej dokonywałem w swojej ostatniej książce, więc tutaj jedynie nadmienię, iż historiozoficzne spostrzeżenia Nietzschego i Marksa o Polsce były nie tylko sensowne, ale i uzupełniające się. Choć na gruncie obcym i nieadekwatnym społecznie i kulturowo wyrodziły się w swoje karykatury i zaprzeczenia.
Zadekretowanie równości jako faktu a nie procesu doprowadziło do „równania w dół”, a nie w górę jak w Rzeczypospolitej (komunizm na piedestale umieszczał chłopów i robotników; sarmatyzm dążył do sukcesywnego wciągania coraz to nowych jednostek i grup do stanu szlacheckiego — stąd szlachta zagrodowa, zaściankowa, szaraczkowa, chodaczkowa, gołota — generalnie nigdzie nie było tyle szlachty co w Polsce i był to stały proces emancypacji ku górze).
Zadekretowanie woli mocy i nadczłowieczeństwa jako cechy narodu niemieckiego a nie procesu doprowadziło do tego, że naraz awansowani do nadludzi Niemcy wyrażali swój status w sposób właściwy ludom prymitywnym kulturowo — za pomocą siły i eksterminacji „podludzi”. W Rzeczypospolitej był to proces przekraczania siebie (stanu w którym się urodziło), który dawał wolność i równość najwyższym („szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie”). Rolą takiego nadczłowieka (który swoim słowem mógł się sprzeciwić nawet całej szlachcie) nie było zniszczenie słabszych, lecz protekcja, która była wyrazem „woli mocy”. Rzeczpospolita miała uruchomiony stały proces rozszerzania grona szlachty.
Polska jako proces ewolucyjny
Tak jak każdy organizm ewoluujący jej złożoność rosła metodą prób i błędów. W XVIII w. szlachta odkryła, że proces „uszlachetniania” ludzi oderwawszy się od ekonomii został zdestabilizowany. Problemem stała się szlachta gołota czyli nieposiadający praktycznie niczego, którzy byli masowo korumpowalni, byli oni najbardziej niewykształconym i rozhulanym elementem szlacheckim, który stał się słabym ogniwem Rzeczypospolitej. Stąd właśnie wyrazem tej autonaprawy systemowej była Konstytucja 3 Maja, którą Engels uważał za rewolucyjną, a nasi zaborcy — za jakobińską. Otóż konstytucja ta ograniczyła wiele praw politycznych szlachty gołoty.
Gdyby nie ten trzeci rozbiór, to nawet ogryzek dawnej Rzeczypospolitej, w oparciu o Konstytucję 3 Maja wróciłby na ścieżkę dawnego rozwoju. Tak się jednak nie stało, a zabory wytłumiły dawną kulturę polityczną Rzeczypospolitej. A w zasadzie rozpłynęła się ona w krwiobiegach społecznych i politycznych Rosji, Austrii i Niemiec.
Polacy jako element rewolucyjny
Polacy dla zaborców stali się niegasnącym źródłem problemów. Nie jest przypadkiem, że brali udział we wszystkich ówczesnych rewolucjach na całym świecie. Polacy podpalali wówczas świat, destabilizując imperia.
Marks i Engels widzieli w Polakach pochodnię rewolucji, gdyż wspierali wszystkie ówczesne bunty przeciwko legalnym władzom — o ile te nie zamierzały niczego uczynić dla niepodległości Polski. Wyjątkiem był tutaj Napoleon Bonaparte z którym wiązano duże nadzieje na odbudowę Polski.
Polacy zostali bohaterami rewolucji amerykańskiej, uczestnicząc w wyzwoleniu od panowania angielskiego Stany Zjednoczone. Jeszcze jednak istotniejszym był udział w rewolucji haitańskiej, która przyniosła niepodległość pierwszemu krajowi Ameryki Środkowej, i co ważniejsze była to pierwsza czarna republika na świecie i druga republika na półkuli zachodniej. Polacy trafili tam jako narzędzie polityki kolonialnej, które z ramienia francuskiego miało tłumić bunt czarnych. W jaki sposób Polacy ten bunt „tłumili” świadczy fakt, że rychło czarni zwyciężyli. Państwo jakie zbudowali było początkowo rasistowskie. Biali byli uważani za źródło nieszczęść czarnego człowieka, w 1804 dokonano tam rzezi Francuzów. Polacy natomiast zostali uznani za „białych murzynów”, duchowych braci czarnej ludności, którzy mieli nadane konstytucją pełne prawo do uzyskania obywatelstwa haitańskiego, zostali także nagrodzeni przydziałami ziemi wokół Cazale.
Polacy byli więc uznawani za dobroczyńców pierwszej republiki byłych niewolników, pozbawiając Francję jej najbogatszej kolonii (w 1789 Saint-Domingue dostarczała do Francji i Wielkiej Brytanii 60% światowej produkcji kawy i 40% światowej produkcji cukru). Jeśli dzisiejsza literatka każe się Polakom rozliczać za niewolnictwo, pomijając fakt, że Polacy za swoje zasługi dla czarnych dostali określenie „białych murzynów” — obrazuje to skalę polonofobii III RP i poziom odrywania naszego społeczeństwa od jego historycznych korzeni.
O polskich zasługach dla Haiti pamiętano bardzo długo. W 1925 kraj znajdował się pod okupacją amerykańską. Na jedną z karaibskich wysp — Gonave, należącą dawniej do piratów, trafił jako administrator żołnierz marines Faustyn Wirkus. Kiedy okazało się, że jest on Polakiem urodzonym w Rypinie, został uznany za reinkarnację dawnego cesarza haitańskiego Faustyna i proklamowany „białym królem” jako Faustyn II. Panował przez trzy lata, ustępując w 1929 pod naciskiem amerykańskim. W USA został następnie ekspertem od voodoo, a jego autobiografia — The White King of La Gonave — sprzedała się w nakładzie 10 mln egzemplarzy.
Polacy mieli istotny wkład w voodoo. Stworzyli bowiem jedno z najważniejszych bóstw żeńskich tej religii — Erzuile Dantor, która była kopią Czarnej Madonny z Częstochowy. Związane to było z tym, że legioniści obdarzali wielką czcią wizerunki Czarnej Madonny, które ze sobą przywieźli. Dla czarnej ludności musiało to być coś niezwykłego, że istnieje biały lud, który za swoją Najświętszą Panienkę uznawał czarnoskórą Madonnę. Dantor stała się boginią kobiet doświadczających przemocy domowej.
Polacy byli zatem awangardą cywilizacyjną zarówno w okresie Rzeczypospolitej, jak i po jej upadku, kiedy stali się największymi podpalaczami świata i budzicielami narodów. Nie jest więc przypadkiem, że kiedy Austria była już gotowa do operacji odbudowy polskiej niepodległości w okresie wojny krymskiej, jak podaje Engels, nie chciał tego cesarz Francji Napoleon III ani premier Wielkiej Brytanii, Henry Temple.
Polacy nie mieli innego wyjścia aniżeli rewolucja światowa. Skoro dawny porządek Europy dokonał rozbiorów Rzeczypospolitej w chwili jej słabości, skoro inne państwa takie jak Anglia czy Francja zaakceptowały ten stan — to znaczy, że należało zburzyć taki porządek Europy. Wszystkie te patologiczne imperia uprawiające międzynarodowe gangsterstwo — grabież słabszych. Dopóki Polska jest okupowana i kolonizowana Europa nie będzie mieć spokoju.
Nie jest jednak prawdą, że rewolucja i wojna była głównym elementem odbudowy Polski — rewolucje godziły w status quo ówczesnej Europy (do której sarmacka Rzeczpospolita nie przystawała). Głównym mechanizmem odbudowy była gospodarka.
Pod koniec XIX na terenie ówczesnego Królestwa Kongresowego był najwyższy przyrost PKB, wyższy niż w Anglii — rozwijaliśmy się wówczas w „tempie chińskim” (podaję za prof. Witoldem Modzelewskim). To dzięki temu w 1920 Polska była w stanie oprzeć się Moskwie. I był to wspólny czyn owych „20 milionów bohaterów”.
Jeśli nazizm i bolszewizm były chorymi mutacjami idei Nietzschego i Marksa, które ci wiązali z Polską jako matecznikiem i katalizatorem, to wielką zasługą II RP była ochrona Europy przed bolszewizmem, a następnie doprowadzenie do wykrwawiającego starcia obu tych totalitaryzmów. Niektórzy uważają, że Polska źle postąpiła z punktu widzenia interesów narodowych, że zasłoniła się honorem nie godząc się na uległość wobec żadnego z nich. Narodowi pragmatycy uważają czasami, że Polska powinna iść z III Rzeszą na Moskwę. Mimo wszystko bolszewizm był bardziej prymitywny a tym samym mniej groźny kulturowo i cywilizacyjnie niż nazizm. Gdyby Polska sprzymierzyła się z Hitlerem, Rosja zostałaby pokonana i nikt wówczas nie byłby w stanie powstrzymać Hitlera. Gdyby Polska przyłączyła się do niemieckiego imperializmu, zaprzeczyłaby swej tysiącletniej historii, co musiałoby doprowadzić do podmycia najgłębszych korzeni kultury polskiej, która nie przetrwałaby tego w sojuszu z niemieckim imperium. A przecież Polska to cywilizacyjna awangarda wolności i emancypacji.
Obecnie znajdujemy się pod gospodarczą dominacją niemiecką, więc nasza popkultura i propaganda została nastawiona na trzebienie najgłębszych tradycji polskich i prostackie zakłamywanie naszej historii. Tyle że wciąż jesteśmy jak pisał Mickiewicz — „jak lawa — z wierzchu zimna, twarda i plugawa, lecz wewnętrznego ognia sto lat nie wyziębi”.
Zakłamywanie historii jedynie wytłumiło kulturę polską, ale ona wciąż żyje głęboko pod powierzchnią i tylko czeka na sposobność, by przebić plugawą skorupę i wyjść na zewnątrz ku swym formom właściwym. Szczęśliwie bowiem w okropnym XX wieku naród polski nie zerwał ze swymi kulturowymi korzeniami, nie uległ ani totalitaryzmowi Niemiec ani Rosji.
Po II wojnie Polska znalazła się w orbicie jednego z totalitaryzmów, który przetrwał tę pożogę — bolszewizmu. I dla owego totalitaryzmu był to wielki niefart, gdyż znów to właśnie Polska, zapoczątkowując wielki ruch społeczny Solidarności, doprowadziła do jego rozmontowania.
Zostaliśmy za to surowo ukarani. Nasza gospodarka została zniszczona i rozkradziona. Dopóki jednak żyje polska kultura, która stanowi największy potencjał naszego kraju, dopóty możemy wszystko odbudować. Nie chodzi o odbudowę kultury sarmackiej, lecz tego potencjału społecznego, który stanowił awangardę cywilizacyjną. Chodzi o stworzenie takich instytucji społecznych, które będą wyrazem woli mocy ukierunkowanej na przekroczenie tej ślepej drogi cywilizacyjnej, w której silniejsze jednostki, grupy i narody dążą do grabieży i podboju słabszych zamiast do ich rozwoju i synergii potencjałów we wspólnym dziele ekspansji życia poza Ziemię. Tak jak pisał Marks, ludy zniewolone nie mogą się ukierunkować na rozwój wewnętrzny, gdyż muszą gros swojej energii wypalać na walkę ze zniewoleniem. Tak samo jest w sytuacji kiedy ludy toczą walki klasowe, etniczne i narodowe — ludzkość nie może wówczas wyjść poza swój ziemski grajdołek, nieco już nami zmęczony.
Praktycznie na każdym etapie swojego rozwoju Polska rozwijała instytucje i koncepcje społeczne będące awangardą cywilizacyjną. Taką powinniśmy widzieć rolę i potencjał w naszej kulturze.
Przez wieki walczyliśmy z imperializmami. Po rozmontowaniu imperiów kolonialnych, nazistowskiego i bolszewickiego — jego nową współczesną formą jest neokolonializm czyli globalna forma anglosaskiego systemu ekonomicznego. Potrzeba nam ostatecznego krachu systemu korporacji, czyli głównego źródła barbarzyństwa współczesnego.
Polonofobia jako inżynieria społeczna
By jednak było to możliwe musimy przestać się szarpać między sobą. Musimy zrozumieć, że wojna polsko-polska jest w interesie neokolonialnego status quo. Jak wspomniałem na początku niniejszy tekst jest adresowany głównie do ludzi o lewicowej wrażliwości. Uważam bowiem, że to w nich jest dziś największy problem, gdyż ulegają i tolerują polonofobię, którą krzewią w Polsce neokolonialne ośrodki opinii. Kto zaś jest polonofobem, ten odcina się od najważniejszego źródła kulturowego awangardy społecznej w Europie, ten podtrzymuje i umacnia w Polsce kulturę tępego naśladownictwa.
Dla lewicy polskiej polonofobia to postawa paradoksalna — właśnie z uwagi na to, że ojcowie współczesnej lewicy swoje koncepcje opierali na polonofilii.
Perfidią współczesnej polonofobii jest natrętne przypisywanie Polsce tych wad, które właśnie były problemem innych krajów europejskich a w których Polska się wyróżniała pozytywnie. Jest to mechanizm „ordynarnego kłamstwa” wysławiany przez Józefa Goebbelsa: Kłamstwo powtórzone tysiąc razy, staje się prawdą (w świadomości społecznej). Dlatego tak uparcie powtarza się te nieszczęsne „polskie obozy”. Dlatego majaczy się o polskim kolonializmie, niewolnikach, nietolerancji, antysemityzmie — czyli o tym wszystkim, czym się Polska wyróżniała bardzo pozytywnie.
Gdyby nie Polska wątpliwe, by Żydzi przetrwali jako naród. Polska była dla Żydów Ziemią Obiecaną, rajem i prawdziwą drugą ojczyzną. Faktem jest, że w okresie braku polskiej suwerenności Polacy zostali poróżnieni z Żydami i nasze relacje się nieco skomplikowały, lecz wszystko to były — zwłaszcza na tle osiemsetletniej naszej historii oraz na tle innych krajów — małe epizody.
Przyśnione niewolnictwo
Tokarczuk powtarza też propagandę wypracowaną i utrwaloną przez PRLowską ideologię państwową deformującą dzieje Rzeczypospolitej o tym jakoby jej wielkość opierała się na zniewoleniu i wyzysku chłopów. Cała ta propaganda nie opierała się na jakichś badaniach historyczno-socjologicznych, lecz głównie na wyrwanych tu i ówdzie kazusach i nadinterpretacjach. Propaganda ta abstrahowała od rzetelnej analizy porównawczej i kompleksowej oceny jakości życia. By zyskać bardziej rzetelny i kompleksowy obraz położenia chłopów warto zapoznać się z pozycją Piotra Guzowskiego: „Chłopi i pieniądze na przełomie średniowiecza i czasów nowożytnych”.
Fakty są bowiem takie, że przez niemal całe dzieje sytuacja polskiego chłopstwa przed rozbiorami w ujęciu socjalnych warunków życia przewyższała kraje zachodnie. Nawet w XVIII wieku, czyli w okresie realnej zapaści ekonomicznej w Polsce, kiedy po pierwszym zaborze na ziemiach austriackich chłopi objęci zostali józefińskim prawem dającym „wolność” tak bardzo się z niej ucieszyli, że cesarz musiał wojskiem granice obstawić, gdyż polscy chłopi masowo uciekali od tej „wolności” do polskiej „niewoli”. Przez wieki do Polski ciągnęli chłopi z Niemiec, Holandii i Rosji — i to na masową skalę. Jak pisał francuski podróżnik Fortia de Piles:
„Czyż podobna uwierzyć, że wkrótce po przyznaniu wolności swym nowym poddanym w Galicji cesarz [Józef II Habsburg] zmuszony był utworzyć kordon wojskowy wzdłuż granicy, ażeby zapobiec ucieczce dawnych Polaków [chłopów], którzy znużeni wolnością, z jakiej korzystali od tak niedawna [mowa tu o reformach józefińskich lat 80. XVIII w., znoszących poddaństwo chłopów] wracali tłumnie do Polski, aby sprzedać się panom [szlachcie] i wrócić pod jarzmo niewoli. Ci nieszczęśliwi mówili: Jeżeli mój dom się spali, jeżeli moje bydło padnie, będę zrujnowany i umrę z głodu, podczas gdy w Polsce mój pan odbuduje mi dom i da mi inną krowę i świnię; ma on interes w tym, aby mnie utrzymać, natomiast mój nowy władca, dla którego nie pracuję, pozwoli mi umrzeć nie troszcząc się o mnie.” (Hubert Vautrin, „L’observateur en Pologne”; za: Jan Antoni Wilder „Okiem cudzoziemca”, s. 136-137. Warszawa 1959)
W tej samej książce mamy też porównanie do Francji:
„Uwagę naszą w tym wywodzie zwraca m.in jedno charakterystyczne zdanie, mianowicie to, w którym de Tende podkreśla, że chłopi polscy mają przynajmniej zawsze z czego żyć, że nie cierpią głodu. I tym razem znów musimy sięgnąć do porównań. We Francji [skąd pochodził komentujący sytuację chłopa polskiego Gaspard de Tende], w omawianym okresie, położenie materialne niektórych kategorii chłopów, zwłaszcza określonych wyżej jako dzierżawcy krótkoterminowi, było bardzo ciężkie. Obciążeni jednocześnie i rentą płaconą feudalnemu posiadaczowi ziemi, i wzrastającymi podatkami państwowymi niejednokrotnie cierpieli z rodzinami głód, nie mając, zwłaszcza na przednówku, co włożyć do garnka. Ucisk ich był bez porównania mniejszy, niż polskich chłopów pańszczyźnianych – natomiast bezpośredni wyzysk — większy”
Pierwsza poważna historia Polski w języku angielskim została napisana w 1698 przez Irlandczyka Bernarda ConnoraThe History of Poland, in several letters to persons of quality, giving an account of the ancient and present state of that kingdom (2 vols. London), była ona tłumaczona na niemiecki, łacinę i we fragmentach na polski (przez Niemcewicza).
Connor pisze o Polakach: „żaden naród europejski nie może równać się z Polakami pod względem długości życia, żywości umysłu i tężyzny fizycznej”; „szczególnie lubią taniec, skakanie, skakanie z przeszkodami i inne ćwiczenia”; „zdrowie i siły Polacy zawdzięczają temu, że żyją w wielkiej wolności i cieszą się swoimi przywilejami”.
Connor opisywał niezwykle harmonijne relacje między panami a poddanymi im chłopami: „panowie są niemal uwielbiani”. Nie rozumiejąc polskiego ustroju pisał o chłopach jako zdumiewająco zadowolonych z życia niewolnikach. Brało się to jednak z tego, że Polska była niezwykle zdecentralizowana. W sensie gospodarczym był to jakby związek folwarków, czyli kompleksowych gospodarstw, które dla ich mieszkańców były minipaństwami. Realna władza była więc bliżej chłopa, więc w perspektywie zachodniej miał on niby mniej wolności. Drugim jednak aspektem tego stanu rzeczy było większe bezpieczeństwo socjalne jakie tak bliski związek poddanego z panem gwarantował. Prowadzili oni jedno przedsiębiorstwo. Pan, który nie dbał o chłopów nie miał dobrych pracowników czy dostawców i w efekcie tracił lub bankrutował.
Poza tym etos szlachecki kładł silny nacisk na to, że władza wiąże się z odpowiedzialnością. Komu przylepiono łatkę barbarzyńcy wobec chłopów, ten tracił twarz i cześć, uważany też był za złego pana. Dziś naszą elitę łączą jedynie interesy, dawniej była to realna brać, spokoja nie tylko interesami, ale przede wszystkim etosem szlacheckim. Dlatego właśnie częściej niż gdzie indziej grzmiano u nas o przypadkach nadużyć wobec chłopów — w ramach szlacheckiej presji na patologiczne jednostki.
I wreszcie rzecz, którą mało kto sobie uświadamia: położenie chłopstwa w Rzeczypospolitej było znacznie lepsze niż w wielu systemach nominalnie większej dla nich wolności. Poddaństwo było więzią głównie ekonomiczną. Dziś wielu Polaków pozadłużanych na dekady w bankach, z niepewną pracą i ryzykiem utraty nie tylko środków do życia, ale i mieszkania, jest często w gorszej socjalnie pozycji niż dawny chłop pańszczyźniany, którego skala obciążenia była nie tylko mniejsza niż chłopstwa w innych krajach Europy, ale i mniejsza niż dzisiejszych wolnych obywateli III RP! Kiedy przyjdzie komuś do głowy cytować jakieś urywki o przepracowanych chłopach, którzy cierpią niesprawiedliwość i nadmiernie się eksploatują pracą, powinien pamiętać, że dziś takich kazusów można w prasie znaleźć nieskończenie więcej.
Trzeba bowiem pamiętać, że głód to w Polsce były zjawiska incydentalne i lokalne, w Europie zaś przybierały rozmiar katastrof społecznych. W ojczyźnie tegoż Connora, Irlandii, w 1740 z głodu zmarło 38% ludności (400 tys.). I tak było w całej Europie. W latach 1696 — 1697 w Finlandii, będącej wówczas częścią państwa szwedzkiego, zmarło około 30% populacji. We wschodnich Prusach, w latach 1708 — 1711 zmarło 250 tys. ludzi, czyli 21% populacji. W Polsce nigdy nie było czegoś podobnego. To własnie tłumaczy dlaczego „wyzwoleni” chłopi tłumnie walili do polskiej „niewoli”.
Niewola ta oznaczała bowiem wprawdzie brak możliwości tak swobodnego kształtowania własnego życia, jaką dysponowała szlachta, ale w zamian mieli gwarantowaną pracę, brak głodu, brak obowiązku udziału w wojnach, mieszkanie, wolność sumienia. 
O tym jaka jest różnica między typową władzą bliską (jak w Polsce) oraz eksploatującą z daleka, bez realnego codziennego kontaktu z eksploatowanymi, można się dowiedzieć z opisu położenia chłopów francuskich, nakreślonego przez Świętochowskiego:
„W najpiękniejszej okolicy Francji — według Rousseau — wieśniak kryje swój chleb i wino przed poborcami, gdyż byłby zgubiony, gdyby się dowiedziano, że on nie umiera z głodu. W niektórych prowincjach zabijano na drogach kobiety niosące chleb. Biskup szartryjski, zapytany przez króla, jak u niego żyje lud, odrzekł, że ludzie jedzą trawę jak owce i giną jak muchy. Biskup Massillon pisał do Fleury’ego: Ludność naszych wsi żyje w okropnej nędzy… Większość przez pół roku nie ma chleba jęczmiennego i owsianego, który stanowi jedyne ich pożywienie i który muszą odejmować od ust swoich i dzieci, ażeby zapłacić podatki… Murzyni naszych wysp są nieskończenie szczęśliwsi, gdyż za pracę otrzymują żywność i odzież dla siebie i swoich dzieci. Wieśniacy przestali zawierać małżeństwa, gdyż — jak mówili — nie chcą płodzić nieszczęśliwych. Nie można ich było nawet używać do pracy, gdyż przy każdej mdleli z osłabienia głodowego.”
W latach 1692 — 1694 we Francji zmarło około 2 mln ludzi, czyli około 10% populacji kraju.
Przejawem niewolnictwa polskiego miało być przywiązanie chłopów do ziemi. Chłopi z zasady są przywiązani do ziemi i „odwiązują się” odeń, kiedy nie jest ona w stanie wyżywić rodziny. To tak jakby powiedzieć, że pracownik jest przywiązany do swego zakładu pracy. Właściciel ziemi, którą użytkował chłop mógł ją sprzedać „razem z chłopami” — tak samo jak dziś sprzedaje się zakłady pracy razem z pracownikami czy kamienice razem z lokatorami. O ile jednak dziś w miastach kamienice nierzadko są przejmowane przez „czyścicieli”, którzy narzucają najemcom rujnujące warunki, byle się ich pozbyć, o tyle właściciele ziem mieli interes w tym, by gospodarstwa chłopskie pracowały efektywnie.
Brak możliwości swobodnej zmiany pana (w praktyce takie zmiany oczywiście były) przez chłopa można z kolei zestawić do dzisiejszych „złotych porad” naszego ex-prezydenta: „Weź kredyt, zmień pracę”. Dziś każdy może sobie zmienić pana, tzn. zakład pracy, tyle że w praktyce na prowincji często jest już tylko jeden „pan” w okolicy, więc alternatywą jest droga przestępcza, nędza lub wychodźstwo brytyjskie.
Chłopi nie chcący pracować na roli uciekali do miast, na Dzikie Pola lub do wojska. Jan Wimmer w „Wojsku polskim w dobie Wojny Północnej” podaje, że od połowy XVII wieku, a w zwłąszcza za panowania Jana Sobieskiego dochodziło do awansowania chłopów i mieszczan służących w wojsku, nawet do stopni oficerskich (np. generał Jan Berens był z pochodzenia chłopem): „Stwierdzić należy, że element chłopski i mieszczański stanowi co najmniej połowę stanu osobowego chorągwi husarskich.”
Podaje się często, że życie chłopa należało do jego pana. Oznacza to jedynie tyle że władza była silnie zdecentralizowana i wsie skupione wokół folwarków były na poły autonomicznymi minipaństewkami, w których można było stosować także karę śmierci, jak do dziś w bardzo wielu państwach. Tyle że panowie nie tylko nie nadużywali kar najwyższych, to często woleli się uwolnić od obowiązku szafowania karą główną, przekazując tego rodzaju sprawy do sądów grodzkich. Poza tym w tych minipaństewkach działało klasyczne sądownictwo dwu lub trzyinstancyjne. Na wsiach działały sądy samorządowe, które sądziły wedle prawa zwyczajowego, z udziałem chłopskich ławników. Odwołanie było do sądu dworskiego, zaś w dobrach królewskich — także do króla.
W tak zdecentralizowanym systemie naturalnie musiało dochodzić do nadużyć, lecz był on tak skonstruowany, że nadużycia nie były opłacalne. Związane to było raczej z tym, że nawet w racjonalnie ułożonym systemie wśród elity trafiają się osoby niezrównoważone. Kiedy jednak ich zachowania wobec chłopów prezentuje się jako obraz całości to jest to klasyczny błąd pars pro toto.
O całości natomiast najlepiej świadczył fakt masowych ucieczek chłopów od austriackiej „wolności” do polskiej „niewoli” u schyłku Rzeczypospolitej.
O ile chłopów bez ziemi w Koronie było kilkanaście procent, to w krajach zachodniej Europy zwykle około 60 proc. Kmiecie, czyli samowystarczalni gospodarze stanowili aż dwie trzecie spośród wszystkich chłopów w Koronie. Nawet w trudnym dla Polski XVIII wieku około 40 proc. kmieci miało własną służbę. Niektórzy chłopi byli nawet zamożniejsi niż drobna szlachta. Już ćwierć łana wystarczyło zwykle, by kmieć mógł opłacić pana, państwo, Kościół i jeszcze nieco zaoszczędzić — zazwyczaj mieli jednak więcej pola.
Neokolonialna narracja historyczna podkreśla, że po rozbiorach jakoby poprawiło się położenie chłopów. Nie mówi się natomiast, że była to wolność polegająca na zdjęciu kajdan razem z butami, połączona z mocnym obciążeniem podatkowym oraz przymusowym wieloletnim wbijaniem w wojskowe kamasze. Chłopi pod zaborami zmuszani byli do wieloletniego udziału w wojnach, które były im kompletnie obce, gdyż polityką się nie interesowali w stopniu większym aniżeli na poziomie powiatowym. W armii austriackiej, w czasie wojen napoleońskich służyło około 100 tys. polskich chłopów. Służba początkowo trwała dożywotnio, a następnie została skrócona do 20 lat.
Jak podaje Jerzy Topolski: „Ogólnie — w stosunku do czasów polskich — położenie chłopów, mimo pewnych uregulowań prawnych, nie poprawiło się, a raczej pogorszyło ze względu na zwiększenie ucisku podatkowego oraz pobór do wojska.” („Polska w czasach nowożytnych (1501-1795)”, Poznań 1999)
Realnie rzecz biorąc była to „wolność”, która oznaczała wyraźne pogorszenie sytuacji. Wprawdzie po kilku dekadach była ona już lepsza niż u schyłku Rzeczypospolitej, lecz także i w jej ramach uległaby ona poprawie, zapewne szybszej. To zabory przyniosły na polską wieś takie zjawiska jak rugi pruskie, masową emigrację za chlebem do Ameryki czy biedę galicyjską. Ta ostatnia wymownie świadczy o poziomie eksploatacji polskiej prowincji przez Wiedeń – Galicja to był region z najlepszymi w Polsce a nawet w Europie ziemiami.
Do czasów zaborów chłopi nie musieli masowo opuszczać swoich ziem „za chlebem”. Przeciwnie, to ta „niewolna” Sarmacja była celem licznych emigracji i żywicielką narodów.
Jak pisze Neal Ascherson w The Struggles for Poland, liczba Szkotów, którzy w ciągu dwóch stuleci szczytowej prosperity osiedlili się w koloniach szkockich w dorzeczu Wisły musiała iść w dziesiątki tysięcy. Nowożytną Rzeczpospolitą opisuje jako bogaty kraj handlarzy zbożem oraz istne Eldorado dla przybyszów z Wysp Brytyjskich. Następnie przytacza znamienny cytat z zapisków szkockiego podróżnika, Williama Lithgowa (1582-1645):
„Ze względu na pomyślność powinienem [Polskę] nazwać Matką lub Mamką młodych ludzi i młodzieniaszków ze Szkocji, których wielka liczba przybywa tutaj co roku. (…) Z pewnością możemy Polskę określić także mianem matki dla naszego gminu oraz miejscem, gdzie swój początek biorą fortuny naszych najlepszych kupców. Jeśli nie wszystkie, to przynajmniej znaczna ich liczba.”
Warto skonfrontować podszytą ignorancją niechęć prlowskiej i lewicowej historiografii do „szlacheckiej Polski” z opinią szkockiego podróżnika żyjącego w tamtych czasach, który pisze o tejże szlacheckiej Polsce jako Matce dla szkockiego ludu! Dawna Polska była inna niż wam opowiadano, dlatego właśnie nasza historia wymaga zupełnie nowego spojrzenia, wolnego od polonofobicznego kompleksu.
Redaktor naczelny Racjonalisty, założyciel PSR, prezes Fundacji Wolnej Myśli. Autor książek Kościół a faszyzm (2009), Heretyckie dziedzictwo Europy (2011), trylogii Kryminalne dzieje papiestwa: Tom I (2011), Tom II (2012), Zapomniane dzieje Polski (2014).

Posted in Bez kategorii | Leave a Comment »

Jak stworzyć Państwo bez użycia siły?

Posted by psychoneurocybernauta w dniu 13 stycznia 2017

Każde Państwo powstaje w większym lub mniejszym terrorze, ale czy można tworzyć Państwo nie odwołując się do przemocy?

Znamy terror powstających nowych państw. Dzisiaj ISIS krwawo tworzy swoje Państwo Islamskie, Rosja Sowiecka powstała w morzu krwi, tak samo nazistowskie Niemcy, czy czystki etniczne urządzone przez banderowską Ukrainę, nawet Polska tworzona przez marszałka Piłsudskiego nie jest wolna od przemocy.

