Psychoneurocybernauta inc!

Bieda materialna, to bogactwo duchowe, Tak iluzjoniści wyprali tobie głowę.

  • Principia Discordia

    Naprzód rycerze Chrystusa,
    Naprzód kapłani Buddy,
    Naprzód owoce Islamu,
    Walczcie do upadłego,
    Toczcie małe potyczki,
    Jednoczcie się
    pod ostrzałem
    Ku Wielkiej Chwale
    Dys-kor-dii.
    Je, je, je, Je, je, je, je, Buuuuuuuuum!
  • Ralph Waldo Emmerson

    Religia jednego wieku staje się literacką rozrywką następnych.
  • Aleister Crowley

    Czyn wole swą, niechaj będzie całym Prawem.

    Nie masz żadnego prawa prócz czynienia twej woli. Czyn ja i nikt inny nie powie nie.

    Każdy mężczyzna i każda kobieta jest gwiazdą.

    Nie ma boga prócz człowieka.

    Człowiek ma prawo żyć wedle swych własnych praw
    żyć tak jak tego chce
    pracować tak jak chce
    bawić się tak jak chce
    odpoczywać tak jak chce
    umrzeć kiedy i jak chce

    Człowiek ma prawo jeść to co chce: pić to co chce: mieszkać tam gdzie chce: podróżować po powierzchni Ziemi tam gdzie tylko chce.

    Człowiek ma prawo myśleć co chce
    mówić co chce: pisać co chce: rysować, malować, rzeźbić, ryć, odlewać, budować co chce: ubierać się jak chce

    Człowiek ma prawo kochać jak chce

    Człowiek ma prawo zabijać tych, którzy uniemożliwiają mu korzystanie z tych praw

    niewolnicy będą służyć

    Miłość jest prawem, miłość podług woli.
  • Terence McKenna

    Skoro już w XIX wieku zgodziliśmy się przyznać, że człowiek pochodzi od małpy, najwyższy czas pogodzić się z faktem, że były to naćpane małpy.
  • Anarchizm metodologiczny

    Anarchizm metodologiczny - jest programem (a właciwie antyprogramem), zgodnie z którym należy z wielką ostrożnością podchodzić do każdej dyrektywy metodologicznej, (w tym do samego anarchizmu) bowiem zaistnieć może sytuacja, w której lepiej jest z anarchizmu zrezygnować (aby nie hamować rozwoju wiedzy) niż go utrzymywać.
    Paul Feyerabend
  • Lustro Rady dotyczące obecności i świadomości

    Aby przejąć władzę nad królestwem, musi się obalić króla; nie wystarczy pokonać kilku dworzan ani podbić kilku wiosek.

    Jeśli więc nie wiemy, jak utrzymywać obecność bez rozproszenia, a zamiast tego pozwalamy sobie zatracić się w rozproszeniu i iluzji, nigdy nie uwolnimy się z niekończącej się transmigracji.

    Jeśli zaś nasz umysł nie rozprasza się i nie zapomina, lecz uzyskuje samokontrolę i utrzymuje obecność swojego prawdziwego Stanu, nie warunkując się iluzją, wtedy staje się esencją wszystkich nauk i korzeniem wszystkich ścieżek.

    Namkhai Norbu Rinpocze
  • Strony

Archiwum kategorii ‘magia’

Berserkerzy – wybrańcy Odyna

Opublikował/a psychoneurocybernauta w dniu styczeń 12, 2009

Autor Jorund

Tu, pośród wiru europejskich ras, plemiona z Islandii wniosły ducha walki, danego im przez Thora i Wodina, a okazywanego przez berserkerów na wybrzeżach Europy, a także Azji i Afryki. Ludzie w końcu myśleli, że to wilkołaki przybyły.
- Bram Stoker, Drakula

Rok 793, napad barbarzyńców niszczy kościół na Lindisfarne – zaczyna się „epoka Wikingów”. Przez następne kilkaset lat Europa będzie nękana ich rozbójniczymi napadami. „Od furii normańskiej uchroń nas Boże…” – słowa tej modlitwy padały z ust przerażonych ludzi, gdy tylko na horyzoncie dostrzeżono pierwsze drakkary wiozące na swych pokładach okrutnych, pogańskich wojowników. Taki właśnie obraz Wikinga utrwalił się w pamięci Europejczyków, a to za sprawą „wybrańców Odyna” – berserkerów.

Sam   Odyn   (Woden,  Wodan,  Wuotan)   był  naczelnym   bóstwem   plemion   skandynawskich  i  germańskich, jako ojciec bogów patronował wojnie oraz śmierci, ale także magii. To  właśnie  on  zsyłał na walczących wojowników furię i dar przemiany w dzikie zwierzęta. To do jego siedziby (Walhalli) trafiali oni po śmierci. To Odynowi towarzyszyły dwa potężne wilki – Geri i Freki.