Dlatego Państwo jest nie moralne ze swojej natury.

Wszelkie działania oparte o inicjowanie przemocy wobec innych ludzi są złe moralnie – tym jest kradzież, morderstwo, porwanie, okaleczenie, uwiezienie, gwałt, naruszenie cudzej nietykalności cielesnej, wymuszenie, oszustwo, groźba karalna – to są wszystko czyny złe, niemoralne, grzeszne. Tak jest w każdej większej religii i każdym innym sensownym systemie etycznym.

Jest bardzo mało przykładów tworzenia Państw bez odwoływania się do przemocy.

15977728_298663840531933_8543233850986436948_n

a jednak

966 pierwsza Rewolucja naszych praojców i powstanie Królestwa Polskiego. Mieszko I wziął sobie za żonę czeszkę Dobrawę i cały kraj przeszedł na chrześcijaństwo z miłością, a nie ogniem i mieczem, jak czyniły to ludy germańskie, co bardzo spodobało się Papieżowi (w końcu ktoś zrozumiał ideę chrześcijaństwa), a Niemcy już nie mieli więcej wymówek, żeby ‚nawracać’ plemiona słowiańskie

420 lat później Wielki Książę litewski Jogaila szukając sojusznika w walce z Zakonem Krzyżackim znalazł go sobie w Królestwie Polskim i wziął za żonę Królowe Polski Jadwiga Andegaweńską (węgierkę) w zamian za chrystianizację kraju, tak samo jak poprzednio odbyło się to z miłością a nie ogniem i mieczem.

Dynastia Jagielonów zakończyła się utworzeniem (Unia Lubelska 1569) Pierwszego wolnościowego federacyjnego Państwa na świecie – Rzeczpospolitej Obojga Narodów, również bez użycia przemocy tylko z poprzez żmudne wieloletnie negocjacje.

W 1658 Rzeczpospolita przekształca się w Rzeczpospolita Trojga Narodów (Unia hadziacka) dzięki staraniom szlachcica polskiego rusina (ukraińca) Jerzego Niemirycza, również na drodze dyplomacji.

W 1919 Polska, jako jedno ze zwycięskich państw, reprezentowana przez Ignacego Paderewskiego i Romana Dmowskiego podpisuje Traktat Wersalski z Państwami pokonanymi w I wojnie światowej (Niemcy, Austro-Wegry, Turcja, Bulgaria) na drodze dyplomacji.

Jak pokazuje historia Rzeczpospolitej można utworzyć Państwo nie odwołując się do przemocy, nie przeprowadzając czystek etnicznych jak zrobili to banderowcy czy hitlerowcy, ale trzeba mieć elitę intelektualną, patriotów którzy znają swoje obowiązki.

Państwo Polskie przez I wojną światową nie istniało ale ludzie znali swoje obowiązki.

„Jestem Polakiem – więc mam obowiązki polskie: są one tym większe i tym silniej się do nich poczuwam, im wyższy przedstawiam typ człowieka.
Bo im szersza strona mego ducha żyje życiem zbiorowym narodu, tym jest mi ono droższe, tym większą ma ono dla mnie cenę i tym silniejszą czuję potrzebę dbania o jego całość i rozwój.” Roman Dmowski

 

 

 

 

Posted in Bez kategorii | Leave a Comment »

Pokój w Nystad i początek Imperium Rosyjskiego, Rzeczpospolita protektoratem Rosji.

Posted by psychoneurocybernauta w dniu 9 stycznia 2017

Pokój w Nystad (fiń. Uudenkaupungin Rauha) został podpisany przez Szwecję i Carstwo Rosyjskie 10 września (30 sierpnia wg kalendarza juliańskiego) 1721 w Uusikaupunki (szw. Nystad) na zachodnim wybrzeżu Finlandii. Zakończył on III wojnę północną.

III wojna północna (wielka wojna północna) toczyła się w latach 1700–1721 pomiędzy Królestwem Danii i Norwegii, Rosją, Saksonią, Prusami i Hanowerem (od 1715) z jednej strony a Szwecją z drugiej. Rzeczpospolita Obojga Narodów formalnie pozostawała neutralna aż do 1704 roku, ale faktycznie znaczna część walk toczyła się na jej terytorium i jej kosztem już od 1700 roku. Zakończyła się podpisaniem pokoju w Nystad, w wyniku którego wzrosło znaczenie Rosji, a Szwecja utraciła status europejskiego mocarstwa.

louis_de_silvestre-august_ii

August II na obrazie Louis de Silvestre

August II (1697–1733) rozpoczął starania o nabytki nadbałtyckie. Już w podpisanych pactach conventach zobowiązywał się do odzyskania utraconych ziem Rzeczypospolitej. Po odzyskaniu dla Polski Podola (pokój karłowicki w 1699 roku), uwagę swą skierował na Inflanty.

Pokój w Karłowicach został podpisany 26 stycznia 1699, w mieście, które obecnie nazywa się Sremski Karlovci. Kończył on wojnę pomiędzy państwami Ligi Świętej (Państwo Kościelne, Republika Wenecka, Monarchia Habsburgów, Rzeczpospolita Obojga Narodów i Carstwo Rosyjskie) a Imperium Osmańskim i jego lennikami (głównie Chanatem Krymskim).

Zamykał on wojnę rozpoczętą nieudaną wyprawą wezyra Kara Mustafy pod Wiedeń w 1683 (Rosja przystąpiła do tej wojny od 1686, czyli od pokoju Grzymułtowskiego).

Państwa tworzące Ligę północną zmierzały do osłabienia pozycji Szwecji nad Bałtykiem. August II liczył na odzyskanie Inflant, które miały stanowić dziedziczne władztwo Wettynów. Król zamierzał dzięki tej zdobyczy wzmocnić władzę monarszą w Polsce. Elektor saski wszedł w sojusz z Danią i Rosją.

W 1700 r. saski atak na Inflanty rozpoczął III wojnę północną. August II przystąpił do wojny bez zgody sejmu. Rzeczpospolita nie była oficjalnie stroną konfliktu. Król Szwecji Karol XII bardzo szybko pobił Duńczyków i skierował się przeciwko Rosji, którą pokonał w bitwie pod Narwą. W 1701 r. armia szwedzka wkroczyła w granice Rzeczypospolitej.

Wojna ta zakończyła się zwycięstwem armii rosyjskiej. Na mocy postanowień pokoju, Szwecja utraciła na rzecz Rosji: Ingrię, Karelię z miastem Wyborg, Estonię i Inflanty. Szwecja zobowiązana była również do wypłaty reparacji wojennych.

Wcześniej, na mocy innych traktatów zawartych w latach 1719-1720, Szwecja utraciła również na rzecz:

Skutki

  • Szwecja przestała być potęgą europejską, a stała się państwem o drugorzędnym znaczeniu.
  • Rosja przez to otrzymała szerokie okno na świat poprzez dostęp do wybrzeży Bałtyku.
  • Stała się (także dzięki reformom Piotra Wielkiego) w krótkim czasie największym mocarstwem w Europie na wschód od Łaby.
  • Pokój w Nystad umożliwił oficjalną budowę i rozwój nowej stolicy państwa carów Petersburga, które to od 1703 roku było budowane dotychczas na okupowanym przez Rosjan terytorium szwedzkim.
  • Saksonia pozostała formalnie w stanie wojny ze Szwecją do 1728, a Rzeczpospolita Obojga Narodów do 1732.
Pokój w Nystad.png

Pokój w Nystad (fiń. Uudenkaupungin Rauha)

 

August II Mocny, zwany także August II Sas 

Jego starania o przyszłą koronę polską popierał cesarz Leopold I. Fryderyk August spisał swój program polityczny Jak Polskę przekształcić w kraj kwitnący i cieszący się szacunkiem u sąsiadów.

Jako element strategii zdobycia korony polskiej 2 czerwca 1697 r. w Wiedniu przeszedł na katolicyzm.

Elekcję Augusta II sfinansowały domy bankowe Issachara Berenda Lehmanna i Samsona Wertheimera. 27 czerwca 1697 roku ogłoszony został królem przez mniejszość szlachty, przekupionej przez Rosjan z polecenia cara Piotra I na sejmie elekcyjnym, po bardzo burzliwym, wielomiesięcznym interregnum, trwającym od śmierci Jana III Sobieskiego 17 czerwca 1696 roku.

Piotr I Aleksiejewicz Wielki – car Rosji od 1689 roku, a od 1721 cesarz. Syn Aleksego (1645-1676), z dynastii Romanowów.

Obwołany został carem przez Dumę bojarską po śmierci przyrodniego brata, bezdzietnego cara Fiodora III, wiosną 1682 roku. Pominięto przy tym prawo do tronu jego starszego brata przyrodniego, chorowitego Iwana Aleksiejewicza.

W 1697 roku uczestniczył incognito w wyprawie do krajów zachodnioeuropejskich pod nazwiskiem Piotr Michajłow. Odwiedził wówczas kraje Rzeszy, Holandię oraz Anglię, spotkał się z wieloma monarchami europejskimi, poznał stosunki społeczne krajów zachodnioeuropejskich, ich osiągnięcia techniczne, organizację społeczeństwa.

Po powrocie z rekonesansu zagranicznego i krwawym stłumieniu ostatniego buntu strzelców Piotr I zainicjował wdrażanie szerokich reform, mających na celu unowocześnienie państwa.

W roku 1724 wprowadził podatek pogłówny, który był podstawowym źródłem dochodów monarchii rosyjskiej aż do 1887 roku.

Następczynią Piotra została jego żona Katarzyna I, którą już w maju 1724 roku uczynił formalną współwładczynią Rosji.

Ulubiona postać historyczna Józefa Stalina i Władymira Putina,

O sukcesie Wettyna zdecydowały: szybkie wkroczenie do Rzeczypospolitej, jego wcześniejsze przejście na katolicyzm, przekupienie części szlachty na sejmie elekcyjnym i sprzeciw cara Rosji Piotra I przeciwko kandydaturze francuskiego księcia Conti. Nad granicę litewską ściągnięto korpus wojsk rosyjskich kniazia Michaiła Grigoriewicza Romodanowskiego, którego obecność miała wymusić rezygnację z kandydatury francuskiej.

W 1698 roku August II odbył tajną konferencję z Piotrem I w Rawie Ruskiej, gdzie omówiono plan wspólnej wojny zaczepnej przeciwko Szwecji. Król Polski rozpoczął z carem rosyjskim negocjacje traktatu o pomocy wzajemnej w razie buntu poddanych.

Od początku swojego panowania w Polsce August II Mocny zmierzał do uzyskania w obrębie terytorium Rzeczypospolitej obszaru, którym mógłby władać dziedzicznie. W myśl postanowień kapitulacji podpisanej ze szlachtą inflancką w 1699 roku zapewnił sobie władzę dziedziczną w Inflantach. Inicjatywą Augusta II było wznowienie w 1700 roku, w przymierzu Saksonii z Carstwem Rosyjskim, wojny ze Szwecją o Inflanty.

Walki w Polsce (1702-1706)

W lipcu 1701 roku Karol XII rozgromił Sasów w bitwie pod Rygą i zajmując Inflanty i Kurlandię wkroczył do Polski, która formalnie zachowała neutralność. W 1702 roku Karol XII w kwietniu zajął Wilno, a w dniu 23 maja dotarł do Warszawy nie napotykając większego oporu. Po zajęciu miasta Szwedzi ruszyli na południe, pokonując 19 lipca armię polsko-saską w bitwie pod Kliszowem. Szwedzi zajęli 7 sierpnia Kraków w wyniku czego spłonął Zamek na Wawelu, a następnie zaatakowali Saksonię.

W maju 1703 roku Szwedzi pobili Sasów pod Pułtuskiem, 16 września 1703 roku zajęli Poznań, a w październiku Toruń. Chociaż uzyskali poparcie polskiej szlachty, która zawiązała w lutym 1704 roku konfederację warszawską i która zdetronizowała Augusta II, nie udało im się zająć całego kraju, pomimo tego, że po bitwie pod Poniecem opanowali całą Wielkopolskę.

Konfederacja warszawskakonfederacja generalna zawiązana 16 lutego 1704 roku w Warszawie w czasie III. wojny północnej, grupująca przeciwników króla Augusta II Mocnego. Powstała w wyniku przekształcenia antysaskiej konfederacji wielkopolskiej. Zawiązana dwa dni po ogłoszeniu bezkrólewia w Rzeczypospolitej Obojga Narodów, rozpoczęła pertraktacje o pokój i sojusz ze Szwecją.

Do przywódców konfederacji warszawskiej należeli: prymas Michał Stefan Radziejowski, wojewoda poznański Stanisław Leszczyński, marszałek Piotr Jakub Bronisz, Hieronim Augustyn Lubomirski i Jan Chryzostom Pieniążek. Rzeczywistym dyktatorem był jednak generał szwedzki Arvid Horn.

12 lipca 1704 roku w Warszawie generał Arvid Horn w obecności wojsk szwedzkich skłonił sejm elekcyjny do wyboru Stanisława Leszczyńskiego. Zmusiło to stronników saskich do zawiązania 20 maja 1704 roku przy Auguście II Mocnym konfederacji sandomierskiej. 30 sierpnia 1704 roku August II Mocny podpisał w Narwie sojusz z Piotrem I, który mocniej związał Rzeczpospolitą z Carstwem Rosyjskim.

Traktat narewskisojusz zaczepno-odporny zawarty 30 sierpnia 1704 roku pod Narwą pomiędzy królem Augustem II Mocnym i Rzecząpospolitą a Piotrem I. W imieniu Augusta II traktat podpisał wojewoda chełmiński Tomasz Działyński. Ratyfikacji z zastrzeżeniami dokonała Walna Rada Warszawska w 1710.

Postanowienia

  • Rzeczpospolita formalnie wchodziła do III wojny północnej w sojuszu z Carstwem Rosyjskim. Sojusz obowiązywał tylko przeciwko Szwecji i miał trwać aż do zakończenia wojny. Obie strony zobowiązywały się do niezawierania porozumień pokojowych bez porozumienia stron.
  • Car zobowiązywał się zmusić Semena Paleja do zwrotu Rzeczypospolitej zajmowanych przez niego ziem na Ukrainie.
  • Rosja wesprzeć miała Augusta II 12 tysięcznym korpusem posiłkowym i 200 000 rubli rocznego subsydium.
  • Ponadto Piotr I obiecał po zakończeniu wojny przekazać Rzeczpospolitej Inflanty, tak jak przewidywał traktat preobrażeński z 1699 (obietnica nie została spełniona).

W tym samym roku zwolennicy króla Augusta II Mocnego zawiązali w Sandomierzu antyszwedzką konfederację sandomierską, która miała służyć walce z kandydatem Karola XII do tronu polskiego, Stanisławem Leszczyńskim. W czasach panowania Piotra I rosyjscy rezydenci posiadali w Rzeczypospolitej informatorów, głównie spośród ludności prawosławnej.

Konfederacja sandomierska zawarta 20 maja 1704 roku była odpowiedzią na zawiązaną w lutym tego roku w Warszawie konfederację warszawską (zainicjowaną w porozumieniu z Karolem XII, który zdetronizował Augusta II i pod naciskiem Szwedów przeprowadził wybory nowego władcy, którym został Stanisław Leszczyński).

Konfederacja sandomierska, założona przez panującego ówcześnie Augusta II, grupowała jego zwolenników głównie z Małopolski. Marszałkiem konfederacji sandomierskiej został Stanisław Ernest Denhoff. Wojna pomiędzy konfederacją sandomierską a warszawską trwała 3 lata (Wojna domowa w Polsce 1704-1706).

Zakończona zwycięstwem Leszczyńskiego, jej wynik został jednak odwrócony w 1709, po klęsce Szwedów w III wojnie północnej. Konfederacja sandomierska faktycznie istniała aż do 1717, kiedy to rozwiązał ją sejm niemy.

W sierpniu 1704 roku członkowie konfederacji sandomierskiej podpisali w Narwie układ sojuszniczy z władcą Rosji, carem Piotrem I, wypowiadając formalnie wojnę Szwecji. Z kolei po kolejnej zwycięskiej bitwie pod Warszawą w 1705 roku, przeciwnicy Augusta II Mocnego w lipcu wybrali na króla Stanisława Leszczyńskiego. W 1705 r. podpisał on w Warszawie traktat z Karolem XII, który całkowicie podporządkowywał Polskę Szwecji.

Sejm niemy

Sejm niemy – jednodniowa sesja sejmu Rzeczypospolitej Obojga Narodów, która miała miejsce 1 lutego 1717 w Warszawie, za panowania króla Augusta II Mocnego. Sejm ten został nazwany „niemym” z powodu niedopuszczenia posłów do głosu, w obawie przed zerwaniem obrad. Miał charakter sejmu pacyfikacyjnego kończącego czas walki króla ze szlachtą.

August II Mocny dążył do ściślejszego powiązania Rzeczypospolitej Obojga Narodów i Elektoratu Saksonii, w której był dziedzicznym elektorem. Polska była wówczas pod ogromnym wpływem Carstwa Rosyjskiego, a August II dążył do zmniejszenia jego ingerencji w sprawy Rzeczypospolitej. Po wprowadzeniu wojsk saskich na tereny Polski, część szlachty (wspierana przez Rosję) zareagowała zawiązaniem w listopadzie 1715 konfederacji tarnogrodzkiej, czego skutkiem była wojna domowa.

Król, wraz ze szlachtą, w celu rozwiązania konfliktu, zwrócił się do cara Rosji, Piotra I. Skutkiem tego było wkroczenie wojsk rosyjskich na teren Wielkiego Księstwa Litewskiego oraz układ między królem a szlachtą zawarty 3 listopada 1716 w Warszawie przy mediacji posła rosyjskiego Grzegorza Dołgorukiego, zatwierdzony później na jednodniowym sejmie, zwanym później niemym. Z powodu obaw przed jego zerwaniem nikomu oprócz przewodniczącego obradom marszałka Stanisława Ledóchowskiego oraz odczytujących nowe uchwały posłów nie wolno było się odzywać.

Wbrew powtarzanym w historiografii poglądom, Piotr I nie był gwarantem traktatu warszawskiego, do czego nie dopuścili król i konfederai. Natomiast 17 lutego 1720 car zawarł w Poczdamie układ z królem pruskim Fryderykiem Wilhelmem I, przewidujący wzajemną gwarancję dotychczasowego ustroju Rzeczypospolitej, w tym liberum veto i wolnej elekcji. De facto Rzeczpospolita stała się protektoratem carskim (de iure uchwalił to Sejm Repninowski), co widoczne było zwłaszcza w czasie elekcji 1733 kiedy wojska carskie narzuciły Augusta III oraz 1764, gdy w podobnym trybie objął tron Stanisław II August.

Pośrednictwo, rzecz prosta, nie oznaczało gwarancji, niemniej stosunki po sejmie niemym ułożą się tak, iż bez zgody Rosji uchylenie przestarzałych przepisów 1717 r. okaże się niepodobieństwem.” (Dzieje Polski…”, s. 526).

Sejm „Repninowski”

Sejm „Repninowski”sejm skonfederowany, zawiązany pod węzłem konfederacji radomskiej, zajął się rewizją reform dokonanych przez sejm konwokacyjny w 1764.

Poseł rosyjski Nikołaj Repnin polecił oddziałom wojsk rosyjskich Piotra Kreczetnikowa otoczyć miejsca obrad sejmików, tak by wybrani zostali kandydaci wskazani przez Rosjan, wyposażeni w instrukcje poselskie domagające się zawarcia traktatu gwarancyjnego z Rosją, równouprawnienia innowierców i przywrócenia swobód szlacheckich.Konfederacja radomska podjęła uchwałę uznającą wojska rosyjskie stacjonujące w Rzeczypospolitej za posiłkowe i prawdziwie Narodowi pomocne. Na sejmikach w Proszowicach i Oświęcimiu przedstawiciel rosyjski Osip Igelström kupował głosy drobnej szlachty.

Odbył się w latach 17671768 w Warszawie jako sejm delegacyjny, w asyście oddziałów wojsk rosyjskich, które otoczyły miasto. Pierwsza sesja miała miejsce 5 października 1767. Po bezprecedensowym porwaniu przez Nikołaja Repnina przywódców konfederacji radomskiej: biskupa krakowskiego Kajetana Sołtyka, biskupa kijowskiego Józefa Andrzeja Załuskiego, hetmana polnego koronnego Wacława Rzewuskiego i jego syna Seweryna (przebywali na zesłaniu w Kałudze przez 5 lat) – sterroryzowany sejm doprowadził do równouprawnienia dysydentów.

Sejm wyłonił 71 osobową delegację, której udzielił pełnomocnictw do pertraktowania z posłem rosyjskim. W rzeczywistości lista jej członków była uprzednio przygotowana w kancelarii Nikołaja Repnina, który przejął kontrolę nad negocjacjami[6].

26 lutego 1768 uchwalono na nim prawa kardynalne, potwierdzające dotychczasowe przywileje ustrojowe szlachty w Rzeczypospolitej. Sejm wprowadził też pewne reformy: szlachcic za zabójstwo chłopa miał być karany nie grzywną zwaną główszczyzną, jak dotychczas, lecz „utratą własnej głowy swojej”,[7] zniesiono liberum veto na sejmikach szlacheckich, ograniczono je w Sejmie do materii status, uruchomiono mennicę, zgłoszono zamiar równouprawnienia innowierców i ograniczenia przywilejów kleru.

Gwarantką tych postanowień została cesarzowa Rosji Katarzyna II i od tego czasu Rzeczpospolita stała się de iure protektoratem Rosji.

Protest Józefa Wybickiego przeciw wszystkim aktom tego sejmu, uznawany jest za jedną z ostatnich pozytywnych prób zastosowania liberum veto.

 

 

 

Posted in historia | Leave a Comment »

Summa de confessionis discretione, Podręcznik dobrej spowiedzi świętej

Posted by psychoneurocybernauta w dniu 9 stycznia 2017

W ruinach spalonego w 1241 roku Opola archeolodzy znaleźli wiele pogańskich amuletów i tylko jeden krzyżyk. Panowie feudalni pilnowali, by lud stawiał się na mszę – spektakl, podczas którego rola wiernych ograniczała się do spoglądania na niezrozumiałe ruchy stojącego do nich tyłem księdza. Czas ten skracała sobie ludność śpiewem. Aktywny udział wiernych we mszy to druga połowa XVII wieku. Panowie wymagali także znajomości podstawowych modlitw. Nieprawidłowe wyrecytowanie łacińskiego tekstu w XII i XIII wieku karano dybami i chłostą. Chłop wiedział, że jest chrześcijaninem, ale co to znaczy, nie wiedział.
O tym, w co naprawdę wierzył lud, informują nas podręczniki dla spowiedników. Jeden z nich, pisany na Śląsku przez brata Rudolfa, zyskał miano „Katalogu magii Rudolfa”, z uwagi na przytoczone w nim 53 magiczne przepisy. Tylko jeden dotyczył szkodzenia ludziom, pozostałe miały na celu zapewnienie im szczęścia i pomyślności.
Brat Rudolf uważał magię za domenę niewiast. Oto kobieta chcąca uniknąć ciąży staje przed krzakiem czarnego bzu: „Ty noś za mnie, ja będę kwitła za ciebie”. Czy nie są to słowa czarownicy, pani samej siebie?

Brat Rudolf  – brat zakonu cystersów, w XIII w. przebywający początkowo w Jędrzejowie a później w Rudach koło Raciborza. Ponieważ klasztorem – matką dla obu ośrodków był francuski klasztor w Morimondzie, a sam zakonnik niezbyt przychylnie wypowiadał się o poczynaniach cesarza niemieckiego przyjmuje się, że brat Rudolf pochodził z Francji lub Włoch. Klasztor w Rudach, jako filia klasztoru w Jędrzejowie, rozpoczął swe istnienie w 1255 r. (akt fundacyjny księcia opolskiego Władysława i jego żony Eufemii pochodzi z 1258 r. a plany jego założenia z 1238 r.). Prawdopodobnie już wśród zakonników nadzorujących budowę klasztoru był brat Rudolf. Organizując życie zakonne zajmował się też pisaniem.

W 1810 r. część książek z biblioteki klasztornej, po kasacie zakonu przez władze pruskie, trafiła do uniwersyteckiej biblioteki we Wrocławiu. Wśród książek był klocek rękopisów brata Rudolfa od pierwszych słów noszący tytuł Summa de confessionis discretione (Podręcznik dobrej spowiedzi świętej). We wspólnej oprawie znalazły się ponadto perykopy ewangeliczne, kazanie św. Bernarda z Clairvaux oraz kazania brata Rudolfa o siedmiu pieczęciach.

W Summa de confessionis discretione spisał różne grzechy, dał przegląd guseł i zabobonów praktykowanych wśród ludności słowiańskiej. Dokument ten dla jednych był przykładem zacofania i ukrytego pogaństwa Ślązaków, dla innych jest świadectwem bogactwa pierwotnej kultury Słowian, niemożliwym do uzyskania innymi metodami. Zapewne nie znając miejscowego języka a równocześnie będąc świadkiem owych praktyk Rudolf stara się je tłumaczyć porównując ze znanymi sobie obyczajami rzymskimi, germańskimi oraz żydowskimi. Rękopis brata Rudolfa zaginął w 1945 r. Dzięki notatkom Edwarda Karwota i jego książce Katalog magii Rudolfa najważniejszą jego część mogliśmy poznać przed odzyskaniem rękopisu, co nastąpiło w roku 1958. Według późniejszych badań Stanisława Rybandta rękopis brata Rudolfa pochodzi z początku XIV w. na co ma wskazywać krój pisma tytulików, które zdaniem autora zostały dodane już po napisaniu tekstu. Autorstwo rękopisu S. Rybandt przypisuje Rudolfowi z Biberach, cystersowi żyjącemu na pograniczu szwabsko-turyngskim. Przyczyn trwania pogańskich obyczajów na znacznie wcześniej poddanym chrystianizacji pograniczu szwabsko-turyngskim oraz po co zakonnikom w Rudach spis grzechów z tamtej okolicy Rybandt nie wyjaśnia.

 

Klasztor posiadał bogaty księgozbiór. Pod koniec XVIII w., tuż przed sekularyzacją, jego biblioteka liczyła blisko 12 tys. woluminów. Najsłynniejsze dzieło pochodzące z Rud, to XIV-wieczna „Summa de confessionis discretione…”, czyli „Podręcznik dobrej spowiedzi” lub „Traktat o tajemnicy spowiedzi” zwany też popularnie „Katalogiem magii mnicha Rudolfa”.

Prawdziwe emocje budzi przechowywany w klasztorze w średniowieczu tzw. katalog magii Rudolfa. Naprawdę nazywał się „Summa de confessionis discretione…” czyli „Podręcznik dobrej spowiedzi świętej” i miał powstać w latach 1236-1250. Niektóre badania oparte na analizie paleograficznej datują jednak rękopis na XIV wiek, a Rudolfa utożsamiają z Rudolfem z Biberach, żyjącym na pograniczu szwabsko-turyngskim. Tajemniczy brat Rudolf zanotował różne zabobony i grzechy popełniane przez średniowiecznych ludzi. W zakonnej bibliotece znajdować się miały również utwory z dziedziny alchemii. Wiadomo, iż autorem jednego z nich był osobisty lekarz papieża Bonifacego VIII niejaki Arnold z Villanova.

 

Posted in Bez kategorii | Leave a Comment »

Związek Ludowo-Narodowy czyli nacjonalizm z liberalną gospodarką

Posted by psychoneurocybernauta w dniu 7 stycznia 2017

Większość stronnictw prawicowych i centroprawicowych w połowie sierpnia 1922 r. utworzyło Chrześcijański Związek Jedności Narodowej (ChZJN), do którego weszły: Związek Ludowo-Narodowy (ZLN), Narodowo-Chrześcijańskie Stronnictwo Ludowe (NChSL), Chrześcijańskie Narodowe Stronnictwo Pracy (ChNSP, zw. potocznie chrześcijańską demokracją lub chadecją) oraz  organizacje społeczne

Plakat wyborczy Chrześcijańskiego Związeku Jedności Narodowej, 1922

Plakat wyborczy Chrześcijańskiego Związeku Jedności Narodowej, 1922

Propaganda wyborcza bloku narodowo-chadeckiego była napastliwa pod adresem przeciwników politycznych. W jednej z broszur wyborczych można przeczytać:

„Naród ma tedy prawo teraz, przy zbliżających się wyborach, pociągnąć lewicę do odpowiedzialności. Pokazała ona prze ubiegłe cztery lata swoich rządów, co jest warta. Jej kasy partyjne były pełne, ale za to kasy skarbu stoją puste. Działacze lewicy porobili majątki, ale Polsce zubożała, Polska zginie, jeżeliby rządy obecne lewicy miały przetrwać następnych lat pięć. Czas przeto ostatni, aby teraz naród polski na wyborach do Sejmu i Senatu powiedział spółce socjalistów i ludowców: mamy waszych rządów dosyć, idźcie wreszcie precz!”.

Dość ciekawie i znamiennie prawica przedstawiała dotychczasowych premierów Polski, a mianowicie jako ludzi lewicy Wincentego Witosa. Artura Śliwińskiego i Jędrzeja Oraczewskiego, jako podstawianych przez lewicę – Juliana Nowaka i Antoniego Ponikowskiego, jako sprzymierzonego z lewicą – Leopolda Skulskiego, a jako skrępowanych w postępowaniu przez lewicę – Władysława Grabskiego i Ignacego Paderewskiego.

Plakat wyborczy ChZJN-u

Plakat wyborczy ChZJN-u

W dn. 26 września 1922 r. ukazała się odezwa przywódców: ZLN – Stanisława Gąbińskiego, ChNSP – Artemiusza Ludomiła Czerniewskiego oraz NChSL – Edwarda Dubanowicza, informująca o powstaniu wspólnej listy narodowo-chadeckiej.

Odezwa zawierała również ostre ataki na Józefa Piłsudskiego za jego działalność po roku 1918,  za powołanie socjalistycznego rządu Jędrzeja Oraczewskiego, nieprzestrzeganie Małej Konstytucji czy tez pomysły federalistyczne, które „przerastały możność naszych sił, uniemożliwiały stały pokój z Rosją”.

Ponadto krytykowano „socjalistyczne wkraczanie” państwa w życie gospodarcze i „nierozumne ustawodawstwa w duchu socjalistycznym, nie dające pewności kapitałom zagranicznym” oraz „przywilej i stronniczość w wojsku”.

W połowie października ChZJN wydał kolejną odezwę wyborczą, w której nawoływał do oparcia się na sojuszu z Francją, do usunięcia z wojska „dyletantów” (tj. legionistów Piłsudskiego), popierania chrześcijańskiego przemysłu i handlu”, nadania należytego miejsca religii w życiu publicznym, do utworzenia większości „narodowej” w Sejmie.

Lista ChZJN otrzymała nr 8 (tzw. „ósemka”).

prawicalista8

Michał Bobrzański pisał „najlepiej do wyborów przygotowała się narodowa demokracja, która na koszta swej agitacji pozyskała wielkie fundusze od ziemian całej Polski, zatrwożonych wywłaszczeniem.” Blok ChZJN-u atakował przede wszystkim  Józefa Piłsudskiego sądząc że ten będzie kandydował na prezydenta Polski po ukonstytuowaniu się nowego Sejmu. Zarzucano mu politykę niezgodną z interesami Polski, zarówno w latach 1918-1919, jak i w czasie wojny polsko-bolszewickiej, gwałcenie praw sejmu, prowadzenie niezgodnej z potrzebami kraju polityki zagranicznej i gospodarczej. W raz z Piłsudskim atakowano lewicę sejmową, zarzucając jej przede wszystkim „rozwodniony komunizm” oraz sojusz z mniejszościami narodowymi.

Sprawy ekonomiczne, katastrofalny stan Skarbu Państwa dostarczały publicystom endeckim i chadeckim niemało argumentów na rzecz zerwania z dotychczasowymi rządami centrowymi i przekazania władzy prawicy, która będzie w stanie uzdrowić sytuację na rynku walutowym. Atakowano również PSL „Piast” za odmowę porozumienia z prawicą, co mogło uniemożliwić zwycięstwo Bloku Mniejszości Narodowych, lewicy i Belwederu, z którymi rzekomo stała „Moskawa”. Szczególnie brutalnie atakowano Jana Dąbskiego i jego pismo „Politykę”.

wiersz o chjenie z piasta

wiersz o chjenie z piasta

Ugrupowania lewicowe nie pozostawały dłużne ChZJN nazywając ją często „Chjeną” i wskazując na jego antyludowe oblicze, dominującą w nim rolę wielkiego kapitału i ziemiaństwa, na zdobywanie za pomocą ChZJN dominującej pozycji politycznej w Polsce przez kler, który z małymi wyjątkami poparł ze wszystkich sił akcję bloku narodowo-chadeckiego, kandydował na jego listach (np. arcybp Teodorowicz, ksiądz Lutosławski, ksiądz Adamski) i nadużywał do tego celu ambony i konfesjonału. Biskupi wydali nawet specjalną odezwę popierającą blok narodowo-chadecki.

Związek Ludowo-Narodowy – polska partia polityczna działająca w II Rzeczypospolitej, zrzeszająca polityków prawicowych o poglądach narodowych (endecja), a także konserwatywnych i chadeckich.

W latach 1919–1926 stronnictwo odnosiło sukcesy wyborcze, jednakże na skutek braku porozumienia z innymi ugrupowaniami nie mogło samo sprawować rządów. Mogło jedynie wprowadzać pojedynczych, wykwalifikowanych ministrów (np. w resortach skarbu, oświaty czy spraw zagranicznych) do kolejnych powstających po 1923 rządów z chadekami i ludowcami (Chjeno-Piast). W wyborach prezydenckich wystawiali własnego kandydata – Maurycego hr. Zamoyskiego jako przeciwwagę dla Gabriela Narutowicza i Stanisława Wojciechowskiego, działacza PSL „Piast”.

Po przewrocie majowym stopniowo traciło na znaczeniu na skutek represji obozu piłsudczyków. Rozpoczęły się kłopoty wewnętrzne i rozłamy, dodatkowo nasilane przez represje ze strony obozu sanacyjnego. W 1928 przekształciło się w Stronnictwo Narodowe.

Wyniki listy Chrześcijańskiego Związku Jedności Narodowej w wyborach do Sejmu 1922 roku

Wyniki listy Chrześcijańskiego Związku Jedności Narodowej w wyborach do Sejmu 1922 roku

Sejm I kadencji podzielił się na 17 klubów. Chrześcijański Związek Jedności Narodowej od razu stworzył trzy zespoły poselskie: Związek Ludowo-Narodowy (endecja), Klub Chrześcijańsko-Narodowy oraz Chrześcijańskie Narodowe Stronnictwo Pracy (zwane: chrześcijańska demokracja lub chadecja).

Uprawnionych do głosowania było 12 989 718 osób, z czego swój głos oddało 8 821 675 osób (tj. 67,91% uprawnionych). Unieważniono 58 977 głosów, a za głosy ważne uznano 8 762 698.

Początki ZLN jako ugrupowania politycznego można dostrzegać w grudniu 1918. Wówczas to, tuż przed wyborami, powstał Narodowy Komitet Wyborczy Stronnictw Demokratycznych. W wyborach w 1919 sojusz ten uzyskał 109 mandatów (w większości posłowie pochodzili z Wielkopolski). Prezesem Klubu Poselskiego został Wojciech Korfanty, wiceprezesami – Stanisław Grabski, Konstanty Kowalewski i Józef Teodorowicz. W lutym 1919 nastąpiło przekształcenie w Związek Sejmowy Ludowo-Narodowy.

W styczniu 1919 grupa endeków próbowała dokonać zamachu stanu, chcąc obalić lewicowy rząd Jędrzeja Moraczewskiego. W nieudanej próbie przewrotu udział wzięli Marian Januszajtis-Żegota i Eustachy Sapieha.

Od 1 listopada 1918 r. w Wojsku Polskim. Dowódca Okręgu Generalnego „Białystok” w Łapach i dowódca Grupy „Łapy”. Ułatwił tam ewakuację wojsk niemieckich do Prus Wschodnich. Organizator zamachu stanu na rząd Jędrzeja Moraczewskiego przeprowadzonego w nocy z 4 na 5 stycznia 1919 roku, firmowanego przez Eustachego Sapiehę. Mimo początkowego powodzenia zamach po 8 godzinach wygasł, a płk Januszajtis został zawieszony w czynnościach.

Przyczyny zamachu stanu

  • Utworzenie przez Józefa Piłsudskiego, wbrew złożonej ustępującej Radzie Regencyjnej obietnicy utworzenia Rządu Jedności Narodowej, lewicowego rządu składającego się z reprezentantów PPS i PSL „Wyzwolenie” z Jędrzejem Moraczewskim jako premierem.
  • Socjalistyczne zmiany dokonywane przez rząd Moraczewskiego, m.in. uformowanie państwowej Milicji Ludowej, ustanowienie powiatowych Komisarzy Rządu Ludowego.
  • „Oddolne” ruchy dokonywane przez ww. komisarzy, objawiające się m.in. masowym zastępowaniem herbów państwowych orłem bez korony, usuwaniem krzyży ze ścian państwowych budynków.
  • Nasilanie się w społeczeństwie nastrojów rewolucyjnych, milczenie władz w sytuacji rosnącej liczby przykładów kradzieży własności prywatnej (bezprawne zabieranie fabryk przez robotników, wyganianie właścicieli folwarków przez chłopów).

Idea zrodziła się w środowiskach wojskowych. Przyczyną tego może być fakt, iż w garnizonie warszawskim nie było w tym okresie oddziałów pochodzenia legionowego oraz brak zaufania oficerów do Naczelnika Państwa. W skład utworzonego w konspiracji Komitetu Politycznego weszli głównie przedstawiciele środowisk konserwatywnych i endecji, a na jego czele stanęli m.in. Marian Januszajtis-Żegota, Tadeusz Dymowski, Jerzy Zdziechowski, Witold Zawadzki, Eustachy Sapieha. Do postulatów KP należało m.in. powołanie Rządu Jedności Narodowej z Ignacym Paderewskim na stanowisku premiera, ustanowienie Józefa Hallera Wodzem Naczelnym.

Zamach stanu rozpoczął się 4 stycznia 1919 roku o godzinie 23.00 w Warszawie. Spiskowcy wysłali na miasto kompanię podchorążych i formacje Straży Narodowej. Całość sił podzielili na trzy grupy:

  • Pierwsza, do której należeli przywódcy spisku, zajęła Ratusz na Placu Saskim (dzisiaj: Placu Piłsudskiego) z zamiarem ustanowienia tam centrum dowodzenia. W sytuacji braku Romana Dmowskiego i gen. Hallera w Polsce (obaj we Francji uczestniczyli w rozmowach na temat kształtu Traktatu Wersalskiego), Sapieha i Januszajtis-Żegota ogłosili przejęcie władzy nad krajem. Postanowili również wysłać popierającego przewrót gen. Stanisława Szeptyckiego wraz z 21. Pułkiem Piechoty z misją zwiadowczą. Dowiedziawszy się od zbiegłego z Ratusza oficera o sytuacji tam panującej, sam dostał się w ręce grupy buntowników, by zostać następnie uwolnionym przez swoich żołnierzy. Po dotarciu do Ratusza, gen. Szeptycki nie był w nastroju do popierania puczu. Jako najwyższy rangą oficer przejął dowodzenie nad 21. Pułkiem Piechoty i rozkazał mu otoczyć Ratusz. Przywódcy spisku w obliczu oblężenia i utraty głównej siły, która miała ich wspierać i przypieczętować zwycięstwo, postanowili skapitulować.
  • Druga grupa została przeznaczona do wzięcia zakładników, którymi byli ministrowie Rządu Jędrzeja Moraczewskiego. W końcowym rozrachunku można uznać działania grupy jako sukces. W wyniku jej działania do niewoli dostali się: premier J. Moraczewski, minister spraw zewnętrznych L. Wasilewski oraz minister spraw wewnętrznych S. Thugutt, którego z początku planowano zamordować.
  • Trzecia grupa miała za zadanie pojmać samego Józefa Piłsudskiego. Po udanej próbie cichego wejścia do Belwederu ogłosili swój zamiar aresztowania Naczelnika Państwa. Szybko jednak zostali zepchnięci do jednego pomieszczenia, w którym zamknęli ich lojalni wobec Piłsudskiego pracownicy.

Zamach stanu zakończył się bez walki kapitulacją zamachowców. Józef Piłsudski zdecydował się ośmieszyć zamachowców i zamiast uczynić ich męczennikami, zwymyślał ich i puścił wolno.

Skutki zamachu

  • Większość oficerów biorących udział w zamachu pozostała w armii.
  • 16 stycznia Piłsudski zmusił rząd Moraczewskiego do rezygnacji; desygnowany przez Naczelnika Państwa premier Ignacy Jan Paderewski, utworzył rząd ponadpartyjny.
  • Eustachy Sapieha został w czerwcu 1919 ambasadorem RP w Londynie.
  • Marian Żegota-Januszajtis został przeniesiony w stan spoczynku, a do służby czynnej powrócił już w czasie wojny bolszewickiej.

Zamach Januszajtisa – Wywiad w Muzeum Historii Polski

16 stycznia 1919 powstał bezpartyjny rząd Ignacego Paderewskiego, w skład którego weszli przedstawiciele ZLN: Władysław Seyda (minister dzielnicy „pruskiej”), Józef Englich (minister skarbu), ks. Antoni Stychel (wicemarszałek Sejmu). Kiedy wiosną 1920 na wschodzie sytuacja na froncie stała się krytyczna, ZLN zaatakował Piłsudskiego, stając się jednym z inspiratorów powstania Rady Obrony Państwa, w skład której z ramienia endecji wszedł Roman Dmowski.

W tym czasie program ZLN można zamknąć w kilku punktach:

  • nacjonalizm,
  • jedność narodu,
  • likwidacja podziałów klasowych,
  • głównym zagrożeniem dla państwa polskiego są Niemcy,
  • postulowanie umiarkowanej ekspansji na wschód,
  • gospodarka o kształcie prywatno-kapitalistycznym, sprzeciw wobec państwowego interwencjonizmu, poparcie dla ubezpieczeń robotniczych i reformy rolnej, ale sprzeciw wobec przymusowej parcelacji ziem,
  • kultywowanie polskiej tradycji, ducha religijnego i narodowego,
  • szczególna pozycja w państwie Kościoła katolickiego,
  • wzmocnienie władzy parlamentu, a osłabienie prezydenta.

Endecja miała bardzo silne wpływy pośród powstańców wielkopolskich, ale niezbyt mocną pozycję w Kongresówce, stąd w styczniu 1919 zdecydowała się na kompromis z Piłsudskim i tolerancyjny stosunek wobec kolejnych rządów. Kiedy w lecie 1920 powstał rząd Wincentego Witosa, uzyskał on pełne poparcie ZLN. Pomimo tego w latach 1919–1921 partia ta faktycznie nie podejmowała walki o władzę.

Od II połowy 1921 do początku 1922 ZLN zajmował zdecydowanie opozycyjne stanowisko względem Naczelnika Państwa oraz kolejnych rządów centrowych – rozpoczęła się ofensywa polityczna ZLN. Przed wyborami 1922 powstał szeroki blok prawicowy Chrześcijański Związek Jedności Narodowej, nazywany Chjeną przez jego przeciwników. W jego skład weszły: ZLN, Narodowe Stronnictwo Rolnicze, Polskie Stronnictwo Chrześcijańskiej Demokracji, Narodowo-Chrześcijańskie Stronnictwo Ludowe.

W Sejmie ugrupowaniu temu udało się zdobyć 98 mandatów (22%), a w Senacie – 29 miejsc (26%). Natomiast porażkę poniosła w jedenastu okręgach wyborczych (nr 59 – Brześć Litewski, nr 46 – Jasło, nr 56 – Kowel, nr 28 – Krasnystaw, nr 58 – Krzemieniec, nr 57 – Łuck, nr 61 – Nowogródek, nr 60 – Pińsk, nr 64 – Święciany, nr 45 – Tarnów i nr 27 – Zamość), gdzie ChZJN nie uzyskał ani jednego mandatu.

Na forum Zgromadzenia Narodowego miała później miejsce „bitwa” o prezydenta. Kandydat endecji, Maurycy Zamoyski przegrał jednak z Gabrielem Narutowiczem, który został zamordowany przez fanatycznego zwolennika prawicy, Eligiusza Niewiadomskiego.


26 października 1924 miał miejsce IV Kongres ZLN, na którym pojawiły się postulaty rozwoju i wzmocnienia stronnictwa, zwiększenia wewnątrzpartyjnej dyscypliny. Powołano wydziały robotniczy i wiejski w celu zwiększenia liczby zwolenników. Zdecydowano, iż w razie dojścia przez ZLN do władzy, komuniści zostaną pozbawieni biernego prawa wyborczego.

13 listopada 1925 upadł rząd Grabskiego, jego miejsce zajmuje Aleksander Skrzyński, w jego gabinecie przedstawiciele ZLN, Chrześcijańskiej Demokracji, Narodowej Partii Robotniczej, PSL „Piast” i Polskiej Partii Socjalistycznej. Z ramienia ZLN – Jerzy Zdziechowski (minister skarbu), Stanisław Grabski (minister wyznań i oświaty).

10 maja 1926 powstał trzeci rząd Witosa, w którym ponownie teki objęli Zdziechowski i St. Grabski. Jego działalność była jednym z powodów przeprowadzenia przez Piłsudskiego zamachu majowego.

Od 1926, w odpowiedzi na przejęcie władzy przez sanację, postulowano jedność polskich ruchów nacjonalistycznych. Jednak ich część wyraźnie się radykalizowała – 4 grudnia 1926 powstał Obóz Wielkiej Polski, który miał w zamyśle jego twórców zastąpić ZLN.

7 października 1928 ZLN, osłabione przez sanacyjne represje, przestało istnieć. Zastąpiło je Stronnictwo Narodowe.

Stronnictwo Narodowe – polska partia polityczna, utworzona w październiku 1928 w wyniku przekształcenia Związku Ludowo-Narodowego, której zadaniem było prowadzenie bieżącej działalności politycznej obozu narodowego (Narodowa Demokracja).

W okresie II wojny światowej SN było jednym z 4 głównych konspiracyjnych stronnictw politycznych które działało pod kryptonimem „Kwadrat”. Było reprezentowane, do czerwca 1941 w rządzie RP na uchodźstwie przez – Władysława Folkierskiego i Zygmunta Berezowskiego oraz w Delegaturze Rządu RP na Kraj i w Politycznym Komitecie Porozumiewawczym.

Kwadrat postulował model Polski narodowej i bezklasowej. Opowiadał się za walką z Niemcami, wyparciem z Polski obcego kapitału, uspołecznieniem własności przez udział robotników w przedsiębiorstwach, przebudową ustroju rolnego oraz za znacznym przesunięciem zachodniej granicy. Zwalczał wpływy komunistyczne w Polsce.

W październiku 1939 na konspiracyjnym posiedzeniu, zarząd główny SN powołał Narodową Organizację Wojskową.

W 1942 część kierownictwa politycznego Kwadratu wystąpiła z inicjatywą podporządkowania NOW dowództwu AK, co spowodowało rozłam w SN i NOW.

Działacze opozycyjni wraz z Organizacją Wojskową Związek Jaszczurczy utworzyli we wrześniu 1942 Narodowe Siły Zbrojne. W listopadzie 1942 doszło do scalenia NOW z AK.

Od lipca 1944 władze Stronnictwa prowadziły rozmowy polityczne z Niemcami, w celu zapobieżenia przewidywanej masakrze młodzieży polskiej w Warszawie w związku planowanym powstaniem. Hrabia Ronikier przedstawił w toczących się rozmowach ideę, by Armia Krajowa przejęła Warszawę bez morderczego boju z Niemcami, na co skłonni byli przystać niektórzy politycy i wojskowi niemieccy (vide casus Paryża w sierpniu 1944). Ideę tę popierał m.in. Józef Mackiewicz.

Narodowe Siły Zbrojne (NSZ) – polska konspiracyjna organizacja wojskowa obozu narodowego działająca w latach 1942-1947, licząca w szczytowym okresie rozwoju około 75 tys. ludzi początkowo walczyła z Niemcami i zwalczała Gwardię Ludową, Armię Ludową i partyzantkę radziecką oraz bandy rabunkowe a w okresie późniejszym brała udział w powstaniu antykomunistycznym walcząc przeciw Armii Czerwonej i siłom zbrojnym Polski Ludowej.

Powstanie antykomunistyczne w Polsce 1944–1953 – zbrojne wystąpienia oddziałów polskiej ludności przeciw Armii Czerwonej i władzy komunistycznej narzuconej Polsce przez Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich po II wojnie światowej.


Jerzy Zdziechowski (1880-1975) herbu Rawicz  polski polityk i ekonomista

Jerzy Zdziechowski (1880-1975)

Jerzy Zdziechowski (1880-1975)

Po wojnie działacz Związku Ludowo-Narodowego (ZLN) oraz Stronnictwa Narodowego. Był jednym z organizatorów nieudanej próby zamachu stanu w Polsce w styczniu 1919 (tzw. pucz Januszajtisa), skierowanej przeciw rządowi Jędrzeja Moraczewskiego. W latach 1925–1926 piastował funkcję ministra skarbu. W latach 1926–1933 członek Rady Obozu Wielkiej Polski. W latach 1922–1927 poseł na Sejm z ramienia ZLN. W nocy z 30 września na 1 października 1926 został brutalnie pobity we własnym mieszkaniu w Warszawie. Pobicia dokonali ludzie w mundurach, których tożsamość do dziś nie została ustalona. Zdziechowski był w opozycji względem rządów sanacji; był także jednym z głównych inspiratorów obstrukcji budżetowych. Wielu ówczesnych publicystów obwiniało (choć nie bezpośrednio) Józefa Piłsudskiego o wydanie polecenia zastraszenia Zdziechowskiego.


Roman Rybarski  – polski ekonomista i polityk narodowej demokracji

Roman Rybarski – polski ekonomista i polityk narodowej demokracji. Był zdecydowanym zwolennikiem umiarkowanego liberalizmu. Głosił konieczność: stałości prawa gospodarczego i niskich podatków, nienaruszalność własności prywatnej, szkodliwość: przymusowych ubezpieczeń społecznych, monopoli i koncesji. Uznawał 3 formy wspierania gospodarki przez państwo. Były to uwzględnienie interesów prywatnych z interesem publicznym, tworzenie ogólnych warunków rozwoju gospodarczego oraz popieranie korzystnych dla ogółu inicjatyw prywatnych oraz uzupełnienie działalności gospodarczej prywatnej.


Edward Taylor (ur. 28 września 1884 w Kielcach, zm. 9 sierpnia1964 w Poznaniu) – ekonomista polski, twórca tzw. Poznańskiej szkoły ekonomicznej, organizator studiów ekonomicznych i prawa skarbowego na Uniwersytecie Poznańskim, przeciwnik etatyzmu i zwolennik indywidualizmu gospodarczego, przedstawiciel neoklasycznej szkoły w ekonomii, działacz narodowy, publicysta walczący o wolność gospodarczą i rozwój klasy średniej, radny w radzie miejskiej Poznania (1930–1932)

Do wybuchu II wojny światowej należał do Narodowej Demokracji. W latach 1921–1924 był członkiem Rady Naczelnej Związku Ludowo-Narodowego. Wypowiadał się krytycznie nt. przewrotu majowego i rządów sanacji.

Ze spółdzielczości jako pierwszy w Polsce stworzył dyscyplinę naukową. Udzielał się m.in. w ruchu spółdzielczym oraz Izbie Przemysłowo-Handlowej, która w 1926 założyła – m.in. za Jego pośrednictwem – Wyższą Szkołę Handlową.

Edward Taylor był konsekwentnym zwolennikiem angielskiego neoklasycyzmu, a zwłaszcza teorii A. Marshalla. Ze szczególnym znawstwem i prawdziwym sentymentem odnosił się także do takich twórców ekonomii klasycznej, jak: A. Smith, T. R. Malthus, J. B. Say, J. Ch. L. Simonde de Sismondi, J. S. Mill. Edward Taylor habilitował się w 1917 r. na podstawie rozprawy Pojęcie współdzielczości na Wydziale Prawa UJ. Twórca poznańskiej szkoły skarbowej

Wybory parlamentarne w Polsce w 1922 roku

Posted in Bez kategorii | Leave a Comment »

Złota Hramota uwłaszczenie chłopów na Ukrainie 1863

Posted by psychoneurocybernauta w dniu 7 stycznia 2017

 

Złota Hramota (dosł. „Złota Księga”) – dekret uwłaszczeniowy zredagowany pod koniec marca 1863 roku przez Komitet Centralny NarodowyRządu Narodowego skierowany do chłopów ukraińskich mający na celu pozyskać ich przychylność do walki z Imperium Rosyjskim.

Nazwa dokumentu pochodzi od złotego koloru czcionek, którym gramota została wydrukowana. Wzorowany był na powstańczym dekrecie uwłaszczeniowym (22 stycznia 1863), przy czym oferował adresatom znacznie więcej korzyści. Zaczęto głosić go zbyt późno, przez co jego oddziaływanie nie przyniosło wymiernych skutków. W przeciwieństwie do propagandy rosyjskiej, która umiejętnie wykorzystała animozje między narodem polskim i ukraińskim do zwalczenia powstania styczniowego na terenach Wołynia, Podola i Kijowszczyzny w maju 1863. Unaoczniło to m.in. tragiczne wydarzenie w Sołowijówce (9/10 maja 1863), gdzie miejscowi chłopi dokonali linczu na grupie 21 polskich agitatorów, usiłujących odczytać i objaśnić im „Złotą Hramotę”. Dwunastu agitatorów zamordowano wówczas na miejscu, a pozostałych, w większości ciężko rannych, wydano władzom rosyjskim.

 

Powstawszy wraz z Polską i z Litwą przeciw panowaniu moskiewskiemu […] oświadczamy […] że innego szczęścia nie pragniemy dla naszej drogiej ojczyzny […] jak tylko […] wolności […] równości […] wszystkich mieszkańców jakiejkolwiek są wiary i stanu. A pragnąc najwięcej szczęścia dla ludu wiejskiego, postanawiamy na wieczne czasy:

  1. Lud wiejski w siołach i futorach pańskich i rządowych, jednodworczy, czynszownicy i inni od tego dnia są wolni […] i równi co do praw innych obywatelom ojczyzny.
  2. Mogą i mają prawo przechodzić z miejsca na miejsce według upodobania i nikt im w tym przeszkadzać nie będzie.
  3. Mogą i mają prawo uczyć się we wszystkich szkołach i być w krajowej służbie zarówno z innymi obywatelami ojczyzny.
  4. […] mają prawo wybierać spomiędzy siebie deputowanych do sądów, rad i urzędów wiejskich, powiatowych, ziemskich i najwyższych publicznych.
  5. Sądzić się i rządzić będą na równi z innymi tylko przez swoje sądy i urzędy […]
  6. Podatki […] powinności i ludzi do wojska narodowego, będą dawać tylko za postanowieniem sejmu państwa złożonego z deputowanych całej ojczyzny.
  7. Ziemie orne […] sadyby pańskie i skarbowe, które za czynsz albo za odrobek, albo za wykup trzymali włościanie, będą od dnia dzisiejszego […] własnością każdego gospodarza, bez żadnej za nie zapłaty. Dziedzicom za te ich ziemie zapłaci Skarb Narodowy.
  8. Co do udzielenia ziemi włościanom, którzy jej dotąd nie mieli […] postanowi w swoim czasie najwyższy sejm państwa.
  9. Jednodworcy i szlachta czynszowa będą na równi z włościanami […] mieć ziemię sadybą i gruntową z ziem pańskich […] za zapłatą ze Skarbu Narodowego albo z ziem koronnych.
  10. Wiejskim księżom prawosławnym, prócz ziemi cerkiewnej, naznaczmy płacę w pieniądzach, aby nie potrzebowali żądać od ludu zapłaty za duchowe posługi […]
  11. […] każdemu kto chwyci z nami oręż przeciw panowaniu moskiewskiemu i albo zdrów wyjdzie, albo rannym zostanie, udzieli się najmniej sześć morgów ziemi [ok. 3,36 ha] i sadybę w ziemiach koronnych, albo dożywotnią płacę ze Skarbu Narodowego.
  12. […] obiecujemy swobodę praw i wiary, jakiej się kto trzyma, i używanie swego języka w szkołach, sądach i innych ziemskich urzędach […]

Złota Hramota

Aby przyciągnąć na swoją stronę masy ludu ukraińskiego, wydano odezwę, tzw. Złotą Hramotę. Główne jej założenie mówiło, że ziemie orne, sadyby pańskie i skarbowe, które posiadali włościanie, będą własnością każdego gospodarza bez żadnej zapłaty.

Chłopi przyjmowali ją chętnie, były jednak miejsca, jak gubernia kijowska, gdzie ustosunkowali się do ogłoszenia wrogo. Dochodziło nawet do napaści na powstańców, którzy rozdawali chłopom Hramoty.

Paweł Jasienica komentował ten fakt, mówiąc, że lud ukraiński zwalczał powstanie dlatego, że uważał je za pańskie, a nie dlatego, że było ono polskie. Osobną odezwę skierowano do Polaków na Rusi, która namawiała do pomocy dla Litwy i Korony.

 

Manifest Tymczasowego Rządu Narodowego z 22 stycznia 1863, zapowiadający przeprowadzenie uwłaszczenia chłopów .

Manifest Tymczasowego Rządu Narodowego z 22 stycznia 1863, zapowiadający przeprowadzenie uwłaszczenia chłopów .

 

Uwłaszczenie chłopów w Polsce – nadanie chłopom prawa własności do posiadanej przez nich ziemi, połączone ze zniesieniem obciążeń feudalnych, tj. pańszczyzny, czynszu, darmoch itp. Na ziemiach polskich uwłaszczenie przeprowadzono: w zaborze austriackim w 1848 r., w Królestwie Kongresowym w 1864 r. i w zaborze pruskim w latach 1808-1872.

 

Posted in historia | Leave a Comment »

Prawo lokacyjne / Prawa miejskie / Kolonizacja na prawie niemieckim

Posted by psychoneurocybernauta w dniu 1 stycznia 2017

Prawo lokacyjneśredniowieczne zbiory przywilejów i statutów jakimi podmiot lokujący obdarzał założone miasto lub wieś. Zwykle poszczególne lokacje dokonywały się w oparciu o pewien wzorcowy wypracowany w jakimś innym miejscu model, np. prawo magdeburskie.

W Polsce, począwszy od XIII wieku, zakładano wsie lub miasta na prawie polskim iure polonico, połączone zwykle z wprowadzeniem niwowego układu pól i regularnej zabudowy. Później także przenoszono istniejące miejscowości z prawa polskiego na niemieckie. Akt lokacyjny wsi określał prawa i obowiązki zasadźcy i chłopów. Lokacja miast na prawie niemieckim gwarantowała zwykle w przywileju lokacyjnym prawa mieszczan, przyczyniając się m.in. do rozwoju gospodarki towarowo-pieniężnej i uniezależnienia miasta od feudałów; chłopi otrzymywali dziedziczne prawo do ziemi, wieś – autonomiczny sąd.

Prawo Polski protofeudalnej (łac. iure polonico)

tradycyjne, lokalne prawo słowiańskie wywodzące się jeszcze ze wspólnotowego okresu plemiennego i działające przy niewielkim zróżnicowaniu społecznym. W okresie tworzenia się państwowości polskiej prawo zwyczajowe zostało wzbogacone o tzw. prawo stanowione wprowadzane przez księcia i egzekwowane przez drużynę i urzędników przy udziale starszyzny.

Źródła poznania

Opór Daków przerwał parcie Rzymu na północ, w efekcie ziemie polskie nie dostały się w sferę wpływów cywilizacji łacińskiej. W konsekwencji polskie prawo nie wzorowało się na prawie rzymskim (zachodnie państwa korzystały z Leges Romanae Barbarorum) oraz nie występowało w formie pisanej (jako tzw. Leges Barbarorum). Częściowo znamy je z nielicznych zachowanych relacji oraz łacińskich dokumentów wydanych przez kancelarie książęce oraz biskupie – (akta sprzedaży, nadania, przywileje, fundacje klasztorne oraz ich dokumentacja). Jak dotąd najobszerniejszymi znanymi zapisami prawa polskiego są księga henrykowska, księga elbląska, a także Liber fundationis episcopatus Vratislaviensis (pol. Księga uposażeń biskupstwa wrocławskiego) spisana za czasów biskupa Henryka z Wierzbna w latach 1295-1305 miejscowość wymieniająca szereg miejscowości lokowanych na prawie polskim iure polonico na Śląsku.[1][2] Dokumenty wzmiankujące stosowanie prawa polskiego zawarte są także w zbiorach średniowiecznych dokumentów książęcych oraz biskupich z terenu średniowiecznej Polski Codex diplomaticus Poloniae, Codex diplimaticus Silesiae, a także historycznych cyklach źródłowych Monumenta Germaniae czy Monumenta Poloniae. Dokumenty te pochodzą głównie z XIII w., a więc okresu schyłkowego, kiedy prawo polskie już wychodziło z użycia i było zastępowane płynącym z zachodniej Europy prawem feudalnym oraz magdeburskim. Na zwyczajowym prawie polskim Kazimierz Wielki ustanowił statuty wiślickie jedne z pierwszych w Polsce regulacji prawotwórczych, które oparte zostały na wcześniejszych zapisach: statutach wielkopolskich ustanowionych na wiecu ustawodawczym w Piotrkowie w latach 1356-1362 oraz statutach małopolskich ustanowionych na wiecu ustawodawczym w Wiślicy około 1362 roku.

W Polsce, podobnie jak na zachodzie Europy, obowiązywała zasada, że miejskie powietrze czyni wolnym, natomiast wiejskie czyni poddanym. Ktokolwiek przebywał w dobrach pana feudalnego przez rok i jeden dzień stawał się jego poddanym. Ktokolwiek przebywał w mieście (lokowanym) rok i sześć tygodni stawał się wolnym.

Właściciele ziemscy starali się przeciwdziałać zbiegostwu zatrzymując chłopów w odpowiednim momencie, ścigając i poszukując zbiegów, wreszcie łagodząc ciężary swoim podanym oraz przeprowadzając lokacje.