Zajmijmy się jednak samymi berserkerami. W okresie wczesnego średniowiecza plemiona Skandynawów prowadziły liczne wojny (pomińmy ich przyczyny),  czego  efektem  było  wysunięcie się na pierwsze miejsce kasty wojowników. To od nich zależało być albo  nie  być  danej społeczności. Sama ta warstwa nie była jednolita. Po pewnym czasie drogą, nazwijmy to „naturalnej selekcji”, wyodrębnili się z niej ci najlepsi, czyli najsprawniejsi w walce i najbezwzględniejsi. Wojów tych walczących w szale, odpornych na rany zadane niemagiczną bronią nazywano berserkerami – ludźmi w „niedźwiedzich koszulach”. Nazwę  berserk wywodzi  się  z islandzkiego „ber” – „niedźwiedź” i  „serk” -  „koszula”  bądź od germańskiego „bar” – „nagi, goły”. Ma to związek z faktem, iż do walki berserkerowie przywdziewali zwierzęce skóry m. in. niedźwiedzi. Tak więc wobec wojownika mającego na sobie kolczugę czy zbroję łuskową mogli uchodzić za „nagich”.

Wyruszając w bój wypijali oni specjalny napar z pewnych gatunków muchomorów (o których później), którego działanie można było przedłużyć i spotęgować pociągając co pewien czas kilka łyków piwa. Napar ten miał wywoływać bitewny szał – wojownik zaczynał krzyczeć i wyć, toczyć pianę z ust, gryźć brzeg tarczy, doświadczał psychicznej transformacji w bestię (niedźwiedzia, wilka lub byka). Jego siła i wytrzymałość ulegały zwielokrotnieniu, potęgowała się agresja i znikał lęk przed wrogiem. Berserker uzyskiwał też pozorną odporność na ciosy, ale tak naprawdę to działanie narkotyku powodowało niezdolność do odczuwania bólu i zmniejszone krwawienie z ran. Wyjście z transu powodowało wyczerpanie organizmu,  zwiększał się upływ krwi. Należy wspomnieć, że berserkerzy walczyli przeważnie w   dwunastoosobowych   drużynach  a   dar  berserkerstwa  mógł  być  dziedziczony,  co  uznawano  za szczególną łaskę Odyna. Tak było z Kweldulfem („Nocnym Wilkiem”), jego wnukiem Egilem i synem Skallagrimem.  Innymi  znanymi  berserkerami  byli  Otrygg  („Saga o Njalu”) i  Ljot  zwany  Białym („Saga o Egilu”). Transformacja w bestię mogła nastąpić na życzenie wojownika lub w sposób niekontrolowany za sprawą rzuconej klątwy. Faktem  pozostaje  natomiast  to, iż berserkerzy  w  późnym  wieku  cierpieli na ataki szału stając się zagrożeniem dla swej rodziny i społeczności. Kończyło się to dla nich wyjęciem spod prawa i przymusową banicją. Tacy ludzie ukrywali się w lasach żyjąc z rozbójnictwa. To właśnie oni był potem bohaterami legend o przerażających wilkołakach. Często przyczyną takiego zachowania była likantropia („wilkołactwo”), choroba psychiczna polegająca na wmawianiu sobie, że jest się wilkiem. Choroba ta wiąże się z kolei z grupą berserkerów zwaną ulfhedhnar – „ludźmi w wilczej skórze”.

Jak wspominałem wcześniej w skład napoju, który pili berserkerzy przed każdą bitwą wchodziły pewne gatunki muchomorów, a mianowicie muchomor czerwony Amanita muscaria) i muchomor plamisty (Amanita pantherina). W czasach przedchrześcijańskich grzyby te były szeroko stosowane w praktykach szamanów z terenów Europy i Azji. Muchomor czerwony poświęcony był Odynowi zwanemu „panem kruka” (z powodu tego, że służyły mu kruki Muninn i Huginn). Natomiast „chlebem kruka” plemiona germańskie nazywały muchomory czerwone. Odyn władał także włócznią Gungnir (symboliczny „boski” grom) wykonaną z gałęzi jesionu Yggdasill. W wielu mitach i baśniach euroazjatyckich mówi się, iż tam gdzie uderzy piorun wyrośnie właśnie muchomor.

Świeże muchomory czerwone bardzo słabo oddziaływują na psychikę, dopiero ususzone, na skutek dekarboksylacji kwasu ibotenowgo i powstania  muscimolu, mają  silne  działanie  psychoaktywne. Grzyby  te znacznie różnią się zawartością aktywnych substancji, choć przeważnie wystarczy  jedna  sztuka by wywołać zmiany w zachowaniu i  postrzeganiu  otoczenia, a przy dużych  ilościach  mam  już do czynienia z halucynacjami, napadami szału i ślinotokiem. Co ciekawe nie zanotowano jeszcze przypadków śmierci wywołanej spożyciem tego gatunku muchomora.