Wolnych gości znających rzemiosło (np. kowali, młynarzy) osadzano za czynsz oraz obowiązek wykonywania fachowej pracy na rzecz właściciela ziemi (młynarz oprócz mielenia zboża pańskiego pracował jako stolarz, a kowal robił narzędzia i kuł konie).

W obrębie danej jednostki własnościowej obowiązywała zasada samowystarczalności. Ludność wolna zachowywała prawo wychodu i po spełnieniu określonych warunków mogła udać się w inne miejsce, to samo było z ich dziećmi, które mogły udać się np. na naukę rzemiosła. Chłopi pozbawieni prawa wychodu zwani byli poddanymi. Oni i ich dzieci ziemię mogli uprawiać dziedzicznie, lecz pan mógł ich przenosić na różne miejsca, zazwyczaj na pola gorszej jakości.

Pod względem zawodowym ludność niższą można podzielić na rolników oraz rzemieślników dworskich lub grodowych. Ci ostatni skupieni byli w grupach i tworzyli całe osady specjalizujące się w pracy jednego typu. Pozostały po nich nazwy typu: Kowale, Szczytniki, Grotniki, itd. Po ludności służebnej trudniącej się hodowlą koni, bydła pozostały takie miejscowości jak Skotniki, Owczary, Kobylniki, itd.). Lasem i łowami zajmowali się bobrownicy, sokolnicy, psiarze, smolarze. Bezpośrednia obsługa dworów leżała w gestii łagiewników (warzyli piwo i sycili miody), piekarzy, kucharzy, itd.

Ludność służebna – we wczesnym średniowieczu w Czechach, Polsce i na Węgrzech grupy ludności wieśniaczej, zobowiązanej dziedzicznie do wyspecjalizowanych świadczeń i posług na rzecz monarchii w zamian za zwolnienie z niektórych danin i ciężarów. Była to ludność wolna lub niewolna, pracująca wyłącznie na potrzeby dworu książęcego.

Wszyscy oni pracując na roli, wytwarzając, usługując płacili swemu panu za prawo użytkowania jego ziemi lub za dach nad głową i utrzymanie oraz zarabiali na należne księciu podatki. Należność pobierał właściciel ziemi w postaci renty naturalnej, odrobkowej lub pieniężnej. Przy rencie naturalnej właściciel zabierał wytwory pracy poddanego (zwykle było to zboże – łatwe do podzielenia i do przechowywania). Przy rencie odrobkowej należało przepracować jeden dzień w tygodniu (później coraz więcej), czyli 52 dni w okresach, kiedy była taka potrzeba, na ziemi i w dobrach pana. W trzecim przypadku należało zarobić i oddać należność w pieniądzu, zwykle kruszcowym, co zapobiegało stratom z tytułu inflacji i psucia pieniądza. Świadczenia, które stawały się niepotrzebne, pan zamieniał na inne, była to tak zwana reluicja. Jak się oblicza, daniny łącznie z dziesięciną pochłaniały ok. 50% dochodu poddanego.

Zwiększoną liczbę ludności starano się rozśrodkować tworząc nowe wsie początkowo na prawie polskim, a później także na prawie niemieckim. Zapobiegając zbiegostwu niektóre wsie przenoszono na prawo niemieckie, nawet bez odpowiednich dokumentów, zwłaszcza bez kłopotliwej zgody księcia. Takie wsie utrzymywały swoją strukturę i płaciły nieco wyższe podatki (o część księcia).

Prawo wychodu

Prawo wychodu w dawnej Polsce – prawo chłopa do opuszczenia wsi należącej do pana feudalnego. Wykształciło się w okresie lokacji wsi na prawie niemieckim i prawie polskim.

Chłop osiadły we wsi na prawie niemieckim mógł opuścić wieś kiedy chciał, ale musiał wcześniej doprowadzić gospodarstwo do porządku, obsiać ziemię, uiścić roczny czynsz i pozostałe świadczenia lub dać zastępcę. Od XV wieku miał obowiązek zarówno uiszczenia czynszu, jak i wskazania zastępcy.

Słabsze prawo wychodu przysługiwało chłopom osadzonym na prawie polskim. Mogli oni opuścić wieś raz do roku, w grudniu, blisko Bożego Narodzenia. Chłop powinien wtedy uprzedzić właściciela wsi, obrobić ziemię, uporządkować gospodarstwo, oddać inwentarz i zboże, które otrzymał, gdy obejmował gospodarstwo oraz uiścić specjalną opłatę (tzw. „wstanne”) lub przedstawić zastępcę.

Ograniczone prawo wychodu przysługiwało chłopom ze wsi nowo lokowanych, którzy skorzystali z tzw. „wolnizny” (nie płacili czynszu przez pierwsze lata zamieszkiwania w nowo założonej osadzie). Osadnicy ze wsi lokowanych na prawie polskim, mogli – według statutów Kazimierza Wielkiego – opuścić wieś po tylu latach, przez ile korzystali z wolnizny. We wsiach na prawie niemieckim mogli odejść wcześniej, jeśli zapłacili czynsz za tyle lat, ile brakowało do spłacenia wolnizny.

W XIV wieku i XV wieku szlachta ograniczyła uprawnienia chłopów. Statut wiślicki Kazimierza Wielkiego przyznał prawo opuszczenia wsi – bez konieczności uzyskiwania zgody właściciela wsi – jednemu lub dwóm chłopom rocznie. Natomiast statut warcki z 1432 zabronił chłopom opuszczenia gospodarstw w okresie wolnizny.

Jednakże nawet cała wieś mogła odejść od właściciela wsi, gdy ten:

  • zgwałcił żonę lub córkę chłopa,
  • została na niego nałożona ekskomunika, przez co chłopi nie mogli korzystać z posług kapłańskich,
  • skazano go i wszczęto egzekucję jego długu (np. kary grzywny) z gospodarstw chłopskich.

Dlatego w statutach Kazimierza Wielkiego czytamy:

Postanawiamy, że gdy od nas albo od którego z naszych poddanych kmiecie w nocy zbiegną z dziedziny [ziemi], tedy wszystkie rzeczy które pozostawią w swych domach przypadną panu dziedzicowi. A pan u którego zbiegowie się schronią, kmieci owych z całym dobytkiem zwróci, nadto zapłaci karę piętnadzieścia.

A ma to być zachowane wówczas, gdy owi kmiecie nie mieli z powodu pana, od którego uciekli, żadnej z wymienionych uciążliwości cierpieć. Po pierwsze gdy pan za swoje winy będzie wyklęty, z którego by powodu ziemianie jego byli pozbawieni sakramentów świętych. Po wtóre, gdy pan gwałt zada w swych dobrach jakiejś dziewce lub niewieście, gdy to wyjdzie na jaw, tedy nie tylko rodzina owej zniewolonej, ale i cała wieś, nie tylko w nocy, ale i jawnie, za dnia mogą odejść, a pan nie może ich zatrzymać. Po trzecie gdyby kmieci ociążono za winy pana mogą od niego zbieżać.

Ale z wyjątkiem tych przypadków kmieć odejść nie może jak tylko gdy dom zbuduje, ogrodzi, dobrze obsadzi. A gdy taki chłop przyjmie od pana wolniznę, tedy za tyle lat, ile z wolnizny korzystał ma panu czynsz zapłacić według polskiego prawa. A jeśli siedzi na niemieckim prawie, też odejść nie może aż zapłaci za tyle lat ile z wolnizny korzystał. A jeszcze nie może odejść prędzej nim na swoje miejsce znajdzie takiego bogatego kmiecia jako i on sam, rolę obsieje oziminą, pola oporządzi wszystkie – wówczas może odejść.

Jeśli chłop opuszczał wieś, porzucając gospodarstwo i nie dając zastępcy, nazywano to „zbiegostwem”. Było ono powszechne w dobie średniowiecza. Wykształciła się więc instytucja rękojemstwa kmieci. Dzięki niej właściciel wsi, do którego uciekł chłop, mógł spłacić jego dług u poprzedniego właściciela.

Od końca XV wieku chłopi utracili prawo wychodu, co było związane z rozwojem pańszczyzny, przywiązaniem chłopa do ziemi i poddaństwa chłopów.

Zbiegostwo chłopów – ucieczki chłopów z dóbr pana do miast, do innych dóbr, czy też poza granice kraju, jako forma obrony przed uciskiem w okresie feudalizmu.

Zbiegostwo chłopów występowało na ziemiach polskich od XII w. aż do upadku I Rzeczypospolitej. Najczęściej chłopi uciekali do dóbr królewskich lub poza granice kraju, do Prus, na Litwę lub Ruś (m.in. na Zaporoże). Zbiegostwo było formą obrony i walki chłopów ze wzrostem ucisku ze strony feudałow. Feudałowie zabezpieczali się przed zbiegostwem, zawierając między sobą układy o wydawaniu uciekinierów, wprowadzając specjalną procedurę sadową. Stosowali też środki ekonomiczne, zamiana pańszczyzny na czynsz oraz przyznawali chłopom tzw. prawa zakupne.

Za ucieczki straszliwie karano. Wypalano piętno na czole, podcinano ścięgna, stosowano odpowiedzialność zbiorową. Piotr Skarga wspomina nawet o karaniu chłopów śmiercią. Były to jednak przypadki sporadyczne, bowiem feudał karząc zbiega śmiercią pozbawiał się darmowych rąk do pracy w posiadanym przez siebie majątku ziemskim.

Zasadźca (łac. Locator, 1180 Schultetus, 1249 Sculte) – w średniowieczu człowiek, który w imieniu właściciela ziemi i na podstawie uzyskanego od niego przywileju lokacyjnego zajmował się organizacją prac mierniczych w obrębie zakładanej lub przelokowywanej wsi lub miasta, tworzeniem miejsc do prowadzenia handlu (jatek i kramów), oraz sprowadzaniem potrzebnych fachowców de diversis climatibus i osiedlaniem ich na terenie objętym lokacją. Dla wsi najważniejszy był młynarz, kowal, specjalista od osuszania gruntów, dla miast rzemieślnicy różnych specjalności i kupcy.

Zasadźca był pośrednikiem między panem a ludźmi zamieszkującymi teren lokacji. Zasadźcą zostawał zwykle człowiek z pewnym doświadczeniem kupieckim, koneksjami lub zasługami na dworze właściciela ziemi. Lokatorzy (zasadźcy) na ogół wywodzili się spośród średniego i niższego rycerstwa oraz patrycjatu miejskiego, w późniejszym okresie mogli nimi być też bogaci chłopi, np. dzieci sołtysów, młynarzy itd.

Scena założenie wsi na podstawie Zwierciadła saskiego (lokatora/zasadźcę przedstawia postać mężczyzny z czapką na głowie), rok 1300

Scena założenie wsi na podstawie Zwierciadła saskiego (lokatora/zasadźcę przedstawia postać mężczyzny z czapką na głowie), rok 1300

Obowiązki zasadźcy

Pilnował porządku i przestrzegania treści przywileju, na czas wojny musiał się z samopałem lub kuszą stawić, i co szóstego kmiecia ze wsi przywieść z widłami, cepem bojowym albo pawężą, bywało że wymagano aby sołtys stawiał się konno z uzbrojeniem rycerskim.

Kmieć (łac. cmetos, cmetonis, kmetho) – W XIV i XV wieku słowo to oznaczało chłopów, którzy mieli własne gospodarstwo o powierzchni przynajmniej 1 łana ziemi; w zamian za co musieli płacić panu feudalnemu czynsz i wykonywać prace rolne na jego ziemi. Początkowo 1 dzień, a w końcu nawet 10 dni w tygodniu.

Zagrodnik (łac. hortulanus) – chłop posiadający dom i gospodarstwo o obszarze nie większym niż 1/4 łana. Z racji posiadania skromnego kawałka ziemi, w odróżnieniu od kmieci, nie byli w stanie wyżywić całej rodziny, z tej racji stawali się podstawową siłą najemną na wsi.

Chałupnik: dawniej (XVII-XVIII w.): chłop bezrolny (lub prawie bezrolny) posiadający dom (chałupę) lub w nim mieszkający niekoniecznie na stałe, nieposiadający ziemi lub jedynie mały ogród i obejście. Zwykle zobowiązany odrabiać pańszczyznę. Przykład: „Chałupnicy, ogródki tylko przy chałupie mający, po gr. 6. płacąAktaKrak III 36.

W 1767 r. na wsi śląskiej chałupnicy stanowili 15 %, zagrodnicy 49 % i kmiecie 36 %.

Zasadźcy zajmowali się zagospodarowaniem nieużytków – terenów zalesionych lub podmokłych, a także przenoszeniem już istniejących miejscowości założonych na lokalnym prawie polskim na prawo magdeburskie. Słowo przenoszenie występuje tu nie tylko jako czynność prawna, ale również w znaczeniu dosłownym. Osady wtórnie lokowane, często powstawały w pobliżu, lecz na nowym, bardziej dogodnym miejscu. Budowano je według planu, w zwartym i regularnym układzie.

Niekiedy prawo lokowania, osiedlania się zwłaszcza przy lokacjach na terenach już zagospodarowanych, należało sobie kupić rekompensując właścicielowi ziemi straty z tytułu wolnizny. Wtedy nowo osadzani, za prawo osiedlenia się na terenie lokacji, musieli wpłacić zasadźcy wpisowe, rekompensujące jego wkład. Zasadźctwem niektórzy trudnili się niemal zawodowo, stąd mogli mieć duże doświadczenie w zakresie zakładania nowych wsi lub miast. Biedniejsi posiadacze lokowaniem zajmowali się sami, bogatsi zlecali to innym. Jan Zamoyski uzyskawszy akt lokacji Zamościa przygotowanie planów, pomiary i niektóre budowy zlecił B. Morando.

Przywileje zasadźcy

Zazwyczaj zasadźca zostawał dziedzicznym sołtysem wsi lub wójtem lokowanego miasta. Dziedziczność tych stanowisk stopniowo była likwidowana, w miastach wprowadzono obieralne samorządy, a na wsiach, po wykupieniu, pan nasadzał swojego zaufanego człowieka. W 1311 r. w Krakowie, po buncie wójta Alberta, Władysław Łokietek po raz pierwszy w Polsce, zlikwidował stanowisko dziedzicznego sołtysa, przejął jego dochody i ustanowił sołtysa mianowanego. Przewiny sołtysa mógł sądzić sąd leński złożony z pana i kilku okolicznych sołtysów. Sołtys po okresie wolnizny, zgodnie z ustaleniami zawartymi w dokumencie lokacyjnym, zajmował się ściąganiem należnych panu z tytułu gospodarowania na jego ziemi podatków (w naturze lub pieniądzu). Wraz z kilkoma mieszkańcami wsi w charakterze ławników posiadał też lokalny przywilej sądowniczy. Zwykle miał prawo zatrzymać 1/6 czynszu i 1/3 kar sądowych. O ile zwykłemu chłopu (rodzinie) przydzielano zwykle jeden łan ziemi to zasadźcy sołtysowi należało się dwa razy więcej. Jako pierwszy mieszkaniec mógł sobie wybrać najlepsze kawałki ziemi, pod względem urodzajności lub możliwości przyszłego wykorzystania np. przy rzece gdzie łatwo można było zbudować młyn wodny lub przy drodze gdzie można było zbudować karczmę. Były to inwestycje kosztowne, ale bardzo dochodowe. Bogacąc się mógł kupować ziemię i kolejne przywileje dla swoich dzieci. Jeśli nie miał wystarczających kwot mógł sprzedać lub wydzierżawić samo prawo do budowy młyna czy karczmy. Przysługującą mu ziemię mógł dzierżawić, a nawet odsprzedać sam przywilej sołtysowania. Mając wolny czas i pieniądze mógł zajmować się inną lokacją. W dokumentach lokacyjnych różnych miejscowości często spotyka się te same nazwiska zasadźców.

Prawa miejskie

 

Prawa miejskie – zbiór praw dotyczący mieszkańców miasta, szczególnie istotny w średniowieczu, gdyż wyjmował mieszczan spod jurysdykcji prawa ziemskiego (tzw. prawo dworskie).

Lokacja miast

Początki nadawania praw miejskich są związane z kolonizacją nowych terenów w XIII w., czyli tak zwanymi lokacjami, gdy możnowładca ściągał na swój teren osadników, którzy karczowali lasy i budowali nową osadę (zobacz zasadźca).

Aby zachęcić osadników do zmiany miejsca, przyznawano im nowe prawa. Pierwotnie kolonia przybyszów uzyskiwała immunitet sądowy, a wójt lub sołtys reprezentujący monarchę był powoływany z grona jej członków, następnie w miejsce immunitetów wprowadzano prawa miejskie. W Polsce pojawienie się praw miejskich przyniosło pierwsze elementy prawa rzymskiego, ponieważ wcześniejsze prawa ziemskie czy prawo lenne nie miały z nim większego związku.

Niejednokrotnie uzyskanie praw miejskich nie zmieniło faktu, że w dalszym ciągu miasto takie było jedynie z nazwy, herbu i przywileju. Osada pozbawiona możliwości rozwoju mogła dalej prowadzić życie typowo wiejskie, a główną działalnością jej mieszkańców była uprawa łanów ziemi przydzielonych przez właściciela.

Prawa miejskie nadawane były przez władcę na wniosek pana i obejmowały między innymi przywilej targowy, pozwolenie na swobodne uprawianie rzemiosła, prawo składu i prawo mili, prawo sądowe (spory rozstrzygał sąd) i związane z nim prawo miecza, czyli prawo do orzekania wyroków śmierci i określające jakie rodzaje kar, za jakie przestępstwa można wykonywać (wiązało się to między innymi z powołaniem instytucji kata), prawo do wznoszenia fortyfikacji (które władca przekazywał miastu).

Mieszkańcy miast mieli też niekiedy przyznawany przywilej zwalniający ich od płacenia ceł na obszarze całego kraju. Jedną z najważniejszych cech przywileju lokacyjnego miasta była zasada zbiorowego władania nadaną ziemią. Prowadziło to do ukształtowania specyficznego charakteru samorządu miejskiego.

Przywilej targowy (łac. ius fori, niem. Marktrecht, prawo targowe) również (przywilej przymusu targowego) oraz przywileje jarmarczne – w systemie prawnym średniowiecznej Europy Zachodniej prawo królewskie, jasno sprecyzowane pozwolenie (przywilej) dotyczące organizacji i obrotu handlowego w miejscach do tego wyznaczonych w formie targów i jarmarków. Przywilej określał liczbę dni targowych oraz wyznaczał miejsca do prowadzenia handlu. Źródła przywilejów targowych wynikały m.in. (jak w Polsce) z przyjętego prawa magdeburskiego w części dotyczącej zakładania miast i wsi.

Wraz uzyskaniem przywileju targowego miasto (miasto targowe) otrzymywało również prawo składu, a kupcy którzy przejeżdżali przez nie nie mogli handlować poza jego obrębem. Przywilej ten nakładał również na kupców obowiązek m.in. przymusu pozostawania w mieście aż do wyprzedania całego towaru. Prawo targu dotyczyło też przywileju na sochaczki.

Sochaczki – wolne targi na mięso przywożone przez chłopów z okolicznych wsi. Przywilej na sochaczki uzyskiwało każde miasto posiadające prawo targu. Nazwa sochaczki pochodzi od sochy, czyli kija, na który rzeźnicy zawieszali mięso na sprzedaż.

Początkowo handel koncentrował się wokół dużego placu targowego zwanego później rynkiem. Miejsce to posiadało immunitet sądowy i zarządzane było przez wyznaczonego sędziego targowego. Prawo do przebywania na terenie targu miał każdy wolny człowiek. Targ we wczesnym średniowieczu był również miejscem azylu. Dla podniesienia atrakcyjności zakładanych targów władze królewskie nadawały im różnego rodzaju przywileje i zwolnienia tak ekonomiczne jak i sądowe. Liczbę dni targowych oraz jarmarcznych regulował właściwy przywilej królewski.

Uzyskanie przywileju targowego umożliwiło w przeszłości przekształcenia się z osady targowej (łac. foralalia, loca forensia, ville forenses, civitas forenses) w miasteczko (łac. oppidulum, oppidum) , a następnie miasto (łac. civitas). Przywilej ten był zwyczajowo potwierdzany przy zmianie panującego.

Typy praw miejskich w Polsce

Prawa miejskie różniły się między sobą. Na prawie magdeburskim lokowano głównie miasta Śląska oraz inne znaczące miasta Małopolski, Wielkopolski i Rusi Czerwonej m.in. Kraków, Poznań, Lwów. Miasta Prus Królewskich otrzymały przywileje przed 1454 gdy wchodziły w skład państwa krzyżackiego. Jedynie Elbląg, Tczew, Frombork, Chojnice, Braniewo i Hel były jedynymi w dawnej Polsce, które przejęły prawo lubeckie, a nie magdeburskie. Były też miastami jednolicie niemieckimi i zostały przyjęte do Królestwa jako miasta Związku Pruskiego, gdzie stan mieszczański mógł się skutecznie przeciwstawić dominacji szlachty. Inaczej przebiegał model lokacji miast na Mazowszu. Pierwsze miasto tej dzielnicy to Płock, został lokowany na prawie książęcym w 1237. W 1257 Pułtusk i 1298 Łowicz były miastami kościelnymi. Warszawa lokowana w 1300 była również założona na prawie książęcym. W XV wieku lokowano na Mazowszu największą liczbę miast. W sumie na 156 przywilejów lokacyjnych nadanych na Mazowszu do 1791 roku, 36% opierało się na prawie książęcym lub królewskim, 15% na prawie kościelnym, a 49% pochodziło z nadań szlacheckich.

Ukształtowany wówczas wielonarodowościowy charakter miast w Polsce był niezwykle złożony. Miasta położone na Śląsku oraz wybrzeżach Bałtyku były począwszy od XIII wieku głównie niemieckojęzyczne, zwłaszcza śląski Wrocław, pomorski Szczecin, Toruń i Gdańsk. Także miasta średniowiecznej Małopolski miały przeważnie niemiecki charakter. W XIV wieku nie tylko Kraków, ale także Bochnia, Tarnów, Wieliczka, Sącz, Sandomierz, Lublin, Przemyśl i Lwów były skolonizowane przez Niemców. Przedstawiciele tych narodów kolejno pełnili funkcje starszych cechowych i zasiadali w radach miejskich. W tym też okresie wielkopolskie miasta położone w pobliżu sąsiedztwa Niemiec były przeważnie polskie. W XVI wieku gdy Kraków zaczął przyjmować polski charakter, Poznań dostał się pod wpływy reformacji i stawiał pierwsze kroki na drodze do germanizacji. We Lwowie ograniczenie praw obywatelskich do wyznawców religii rzymskokatolickiej stało się kierunkiem do przyswojenia kultury polskiej

W Polsce lokowano miasta m.in. na prawach:

  • magdeburskim (ius municipale magdeburgense), znanym też jako prawo niemieckie – prawo stworzone w Magdeburgu, jedno z najczęściej używanych przez polskie miasta (pierwszym miastem na terenie dzisiejszej Polski, które przyjęło prawa magdeburskie była Złotoryja), rządziły się nim głównie miasta w Brandenburgii, Saksonii, Małopolsce i Rusi Czerwonej
    Podstawą kodyfikacją prawa magdeburskiego był tzw. Weichbild magdeburski (Ius municipale), który był przeróbką Zwierciadła Saskiego. W Polsce najczęściej korzystano z tzw. Wulgaty, czyli oryginału niemieckiego, lub wersji Konrada z Opola powstałej dla mieszczan krakowskich w XIV w.
    Użycie praw magdeburskich przez inne miasta przyczyniło się do wzrostu znaczenia Magdeburga, bo inne miasta traktowały go jako wyższą instancję w trudnych przypadkach. Zbiór tak zwanych pytań brandenburskich zawiera około 1400 zapytań.
    Prawa magdeburskie były przetłumaczone na łacinę w 1506 przez kanclerza Jana Łaskiego, natomiast na język polski w 1581 przez syndyka lwowskiego P. Szczerbica.
  • lubeckim – niemieckie prawo lokacyjne, obok prawa magdeburskiego najbardziej rozpowszechnione, wzorowane na prawie Lubeki, stanowiło wzór prawno-organizacyjny dla ponad 140 miast, od Hamburga po Rygę, położonych wzdłuż południowego wybrzeża Bałtyku i na przyległych terenach, przyjmowały je głównie miasta związane ze Związkiem Hanzeatyckim, m.in. Stargard, Gdańsk, Elbląg, Braniewo oraz Frombork.
  • średzkim – odmiana prawa magdeburskiego powstała około 1210 w Środzie Śląskiej zatwierdzona przez Henryka I Brodatego. Była to kompilacja elementów prawa magdeburskiego i flamandzkiego dostosowująca je do śląskich realiów. Do głównych różnic należało sprawowanie władzy w mieście przez sołtysa lub wójta z ławnikami, przy czym stanowisko wójta i sołtysa było dziedziczne. Nie mogli oni sądzić niektórych rodzajów przestępstw, które były zarezerwowane dla sędziów państwowych. Znaczenie prawa średzkiego zmalało po powołaniu przez Kazimierza Wielkiego Sądu Wyższego Prawa Niemieckiego na zamku krakowskim na Wawelu.
  • chełmińskim – odmiana prawa magdeburskiego powstała około 1233 w Chełmnie, używana głównie na Pomorzu, Prusach, Mazowszu, Warmii, i Podlasiu. Na skutek zarządzenia Kazimierza Jagiellończyka od 1476 obowiązywało wszystkich mieszkańców Prus Królewskich (także szlachtę). Nigdy nie uzgodniono oficjalnej kodyfikacji, posługiwano się za to licznymi projektami kodyfikacji wydanymi drukiem. Od 1459 r. rolę sądu wyższego dla miast na prawie chełmińskim pełniła Rada Torunia.
  • kaliskim (ius Calisiense) – lokalna odmiana prawa średzkiego wzorowana na przywileju lokacyjnym Kalisza i stosowana we wschodniej Wielkopolsce.
  • poznańskim (ius Posnaniense) – lokalna odmiana prawa magdeburskiego wzorowana na przywileju lokacyjnym Poznania z 1253 i stosowana w zachodniej Wielkopolsce.
  • prywatnym Jana Cervusa Tucholczyka – opracowane w 1531, było oparte na Statucie Łaskiego. Była to próba spolonizowania praw miejskich podjęta przez profesorów Akademii Krakowskiej. W późniejszych wydaniach znalazły się dodatki na temat prawa rzymskiego i kanonicznego.
  • flamandzkim – wzorowane na prawie niemieckim, nadawane kolonistom flamandzkim, holenderskim oraz frankońskim, lokowane na nim były Racibórz, Nysa oraz sporadycznie inne miasta na Śląsku.

Prawo lubeckie (niem. Lübisches Recht) – niemieckie prawo lokacyjne, obok prawa magdeburskiego najbardziej rozpowszechnione. Wzorowane na prawie Lubeki, nadanym miastu w 1226 r. przez cesarza Fryderyka II Hohenstaufa. Od XIII wieku stanowiło wzór prawno-organizacyjny dla ponad 140 miast, od Hamburga po Rygę, położonych wzdłuż południowego wybrzeża Bałtyku i na przyległych terenach. Przyjmowały je głównie miasta związane ze Związkiem Hanzeatyckim.

Prawo magdeburskie (prawo niemieckie; łac. Ius municipale magdeburgense, niem. Magdeburger Recht) – średniowieczne prawo miejskie, wzorowane na prawie miasta Magdeburga. W 1035 Magdeburg otrzymał patent nadający miastu prawo do handlu i zjazdów. Prawo to spisane zostało w 1188, stając się wzorcem dla podobnych regulacji wielu miast środkowoeuropejskich.

Prawo niemieckie – termin powstały w początkach XIII w. na Śląsku i Morawach, początkowo jako prawo napływającej ludności, a następnie jako wzór przy organizacji samorządów miejskich i lokacji polskich wsi. Prawo magdeburskie dla ujęcia całości życia prawnego składało się z dwu spisów prawa, tj. obszerniejszego i bardziej wszechstronnego Zwierciadła Saskiego (łac. Speculum Saxonum) oraz prawa posiłkowego Weichbild dla miast. W kolejnych stuleciach prawo magdeburskie, lub tzw. magdeburgia, stały się synonimem prawa miejskiego.

Miasta nasze królewskie wolne w państwach Rzeczypospolitejustawa przyjęta przez Sejm Czteroletni (1788–1792) w 1791, następnie włączona in extenso do Konstytucji 3 maja (1791) jako jej Artykuł III.

Prawo_o_miastach.jpg

Już z chwilą otwarcia obrad Sejmu Czteroletniego w 1788, działacze mieszczańscy czynili starania o wniesienie kwestii miast królewskich pod obrady izby poselskiej. W celu koordynacji tych działań prezydent Starej Warszawy Jan Dekert zorganizował w Warszawie 27 listopada 1789 spotkanie przedstawicieli 141 miast królewskich I Rzeczypospolitej, którzy wystosowali memoriał do Stanisława Augusta Poniatowskiego, domagający się przyznania praw publicznych mieszczaństwu. 2 grudnia 1789 na Zamek Królewski w Warszawie udała się czarna procesja, by wręczyć to pismo monarsze.

Czarna procesja – wystąpienie przedstawicieli 141 miast królewskich mające miejsce 2 grudnia 1789 w Warszawie, w czasie którego Jan Dekert wręczył królowi prośbę o przywrócenie i rozszerzenie praw dla stanu mieszczańskiego.

Ubrani na czarno delegaci pod przewodem prezydenta Warszawy Jana Dekerta przeszli ulicami stolicy pod Zamek Królewski, miejsce obrad Sejmu Czteroletniego, gdzie złożyli na ręce króla Stanisława Augusta Poniatowskiego petycję, domagającą się przyznania praw publicznych dla mieszczan. Manifestacja ta, zwana czarną procesją przyczyniła się do powołania przez sejm specjalnej komisji do spraw reformy ustroju, której prace zakończyły się 18 kwietnia 1791 uchwaleniem prawa o miastach. Za inspiratorów tej akcji uważa się Hugona Kołłątaja oraz Jana Dekerta. W 1793 rządy konfederacji targowickiej zniosły to prawo.

18 grudnia 1789 Sejm Czteroletni powołał Deputację do Miast Naszych Królewskich, której zadaniem było m.in. przygotowanie projektu prawa dla miast. 1 marca 1791 projekt Deputacji wniesiony został pod obrady sejmu. Przepadły one jednak w toku burzliwych dyskusji, spotykając się z ostrym sprzeciwem konserwatywnej szlachty. Ostatecznie odesłano wszystkie projekty o miastach do Deputacji Konstytucyjnej, która miała się zająć opracowaniem jednego wspólnego projektu. Mimo to przedstawiony 14 kwietnia opracowany przez Deputację projekt nie uzyskał aprobaty posłów. Niespodziewanie własny projekt prawa o miastach przedstawił poseł Jan Suchorzewski. Koncepcja ta, sprzeciwiająca się przyznaniu przedstawicielom miast bezpośredniego udziału w sejmie, ale uwzględniająca niektóre postulaty mieszczan, została poparta przez króla Stanisława Augusta. 18 kwietnia uchwalono prawo o miastach, którego założenia oparte były na projekcie Suchorzewskiego.

Mieszczanie:

  • mogli wysyłać swoich przedstawicieli na sejm jako plenipotentów w liczbie 24 przedstawicieli, z głosem jedynie w sprawach miasta (jako ciało doradcze),
  • dostali prawo do nietykalności osobistej (oprócz bankrutów)
  • mogli nabywać majątki ziemskie,
  • nie mogli być więzieni bez wyroku sądowego,
  • mogli obejmować urzędy, otrzymywać stopnie oficerskie i godności duchowne,
  • mieli prawo do nobilitacji, czyli przyjęcia do grona szlachty,
  • nie otrzymywali pełni praw tak jak szlachta

 

Obywatelstwo miejskie

Do korzystania z pełni praw wynikających z prawa miejskiego mieli od średniowiecza do XVIII w. tylko wolni obywatele (łac. cives). Obywatelstwo miejskie nadawano zgodnie z zasadami ujętymi w wilkierzach, ordynacjach rady miasta oraz edyktach.

Mieszczaństwostan społeczny składający się z obywateli miast (łac. cives), czyli osób wolnych, podlegających prawu miejskiemu, uformowany w średniowieczu. Po upadku państwa stanowego klasa społeczna, nazywana częściej burżuazją (z fr. bourgeoisie – mieszkańcy miast);

Jako warunki stawiano m.in. urodzenie z legalnego związku, przedstawienie władzom miejskim dwóch zamożnych miejscowych popleczników oraz złożenie uroczystego zobowiązania do przestrzegania obowiązujących praw i stosowania się do rozporządzeń władz miejskich. Przepisy miejskie w zależności od tradycji nakazywały również w określonym terminie nabycie w mieście nieruchomości oraz uiszczenie stosownych opłat do kasy miejskiej.

Od końca XVI wieku w Polsce warunkiem uzyskania przyjęcia do prawa miejskiego było również wyznawanie religii rzymskokatolickiej (z wyjątkiem Prus Królewskich, gdzie największe miasta były luterańskie). Osoba, która uzyskała akceptację władz miejskich, była odnotowywana w księdze przyjęć do prawa miejskiego (łac. album civile).

Mieszczaństwo zajmowało pośrednie położenie między wyższym stanem – rycerstwem i niżej położonym chłopstwem.

Składało się głównie z kupców i zrzeszonych w cechach rzemieślników. Jednocześnie podlegało silnej społecznej i majątkowej stratyfikacji na bogaty patrycjat i uboższe pospólstwo.

Stopniowo wśród mieszczaństwa kształtowała się bogata warstwa, zajmująca się bankowością i zamorskim handlem, zrzeszona w gildiach i kompaniach handlowych, z której powstaniem wiąże się początek kapitalizmu.

Uzyskanie przyjęcia do prawa miejskiego umożliwiało wolne prowadzenie działalności gospodarczej, dawało czynne i bierne prawo wyborcze do władz miejskich, umożliwiało członkostwo w bractwach kupieckich i cechach rzemieślniczych.

Z mieszczaństwa najczęściej wyłączano rządzących się odrębnymi prawami i niepodlegających władzy rad miejskich Żydów, a także duchownych. Również nie był zaliczany do mieszczaństwa mieszkający w miastach, ale nieposiadający praw plebs. W Polsce ludność pochodzenia ruskiego mogła się starać o przyjęcie do prawa miejskiego dopiero po roku 1724.

Kolonizacja na prawie niemieckim

Kolonizacja na prawie niemieckim (osadnictwo na prawie niemieckim) – zjawisko społeczno-gospodarcze, które miało miejsce w Środkowo-Wschodniej Europie od XII do XIV wieku. Polegało ono na planowym osadnictwie ludności pochodzącej głównie z zachodnich obszarów Niemiec.

Kolonizacja ta dokonywała się na mocy osobnych umów, określających prawa i obowiązki kolonistów, które zawierane były pomiędzy panem (właścicielem gruntu) a grupą osadników, których reprezentował zasadźca. W Polsce rozwijała się od początku XIII wieku wraz z napływem grup wolnej ludności z Zachodu (gł. z Niemiec), przynoszących ze sobą zręby nowego prawa osadniczego, rozwiniętego następnie w system prawny zwany prawem niemieckim.

Kolonizacja na prawie niemieckim doprowadziła do znacznego zwiększenia gęstości zaludnienia i zmniejszenia obszarów puszczańskich. Osadnicy wprowadzili bardziej wydajne systemy rolnictwa i nowe techniki w rzemiośle i handlu, przyczyniając się do gospodarczego rozwoju tych ziem. Negatywnym skutkiem była zmiana struktury narodowej, na obszarach objętych kolonizacją co doprowadzało niekiedy do konfliktów, pomiędzy ludnością napływową a miejscową.

Osadnictwo niemieckie

Szybko okazało się, że kolonizacja wewnętrzna nie pokrywa w pełni zapotrzebowania na osadników. Problemem była słaba gęstość zaludnienia ziem środkowej Europy. By zyskać ręce do pracy, panowie-właściciele dóbr zdecydowali się sprowadzić rolników z Zachodu, głównie z Niemiec i Flandrii, gdzie w odróżnieniu od Europy Środkowej, panowało przeludnienie, prowadzące często do klęsk głodu.

Najwcześniej zajęły się tym klasztory, sprowadzające osadników, głównie z kraju macierzystego, z którego pochodzili zakonnicy. Za ich przykładem poszli książęta i panowie świeccy. Chłopi niemieccy i flamandzcy szukali na ziemiach Europy Środkowo-Wschodniej lepszych warunków życia niż te, które mieli w swoich krajach. Nierzadko byli to zbiegowie opuszczający swoje siedziby nielegalnie. Właściciele dóbr osadzający wychodźców starali się stworzyć im atrakcyjne warunki.

Lokacja wsi na prawie niemieckim wymagała zezwolenia lokacyjnego monarchy, które miało formę przywileju. Na podstawie zezwolenia lokacyjnego pan zawierał umowę z organizatorem wsi – zasadźcą, która określała prawa i obowiązki kolonistów. Jej zasadniczą treść stanowiło wyłączenie mieszkańców wsi spod prawa polskiego i nadanie im niemieckiego.

Na ziemiach polskich osadnictwo niemieckie rozwinęło się najbardziej na Śląsku (przełom XII/XIII wieku) i w Małopolsce (XIII wiek). Mniejsze znaczenie miało w innych dzielnicach, gdzie od przełomu XIII i XIV wieku, odbywało się na szeroką skalę osadzanie na prawie niemieckim chłopów polskich.

Prawa i obowiązki osadników

Przybycie do Europy Środkowej licznych kolonistów niemieckich skutkowało przyjęciem tam systemu prawa i modelu wsi opartym na niemieckim wzorze ustrojowym. Prawo niemieckie (Ius Teutonicum) odpowiadało rozwijającym się stosunkom towarowym, o czym świadczy fakt, ze lokacje wsi na prawie niemieckim skupiały się wcześniej w pobliżu miast, co wskazuje na związek pomiędzy systemem czynszowym a rozwojem rynków lokalnych. Było ono bardziej korzystne w porównaniu z „obyczajem wolnych gości”, zarówno dla pana (gwarantowało większy zysk), jak i dla chłopów (gwarantowało większą swobodę). Powodowało to, że z czasem prawo wsi niemieckich przenoszono też na wsie polskie, czeskie i węgierskie.

  • Prawo własności podległej w stosunku do nadziału – tzn. chłop miał prawo do gruntu, określane jako prawo dziedziczne, które stanowiło w istocie własność podległą (użytkowa) porównywalna do lennej. Nazwa nadziału chłopskiego to łan (od niemieckiego Lehen – lenno). Wielkość łanu była zmienna, zależała od jakości gleby. Wynosiła na zwykle 30 morgów (tj. 17,955 ha) – tzw. łan chełmiński, według miary obowiązującej od 1233 do 1818 r. Znano też większy łan frankoński – ok. 43 morgów (24 ha). Bywało, że osadnicy nowo lokowanych wsi wpłacali na rzecz pana pewną sumę pieniędzy – wtedy ich prawo do ziemi określano jako prawo zakupne. Pan nie mógł usunąć ich z nadziału nie spłaciwszy go wcześniej. Chłop mógł przekazać swoje gospodarstwo osobie trzeciej (zwykle za zgoda pana).
  • Określony czynsz – czynsz płacony na rzecz pana był ściśle określony. Można go było płacić w zbożu, pieniądzach, albo częściowo w zbożu, częściowo w pieniądzach. Poza czynszem chłop musiał dostarczyć pewnych zwyczajowo przyjętych świadczeń w naturze (np. kury, jajka na święta) i kilku dni roboczych w czasie siewu. Poza czynszem na rzecz pana, chłopi ponosili też pewne ciężary na rzecz państwa (np. ciężary związane z obronnością kraju) oraz Kościoła (dziesięcina). Nowi osadnicy korzystali często ze zwolnienia z czynszów przez lata niezbędne do zagospodarowania (tzw. lata wolnizny). Mogło ono trwać od 2 do 24 lat, zależnie od jakości gruntu.
  • Prawo wychodu – chłop na prawie niemieckim nie był przywiązany do ziemi. Mógł ją opuścić uczyniwszy zadość swoim zobowiązaniom. Zwykle jednak musiał sprowadzić równie zasobnego zastępcę.
  • Stosowanie własnego prawa i form organizacji osadniczej – na czele wsi stał sołtys, którym często zostawał zasadźca. Sołectwo było dziedziczne. Przewodniczył wiejskiej ławie sądowej i zbierał czynsze na rzecz pana.

Ludność miejska

Kolonizacji na wsi towarzyszył także napływ ludności obcej do miast. Lokacje miast dokonywano na podstawie dokumentu lokacyjnego władcy. Pan feudalny by nadać dokument lokacyjny potrzebował zezwolenia monarchy (tzw. przywilej lokacyjny). Rozróżniano miasta książęce (potem królewskie) i prywatne. Miasta polskie przyjęły dwa systemy prawa niemieckiego: magdeburski i lubecki. Cudzoziemcy osiedlający się w miastach polskich to byli przeważnie niemieccy kupcy i rzemieślnicy. Zdarzali się też zbiegowie ze wsi. W miastach lokowanych w XIII wieku, Niemcy stanowili większość populacji.

Skutki

Kolonizacja na prawie niemieckim doprowadziła do znacznego zwiększenia gęstości zaludnienia i zmniejszenia obszarów puszczańskich. Osadnicy wprowadzili bardziej wydajne systemy rolnictwa. Upowszechniona została trójpolówka. Koloniści wprowadzili także nowe techniki w rzemiośle i handlu, przyczyniając się do gospodarczego rozwoju tych ziem. Negatywnym skutkiem była zmiana struktury etnicznej, na obszarach objętych kolonizacją co doprowadzało niekiedy do konfliktów, pomiędzy ludnością napływową a miejscową.

Statuty Kazimierza Wielkiego

Statuty Kazimierza Wielkiego – zbiory praw wydane przez Kazimierza III Wielkiego, króla Polski. Jedyna kodyfikacja prawa sądowego o znacznym zakresie w Polsce za panowania dynastii piastowskiej.

Karol Marconi, Nadanie statutu wiślickiego przez Kazimierza Wielkiego

Karol Marconi, Nadanie statutu wiślickiego przez Kazimierza Wielkiego

Dążąc do unifikacji kraju Kazimierz Wielki ujednolicał prawo. Jednakże z powodu oporu ludności i poważnych różnic regionalnych nie udało się wprowadzić jednolitego prawa na całym terytorium Polski.

Poprzestano na osobnej regulacji prawa w dwóch dzielnicach: Wielkopolsce i Małopolsce. Dla Małopolski opracowano statut wiślicki, nadany w Wiślicy, zaś dla Wielkopolski statut piotrkowski, wydany w Piotrkowie Trybunalskim. Dlatego też zwane są statutami wiślicko – piotrkowskimi. Spisane zostały po łacinie, bez zachowania wyraźnego podziału merytorycznego. Normy prawne oparte były na polskim prawie zwyczajowym.

Były to jedne z pierwszych w Polsce regulacji prawotwórczych – do czasów Kazimierza Wielkiego władcy polscy ograniczali się do potwierdzania istniejącego prawa zwyczajowego.

Były rezultatem woli ustawodawcy dążącego do reformy prawa. Zawierały liczne normy modyfikujące dotychczasowe normy prawne. Na ich podstawie prawo obowiązujące w Królestwie Polskim było stopniowo rozszerzane poprzez dodawanie precedensów sądowych, szczegółowych postanowień króla oraz przykładów postępowania sądowego, w tzw. prejudykatach.

Tekst Statutów piotrkowskich uznaje się za bardziej pierwotny i tradycyjny, a tekst Statutów wiślickich za bardziej nowoczesny i postępowy.

Dopiero w XV wieku oba statuty scalono i ogłoszono drukiem jako tzw. dygesta. Było to tzw. prawo ziemskie stosowane w stosunku do stanu szlacheckiego.

Statut wiślicki uważany jest za najstarszy polski dokument dotyczący ochrony przyrody, ponieważ wprowadzał kary za wyrąb dębów i innych drzew w cudzych lasach.

Statut wielkopolski

Został wydany w obecności arcybiskupa gnieźnieńskiego, prałatów, możnowładców i szlachty na wiecu ustawodawczym w Piotrkowie w latach 1356-1362. Liczył 34 artykuły. Opierał się głównie na dotychczasowym wielkopolskim prawie zwyczajowym.

Statut małopolski

Został wydany na wiecu ustawodawczym w Wiślicy, później niż statut wielkopolski, najpóźniej w 1362 roku. Liczył około 59 artykułów. Była to właściwie ustawa zmieniająca prawo zwyczajowe.

Treść i redakcja statutów

Pierwotna wersja statutów zaginęła. Żadna ze znanych wersji nie posiada waloru zbioru obowiązującego.

Statuty nie były kodyfikacją uniwersalną, nie regulowały wszystkich zagadnień. Najwięcej przepisów dotyczyło prawa karnego (ok. 2/3 zawartości statutów), w dziedzinie prawa cywilnego statuty dotyczyły tylko wybranych kwestii. W obu statutach znajdowały się również artykuły odnoszące się do ustroju państwa i społeczeństwa oraz prawa sądowego. W treści statutów nie było wyodrębnionego podziału na dziedziny prawa. W redakcji poszczególnych artykułów Kazimierz Wielki zastosował:

  • argumenta a regula (odwołanie się do normy powszechnie akceptowanej jako obowiązująca),
  • argumenta a loci communis (twierdzenia uznawane powszechnie za prawdziwe),
  • argumentum a causis (przedstawienie celu danej regulacji),
  • argumentum et antecendentibus (przywołanie doświadczenia).

Wszystkie te zabiegi były stosowane dla wzmocnienia siły perswazji statutów. Figury retoryczne stosowane w tekście miały ułatwić akceptację nowego prawa oraz przekonać ludność do jego stosowania w miejsce dotychczas obowiązującego prawa zwyczajowego.

Regulacje szczegółowe

Ustrój społeczny

Regulowały stanowy ustrój społeczeństwa.

  • Statut małopolski przyznawał prawo wychodu poddanych ze wsi, bez zgody pana, jedynie dwóm, trzem chłopom rocznie. Istniały od tego trzy wyjątki:
    • pan był winien gwałtu na żonie lub córce chłopa (regulacja związana prawem karnym),
    • w wypadku wyklęcia przez kościół pana, gdy chłopi mieli pozostawać bez posług religijnych (regulacja związana z prawem kościelnym),
    • gdy na dobrach chłopów dokonywano egzekucji za długi pana (regulacja związana z ogólną polityką Kazimierza Wielkiego dążącego do umacniania gospodarstw chłopskich).
  • Nakazywały duchownemu przekazanie dóbr ziemskich świeckiemu krewnemu, jeżeli nie chciał pełnić z nich służby wojskowej.
  • Dążą do ochrony biedniejszych grup społecznych.
  • Upowszechniły obowiązek służby wojskowej sołtysów i wójtów.
  • Usankcjonowały naganę szlachectwa.

Prawo prywatne

  • Normowały lata sprawne.
  • Ustalały dziedziczenie chłopów w linii bocznej.
  • Rozbudowały instytucję dawności.
  • Przewidywały odpowiedzialność pasterza za szkody wyrządzone przez niedopilnowane bydło (culpa in custodiendo).
  • Znały odpowiedzialność za wady.

Wiek sprawny (także lata sprawne) – wiek, w którym w średniowiecznym polskim prawie zwyczajowym osiągano pełną zdolność do czynności prawnych. Zdaniem historyków wiek ten osiągano z chwilą ukończenia dwunastego (dla dziewcząt) lub piętnastego (dla chłopców) roku życia.

Osoba w tym wieku mogła samodzielnie zawrzeć ważny związek małżeński, testować czy uczestniczyć w obrocie handlowym. Młody pretendent do tronu mógł z chwilą osiągnięcia wieku objąć samodzielne rządy lub kontrolę nad nadanym mu terytorium. W przypadku, kiedy prawowity władca umierał zostawiając dziedzica przed osiągnięciem wieku sprawnego, rządy w zastępstwie najczęściej obejmował najwyższy dostojnik kościelny. W wielu przypadkach powoływano nad małoletnim lub małoletnimi konsens polegający na ustanowieniu tzw. opiekuna, którym zazwyczaj zostawał członek rodu panującego. W polskiej tradycji średniowiecznej przyszły następca tronu przed osiągnięciem dwunastego roku życia miał przydzielonego opiekuna-wychowawcę.

Według prawa kanonicznego za wiek sprawny do zawarcia małżeństwa uważano 12 rok życia, ale możliwość zajścia w ciążę przed 15 rokiem życia była stosunkowo niewielka. W Koronie od drugiej połowy XVI wieku za wiek sprawny uważano 15 rok życia dla chłopców i 12 lat dla dziewcząt.

Nazwa pochodzi od sprawności w posługiwaniu się bronią, a genezę ma w określeniu wieku dojrzałości do samodzielnego uczestnictwa w wojnie.

Przedawnienie i prekluzja wiążą się odpowiednio z osłabieniem i wygaśnięciem prawa. Przemilczenie i zasiedzenie powodują nabycie własności i niektórych innych praw rzeczowych w następstwie upływu czasu.

Instytucja dawności pojawiła się, już rozbudowana, w statutach Kazimierza Wielkiego. Najczęstszy termin to 3 lata (lub 3 lata i 3 miesiące). Prawo mazowieckie i praktyka koronna ustaliły termin do żądania skupu z tytułu prawa bliższości na 1 rok i 6 tygodni. W XV wieku skrócono go do 6 tygodni.

Prawo karne

  • Formułowały zasadę lex retro non agit (prawo nie działa wstecz).
  • Dążyły do indywidualizacji i subiektywizacji odpowiedzialności karnej. Wprowadzały łagodniejszą odpowiedzialność współsprawcy.
  • Znosiły odpowiedzialność ojca za czyny syna (ale pozostawiły odpowiedzialność pana za czyny sługi – odpowiedzialność za cudzy czyn).
  • Statut małopolski znosił odpowiedzialność za śmierć przygodną.
  • Znały instytucję początku.
  • Przewidywały surowszą odpowiedzialność sprawcy głównego przy mężobójstwie.
  • Często podwyższały karę przy drugiej recydywie.
  • Ustalały zabójstwo kobiety nierządnej jako wolne od odpowiedzialności.

Postępowanie procesowe

  • Zezwalały każdej osobie na zastępstwo procesowe.
  • Przewidywały ekscepcje dylatoryjne i peremptoryjne (wprowadzały ich podział).
  • Przewidywały egzekucje osobistą.
  • Określały obligatoryjne zawieszenie procesu przeciw nieletniemu do czasu osiągnięcia przez niego pełnoletności.
  • Określały zakres działalności władz sądowych.
  • Zapewniały wyrokom ścisłe wykonanie.
  • Określały wysokość kar sądowych.

Ewolucja

Od końca XIV wieku nastąpił dalszy rozwój statutów. Dołączono do nich (zwłaszcza do statutu małopolskiego):

  • ekstrawaganty: ustawy uchwalane przez Kazimierza Wielkiego i jego następców;
  • prejudykaty: wyciągi ze spraw sądowych z wyrokami (część to przypadki faktyczne pochodzą z rzeczywistej praktyki sądowej, niektóre są wynikiem twórczej działalności notariuszy królewskich) zredagowane w postaci kazusów: opis stanu faktycznego wraz z kwalifikacją prawną i wyrokiem;
  • petyta: projekty norm prawnych.

Wraz z postępującym ujednolicaniem prawa łączono oba statuty (po rozszerzeniu statuty małopolskie liczyły ok. 100 artykułów, statuty wielkopolskie – ok. 50) w jednej redakcji. Najbardziej rozpowszechnionym jednolitym zestawieniem statutów były tzw. dygesta. Zostały one zredagowane prawdopodobnie w kancelarii Władysława Jagiełły w początkach XV wieku. W ich skład wchodziło 130 artykułów: całe statuty małopolskie i wybór artykułów ze statutów wielkopolskich. Dygesta nie były w pełni zgodne z oryginałem; część przepisów została zmieniona. Usiłowano w ten sposób zunifikować prawo całego państwa. Zestawienie statutów w jednym układzie spowodowało, że Jan Długosz w swej kronice podaje informacje o uchwaleniu przez Kazimierza Wielkiego jednego zbioru praw dla Wielkopolski i Małopolski.

Nastąpiło również tłumaczenie treści statutów z łaciny na język polski, Najstarszym i najdokładniejszym przekładem statutów redakcja Świętosława z Wojcieszyna (kronikarz kapituły warszawskiej) pochodząca z połowy XV wieku (stanowi ono pomnik ówczesnej, polskiej terminologii prawniczej) W kolejnych tłumaczeniach dokonywano modyfikacji treści artykułów dostosowując je w ten sposób do aktualnych potrzeb. Wraz z rozwojem stosunków polskolitewskich przetłumaczono statuty na język ruski (1423 – 1434), co było związane z przenikaniem polskiego prawa na ziemie ruskie. Statuty (w redakcji dygestów) po raz pierwszy zostały ogłoszone drukiem w prywatnym zbiorze ustaw, tzw. Syntagmata z 1488 r.

Linki zewnętrzne

 

 

 

 

Posted in Bez kategorii | Leave a Comment »

‚O senatorze doskonałym’ (1593) Wawrzyniec Goślicki, Hamlet (1599) Williama Szekspira i konstytucja USA (1787)

Posted by psychoneurocybernauta w dniu 25 października 2016

Angielski przekład De optimo senatore z 1598 r.

Angielski przekład De optimo senatore z 1598 r.

„To właśnie przedstawienie ustroju Rzeczypospolitej zwracało uwagę zagranicznych czytelników szukających nie tylko informacji, ale także przykładów rozwiązań ustrojowych zgodnych z modelem proponowanym dla ich własnej ojczyzny.

Według obowiązującej w Polsce szesnastowiecznej teorii państwa, Rzeczpospolita miała ustrój mieszany składający się z trzech części: króla, senatu i izby poselskiej reprezentującej stan szlachecki. Władza była podzielona między owe trzy stany w sposób zapewniający równowagę. W opinii Goślickiego – obrońcy senatu, dążenia izby niższej do zapewnienia sobie większego udziału we władzy stanowiły zagrożenie dla tej równowagi.

W obliczu narastających tendencji absolutystycznych w królestwach Europy Zachodniej argumenty o zrównoważeniu i zagwarantowaniu kompetencji w państwie, zwłaszcza poddanych w stosunku do monarchy, zwracały uwagę i zapewne przemawiały do sił i stronnictw broniących się przed zawłaszczaniem coraz to większej części władzy przez panującego.

Goślickiego słusznie zalicza się do kręgu przedstawicieli tzw. szesnastowiecznego republikanizmu. Ponadto, w przededniu pierwszej realnej elekcji, oczy zachodnich obserwatorów pilnie śledziły wydarzenia w Polsce, a traktat Goślickiego oceniał elekcyjność tronu jako lepszy system od dziedziczności. Z tych to względów zapewne dzieło jego stanowiło atrakcyjną lekturę w szerokich kręgach czytelniczych w Anglii, gdzie panowała moda na zagraniczne specula o tematyce politycznej. Czytano je przede wszystkim w środowisku prawniczym i administracyjnym, ale ponadto w kręgach uniwersyteckich, dworskich i wśród literatów.

Bezpodstawnie się twierdzi, jakoby oba te „wydania” zostały „skonfiskowane”, a nawet „spalone na stosie” przez „elżbietańską cenzurę”. Tymczasem źródła wskazują, że 6 marca 1598 r. The Counsellor został zgodnie z wymogami ówczesnych przepisów regulujących prawa do drukowania i sprzedaży książek w Anglii wpisany do rejestru Stationers’ Company (cechu księgarzy) za zezwoleniem urzędnika cechowego oraz biskupa Londynu reprezentującego władze kościoła anglikańskiego.

W dokumentacji Stationers’ Company brak jakichkolwiek przesłanek pozwalających na postawienie hipotezy o urzędowym nakazie zniszczenia całego nakładu. Natomiast przekład De optimo senatore „ocenzurowano” jeszcze na etapie rękopisu ogdenowskiego, opuszczając bardzo istotne fragmenty, w których Goślicki występuje w obronie pozycji senatorów duchownych (czyli katolickich biskupów w polskim senacie), opowiadając się stanowczo za pierwszoplanową rolą Kościoła katolickiego w rządzeniu państwem.

Pominięto również wypowiedź Goślickiego preferującą monarchię elekcyjną i krytykę sukcesji dziedzicznej. Nie było więc żadnych powodów, aby nakład The Counsellor konfiskować. W samym zaś wydaniu znajduje się pewna osobliwość świadcząca bardzo wyraźnie o urzędowym poparciu, zapewne także i finansowym, udzielonym przez bliżej nieznane czynniki rządowe.

Zamiast dedykacji któremuś z miejscowych notabli (zazwyczaj komplementowany w dedykacji mecenas finansował wydanie albo w inny sposób odwdzięczał się autorowi lub drukarzowi) dołączono przekład pierwotnej dedykacji z 1568 r. Zygmuntowi Augustowi… nieżyjącemu wówczas od ćwierćwiecza!

Warto zaznaczyć, że w ogdenowskim rękopisie nie ma żadnej dedykacji. Co więcej, na karcie tytułowej pojawił się dopisek:

„To the honour of the Polonian Empyre” (Ku chwale Rzeczypospolitej Polskiej).

Najwyraźniej wydanie The Counsellor miało spełnić pewną rolę jako wyraz grzecznościowy w relacjach dyplomatycznych między Anglią a Polską i klucza do jego powstania należy szukać w ówczesnych wydarzeniach politycznych.

Paweł Działyński herbu Ogończyk (ur. 1560, zm. 1609) – ambasador Rzeczypospolitej w Republice Zjednoczonych Prowincji w 1597 roku, ambasador Rzeczypospolitej w Królestwie Anglii w 1597 roku.

Syn Pawła Działyńskiego, kasztelana słońskiego i dobrzyńskiego i Krystyny z Kostków, wnuk Mikołaja, brat Michała.

Był dworzaninem królewskim, sekretarzem i starostą bobrownickim i radziejowskim.
Posłował do Elżbiety I Angielskiej w roku 1597 z ostrą notą dyplomatyczną od króla Zygmunta.

 Wydarzenie, które przesądziło o szczególnym potraktowaniu The Counsellor, nastąpiło latem 1597 r., gdy do Londynu przybył Paweł Działyński, poseł Zygmunta III i miasta Gdańska, ze skargą na piracką działalność angielskich okrętów nie pozwalających kupcom gdańskim na swobodny handel drogą morską. Chodziło przede wszystkim o zatrzymywanie eksportu polskiego zboża przez Gdańsk.
Elizabeth I, c. 1600, Isaac Oliver

Elizabeth I, c. 1600, Isaac Oliver

Strona angielska argumentowała, że zapobiega dostawom wojennym (drewna okrętowego) swemu wrogowi – Hiszpanii. Tłem incydentu były nieprzyjazne stosunki Anglii z Hiszpanią, zwłaszcza rywalizacja na morzu. 4 sierpnia 1597 r. (25 lipca według starego kalendarza używanego w Anglii) poseł Działyński został przyjęty przez królową angielską Elżbietę Tudor na publicznej audiencji w pałacu w Greenwich i wygłosił mowę, której bezpośredniość zaskoczyła monarchinię. Poczuła się obrażona i dała upust swym emocjom w ostrej ripoście po łacinie, łajając posła za rzekomą zniewagę. Padły m.in. słowa, które – w kontekście popularności w Anglii zwierciadeł władcy – trzeba rozumieć jako pośrednią aluzję do traktatu Goślickiego O doskonałym senatorze:

„Co się ciebie tyczy, wydaje mi się, żeś przeczytał wiele ksiąg, lecz nie dotarłeś do ksiąg o władcach i zupełnie się nie orientujesz, jak należy [postępować w sprawach] między królami”.
 Wieści o incydencie na publicznej audiencji wnet się rozniosły. Wybuchły zamieszki – lud okazał swe niezadowolenie, a władze nie mogły zagwarantować posłowi ani należnej mu nietykalności, ani nawet bezpieczeństwa, o czym mówi zachowane w Bibliotece Kórnickiej sprawozdanie z poselstwa, tzw. Mercurius Sarmaticus:
Jej [Elżbiety] poddani nie powstrzymują się od różnego rodzaju zniewag, którymi napadają posła, lud wrze, żądając kary za obrazę majestatu. Już kupcy z dworca hanzeatyckiego ostrzegają przed trucizną, już właściciel gospody, nie wiadomo dlaczego tracąc zaufanie, żąda od posła, aby ten cotygodniowo regulował wszystkie opłaty za pobyt w gospodzie. Już żaden z Anglików nie odważy się zaprosić posła aż do jego wyjazdu.
 Przedstawiciel władz angielskich poufnie doradza posłowi:
upominam cię jak przyjaciel przyjaciela, byś dłużej w Anglii z powodu tumultu nie pozostawał. Widzisz (tak jest w absolutnej monarchii), cały lud jest dotknięty, kiedy królowa czuje się urażona. Strzeż się, żeby nie wynaleziono jakiegoś pretekstu, aby cię znieważyć lub wyrządzić krzywdę.
Zygmunt III Waza, Marcello Bacciarelli

Zygmunt III Waza, Marcello Bacciarelli

Sprawa jednak nie mogła się zakończyć na królewskiej inwektywie, konflikt nie był w interesie żadnej ze stron, może nawet bardziej Anglikom zależało na dobrych stosunkach z Polską ze względu na zapotrzebowania na polskie zboże, zwłaszcza w latach nieurodzaju i epidemii (a 1597 był właśnie takim rokiem) i z uwagi na to, by nie sprowokować zacieśniania się współpracy między Habsburgami a Zygmuntem Wazą. W następnym roku podjęto działania dyplomatyczne zmierzające do złagodzenia zaistniałej sytuacji i powrotu do negocjacji.

A stained glass representation of Polonius from Shakespeare's Hamlet

A stained glass representation of Polonius from Shakespeare’s Hamlet

Okoliczności te wskazują, że „promocja” angielskiego przekładu dzieła O doskonałym Senatorze była elementem programu koncyliacyjnego.

Czyżby pochwalna wzmianka z 1600 r. w pismach Krzysztofa Warszewickiego – nota bene pozostającego w bliskich kontaktach ze służbami Habsburgów – o tym, że „w Anglii szczególną popularnością wśród czytelników cieszy się książka Goślickiego” była tego świadectwem…

W tym samym czasie, zaledwie cztery dni po audiencji, wybuchł skandal na scenie jednego z podstołecznych teatrów. Skutkiem afery wokół dziś zaginionej sztuki The Isle of Dogs (Wyspa psów – nazwa toponimiczna maleńkiej wysepki u wylotu Tamizy, dzisiaj we wschodnim Londynie, w niewielkiej odległości od pałacu, w którym odbyła się audiencja Działyńskiego) spektakl zdjęto ze sceny, schwytanego twórcę osadzono w Tower, a wszystkie teatry publiczne pozamykano na kilka miesięcy.

Według wybitnego historyka teatru elżbietańskiego E.K. Chambersa przyczyną tak ostrych represji, zapewne głęboko zapadających w zbiorową pamięć londyńskiego środowiska teatralnego, gdyż finansowo uciążliwych dla wszystkich, było satyryczne przedstawienie Zygmunta III. [ E.K. Chambers, The Elizabethan Stage, Oxford 1923]

Niewiele lat później, ale już za panowania nowego monarchy Jakuba I, ukazała się drukiem pełna wersja szekspirowskiego Hamleta, w której po raz pierwszy występuje postać pompatycznego starca, doradcy królewskiego o imieniu Polonius (Poloniusz).

W pierwszym wydaniu dramatu, wcześniejszym zaledwie o kilkanaście miesięcy (1603), postać ta nazywa się Corambis; podobnie zresztą (Corambus) także w niemieckojęzycznej wersji dramatu granej w XVII wieku (prawdopodobnie przez angielskich aktorów) na kontynencie, może nawet w Gdańsku i na dworze Władysława IV.

Piszący w latach 20. XX wieku Chambers nie znał Merkuriusza sarmackiego i ograniczył się do domysłów na podstawie dostępnych mu materiałów angielskich. Jednak w świetle polskich źródeł do afery wokół poselstwa oraz odkrywczych prac prof. J. Limona dotyczących odnalezienia (i odbudowy) XVII-wiecznego teatru angielskiego w Gdańsku, oczywiste skojarzenie imienia postaci z Polską i poselstwem Działyńskiego (a także fakt używania alternatywy w sytuacjach, kiedy taka aluzja byłaby niewskazana) nabiera podstaw dowodowych, logicznie się wiążących także z hipotezą wysuniętą jeszcze w 1904 r. przez szekspirologa I. Gollancza o związku postaci Poloniusza z dziełem Goślickiego.

Hamlet (1605)

Treść sztuki

Za zgodą króla Laertes, syn Poloniusza i brat Ofelii, wyjeżdża do Francji. Przed wyjazdem radzi Ofelii, by nie wierzyła w wyznania miłosne Hamleta, które, nawet jeżeli są prawdziwe, nie doprowadzą do niczego dobrego z powodu różnicy w pochodzeniu. Także Poloniusz zakazuje córce spotykać się z Hamletem, bojąc się o jej dobre imię.

Król i królowa nie wiedzą co jest przyczyną obłędu księcia; przysyłają do niego jego szkolnych przyjaciół, Gildensterna i Rozenkranca. Hamlet jednak domyśla się, iż są oni szpiegami pary królewskiej i udziela na ich pytania wymijających odpowiedzi.

Odpowiedź na powody obłędu Hamleta podsuwa Klaudiuszowi Poloniusz, który wcześniej zakazał Ofelii spotykać się z Hamletem. Teraz doszedł do wniosku, że Hamlet jest nieszczęśliwy z powodu niespełnionego uczucia do dziewczyny. Organizuje spotkanie młodych, któremu przysłuchują się on i Klaudiusz. Według planu Poloniusza Hamlet ma wyznać na tym spotkaniu miłość. Ten jednak zrywa z Ofelią i to w dosyć brutalny sposób.

Królowa spotyka się z synem i próbuje czynić mu wymówki. Ten oskarża ją o zdradę ojca i jego pamięci. W czasie rozmowy zabija ukrytego za kotarą Poloniusza, mając przez chwilę nadzieję, że to Klaudiusz.

W czasie burzliwej rozmowy Hamleta z matką pojawia się Duch przypominając, że Hamlet przysiągł nie mścić się na niej. Ducha widzi tylko Hamlet, co sprawia, że matka bierze rozmowę między Hamletem a duchem za kolejny dowód szaleństwa syna.

Hamlet uspokoiwszy się ukrywa ciało Poloniusza. Zostaje zatrzymany na rozkaz króla i jeszcze tego samego dnia wysłany do Anglii.

Klaudiusz postanawia pozbyć się bratanka. Wysyła z Hamletem Gildensterna i Rozenkranca, dając im list, na podstawie którego Hamlet miał zostać uwięziony i zabity.

Po drodze Hamlet napotyka wojska norweskie pod wodzą Fortynbrasa maszerujące na Polskę. Na statku Hamlet wykrada list Klaudiusza i zmienia jego treść, wydając tym samym wyrok śmierci na Gildensterna i Rozenkranca. Statek atakują piraci. Hamlet zostaje wzięty do niewoli, piraci jednak odstawiają go do Danii.

Do kraju tymczasem z Francji wraca Laertes, syn Poloniusza, brat Ofelii. Wywołuje rebelię i wdziera się do zamku, żądając ukarania zabójcy Poloniusza. Klaudiusz uspokaja Laertesa, obiecując mu zorganizowanie sprawiedliwego procesu. Obiecuje także, iż nie będzie dłużej osłaniał Hamleta.

Kolejnym, po śmierci ojca, ciosem dla Laertesa jest obłęd Ofelii, w jaki popadła po śmierci ojca.

To dopiero na tle obustronnie udokumentowanych wydarzeń historycznych można mówić o odzwierciedleniu w Hamlecie zwierciadła polskiego Senatora opisanego w rozprawie Goślickiego. Same analogie między tekstem dramatu a traktatem nie wystarczają dowodowo, gdyż – jak już wspominaliśmy – wiele było dzieł o podobnej tematyce i stylistyce cieszących się w ówczesnej Anglii ogromną popularnością.

Niemniej w zestawieniu z wydarzeniami z lat 1597–1598 i przełomu stuleci podobieństwa pojęciowe i sformułowania w dramacie i przekładzie Goślickiego nabierają znaczeń doskonale się plasujących w teatralnej satyrze i naświetlających pewne kwestie dziś trudno interpretowalne.

Nie przeszkadza to w przyjęciu tezy o tym, że postać Poloniusza, to zawoalowana satyra na lorda Burghleya – sędziwego męża stanu. Wręcz przeciwnie: skrywanie satyrycznego wizerunku rodzimej osobistości pod płaszczykiem aluzji do spraw pozornie odległych (bo wiążących się bezpośrednio z cudzoziemszczyzną), to stary chwyt satyryków broniących się przed szponami cenzury.

When the word Polonius is introduced for the first time, it is nothing more than a geographic allusion to that guy from Poland.  Transition from Corambis to Polonius

Teresa Bałuk-Ulewiczowa, Wawrzyniec Grzymała Goślicki i jego dzieło „De optimo senatore”

W XVII i XVIII wieku dzieło Goślickiego żyło już w Anglii swoim życiem i było wykorzystywane do celów o jakich nie śniło się biskupowi, a śmiem twierdzić, że pewnie nie raz przewrócił się w swoim grobowcu na wieść o tym, co niektórzy pisarze polityczni wprawiali z jego traktatem. De optimo sentore wykorzystywano na Wyspach w całości lub w częściach, w polemikach politycznych, szczególnie podczas sporów królów z dynastii Stuartów: Jakuba I i Karola I z parlamentem, co doprowadziło do wojny domowej i w efekcie ścięcia tego ostatniego w 1649 roku. Po dzieło biskupa poznańskiego sięgali zwolennicy parlamentu, ale po restauracji Stuartów w 1660 roku, wykorzystywali je także publicyści wychwalający monarchię i potępiający królobójców. Traktat Goślickiego został ponownie wydany w 1733 roku pod tytułem The Accomplished Senator. Jego wydawcą był pisarz, niejaki William Oldisworth, co przyczyniło się do dalszego spopularyzowania dzieła naszego biskupa-uczonego.

14718664_259013507830300_2590151306411793637_n

Angielski przekład traktatu Goślickiego z 1733 r.,

W okresie międzywojennym pojawiła się teoria, dzięki której narodziła się piękna, acz raczej nieprawdziwa legenda. Otóż, zdaniem pierwszego ambasadora Rzeczpospolitej w Stanach Zjednoczonych Tytusa Filipowicza, dzieło Goślickiego miało zainspirować Ojców Założycieli Stanów Zjednoczonych, a zwłaszcza Thomasa Jeffersona do napisania Deklaracji Niepodległości i konstytucji USA.

Byłby więc Goślicki trzecim Polakiem, obok Tadeusza Kościuszki i Kazimierza Pułaskiego, który walnie przyczynił się do powstania Stanów Zjednoczonych. Filipowicz wysunął tę hipotezę po raz pierwszy w 1932 roku, później jeszcze kilkakrotnie powtórzył ją na łamach prasy.

Amerykanie przyjęli te rewelacje z życzliwym uśmiechem, ale raczej nie uwierzyli w nie. Prawdą jest, że nie ma żadnych dowodów, śladów, czy chociażby poszlak wskazujących na to, aby Jefferson lub inni spośród Ojców Założycieli Stanów Zjednoczonych, korzystali z De optimo senatore. Jefferson, jeden z sygnatariuszy Deklaracji, a w przyszłości trzeci prezydent USA, był człowiekiem wszechstronnie wykształconym i jako taki mógł oczywiście czytać angielski przekład traktatu Goślickiego, a nawet mieć go w swej bibliotece, ale to jeszcze nie dowodzi, że opierał się na nim podczas pracy nad wiekopomnymi dokumentami stanowiącymi fundament amerykańskiej państwowości.

 De optimo senatore

Król winien być namiestnikiem Bożym i sługą, którego celem ma być szczęśliwe życie obywateli. Miał być wybierany przez senatorów, mianowanych przez króla spośród najcnotliwszych obywateli. Król, tak jak i mąż stanu, muszą znać dogłębnie aktualną sytuację w państwie i na świecie, filozofię, historię, ekonomię, retorykę. Winni kochać ojczyznę ponad wszystko, wyróżniać się rozsądkiem, sprawiedliwością, męstwem, umiarkowaniem, powagą, pobożnością, dobrodusznością i szlachetnością.

Goślicki opowiedział się za monarchią mieszaną, w której szczególną rolę przypisywał senatowi utrzymującemu równowagę między królem a narodem [populus – szlachta] i skupiającemu osoby doskonałe cnotą. Szczególna pozycja Senatorów ma gwarantować w kraju rządy podporządkowane Rozumowi i cnocie. Z tego powodu, król powinien w każdej sprawie zasięgać rady senatorów po to, by uniknąć kierowania się namiętnościami przy sprawowaniu rządów. Młodym ludziom zalecał służbę ojczyźnie na polu bitwy, starszym – w parlamencie. Do polityki dopuszczał również kapłanów. Podkreślał rolę zgodnego z prawem naturalnym, niezmiennego i powszechnie przestrzeganego prawa stanowionego. Opowiadał się za publiczną edukacją. Wyznawał zasadę urząd jest nagrodą za cnotę. Wykazał się imponującą wiedzą z zakresu filozofii i historii starożytnej.

Rozprawę Goślickiego kilkakrotnie wydano w Anglii: w 1598 The Counsellor Exactly Portraited in two books, którego ponowna edycja w 1607 nosiła tytuł A Common Wealth of Good Counsaile. W 1660 niejaki J. G. wydał traktat The Sage Senator, stanowiący zniekształconą przeróbkę wcześniejszego tłumaczenia. Kolejny raz traktat został przetłumaczony i opublikowany przez W. Oldisworthe’a w roku 1773 jako The Accomplished Senator in two books written, którego reprint ukazał się w roku 1992 nakładem American Institute of Polish Culture (Miami). W USA panuje silne przeświadczenie, że treściami traktatu inspirowali się m.in. Thomas Jefferson i Thomas Paine, tworząc konstytucję USA.

Laurentii Grimalii Goslicij De optimo senatore libri duo [books.google.co.uk]

14568225_259011131163871_8683909278447939851_n Wawrzyniec Goślicki herbu Grzymała, znany także jako Laurentius Grimalius, Goslicius, Grimaldius (ur. 1538 lub 1530, zm. 31 października 1607 w Ciążeniu) – biskup poznański od 1601 roku, biskup przemyski od 1591 roku. biskup chełmski od 1590 roku, biskup kamieniecki od 1586 roku, kanclerz Księstwa Siedmiogrodzkiego za czasów Stefana Batorego, sekretarz królewski Zygmunta II Augusta, opat mogilski, kantor płocki w 1578 roku, dziekan kielecki, kanonik krakowski i sandomierski w 1577 roku, pisarz polityczny i mówca.

 O zapomnianym klasyku

Goślicki stworzył, lub może raczej propagował, koncepcję polegającą na próbie połączenia dwóch klasycznych typów ustrojowych. Jak zdecydowana większość współczesnych mu myślicieli nie kwestionował wyższości monarchii. Widział jednak osobę króla jako podległego prawom i ograniczonego nimi. Argumentował, że nie jest on w stanie sprawnie rządzić sam, a jako skuteczne rozwiązanie tej kwestii zaproponował wprowadzenie elementów oligarchii uosabianej przez senat. Tę instytucję rozumiał z kolei jako ciało skupiające obywateli o najwyższych kwalifikacjach moralnych i posiadających cnotę mądrości, pozwalającą kierować się zawsze dobrem obywateli.

Miała to być więc elita, ale nie z urodzenia, lecz z cnót moralnych i obywatelskich. Wbrew bowiem pozorom istnieje w tym układzie jeszcze trzeci czynnik, naród: „Będzie on kolebką senatorów i innych urzędników, różnić się zaś te stany między sobą będą tylko tym, że tamci postawieni na urzędzie i wyróżnieni wiekiem i godnością będą znakomitsi i obdarzeni większym zaszczytem od innych, naród zaś, nie mając urzędu, będzie prowadził życie obywatelskie i posłuszne urzędnikom”.

Ważne jest przy tym uzupełnienie, że tym narodem w sensie dostępu do władzy nie mogą być wszyscy. Odsuwa bowiem Goślicki od tego prawa rzemieślników, kupców oraz chłopów i choć dostrzega pożytek płynący z ich pracy dla państwa, to zauważa, że życie ich i zajęcia nie kształcą w takich ludziach cnoty potrzebnej obywatelom. Naród więc stanowić winny, wyodrębnione według zaproponowanej przez Arystotelesa zasady, grupy: kapłanów, żołnierzy i doradców czy sędziów.

Ta stanowiąca oryginalną kompilację koncepcja bywa według Goślickiego realizowana w praktyce ówczesnych państw: Rzeszy, Francji, Hiszpanii, a nawet w Wenecji. Jego wizja w zakresie porównań wydaje się nieco spłaszczona, na pewno nie uwzględnia wielu niuansów ustrojowych oraz specyfiki w relacjach między poszczególnymi czynnikami w kolejno wymienionych państwach. Tym bardziej jednak warto zatrzymać się na dłużej nad wizją ówczesnego ustroju Polski, zaprezentowaną w „De optimo senatore…”.

Otóż Królestwo Polskie złożone jest również z trzech stanów: króla, arystokracji i narodu, którym jest wyłącznie wywodząca się z rycerstwa szlachta. O specyfice ustroju Polski stanowi jednak według Goślickiego przede wszystkim wielka zależność stanów od siebie: „bo król sam bez ich zgody i rady nic nie może zawyrokować w najważniejszych sprawach państwa – senat zaś podobnie nic nie może bez króla i szlachty”. Taka współzależność i wymóg zgody wszystkich trzech sejmujących stanów na ustanowienie nowego prawa powodują wielkie jego poszanowanie. Wyrazem tego są kaptury (konfederacje), które tak jak nakrycie głowy ochraniają mocą świętej przysięgi prawa i wolności. W obronie tych praw żaden prawy obywatel nie waha się oddać życia przeciw tyranii. Król w tym systemie rządzi trzymając się praw i nie według swej woli, ale uwzględniając rady senatorów. Tylko po takiej konkluzji wypowiada wojny, zawiera traktaty i nie wykracza poza spisane prawa. Takie postępowanie monarchy nie jest oznaką słabości, lecz przeciwnie: zyskuje panującemu powszechny szacunek obywateli. Konkludując stwierdza Goślicki: „Naród tedy jest tu wolny i uważa, iż jest prawdziwa wolność to jest żyć według praw i nic ani nie czynić, ani nie zamyślać przeciwko nim”.

Ustrój taki, bliski antycznym wzorcom, został stworzony nie dzięki znajomości dzieł Platona lub Arystotelesa, ale z samej czystej cnoty obywatelskiej królów i senatorów, którzy służyli za wzór, a nie zajmowali się rozstrzyganiem sporów i sądzeniem. Pojawia się zatem w tym idyllicznym obrazie dychotomia sugerująca rysę, żłobioną przez czynnik narodu (czytaj szlachty), ciążący w stronę mniej stabilnej demokracji.

Postrzega zatem Goślicki Królestwo Polskie jako przykład współistnienia trzech typów ustrojów: monarchii, arystokracji i elementów demokracji. Właśnie w kontekście owego wymieszania tych trzech elementów przedstawia państwo polskie jako monarchię mieszaną. Jej sprawne funkcjonowanie zależy bowiem od współdziałania w nadrzędnych dla wszystkich ramach prawa i od zgody między monarchą, senatem – uosabiającym pierwiastek arystokratyczny – a szlacheckim narodem. Ku takiej właśnie ogólnej interpretacyjnej koncepcji ustrojowej państwa Jagiellonów – jako monarchii konstytucyjnej z istotnym czynnikiem arystokratycznym oraz kulturą polityczną autentycznie opartą na systemie cnót chrześcijańskich – coraz częściej skłaniają się badacze dziejów staropolskich.

Rolę stabilizatora i gwaranta trwałości takiego systemu widział jednak Goślicki głównie w senatorskiej elicie, stanowiącej dzięki swej dojrzałości zaporę przed zakusami monarchów i nadmiernymi żądaniami szlachty. Destabilizację tego trialistycznego układu i wykreowanie zamiast arystokratycznego senatu, działającej czynnikami pozasystemowymi (pozaustrojowymi) oligarchii magnackiej uważa się dziś coraz częściej za istotny czynnik destrukcji ustroju mieszanego I Rzeczpospolitej.

Można zatem postulować dziś, że autorowi nie chodziło o destabilizację układu instytucji ustrojowych reprezentujących króla, szlachtę i możnowładztwo poprzez wzmocnienie senatu. Celem było uczynienie z senatu faktycznego amortyzatora wszelkich napięć politycznych, mogących pojawić się w systemie monarchii mieszanej.

I wreszcie, by zatoczyć krąg i niejako spiąć początkowy wątek biograficzny Goślickiego z późniejszymi rozważaniami, warto zauważyć, że i życie autora „De optimo senatore…” pełne było takich właśnie momentów, w których jako senatorowi przyszło mu pełnić rolę mediatora i amortyzatora różnego rodzaju napięć w polityce wewnętrznej, międzynarodowej oraz stosunkach wyznaniowych.

O zapomnianym klasyku [polityka.pl]

O DOSKONAŁYM SENATORZE

O DOSKONAŁYM SENATORZE

O DOSKONAŁYM SENATORZE

WAWRZYŃCA GRZYMAŁY GOŚLICKIEGO
O DOSKONAŁYM SENATORZE KSIĘGI DWIE
W których dostojników obowiązki, szczęśliwy żywot obywateli, a Rzeczpospolitych powodzenie i dobrobyt są wystawione.
Dzieło prawie złote, Najwyższych filozofów i ustawodawców nauką wypełnione, a dla wszystkich pragnących dobrze Rzeczpospolitą kierować nie tylko pożyteczne, lecz wprost konieczne.
Z dodatkiem bogatego skorowidza wszelkich rzeczy godnych zapamiętania w tymże dziele zawartych
Za przywilejem, Wenecja u Jordana Zilletta, MDLXVIII
* * *
NAJJAŚNIEJSZEMU I NAJMOŻNIEJSZEMU KSIĄŻĘCIU I PANU, PANU ZYGMUNTOWI AUGUSTOWI,
Królowi Polskiemu, Wielkiemu Książęciu Litewskiemu, Ruskiemu, Pruskiemu, Panu na Mazowszu, Żmudzi, Inflanciech, &tc., Panu swemu Najłaskawszemu
Nie masz, Najświatlejszy Królu, człowieka takiego, który byłby nieświadom, że za najszczęśliwsze te należy mieć państwa, w których obywatele szczęśliwy i spokojny wiodą żywot; zaś z drugiej strony za najsmutniejsze – te, w których zbyt wątła opieka sprzyja ich spokojowi i zapewnia im bytowanie niezakłócone. Albowiem ani Rzeczpospolita nie może być szczęśliwa bez szczęścia obywateli, ani też obywatel zażywać nie może szczęścia w Rzeczypospolitej, która szczęścia nie zna. Lecz zaiste, co do spraw, które by się najistotniej do tworzenia szczęścia państwa i obywateli przyczyniały, wielka bywała wśród uczonych rozbieżność zdań. Jedni zatem twierdzili, że powinniśmy się w tym kierować raczej prawa ustawami i przepisami; inni zaś właściwszą w tej mierze uważali naukę obywatelską. Z kolei niektórzy sądzili, że pewne przychylne oddziaływanie samego nieba, pod którym żyjemy czyni nas pod tym względem podatniejszymi. Inni wreszcie uznali to za rzecz dobrych królów: jeśli bowiem obywatel przykład z nich biorąc i cnoty ich naśladując, w ten sposób zupełnie się do nich upodobnia.
Ze wszelkich innych, to tych ostatnich zdanie ja także podzielam, uznając je za najsłuszniejsze, doprowadzony do takiej opinii wieloma przykładami, lecz przede wszystkim, Królu Auguście, Twoim przykładem. Nie sądzę bowiem, aby skądinąd brał się ów pokój, owo szczęście naszej Rzeczypospolitej i naszego Królestwa, jak właśnie z wspaniałego blasku Twoich cnot i Twojej mądrości; blasku takiego, że ku sobie przyciąga oczy wszystkich ludzi i obywateli, i roznieca w nich chęć naśladowania. Przeto zwracają się ku Tobie obywatele w pełni pilni i baczni, aby Twą wolę w każdym Twym królewskim poleceniu dokładnie poznać.
Czują bowiem, że pod takimi – najlepszymi – rządami panuje sprawiedliwość oraz łaskawość tak, że uważają się nie tyle zmuszeni, ile raczej zachęceni do miłości względem Ciebie. Wszakże wielkość Twego autorytetu jest taka, że jesteś nie tylko kierownikiem państwa i prawodawcą, lecz – co w wolnej Rzeczypospolitej największą jest sprawą – także i sędzią oceniającym cnoty, zasługi i godność swych obywateli; królestwa zaś sprawiedliwość taka – że sprawiedliwszego nigdzie na ziemi nie najdziesz. Nie przypadło Ci to panowanie, jak to się często gdzie indziej zdarza – przez dziedzictwo, z racji krwi, czy też przez podbój, lecz przez tę samą, która i przodków Twych zawsze zdobiła, sławę niezmiennej i doskonałej cnoty oraz mądrości: za sprawą jednomyślnego wszystkich Polaków przyzwolenia.
Bowiem ród Jagiellonów był – jeśli prawdę ma się rzec – najpłodniejszą macierzą królów, do tego stopnia, że ościenne a prawe narody, szukając dla siebie silnego władcy, od niej właśnie domagali się królów. Gdybyż to latorośl ich dłużej kwitnęła na Węgrzech i w Czechach, nie dotarłby, wskutek ich miecza, władca turecki w swej mocy tam, gdzie go mamy obecnie sposobność oglądać.
Te zaś cnoty osobiste, chociaż wszystkie wspaniałe w sobie i godne podziwu, dopiero przez to nabierają głębokiej powagi i znaczenia, że przy sprawowaniu władzy i przy właściwym sterowaniu państwem, rady Ci udziela Senat, znakomity i cieszący się sławą swej szlachetności i roztropności, a powołany przez Ciebie podług Twego najlepszego sądu i oceny. Zdajemy sobie sprawę, że to właśnie jego umiarowi i mądrości zawdzięczamy niezmącony, powszechny pokój panujący w naszej Rzeczypospolitej, oraz jej sławę. Pomijam inne urzędy, które nie tylko ozdabiają i uświetniają szczęście Rzeczypospolitej, ale wręcz ją poszerzają, tak że o Polsce mówi się, że jest mieszkaniem wolności i siedzibą prawdziwej i sprawiedliwej władzy. A któż nie widzi, że Ty właśnie jesteś twórcą i sprawcą tego wszystkiego? Ja zaś, gdy to wszystko od lat chłopięcych zacząłem podziwiać, a w miarę postępu wieku i dojrzewania rozumu pojąłem, że to rzeczy pokrywające się z nauką starożytnych filozofów a z ustawami i zwyczajami dawnych, dobrze kierowanych rzeczpospolitych zgodne, uznałem, że może zdołałbym na piśmie ocalić te sprawy, wysiłkiem własnego umysłu, jak też i zebrawszy prace napisane przez innych na ten temat – dla pamięci, dla potomnych i dla ludzkiego pożytku, a Tobie przede wszystkim, z tej racji, że byłeś powodem powstania tego dzieła, ofiarować.
Nie po to, abym Ciebie miał w czymkolwiek pouczać (gdyż najwyższa Twa mądrość żadnych pouczeń nie potrzebuje), lecz abyś, czytając te słowa, mógł się zabawić oglądaniem własnych cnót; abyś się mógł ucieszyć, że taką władzę sprawujesz, co do której sprawiedliwości świadczą zarówno rzecz sama w sobie, jak również i nie do zlekceważenia sądy starożytnych. Zdaję sobie sprawę, iż temat o Doskonałym Senatorze, to przedsięwzięcie wielkie i rozmaitymi pułapkami najeżone. Jednak mam nadzieję, ze wytłumaczy mnie tu, podejmującego się niejako nie w pełni sprawnymi siłami tak trudnego zadania, nie haniebne, jak sądzę, pragnienie uczciwej sławy oraz ogólny pożytek ludzki. Nie wątpię zaś, że Ty, przy tej łaskawości, która u tak miłościwego Pana, a zarazem u każdego z rodu Jagiellonów, jest cnotą wrodzoną, przychylny będziesz mej pracy.
* * *
Wawrzyńca Grzymały Goślickiego
O DOSKONAŁYM SENATORZE
Księga Pierwsza
Ci, co się bez reszty poświęcają naukom, które przynoszą nie tylko prywatną przyjemność, lecz przede wszystkim owoc publicznej użyteczności w sobie zawierają, ci – moim zdaniem – mądrości doskonałej, prawdziwie pochwały godnej poszukują. Albowiem mądremu przystoi taka zwłaszcza mądrość, za sprawą której będzie on mógł drugim ludziom służyć. Ze wszystkich zaś dziedzin nauki, żadna – w mojej opinii – żadna milsza, żadna użyteczniejsza, żadna przedniejsza, niż wiedza o państwie i społeczeństwie. Ona jest przewodniczką prowadzącą do ludzkiego szczęścia, ona wychowawczynią Rzeczypospolitej oraz życia społecznego. Ja zaś, wieloma przykładami wszystko to sprawdziwszy, a niemałym doświadczeniem rzeczy potwierdziwszy, gdym to poznał za prawdę, gdym się w tym gatunku mądrości rozsmakował, który uczy o rządzeniu Rzeczpospolitą, opierając się nie na błądzącej opinii, przypadkowości czy ślepym losie, lecz na logicznym rozumowaniu i uzasadnionym sądzie, wtedym zapragnął wystąpić z tym, co o Doskonałym Senatorze, o jego urzędzie, cnocie i godności przemyślałem, a owoc mojej pilności przedstawić zarówno tym, którzy będą rządzić Rzeczpospolitą, jak i owym, którzy w tymże rodzaju nauki się kochają. Uznałem więc, że należy pilnie rzecz tę wydobyć z bogactwa i zasobów nauki o państwie i społeczeństwie, przeglądając wszystkie arkana filozofów, aby niczego tu nie przytoczyć, co by nie było zabarwione mądrością filozofów czy roztropnością senatorów. Uznałem zaś, że najpełniej może się to urzeczywistnić w osobie Senatora, gdyż przypuszczałbym, że to właśnie on, na skutek swej dojrzałości wieku, uprawiać może cnoty godne męża najdoskonalszego; wiedząc ponadto, że piastuje on godność na takim szczeblu, do którego zwykli się zwracać obywatele o bezpieczeństwo i spokój, zaś Rzeczpospolita o zbawienne rady.
Nie stwarzam ja bynajmniej takiej podobizny Senatora, jaka się mieści tylko w przestrzeni myśli, a której obraz znajduje się w niebie, na ziemi zaś ledwo cień jej się spotyka; nie stwarzam takiej podobizny, jaką utrwalił Plato w swojej Rzeczypospolitej a Cycero w Mówcy. Metoda naszego wykładu mieści się cała pośrodku i nie odstępuje od ludzkiego zwyczaju i praktyki. To wszystko zatem, co z sal uczelni, co z kancelarii państw, z nauki o społeczeństwie, czy ze zwyczajów sądowych, a wreszcie ze skarbca historii i doświadczenia można było wyciągnąć o Senatorze, zostało w tej książce zebrane. Także i to, co Plato każe uczynić w kwestii konstytucji dobrego państwa, to też uznaliśmy za słuszne przy opisie Senatora Doskonałego: abyśmy, zwoławszy wszystkie ludy, narody, społeczności i rzeczpospolite, zgromadziwszy ich niejako na pokaz swych Senatorów, wystawili te cnoty, te obyczaje, te prawa i te obowiązki, które by powszechną znalazły aprobatę, nadając je naszemu Senatorowi.
Z drugiej zaś strony, ponieważ na skutek rozmaitości Rzeczpospolitych obejrzeliśmy też różnych Senatorów i różne ich cnoty i obowiązki, dlatego opisaliśmy kształt Rzeczypospolitej najsprawiedliwszy a powszechny: taki, w którym autorytet i władzę Króla i władzę Ludu łagodzi i miarkuje rada oraz roztropność Senatora. Na pierwszym więc miejscu uznaliśmy za stosowne omówić formy i rodzaje Rzeczpospolitych, traktując o ich szczęściu, o szczęśliwym życiu obywateli, oraz o wychowaniu i naukach Senatora: w jaki sposób ma on poznawać Rzeczpospolitą, którą ma rządzić i jaka ma przyświecać zasada jego cnotom, którymi pouczon, niechaj i żywot wieźć uczciwy, i na tak wspaniałej godności swej wyżyny wspiąć się usiłuje. Cnoty zaś jego i obowiązki w taki sposób zostały opisane, żeby wszelkie ich poznanie służyło senatorom na pożytek nie tylko w naszej, ale także i w innych rzeczpospolitych.
A skoro od Platona wiemy, że wówczas by rzeczpospolite były szczęśliwe, gdyby rządy w nich objęli filozofowie, lub też gdyby ci, którzy rządzą przystąpili bez reszty do nauki i poznawania mądrości, stąd też u mędrca oraz w tejże mądrości obywatelskiej o państwie dopatrywać się będziemy pierwszych zasad dla naszego Senatora Doskonałego.
Ze wszystkich stworzeń, które kulę ziemską zamieszkują, na czołowym miejscu stoi człowiek. On bowiem jedyny, ze wszystkich rodzajów i gatunków stworzenia, nie tylko uczynion jest mieszkańcem i niejako obywatelem ziemi, lecz także i jej panem i władcą. W dostojeństwie swej godności i wielmożności ustępuje on tylko Bogu Najwyższemu, panującemu nad niebem i ziemią, który człowieka do siebie przywołał na swego towarzysza w rządzeniu tym wszechświatem, niby wspólną Rzeczpospolitą bogów i ludzi, i rozumem go ozdobił, ażeby za przyczyną boskiej rady i rozsądku roztropnie, po bożemu i sprawiedliwie szerokich tego świata włości doglądał. Albowiem rozum i rozsądek są przyczyną wspólnoty między Nim a ludźmi; udoskonalenie się zaś w ludziach rozumu upodabnia ich do Boga, czyni z nich niejako bogów-śmiertelników. Stąd też uważamy się za powiązanych z Bogiem węzłami pokrewieństwa, rodu czy pochodzenia.
Bez Boga żaden rozum nie jest dobry; boskie nasienie w ciałach ludzkich zasiano, a jeśli dobry rolnik zadba o nie, wyda owoc podobny swemu przyrodzeniu i zalążkom, jeśli zaś zły – to nie inaczej przepadnie, niż gdyby je zasiano w glebie nieurodzajnej, która zamiast plonów ciernie rodzi. Człowiek więc, który pozna siebie, będzie wiedział, że wszystko ma od Boga, a rozum swój i umysł uzna nieomal za podobiznę świętości, postępując zatem i myśląc zawsze godnie, podług tak wielkiego Bożego dobrodziejstwa.
Jeśli więc z Bogiem jesteśmy spowinowaceni i z Jegośmy wyszli rodu i szczepu, to też z konieczności wspólnie z Bogiem musimy posiadać władzę panowania i rozporządzania tymże światem, niby miastem czy Rzeczpospolitą. Skoro więc z Niego się wywodzimy, jako że On wszystkiego jest Stwórcą, Architektem i wszystkiego Rodzicem, zatem wszelkich naszych rad, praw i przepisów w rządzeniu u Boga należy szukać, aby było wiadomo, że Boży ten świat podlega rządom i kierownictwu za sprawą Bożego skinienia i wedle Bożej woli i mądrości. Albowiem tak, jak nad trzodą zwierzyny nie potrafią rządzić czy czuwać bydlęta bez człowieka-pasterza, tak też i ludzie nie mogą bez pomocy od Boga sprawować rządów nad ludźmi. A jeśli się kiedykolwiek zdarzy, żeby kto usiłował rządzić bez Boga, czyli wbrew Bożej woli, bez Bożej mądrości i roztropności, wtedy nie tylko cała Rzeczpospolita, lecz także życie poszczególnych ludzi bywa z konieczności liche i nieszczęśliwe; próżno by kto nad Rzeczpospolitą czuwał, jeśli Boga nie ma za opiekuna i obrońcę swego. Taki stąd wniosek, że wszelką mądrość i cnotę od Boga ludzie otrzymali, i z tej to przyczyny za przodków naszych publicznie stawiano świątynie cnocie, wierze, zgodzie, mądrości i pokojowi.
W jaki zaś sposób szukać Bożych rad w rządzeniu państwem? Czy we wszystkich sprawach, wielkich i małych, winniśmy do Boga zanosić modły? Owszem: właśnie tak należy czynić, o wszystko prosić Boga, lecz baczyć trzeba, aby modlitwa nasza nie rozmijała się ze zdrowym rozsądkiem. Głupcy czyli ci, którzy nie posługują się rozumem, nie powinni wznosić rąk do nieba, napełniając powietrze swym zawodzeniem; nie należy bowiem natrętnie bębnić Bogu w uszy, jak gdyby wtedy przychylniej to wszystko wysłuchać miał, a przepisów na sprawiedliwe i dobre rządy rychlej udzielić. Pan Bóg zresztą obecny jest wśród mądrych; z mądrymi przebywa, jak to Naso pięknie mówi:
Bóg jest w nas; to Jego rozgrzewam się ruchem; Rozumu blask – Mądrości Świętej miga duchem.
Mądrość Boża bierze w posiadanie i zamieszkuje w duszy mędrców; a tak, jak ją oni czczą, tak i ona ich czci. Nie żył taki, który był mężem dobrym i mądrym, a bez Boga; który bez Boga był przewidujący i czujny, pełen dobrej rady; albowiem upodabnia się mędrzec do Boga już poprzez samą cnotę swą, która pochodzi z prawdziwego rozumu. Przeto godzi się nie tyle – jak niektórzy sądzą – abyśmy byli obeznani z sprawami ludzkimi i ziemskimi, lecz, na ile nas tylko stać, abyśmy się raczej wyzwalali od tego, co śmiertelne i abyśmy żyli podług tego, co w nas najlepsze. A cóż zatem jest w człowieku najlepsze?
Zaiste, nic innego, jak rozum: za jegoż bowiem dobrodziejstwem człowiek Boga poznaje, cnoty ćwiczy, poznaje dobro a zła unika. Rozum czyni człowieka doskonałym i całkowitym, mądrym, wielkodusznym, sprawiedliwym i odważnym. Wystarczająco stąd jasno wynika, że światem ma rządzić umysł ludzki, ale rozum Boży. Zatem rządzący musi tak postępować, aby zawsze szedł za Bożym rozumem jako za swym przewodnikiem w rządzeniu; a wszystkie rady, prawa i ustawy, wszelkie wreszcie swe zamysły od Boga jako od wyroczni swej brał. W ten sposób zawsze roztropnie, sprawiedliwie i po Bożemu będzie rządzić. Wszakże ta rada, która w Bogu, jest zarówno bogiem, jak i najwyższym prawem; tak i rada mędrca, ponieważ jest doskonałą, też bogiem i prawem się nazywa. Stąd Lakończycy tych mężów, których uważali za wybitnych pod względem sławy swojej mądrości i sprawiedliwości, boskimi zwali, jak to Homer opisuje o Hektorze: Pewnie nie człek śmiertelny dał mu istnienie, Aleć z Bożego rodu nasienie?
Kto słucha rozumu, a we wszystkich swych słowach i czynach rozum ma za przewodnika, uchodzi za boga wśród ludzi; takiego należy uznać za jedynego króla, pana i władcę świata. Ten wie, co należy robić, i jakiej trzeba rady, co o czym myśleć. Sam też rozpozna dobro, które pochodzi z rozumu i rady Boskiej. Ponieważ więc pan i rządca ów w społeczności ludzkiej i towarzystwie zamieszkać ma, a społeczność ta tkwi częściowo w wspólnocie całego świata, częściowo zaś w poszczególnych państwach, musi on blask swego rozumu, swojej umiejętności i rady obrócić ku wspomożeniu tegoż społeczeństwa, towarzystwa i ludzkiego zrzeszenia. W tej mierze przekazujemy dwie Rzeczypospolite czyli państwa pod jego władzę: jedną, którą zamieszkują równocześnie Bóg i ludzie, a której granic nie wyznaczają kresy Afryki, Azji, ani Europy, lecz promienie słońca; drugą zaś, którą przydziela nam nasze pochodzenie – z Greków na przykład, z Rzymian, z Niemców, Francuzów, Hiszpanów, Polaków, Litwinów, Rusinów czy innych. W pierwszej Rzeczypospolitej rządy swe niechaj umieści w dziedzinie ducha i umysłu, na wszystko tam bacząc i za pomocą rozumu i myśli badając jej porządek i właściwości, zarówno w tym świecie, który Grecy nazywają „makrokosmosem” a my wszechświatem, jak i w tym, w którym żyjemy, oddychamy i poznajemy, czyli w świecie człowieka, w greckim „mikrokosmosie” – świecie mniejszym. A ponieważ duch wyzwala się spod zależności wobec praw ciała, kierując się według własnej natury i powinności, krzewi on tę umiejętność umysłu, która potrafi zarówno wybierać dobro, jak i odrzucać zło, uznaje cnoty, namiętności odtrąca, podporządkowuje sobie chuci i rządzi sobą – cóż bardziej boskiego można by znaleźć czy wymyślić, jak właśnie taki rząd i takie samo-opanowanie?
A człowiek, gdy niebu i ziemi, morzom i wszelkich rzeczy naturze się przypatrzy i pozna skąd się one wywodzą i jaki ich początek, a jaki koniec i cel mają, co w nich wiecznego, co zaś śmiertelnego; gdy pozna gwiazd właściwości, gdzie słońce wschodzi i kędy zapada, dalej gdy pozna bieg księżyca, jaki jest zmierzch i kres wszystkich rzeczy, jaka jest moc oraz właściwości pierwiastków, zwierząt i roślin – to wszystko, zaprawdę, mówię, gdy zrozumie, pojmie nieomalże istotę samego Najwyższego Boga, kierującego tymi wszystkimi rzeczami i panującego nad nimi. W takąż mądrość przyobleczon, takim poznaniem i pojęciem przyrody ozdobion, na Boga, pytam, czyż nie słusznie nosić może miano nie tylko obywatela i mieszkańca danej miejscowości i państwa, lecz zaiste władcy całego wszechświata, jednej niejako Rzeczypospolitej? Sokrates spytany, którego z państw poczuwa się obywatelem, odparł, że uważa się za obywatela świata: miał się bowiem za mieszkańca i obywatela, a niemalże też i pana, całej Ziemi. A cóż więc Diogenes, jak o tym donosi Laertius, czyż nie był on „kosmopolitą”? Rzeczpospolita owa nie podlega tyranii, nie jest zależna od jakichkolwiek praw przez kogokolwiek wymyślonych, nie jest otoczona mocnymi murami, lecz umieszczona w szerokiej przestrzeni tego wszechświata, a kieruje się według ruchu i porządku naturalnego, obwarowana zaś jest granicą z pierwiastków.
Obywatele jej boskie noszą miano filozofów, rządzą sami sobą i posiadają ducha nieugiętego na wszelki nieprzychylnej fortuny podmuch. A z państwa tego żadna wroga siła ich nie przepędzi, żaden miecz nie odstraszy, żadna pożoga czy burza nie wypłoszy, nie wygoni. Zawsze niezwyciężeni, odważni, błogosławieni i wolni, bez lęku żyją, od wszelkich groźnych utrapień bezpieczni. Demetriusz syn Antygona, zdobywszy Megarę, w którym to mieście działał filozof Stylpo, kazał go przyprowadzić do siebie i spytał go, czy nie utracił czegoś ze swoich rzeczy, obiecując, że mu wszystko zwróci, o co się upomni. Ten zaś odparł, że nigdy nie widział, aby kto uszczknął czegokolwiek z mocy filozofii, a o resztę dóbr się nie troszczył, uważając, że w równej mierze i na tych samych prawach należą one do niego, jak i do oblęgających.
Lecz ponieważ wszelki sposób uprawiania filozofii oparty jest po części na rozmyślaniu, po części zaś tkwi w działaniu, toteż skutkiem tego dwojaki stąd wypływa sposób rządzenia Rzeczpospolitymi. Pierwszy więc sposób jest dla tych, którzy całą swoją pracę obracają wyłącznie ku prawdziwemu poznaniu nauki i nie pragną poza to wykraczać, w tejże przystani bawiąc, samym rozmyślaniem niejako na wodzach umysłu opanowując zasoby i włości tego świata. Ci, wzgardziwszy życiem społecznym, przystają do życia samotnego, wędrując po świecie bez ustawy, bez dachu nad głową, bez rodu i szczepu, jak to o nich śpiewa Homer. Należy ich nakłaniać, najpierw prośbą, a później (jeśli prośba nie poskutkuje) – wedle Platona – nawet i przymusem, aby stanowisko to porzucili i zwrócili się ku Rzeczypospolitej i temu sposobowi bytowania, który jest ludzki i obywatelski, a który polega, jakeśmy wyżej powiedzieli – na działaniu. Albowiem poznanie przyrody i rozmyślanie nad nią pozostaje bezużyteczne, jeśli stąd nie wynika żadna działalność dotycząca rzeczy, które mogłyby się przyczynić do zabezpieczenia ludzkiego bytu. Wszakże któż jest tak pilny w badaniu i poznawaniu przyrody iż, pogrążywszy się w sprawach nauki, gdyby mu jakiś posłaniec oznajmił, że zagraża zagłada jego współobywatelom, przyjaciołom, znajomym, krewnym, samej nawet ojczyźnie, jeśli nie pośpieszy im natychmiast z pomocą? Któż by wtedy nie przedłożył ponad wszystkie gwiazdy, pierwiastki, ponad wszelkie rozmyślania i rozważania o wszechświecie – bezpieczeństwa własnej ojczyzny? Do działania zatem zachęcamy filozofa, i jemu też powierzamy Rzeczpospolitą, nie tę najogólniejszą, której kres wyznaczają granice słońca i pierwiastków, lecz tę, którą określamy naszymi prawami i ustawami i naszym pochodzeniem, a która spojona jest z ludzkiego społeczeństwa i towarzystwa. Wierzymy, że okaże się on takim, iż poznawszy właściwy sposób orientowania w sprawach boskich, także i sprawami ludzkimi tym lepiej, tym mądrzej i sprawiedliwiej pokieruje.
Wykształciwszy i pouczywszy własny umysł rozmyślaniem o sprawach boskich, pożywiwszy się Boga rozumem, mądrością i prawami, sam będzie dla własnej ojczyzny jako drugi bóg. Taką wolą i mądrością przepojony, Solon podjął się rządzenia Ateńczykami, Likurg Spartanami, a Parmenides Eleatem. W takich prawach i zasadach kształcili i pokrzepiali też: Lyzis Pitagorejczyk Epaminundasa z Teb, Plato Diona z Syrakuz, Arystoteles Aleksandra Wielkiego, Perykles Anaksagorasa, książąt italskich Pitagoras, Oktawiana Augusta Agryppa, oraz wielu innych dalsi jeszcze filozofowie. Więc czytamy, że szczęśliwe były ich rzeczpospolite, gdyż władcy albo sami byli filozofami, bądź też filozofów sobie dobierali za przyjaciół i doradców. Właśnie ze względu na tę mądrość, Katona Starszego – wybitnego senatora łączyła głęboka przyjaźń z Atenodorem; Ulissesa zaś, według Homera – z filozofem Charytosem, Pyrrhusa z Artemiuszem, Trajana z Plutarchem, Scypiona z Panetiuszem – mężem pełnym znajomości dobra i zła (jak pisze Plutarch). Wszakże filozofia, przydana człowiekowi, który bawi się próżniactwem i nic nie robi, który żyje ograniczony niejako na swoim ciasnym poletku, niby magicznym kręgiem otoczony, przepasany tylko workiem a podpierający się laską, który wszystko odrzuca, potępia, wszystkim gardzi – taka filozofia niewielki albo też i żadnego nie przyniesie ludziom pożytku: w jednej, że tak powiem, kłodzie zamknięta gnije i razem z nią padnie. Lecz jeśli filozofia trafi na człowieka, a zwłaszcza na władcę społecznego, szlachetnego, utalentowanego i zdolnego do piastowania urzędu, zaiste uczyni zeń męża boskiego, wielkodusznego, mądrego i roztropnego.
Tłum. z łaciny Teresa Bałuk-Ulewiczowa

THE ACCOMPLISHED SENATOR

Book One
(selection)
Three things are particularly necessary in each happy and ideal state – the magistrate, laws, and citizens’ obedience towards them. For without them no state or human community can function properly.
The function of a magistrate is to lead citizens and to recommend to them everything which is just and beneficial, in conformity with laws and reason. Cicero expressed himself beautifully and learnedly on this subject: „For as the laws govern the magistrate, so the magistrate governs the people, and it can truly be said that the magistrate is a speaking law, and the law a silent magistrate.”1 One can judge the political system and condition of the state by evaluating its magistrates. Just as a ship tossed by the waves in a storm at sea usually sinks, unless the sailors save it by their effort and skill, similarly the ship of state sailing across the stormy sea of troubles, rebellions, disturbances, and discords would crash – like a wave against a cliff – if it were not supported by the magistrates’ foresight and prudence. Also, just as our body is ruled by the soul, which in turn is ruled by thought and reason, so each state organism and human community must possess a soul, that is law showing the way to a good and decent life, this law originating from thought and reason, that is from the counsel of a prudent and wise man. For where there are no laws and offices, there can be no God and people, and no state can exist.
For man, law is true reason, which the sage finds within himself, while the common people receive it from magistrates and legal decrees, keeping in mind that one should avoid no less that which is forbidden by written laws than that which is forbidden by reason. Therefore those who surpass others in wisdom and prudence (…), should take their place at the head of the state, because they can render better service to the human community than others. For the state strengthened by their counsels, as if by fortified walls, will repulse attacks of the enemies, resist dangers, enjoy a peaceful and happy life. It is therefore necessary that those people are endowed above all with the virtues capable of securing happiness for the state, that they respect the political system in which they live, and being satisfied with it, they do not introduce any new elements that seem to be contrary to it, and finally that they obtain from the citizens the power of doing what in their opinion brings benefit to the state. For as a result they will govern with greater usefulness and dignity, while the citizens will better obey their commands. The one who wishes to take office and a leading role in the state truly needs immense competence and wisdom. For he has to govern not only his house, family, wife, and children, but also bring the state, which is divided on account of a variety of aims, thoughts, and intentions, to such a unanimity and accord that it becomes a harmonious unity.
Because in the state people who are in authority are divided into three ranks: the king occupying the highest, the senate in the middle, and the citizens the lowest, it is necessary to consider which of them brings the greatest benefit to this state. Great virtue, supreme wisdom, and nearly divine prudence of the monarch usually shines in the state. Just as God is the master and ruler of the world, so the king is the ruler and master of the state. He should rule the state justly and divinely, because he is considered God’s representative in the state. For the same reason the monarch’s prudence and wisdom come not so much from him as much as from God, who instilled them in the king’s mind and heart. In addition, since one man cannot administer all matters of the state with equal prudence and care, for it is rather in the power of God than of man to know thoroughly all these matters which pertain to the faculty of ruling, therefore it is usual for the state to assign wise men to the king so that he could rule better with their assistance. And because they occupy a rank between the king and the citizens, it is not difficult for them to perceive what bears upon the protection of the king’s office and dignity and what on the preservation of the benefits won by the citizens and state. I believe therefore that this intermediary rank of people who are in authority, called optimates and senators, brings more advantage than the other ones to the state. For the king, being alone, cannot see everything and it often happens that either he yields to desires or his emotions disturb his ability of discretion. Also an ignorant crowd without a thought and head (as a proverb says) cannot by any means possess such prudence, while the senate, composed of men distinguished by virtue, prudence, and glory of accomplished deeds is capable from its middle position, as if from an observation point, of caring for the common weal of the state, perceiving those matters which are beneficial, and freeing it from disturbances, rebellions, and dangers.
Translated by Michael J. Mikoś
Note:
1 Cicero, Laws, 3,2,5. Translated by Clinton W. Keyes. London, William Heinemann, 1928, The Loeb Classical Library.
Born into a nobleman’s family near Płock, Goślicki studied at the Cracow Academy from 1556 to 1562 and then in Padua, Bologna, and Rome. His most important work, De optimo senatore libri duo, was published in Venice in 1568. After his return to Poland, Goślicki became a secretary of King Zygmunt August and took part in numerous diplomatic missions. In 1568 he was appointed the Bishop of Kamieniec, in 1590 of Chełm, in 1591 of Przemyśl, and finally in 1601 of Poznań.
De optimo senatore, dedicated to King Zygmunt August, shows the ideal statesman who is well versed in the humanities as well as in economy, politics, and law. This theoretical treatise on the art of ruling postulated the importance of the senate as a body mediating between the monarch’s absolute tendencies and noblemen’s attempts to acquire more power.
Text: Szczucki, Lech (ed.). Filozofia i myśl społeczna XVI wieku. Warszawa: PWN, 1978, 314–315.
O senatorze doskonałym studia Aleksander Stępkowski
==============
De optimo senatore (also The Counsellor and The Accomplished Senator) was a book by Wawrzyniec Grzymała Goślicki published in Venice in 1568, republished in Basel (1593), and then translated into English and published in 1598 and in 1607.
Written in Latin and dedicated to a Polish King Sigismund II Augustus, the book describes the ideal statesman who is well versed in the humanities, as well as in economy, politics, and law. This theoretical treatise on the art of ruling postulated the importance of the senate as a body mediating between the monarch’s absolute tendencies and noblemen’s attempts to acquire more power.

Posted in Bez kategorii | Leave a Comment »

Restauracje we Lwowie, czyli gdzie zjeść w ciekawych miejscach

Posted by psychoneurocybernauta w dniu 12 października 2016

Kuchnia ukraińska w wielu aspektach przypomina kuchnię polską, ale bardzo dużo czerpie z kuchni rosyjskiej. Podstawą są potrawy z mąki i kaszy oraz chleby. Ważną rolę odgrywa również mięso (głównie wieprzowina, wołowina, baranina i drób) oraz warzywa.
Ciekawostką tej kuchni jest to, że popularną potrawą (?) narodową jest wieprzowa słonina podawana w każdej możliwej postaci – wędzonej, duszonej, słonej lub słodkiej (np. słonina w czekoladzie). W wielu restauracjach na liście przystawek w menu odszukać można słoninę z czosnkiem. A co do picia? Oczywiście kwas chlebowy, piwo lub wódka. Najlepiej ta z papryczką w środku.
Natomiast jeśli ktoś lubi słodsze trunki, zadowoli się na pewno miedowuchą – bardzo popularnym napojem alkoholowym powstającym na skutek rozcieńczenia miodu. Do rozcieńczonego wodą miodu dodaje się drożdże i czeka na zakończenie procesu fermentacji. Trwa to zaledwie kilka dni. Zawartość alkoholu w tym napoju mieści się zazwyczaj w przedziale od 8 do 16%.

Będąc we Lwowie trzeba koniecznie spróbować specjałów kuchni ukraińskiej –barszczu i pierogów. W niektórych restauracjach oprócz barszczu ukraińskiego (czerwonego) możemy zobaczyć w menu „barszcz zielony” – pod tą pozycją kryje się zupa szczawiowa.

Tradycyjne ukraińskie pierogi to pierogi z ziemniakami Nazwa „ruskie” jest we Lwowie zupełnie nieznana, tak jak i nazwa „barszcz ukraiński”). Istnieje także rozróżnienie na pierogi z mięsem („pielmieni”, sklejane jak uszka) i z innym nadzieniem (ziemniaki, ser, kapusta, grzyby, owoce) – „warenyky”.
Za ukraińskie danie uważa się także placki ziemniaczane na ostro („deruny”). Można je spotkac prawie w każdym lokalu, nadziewane mięsem, lub podawane z sosem grzybowym lub ze śmietaną. Placków ziemniaczanych na słodko się nie jada.

Ciekawym daniem, aczkolwiek nie ukraińskim a rosyjskim jest solanka. To zupa na wodzie z ogórków kiszonych z dodatkiem różnych rodzajów mięsa, wędlin i podrobów oraz oliwek. Zawrotną karierę zrobiła w Niemczech Wschodnich za sprawą stacjonujących tam żołnierzy Armii Czerwonej. We Lwowie można ją zjeść niemal w kazdym lokalu.

10 KNAJP LWOWA, KTÓRE TRZEBA ODWIEDZIĆ

  1. Dom Legend
  2. Złota róża
  3. Gazowa Lampa
  4. Loża Masońska
  5. Centaur
  6. Drugi brzeg
  7. Cafe Masoch
  8. Kawiarnia Szkocka
  9. Atlas
  10. Kumpel
  11. Restauracja Baczewski
  12. Premiera Lwowska
  13. Japona-chata

Dom Legend / House Of Legends

Każda sala to niezależny projekt, każde piętro to nowe doznania, a dach to widok na Lwów z kompletnie nieznanej perspektywy. Miejsce na knajpianej mapie Lwowa, które koniecznie trzeba zobaczyć. Jedzenie może nie rozpieszcza podniebienia, ale klimat lokalu na długo powinien zostać w pamięci.

Restauracja „Dom Legend”

Restauracja „Dom Legend”

Address: Staroievreiska St, 48, Lviv, Lviv Oblast, Ukraine

FEST is a chain of creative restaurants and projects with unique conceptions was founded in 2007 in Lviv. Challenging projects and professionalism in its implementation made the Company unique. The first venture “Kryjivka” Restaurant has brought a great deal of success all over the country and outside Ukraine. More than 50 thousand people visited the restaurant during the first month.

Złota róża

Restauracja, gdzie w menu nie ma podanych cen, a o niski rachunek musisz zawalczyć :). Jeżeli nie umiesz się targować, to musisz liczyć się z problemami z zachowaniem płynności finansowej. Śpiewaj, kombinuj, wykłócaj się i wyjdziesz na swoje :). Musisz tego posmakować, tak jak pysznej pejsachówki.

pod-zlota-roza-restauracja-5

Wnętrze galicyjskiej żydowskiej knajpy POD ZŁOTĄ RÓŻĄ odtwarza przytulność i ciepło prawdziwego żydowskiego mieszkania. Restauracja znajduje się na ulicy Starojewrejskiej obok ruin starej synagogi w centrum Lwowa.

Wnętrze kolorytu dodają stereotypowe atrybuty: ręcznie zrobione obrusy, krawieckie maszynki, skrzypce, menory oraz światło świec. Jedną z konceptualnych tradycji jest umycie rąk gości przed początkiem stołowania. Menu restauracji to literacki almanach, który opowiada o historii Żydów Lwowa.

Jeszcze jedną osobliwością menu jest nieobecność cen. To daje możliwość gościom targować się z kelnerem co do ceny zamówionych dań!

Osobliwości kuchni: faszerowany szczupak, forszmak, krojona wątroba, hummus (smarowidło do macy), pierogi z rybą, cymes (marchewka z czarną śliwką).

Odwiedzających restaurację czekają też dodatkowe atrakcje:
– przymierzenie pejsów oraz żydowskich kapeluszy
– częstowanie się pejsychówką (nalewka na rodzynkach)
– muzyka klezmerska na żywo.

pod-zlota-roza-restauracja-8

Restauracja pod złotą różą – na ul. Starojewrejskiej, żydowska knajpa urządzona w formie żydowskiego mieszkania. Przytulnie i nastrojowo, ale ciężko o wolne miejsce.

dsc_0559

Gazowa Lampa

Lokal nawiązujący klimatem do XIX wieku i postaci Łukasiewicza, którego pomnik możemy zobaczyć przy wejściu. Kilka pięter nieustannej zabawy, do której nie dopuściłaby żadna polska kontrola bezpieczeństwa, a w menu takie wódki jak „Gazówka”, „Naftówka”, „Benzynówka”, co więcej podawane w probówkach i menzurkach. Kto by się nie skusił.

Loża Masońska

Loża Masońska – mieści się w tym samym budynku co Kryivka, tylko piętro wyżej. Mieliśmy problem z trafieniem tam, ponieważ drzwi do restauracji wyglądają jak drzwi do mieszkania. Niech Was to nie zmyli. Loża Masońska zajmuje całe piętro budynku, na którym znajdziemy 3 pary drzwi, w tym te jedne wybrane z klamką. Wejście do tego miejsca to wejście do innego świata. Za drzwiami wita nas mężczyzna odziany w szlafrok. Sama restauracja jest ogromna, podzielona na wiele sal i mianuje się najdroższą restauracją w Galicji. Dzięki karcie, o której wspominałam wcześniej i którą można otrzymać w innym konceptualnym lokalu z tej serii, w tym w Kryivce zyskujemy 90% zniżki. Mimo to i tak jest drogo. Restauracja ma wiele stylowo urządzonych sal, a największe wrażenie robi na wszystkich toaleta godna samego króla. Panuje tam typowa tajemnicza i intymna atmosfera. Obsługa bardzo profesjonalna. Niestety ciężko było robić zdjęcia, więc prezentuję tylko dwa. Trzeba jechać i zobaczyć samemu na własne oczy.

img_3541

Najdroższa knajpa Galicji, gdzie ceny są dziesięciokrotnie wyższe, niż w każdym innym miejscu. Po pokazaniu karty Just Lviv it kelnerzy magicznie odcinają jednak kilka zer i kwoty, choć nadal wyższe niż w innych miejscach, stają się znośne. Wystrój lokalu nawiązuje do nazwy i warto tu przyjść chociażby z tego powodu.

Кафе Кентавр – Cafe Centaur

ccc

Lokal znajdujący się tuż przy samym Rynku z widokiem na Lwów. Dobre jedzenie i miła obsługa. Warto zobaczyć również wnętrze lokalu. Zdobienia ścian powalają na łopatki.

centaur-23

Address: c. Lviv, Ploshcha Rynok, 34
Phones: +38 (032) 235 55 12
+38 (096) 188 24 45

Drugi brzeg

W podziemiach lwowskiego Teatru Wielkiego czai się duch, duch dobrej zabawy. Wejście po moście położonym na wesoło szemrzącej Pełtwi, koncerty na żywo, kelnerzy ustylizowani na gwiazdy klasycznej opery włoskiej, dobre piwo. Dla mnie brzmi jak pomysł na zdecydowanie udaną noc.

shutterstock_161570840

Cafe Masoch

Tak, nazwa pochodzi od tego Masocha, Leopolda von Sachera-Masocha, którego nazwisko oprócz autorstwa „Wenus w futrze” łączy się również chcąc nie chcąc z masochizmem. Coś dla wielbicieli mocniejszych wrażeń. Pejcze, bicze, skóra, lateks, Panie o i Panowie o silnym nerwach poczują się tutaj jak w domu.

Kawiarnia Szkocka

Legenda powróciła choć w całkowicie zmienionej odsłonie. Brakuje niestety klimatu i stylu, na który czekałem przekraczając progi Szkockiej. Kawiarnia funkcjonując w nowo otwartym hotelu nabrała niestety wiele z jego cech. Nie lubię obcesowego nowobogactwa i niestety do Szkockiej kolejny raz już nie zawitam. A szkoda, bo niewykorzystanie tak olbrzymich możliwości lokalu jest dla mnie kompletnie niezrozumiałe.

Atlas

Historia knajpiana we Lwowie pisze się na nowo, i tak oto po latach na Rynek znów zawitał Atlas (dzięki Bogu w lepszym stylu niż Szkocka). Szeroki wybór dań , zarówno śniadaniowych, jak obiadowych. Wpadam tutaj zawsze kiedy mogę i nigdy nie żałowałem. Nad wszystkim czuwa Pan Edzio, a w jego objęciach, jak wiemy, możemy czuć się bezpiecznie.

Rynok Square, 45, Lviv, Lviv Oblast, Ukraine, 79000

Open today 8am–12am

+380 322 358 188

BYŁ ATLAS I JEST

Ma wierną publiczność na przykład knajpa „Atlas” na Rynku – i nic dziwnego, skoro obrosła nie byle jaką tradycją, przed wojną „nie miała sobie równych ni w Polsce ni w świecie”, jak w „Ziemi księżycowej” pisał Andrzej Chciuk. Stanisław Cat-Mackiewicz przychodził tu na indyka faszerowanego węgorzem i na flaki z lina, nic więc dziwnego, że w „Słowie” wileńskim miał napisać o „Atlasie”: „ta knajpa była przedmurzem polskości na Wschodzie”. Tu bywali wcale rzadko Solski, Jaracz, Horzyca, Tuwim, Staf, Szczepcio i Tomcio, Rubinstein i… wymieniać można by długo, bo bywać tu należało do dobrego tonu, ambicji i poniekąd obowiązku. Chciuk w opisie „Atlasa” osiąga szczyty pamiętnikarstwa gastronomicznego. Bo jak tu nie uśmiechnąć się, gdy czytamy, że „Kornel Makuszyński przepadał za kminkówką, a obchód lokalu zaczynał zazwyczaj od babci klozetowej , którą zawsze całował w rączki, skoro przy pierwszej bytności w knajpie pomylił się i buchnął ją w mankiet. Potem to już było fasonem”. Zapewne czytali Chciuka (nie tak dawno przełożonego na ukraiński) obecni właściciele lokalu, bo nad oszklonymi drzwiami do przedsionka toalet wisi napis „Do Edzia”, a przed drzwiami siedzi na stosownym krześle wiekowa babcia klozetowa. Kiedy się jej bliżej przyjrzeć babcia okazuje się być świetnie ubranym manekinem.

Poczujmy jeszcze tę dawną aurę i tę tęsknotę za dawnym. Nie mogę się powstrzymać, żeby jeszcze nie zacytować Chciuka: „Był to lokal ponadnarodowy, ponadpolityczny i ponadwyznaniowy, prawie że eksterytorialny. Siadywał tu razem i pił i przekomarzał się tradycyjny poeta kataryniarz z awangardowym młodzikiem czy ponurym futurystą, malarz akademicki z niezrozumiałym abstrakcjonistą siedział obok rewolucjonisty i komunisty pochodzącego z ziemiańskiej lub bogatej żydowskiej rodziny, dalej lub nawet z nimi bratał się sanacyjny generał i profesorowie uniwersytetu, politechniki czy eksportów ki, księża, redaktorzy, bracia-łata, pijacy, nafciarze, konsulowie – nikt tu inaczej nie mówił tylko : panie konzulu – rzeźbiarze, muzycy i mężowie stanu, studenci i aktorzy, był tu cały kosmos”.

Kumpel

Stosunkowo tanie, smaczne i podawane w duuużych ilościach jedzenie, a do tego dość spory i zróżnicowany jak na Lwów wybór piw. Właściciele wyrabiają je tylko na potrzeby własnego lokalu, więc nie spróbować ich byłoby grzechem. Jak tak przynajmniej tłumaczyłem się żonie. Gdyby jeszcze tylko obsługa była bardziej ogarnięta. Ale cóż, nie można mieć wszystkiego.

img_6687

Jeśli baciary miały akurat przypływ grosza, to na pewno zjedliby obiad lub sutą kolację w jednym z dwóch restauracji Kumpel. Bo to trzeba podkreślić, że kumple są dwa, ale o tym niżej. Już od progu zapewne powita nas grający na żywo zespół i nie zdziwmy się, że jakoś tak bezwiednie zaczniemy nucić, że „gdzie jeszcze ludziom tak dobrze jak tu…” Bo też tylko we Lwowie jest taki wybór lokali, a tylko tu taka atmosfera, chcąc nie chcąc żywcem przeniesiona z przedwojennego Lwowa. W Kumplu warzą własne piwo, zatem zwróćmy uwagę na pierwsze strony menu, a na kolejnych bardzo rozbudowane pozycje nawiązujące do starych dziejów Galicji i jej tradycji kulinarnej. Pięknie tu i na pewno po wyjściu będziecie chcieli wrócić. Aha jeśli nie macie chęci siedzieć pod dachem, to możecie spożyć posiłek na tarasie znajdującym się na dachu.

Kumple są dwa, jeden blisko, niemal naprzeciwko hotelu Lwów – Aleja Czarnowoła 25; Drugi Kumpel adres: Ul. Wynnyczenki, 6

Oryginalne podawanie restauracyjne jednoczy tradycyjne (zupa w chlebie, drewniane talerze, patelnie i t.p.) i współczesne elementy stylistyki jedzenia. Zupa pomidorowa, czosnkowa, inne zupy, słynne lwowskie flaczki, różnorodne kiełbasy, golona, żeberka, karminadle, potrawy rymne, sałatki i zakąski idealnie pasują do świeżo przygotowanych na własnej browarni żywego piwa, nalewek własnej produkcji, wódki firmowej „Kumpelowa monopolowa” i ekskluzywnej wódki «Baczewski» – pierwszej na świecie wódki domowej, produkowanej we Lwowie od roku 1782.

Przestronne pokoje, baciarska muzyka, usługi demokratyczne w pojednaniu z wielkim wyborem «grzejących» napojów, tworzą atmosferę zabawy, lekkości i pozytywu, jednak bez nadmiernego hałasu, co pozwala w pełni cieszyć się głównym akcentem zakładu: smaczną kuchnią, której nie spróbujecie w żadnym miejscu, oprócz restauracji «Kumpel».

Aleja Czarnowoła, 2Б
Czas pracy: 11:00 – 00:00
+38 (068) 998-99-95
+38 (032) 229-51-77

——-


Kumpel/Кумпель, Bulwar Vynnychenka 6 (вул. Володимира Винниченка 6)

Jedna z najpopularniejszych lwowskich restauracji, przez samych lwowian uważana za tę, gdzie można zjeść najlepszą, typowo lwowską kuchnię. Restauracja wyróżnia się też tym, że znajduje się w niej mikrobrowar, na co dzień warzący 3 rodzaje piwa, które przez wielu uważane są za najlepsze na Ukrainie. Ciekawostka: w piwnicy restauracji znajduje się konsulat Niemiec. 😉

«Kumpel» przy ulicy Wynnyczenki – nie tylko piewsza restauracja-browarnia we Lwowie, a także pierwszy zakład na Ukrainie, który podaje potrawy wyjątkowo z tradycyjnej kuchni galicyjskiej. Zwykle, pierwsze, na co zwracają tutaj uwagę goście – wnętrze, muzyka, piwo, jednak rzeczywiście na poszukiwanie autentycznych przepisów i ich adaptacji do współczesnych wymogów sprawy restauracyjnej poszło, napewno, więcej wysiłków, niż na wszystko w całości.

Więc, sądząc z sukcesu restauracji, gdzie zawsze bardzo trudno znaleźć stolik, wysiłki byli uzasadnione. Jest to również w opiniach gości. Setki cytatów takie jak: «Czesna czosnkowa» z «Kumpla» – najlepsze pierwsze danie, które jadłem w życiu» albo «Nigdzie na Ukrainie nie robią takich kiełbasek, jak tutaj» – jest temu potwierdzeniu.
Nie zapominają goście chwalić piwo, które gotują prosto w restauracji z najwyższej jakości niemieckiego słodu, ale za przepisami, które są bardzo podobne do tych, które wykorzystywali się we Lwowie jeszcze od 15 wieku. Zresztą, z popularności korzysta і «Piwna pierś»: metalowa wersja «Wenus z Milo», po pogłaskaniu piersi której, można otrzymać bezpłatny kufel piwa. Niektórzy ludzie lubią przemyślane wnętrze, autorem którego jest słynny artysta i designer Włodko Kostyrko, ktoś cieszy się z autentycznej muzyki lwowskiej. Ale podstawą tutaj jest niezmienna jakość żywego niefiltrowanego piwa i smak tradycyjnych potraw galicyjskich. Właśnie dzięki temu «Kumpel» już przez osiem lat jest jedną z wizytówek gastronomicznego Lwowa.

Ul. Wynnyczenki, 6 (wejście z placu Celnego)
Pracuje całodobowo
+38 (068) 998 99 94
+38 (032) 242-17-80

http://kumpelgroup.com/

Restauracja Baczewski

baczewski-lwow

To jedna z najbardziej obleganych restauracji we Lwowie. Ale nie ma się czemu dziwić. Kiedy ostatnio jedliście śniadanie z szampanem, a jeśli tylko macie ochotę to i wódką. Dodatkowo wszystko to w baaardzo eleganckim wnętrzu, gdzie nienaganna obsługa kelnerska uwija się między stołami. Jeśli możecie sobie wyobrazić bardzo elegancką restaurację z bardzo umiarkowanymi cenami, to właśnie Baczewski. Całości klimatu dopełnia pan grający na pianinie dyskretne standardy muzyki klasycznej i jazzowej. Miejsce, w którym chciałoby się celebrować śniadanie jak najdłużej. Powstrzymać od tego może jednak świadomość, że przed restauracją wije się ogonek ludzi jak my chętnych na spożycie posiłku. Aha to restauracja nie tylko na śniadania, ale ze wszech miar godne polecenia są tu także obiady.

 

photo_kulyk_0591_

Rodzina Baczewskich i ich utwór – wódka Baczewski – to jedni z najgłówniejszych bohaterów wesołego Lwowa z tych czasów, kiedy w naszym miescie w kasynach przegrywali miliony, a na kabaret przyjeżdżali bogaci z całej Europy. Fabryka Baczewskich, która była otwarta w roku 1782, była pierwszą na świecie fabryką masowej produkcji wódki. W roku 1810 fabryka otrzymała status dostawcy dworu cesarskiego.
A już na początku 20 wieku Baczewscy zachwycili Europę i zaczęli  ekspansję w Ameryce.

Tak, kto tam nie zajdzie, to jakby nie był we Lwowie, nie był w tym Lwowie dzisiejszym, który tak urokliwie i dynamicznie korzysta w celach zabawowo-biznesowych ze swej wielokulturowej tradycji. A wydawałoby się, że we Lwowie, gdzie na Starym Mieście lokali gastronomicznych chyba zliczyć się nie da, a każdy inny, oryginalny i przyciąga, trudno już czymś zaskoczyć.

Restauracja Baczewski,
adres: ul. Szewska 8
Godziny pracy: 08:00 – 00:00
Piwnice Baczewskich: 14:00 – 02:00
+38(098)224-44-44
http://kumpelgroup.com/restaurants/baczewski/

Premiera Lwowska

Polska Restauracja we Lwowie


O Restauracji

Adres: ul. Ruska 16, Lwów

Lokalizacja: Starówka, minuta do Rynku na piechotę

Dojazd: Tramwaj: 1, 2, 9;

Godziny otwarcia: 11:00 – 22:00

Rozmieszczenie: 2 pomieszczenia każde z osobnym wejściem; 1 pomieszczenie – 1 duża sala i 5 sal w piwnicach lwowskich; 2 pomieszczenie – 2 sale;

Liczba miejsc ogółem: 150

Kuchnia: polska, ukraińska i europejska

Organizujemy: przyjęcia okolicznościowe, spotkania integracyjne, premiery, prezentacje, wesela, chrzty, komunie, spotkania biznesowe itd.

http://www.premieralwowska.wordpress.com


Karty Dań

Polskie Menu          

Ukraińskie Menu


Kontakt

Lwów, ul. Ruska 16

tel.: (+38 032) 235-73-35

fax: (+38 032) 297-00-48

tel. kom.: (+38) 050-588-00-07, (+38) 096-299-82-16

e-mail: premieralwowska@wp.pl

https://g.co/kgs/ufJjqe

Restauracja “Japona-chata”

Godziny otwarcia: 0-24

Adres: ul. Starojewrejśka 4, tel.297-51-17, 

www.yaponahata.com

Specyfika lokalu: kuchnia japońska, kelnerzy, posiada salę dla niepalących, japońskie wnętrze, posiada podwórko letnie, personel rozmawia po angielsku, polsku oraz rosyjsku, menu w języku angielskim oraz rosyjskim, rozliczenie gotówkowe oraz bezgotówkowe.


Restauracje

 

Restauracja “Grand Hotel”

Godziny otwarcia: 7:00-23:00
Adres: al. Swobody 13, tel.272-76-65,
www.ghgroup.com.ua

Specyfika lokalu: kuchnia europejska oraz kontynentalna, kelnerzy, posiada salę dla niepalących, salę dla VIP`ów, rabaty dla grup turystycznych, klasyczne wnętrze, posiada podwórko letnie, parking, personel rozmawia po angielsku, polsku oraz rosyjsku, menu w języku angielskim, rozliczenie gotówkowe, bezgotówkowe oraz karta kredytową.

Restauracja “Genewa”

Godziny otwarcia: 10:00-23:00
Adres: ul. Kościuszki 6, tel.255-00-33, tel. kom. 8067-751-19-82

Specyfika lokalu: dawna kuchnia europejska, kelnerzy, posiada salę dla niepalących, bizantyjskie wnętrze, personel rozmawia polsku oraz rosyjsku, menu w języku angielskim, rozliczenie gotówkowe.

Restauracja “Premjera Lwiwska” (Premiera Lwowska)

Godziny otwarcia: 11:00-22:00
Adres: ul. Horodoćka 36, tel. com. 8096-299-82-16, 8050-588-00-07, tel.297-09-44

Specyfika lokalu: kuchnia ukraińska, posiada salę dla niepalących, klasyczne wnętrze, personel rozmawia po polsku oraz rosyjsku, rozliczenie gotówkowe.

Kompleks Turystyczno – Hotelowy “Dnister” S.A.

Godziny otwarcia: Restauracja – 7:00-23:00, Bar – 0-24
Adres: ul. Matejki 6; tel.297-43-63;294-43-64,
www.dnister.lviv.ua

Specyfika lokalu: kuchnia ukraińska oraz europejska, kelnerzy, posiada salę dla niepalących, rabaty dla grup turystycznych, posiada podwórko letnie, parking, personel rozmawia po angielsku, polsku oraz rosyjsku, menu w języku angielskim, rozliczenie gotówkowe, bezgotówkowe oraz karta kredytową.

Restauracja “Buchara”

Godziny otwarcia: 12:00-1:00
Adres: ul. Furmanśka 6, tel.244-42-25

Specyfika lokalu: kuchnia uzbecka, kelnerzy, posiada salę dla niepalących, salę dla VIP`ów, orientalne wnętrze, personel rozmawia po angielsku, polsku oraz rosyjsku, menu w języku angielskim, rozliczenie gotówkowe oraz karta kredytową.

Restauracja “Panorama”

Godziny otwarcia: 10:00-6:00
Adres: al. Swobody 45, 7 piętro hotelu “Opera”, tel.225-90-09,
www.hotel-opera.lviv.ua

Specyfika lokalu: kuchnia śródziemnomorska oraz europejska, kelnerzy, posiada salę dla niepalących, wnętrze w stylu hi-tech, posiada podwórko letnie, personel rozmawia po angielsku, polsku, niemiecku oraz rosyjsku, menu w języku angielskim, rozliczenie gotówkowe oraz karta kredytową.

Restauracja “Praga”

Godziny otwarcia: kawiarnia 10:00-23:00, restauracja, pub 11-24
Adres: ul. Hnatiuka 8, tel.274-12-20, praga@royal_ua.com;
www.praga.lviv.ua

Specyfika lokalu: kuchnia czeska oraz europejska, kelnerzy, posiada salę dla niepalących, muzyka na żywo od godz. 19:00 do 22:00, restauracja – secesja, pub – demokratyczny styl wnętrza, posiada podwórko letnie, parking, personel rozmawia po angielsku oraz rosyjsku, menu w języku angielskim, rozliczenie gotówkowe, bezgotówkowe oraz karta kredytową.

Restauracja “George”

Godziny otwarcia: 7:00-23:00
Adres: al. Mickiewicza 1, tel.272-59-52; 274-21-82,
www.georgehotel.com.ua

Specyfika lokalu: kuchnia ukraińska oraz europejska, kelnerzy, posiada salę dla niepalących, salę dla VIP`ów, klasyczne wnętrze, parking, personel rozmawia po angielsku oraz rosyjsku, menu w języku angielskim, rozliczenie gotówkowe, bezgotówkowe oraz karta kredytową.

Restauracja “Diwa” (Panna)

Godziny otwarcia: 11:00-23:00
Adres: ul. Dudajewa 5, tel.261-16-71

Specyfika lokalu: kuchnia europejska, ukraińska oraz chińska, kelnerzy, posiada salę dla niepalących, salę dla VIP`ów, styl wnętrza – secesja, rabaty dla grup turystycznych, personel rozmawia po angielsku oraz rosyjsku, menu w języku angielskim, rozliczenie gotówkowe, bezgotówkowe oraz karta kredytową.

Restauracja “Europa”

Godziny otwarcia: 9:00-23:00
Adres: al. Szewczenka 14, tel.261-19-71,
www.restourant-europa.com.ua

Specyfika lokalu: kuchnia ukraińska oraz europejska, kelnerzy, posiada salę dla niepalących, klasyczne wnętrze, rabaty dla grup turystycznych, posiada podwórko letnie, parking, personel rozmawia po angielsku, polsku oraz rosyjsku, menu w języku angielskim, rozliczenie gotówkowe, bezgotówkowe oraz karta kredytową.

Restauracja “Kaktus”

Godziny otwarcia: 7:00-23:00
Adres: ul. Nyżankiwśkoho18, ul. Kniazia Romana 20

Specyfika lokalu: kuchnia ukraińska oraz europejska, kelnerzy, posiada salę dla niepalących, salę dla VIP`ów, klasyczne wnętrze, ogródek letni, parking, personel rozmawia po angielsku oraz rosyjsku, menu w języku angielskim, rozliczenie gotówkowe, bezgotówkowe oraz karta kredytową.

Restauracja “La rouge”

Godziny otwarcia: 11:00-23:00
Adres: ul. Saksahanśkoho 11, tel.240-34-76, 240-34-74

Specyfika lokalu: kuchnia francuska, ukraińska, włoska oraz śródziemnomorska, kelnerzy, posiada salę dla niepalących, salę dla VIP`ów, francuskie wnętrze, parking, personel rozmawia po angielsku oraz rosyjsku, menu w języku angielskim, rozliczenie gotówkowe, bezgotówkowe oraz karta kredytową.

Restauracja «WOK»

Godziny otwarcia: 11:00-23:00, Bar – 0-24
Adres: ul. Bratiw Terszakiwciw 6а; 275-51-73,
www.wok.lviv.ua

Specyfika lokalu: kuchnia śródziemnomorska, japońska oraz chińska, kelnerzy, posiada salę dla niepalących, salę dla VIP`ów, rabaty dla grup turystycznych, orientalne oraz ukraińskie wnętrze, personel rozmawia po angielsku, polsku oraz rosyjsku, menu w języku angielskim, rozliczenie gotówkowe.

Restauracja “Staryj Tyflis”(Stary Tyflis)

Godziny otwarcia: 11:00-23:00
Adres: ul. Pekarśka 28, tel.276-61-11

Specyfika lokalu: kuchnia gruzińska, kelnerzy, posiada salę dla niepalących, gruzińskie wnętrze, personel rozmawia po angielsku, polsku oraz rosyjsku, rozliczenie gotówkowe.

Restauracja “Kumpel”

Godziny otwarcia: 11:00-24:00
Adres: ul. Wynnyczenka 6, tel.224-17-80,
www.kumpel.biz

Specyfika lokalu: kuchnia ukraińska oraz europejska, kelnerzy, posiada salę dla niepalących, salę dla VIP`ów, piwne wnętrze, personel rozmawia po angielsku, polsku oraz ormiańsku, menu w języku angielskim, rozliczenie gotówkowe, bezgotówkowe oraz karta kredytową.

Restauracja-bar “U Biurgera”

Godziny otwarcia: 0-24
Adres: ul. I. Franka 73, tel. 276-12-51; 275-49-54, 225-65-69,
www.burger.com.ua

Specyfika lokalu: kuchnia ukraińska oraz europejska, kelnerzy, posiada salę dla niepalących, telewizor, WI-FI, rabaty dla grup turystycznych, styl wnętrza – etniczny, średniowieczny, współczesny Lwów, posiada podwórko letnie, parking, personel rozmawia po angielsku, polsku oraz rosyjsku, menu w języku angielskim, rozliczenie gotówkowe.

Restauracja “Fashion Club”

Godziny otwarcia: 0-24
Adres: pl. Pidkowy 1, tel. 272-88-91; 255-08-98, fashionclub@ukr.net

Specyfika lokalu: kuchnia ukraińska oraz europejska, kelnerzy, dyskoteka, wnętrze w stylu gramour, posiada podwórko letnie, parking, personel rozmawia po angielsku oraz rosyjsku, menu w języku angielskim, rozliczenie gotówkowe oraz bezgotówkowe.

Restauracja “Amadeus”

Adres: pl. Katedralny 7, tel.261-50-22,
www.veronica.lviv.ua

Specyfika lokalu: kuchnia europejska, kelnerzy, posiada salę dla niepalących,występy jazzowe o godz. 18:00, rabaty dla grup turystycznych, klasyczne wnętrze, posiada podwórko letnie, personel rozmawia po angielsku oraz rosyjsku, menu w języku angielskim, rozliczenie gotówkowe oraz kartą kredytową.

Restauracja “Japona-chata”

Godziny otwarcia: 0-24
Adres: ul. Starojewrejśka 4, tel.297-51-17,
www.yaponahata.com

Specyfika lokalu: kuchnia japońska, kelnerzy, posiada salę dla niepalących, japońskie wnętrze, posiada podwórko letnie, personel rozmawia po angielsku, polsku oraz rosyjsku, menu w języku angielskim oraz rosyjskim, rozliczenie gotówkowe oraz bezgotówkowe.

Restauracja-klub “Atmosfera”

Godziny otwarcia: 2:00-24:00
Adres: ul. Bratiw Rohatynciw 18, tel.255-08-32,
www.atmosphera.lviv.ua

Specyfika lokalu: kuchnia europejska, kelnerzy, posiada salę dla niepalących, wieczory DJ`ów, przegląd filmów, styl wnętrza – hi-tech ze starociami, personel rozmawia po angielsku oraz rosyjsku, menu w języku angielskim oraz polskim, rozliczenie gotówkowe oraz kartą kredytową.

Restauracja “Hors”

Godziny otwarcia: 11:00-23:00
Adres: ul. Starojewrejśka 5, tel.235-50-57, 235-41-57,
www.xopc.com.ua

Specyfika lokalu: kuchnia ukraińska, europejska oraz starosłowiańska, kelnerzy, posiada salę dla niepalących, muzyka na żywo, wieczory średniowieczne, kankan, show z ogniem, rabaty dla grup turystycznych, starożydowskie wnętrze oraz menu po starożydowsku, posiada podwórko letnie, personel rozmawia po angielsku, niemiecku, polsku oraz rosyjsku, menu w języku angielskim, rozliczenie gotówkowe oraz kartą kredytową.

Restauracja “Afrodyta”

Godziny otwarcia: 10:00-23:00
Adres: ul. Ruśka 16, tel.272-93-35, Afrodita.lviv.ua

Specyfika lokalu: kuchnia europejska, kelnerzy, posiada salę dla niepalących, salę dla VIP`ów, rabaty dla grup turystycznych, styl wnętrza – modern, personel rozmawia po angielsku, polsku oraz rosyjsku, menu w języku angielskim, rozliczenie gotówkowe oraz kartą kredytową.

Restauracja “Kryjiwka” (Kryjówka)

Godziny otwarcia: 00-24
Adres: Rynek 14, tel. kom. 80504306354,
www.kryjivka.com.ua

Specyfika lokalu: występy zespołów muzycznych, posiada podwórko letnie, styl wnętrza – ukraińskie podziemie, personel rozmawia po angielsku oraz rosyjsku, menu w języku angielskim, rozliczenie gotówkowe oraz kartą kredytową.

Restauracja “Staryj Rojal” (Stary Fortepian)

Godziny otwarcia: 11:00-23:00
Adres: ul. Stawropihijśka 3, tel.235-66-94

Specyfika lokalu: kuchnia ukraińska, kelnerzy, posiada salę dla niepalących, muzyka na żywo na zamówienie, dawne wnętrze, posiada podwórko letnie, personel rozmawia po niemiecku oraz rosyjsku, rozliczenie gotówkowe.

Restauracja “Krakiwśkyj” (Krakowski)

Godziny otwarcia: 12:00-24:00
Adres: ul. Szewska 6, tel.294-82-05, darvin@ffs_company.com

Specyfika lokalu: kuchnia europejska, kelnerzy, muzyka na żywo (pn., sob.), styl wnętrza – biblioteka epoki wiktoriańskiej, parking, personel rozmawia po angielsku, polsku, białorusku oraz rosyjsku, menu w języku angielskim, rozliczenie gotówkowe, bezgotówkowe oraz karta kredytową.

Restauracja “Krakiwśka brama” ( Krakowska brama)

Godziny otwarcia: 8:00-23:00
Adres: ul. Krakiwśka 5, tel.236-72-73

Specyfika lokalu: kuchnia ormiańska, ukraińska, austriacka, polska, austro-węgierska oraz rosyjska, kelnerzy, posiada salę dla niepalących, historyczne wnętrze, posiada podwórko letnie, personel rozmawia po angielsku, niemiecku, polsku oraz rosyjsku, menu w języku angielskim, rozliczenie gotówkowe oraz bezgotówkowe.

Restauracja-klub “Split”

Godziny otwarcia: 0-24
Adres: pl. Mickiewicza 6/7, tel. 242-22-00,
www.split.lviv.ua

Specyfika lokalu: kuchnia europejska oraz chińska, kelnerzy, posiada salę dla niepalących, salę dla VIP`ów, muzyka na żywo (pn., sob., ndz. Wieczorem), rabaty dla grup turystycznych, posiada podwórko letnie, parking, klasyczne wnętrze, personel rozmawia po angielsku oraz rosyjsku, menu w języku angielskim, rozliczenie gotówkowe, bezgotówkowe oraz karta kredytową.

Restauracja “Chmilnyj dim Roberta Domsa” (Chmielny dom Roberta Domsa)

Godziny otwarcia: 12:00-24:00
Adres: ul. Klepariwśka 18, tel.242-25-94,
www.robertdoms.lviv.ua

Specyfika lokalu: kuchnia ukraińska oraz europejska, kelnerzy, posiada salę dla niepalących, jazz co wieczór, rabaty dla grup turystycznych, wnętrze średniowiecznego zamku, menu w języku angielskim, rozliczenie gotówkowe, bezgotówkowe oraz karta kredytową.

Restauracja “Natalia 18”

Godziny otwarcia: 11:00-23:00
Adres: ul. Kn. Osmomysła 7, tel.242-20-68,
www.natalia18.lviv.ua

Specyfika lokalu: kuchnia ukraińska oraz europejska, kelnerzy, posiada salę dla niepalących, parking, styl wnętrza – stary Lwów,personel rozmawia po angielsku oraz rosyjsku, menu w języku angielskim, rozliczenie gotówkowe, bezgotówkowe oraz karta kredytową.

Restauracja-kawiarnia “Teatralne”

Godziny otwarcia: 11:00-23:00
Adres: ul. Teatralna 23, tel.272-36-96,
www.teatralne.lviv.ua

Specyfika lokalu: kuchnia ukraińska oraz europejska, kelnerzy, posiada salę dla niepalących, salę dla VIP`ów, muzyka na żywo (pn., sob., ndz.), rabaty dla grup turystycznych, klasyczne wnętrze, posiada podwórko letnie, personel rozmawia po angielsku, polsku oraz rosyjsku, menu w języku angielskim, rozliczenie gotówkowe oraz karta kredytową.

Restauracja-klub “Cazanova lounge”

Godziny otwarcia: 12:00-6:00
Adres: ul. Stawropihijśka 7; tel.236-75-74

Specyfika lokalu: kuchnia ukraińska oraz europejska, kelnerzy, posiada salę dla niepalących, salę dla VIP`ów, show, rabaty dla grup turystycznych, styl wnętrza – barok, posiada podwórko letnie, personel rozmawia po angielsku, polsku, hiszpańsku, francusku oraz rosyjsku, menu w języku angielskim, rozliczenie gotówkowe oraz karta kredytową.

Restauracja “Muszketer” (Muszkieter)

Godziny otwarcia: 11:00-23:00
Adres: ul. Hruszewśkoho 7, tel.261-46-13

Specyfika lokalu: kuchnia francuska, kelnerzy, żywa muzyka (śr. – ndz. 19:00), klasyczne wnętrze, posiada podwórko letnie, personel rozmawia po angielsku, niemiecku, polsku, oraz rosyjsku, menu w języku angielskim, rozliczenie gotówkowe.

Restauracja “Flamingo” (Flaming)

Godziny otwarcia: 11:00-23:00
Adres: ul. Krakiwśka 25, tel.235-64-94

Specyfika lokalu: kuchnia europejska, kelnerzy, posiada salę dla niepalących, klasyczne wnętrze, personel rozmawia po angielsku, polsku, oraz rosyjsku, menu w języku angielskim oraz polskim, rozliczenie gotówkowe.

Restauracja “Elita”

Godziny otwarcia: 11:00-23:00
Adres: ul. Horodoćka 85, tel.235-23-30

Specyfika lokalu: kuchnia europejska, kelnerzy, posiada salę dla niepalących, żywa muzyka (oprócz pon.), klasyczne wnętrze, posiada podwórko letnie, rozliczenie gotówkowe.

Restauracja “Weża kramariw” (Wieża kramarzy)

Godziny otwarcia: 0-24

Adres: al. Swobody 16/18, tel.272-39-39

Specyfika lokalu: kuchnia ukraińska oraz europejska, kelnerzy, żywa muzyka, show, współczesne wnętrze, personel rozmawia po angielsku, niemiecku, polsku, oraz rosyjsku, menu w języku angielskim, rozliczenie gotówkowe, bezgotówkowe oraz karta kredytową.

Restauracja “Kaukaz”

Godziny otwarcia: 11:00-23:00
Adres: ul. Szota Rustaweli 2, tel.276-20-82

Specyfika lokalu: kuchnia kaukaska, kelnerzy, żywa muzyka, kaukaskie wnętrze, parking, personel rozmawia po angielsku, niemiecku, polsku, oraz rosyjsku, menu w języku angielskim, rozliczenie gotówkowe, bezgotówkowe oraz karta kredytową.

Restauracja “Sim porosiat” (Siedmioro prosiąt)

Adres: ul. S. Bandery 9, tel.297-55-58,
www.7piggies.com.ua

Specyfika lokalu: kuchnia ukraińska, kelnerzy, ukraińskie wnętrze, personel rozmawia po angielsku, niemiecku, polsku, oraz rosyjsku, menu w języku angielskim, rozliczenie gotówkowe, bezgotówkowe oraz karta kredytową.

Restauracja “Kentawr” (Centaur)

Godziny otwarcia: 10:00-23:00
Adres: Rynek 34, tel.272-05-12

Specyfika lokalu: kuchnia ukraińska oraz europejska, kelnerzy, WI-FI, klasyczne wnętrze, posiada podwórko letnie, personel rozmawia po angielsku, polsku, oraz rosyjsku, rozliczenie gotówkowe, bezgotówkowe oraz karta kredytową.

 

 

 

 

 

Posted in Bez kategorii | Leave a Comment »