W przypadku muchomora plamistego również najsilniej działającą na psychikę substancją jest muscimol powstający z kwasu ibotenowego w procesie suszenia. Również, ale nie tylko, gdyż wyróżnia się około pięciu słabiej działających związków. Tak więc najprostszym  do  osiągnięcia efektem w razie stosowania tego muchomora i jak sądzę najmniej pożądanym jest śmierć – wcale nie natychmiastowa. Już po czterech niedosuszonych grzybach można zostać kaleką. W przypadku mniejszych dawek doświadczyć można silnych halucynacji, pojawia się euforia i poczucie własnej mocy.

Na tym kończę swe rozważania na temat legendarnych berserkerów, oby pamięć o nich nigdy nie zginęła niczym chwała zdobyta mężnym czynem.

http://www.nidhogg.oskbraniewo.pl/strony/berserkerzy.htm
http://pl.wikipedia.org/wiki/Berserk_(mitologia)

Opublikowany w magia, szamanizm | Otagowane: , , | Zostaw Komentarz »

Blueberry (2004)

Opublikował/a psychoneurocybernauta w dniu styczeń 4, 2009

[b]Western wizyjno-hipnotyczny[/b]

Pod koniec lat 90. reżyser Jan Kounen, twórca niezłego choć niedocenionego “Dobermanna”, ogłosił, iż zamierza przenieść na duży ekran popularną serię komiksową Moebiusa i Jean-Michela Charliera pt. “Blueberry”. W wielu wywiadach Kounen zapowiadał, że jego celem jest zrobienie filmu maksymalnie wiernego westernowym realiom. W tym celu reżyser wybrał się nawet kilka razy do USA, gdzie spotkał się z przedstawicielami indiańskich plemion. Te spotkania zaowocowały jednak poważnymi zmianami, zarówno w karierze samego reżysera, jak i w jego wizji przyszłego filmu.

Podczas wspomnianych wizyt Kounen spotkał się z indiańskimi szamanami, czego efektem były eksperymenty z pejotlem i innymi środkami halucynogennymi. Zafascynowany nowymi przeżyciami reżyser nie dość, że zrealizował dokument “Other Worlds” poświęcony narkotycznym wizjom, to jeszcze postanowił część swoich przeżyć umieścić w ekranizacji komiksu.

W rezultacie powstał film, który mimo charakterystycznej scenografii i pozornie westernowej fabuły, nie przypomina żadnej z kowbojskich opowieści, jakie widzieliśmy do tej pory na dużym ekranie. “Blueberry” Kounena nie obfituje w pojedynki rewolwerowców, w tle nie przebiegają stada bizonów, a finałowa walka pomiędzy tytułowym bohaterem, a jego śmiertelnym wrogiem rozgrywa się nie na “ubitej ziemi”, ale w świecie narkotycznych wizji.

Połączenie twórczości Moebiusa i Williama S. Burroughsa, jak często określano “Blueberry”, nie zostało jednak dobrze przyjęte ani przez widzów, ani przez krytyków. Film, którego produkcja kosztowała 45 milionów dolarów, a w rolach głównych pojawiły się takie sławy jak Vincent Cassell, Michael Madsen, Juliette Lewis, czy Ernest Borgnine w Francji zgromadził bardzo niewielu widzów, a w większości krajów (w tym również w Polsce) ukazał się od razu na kasetach VHS i płytach DVD z pominięciem dystrybucji kinowej.

Wydaje się, że ambitny projekt nieco przerósł umiejętności Kounena. Pierwszą część filmu, w której najpierw poznajemy młodego Blueberry’ego i jesteśmy świadkami tragicznych wydarzeń z jego życia, a później obserwujemy go jako dojrzałego mężczyznę pełniącego funkcję szeryfa w miasteczku sąsiadującym z terenami Indian, ogląda się jeszcze jako tako. Jednak, od momentu, kiedy na ekranie zaczyna dominować indiańska magia, fabuła zaczyna się gmatwać, a westernowe krajobrazy zostają zastąpione przez długie – w finale trwające nawet po kilkanaście minut – i niestety mocno niezrozumiałe cyfrowe animacje będące odzwierciedleniem narkotycznych wizji. Owszem, trzeba przyznać, że same animacje, których autorem jest Rodolphe Chabrier robią wrażenie i aż żal, że nie miałem okazji obejrzeć ich na dużym ekranie, ale z drugiej strony ciężko powstrzymać się od ich przewinięcia w sytuacji, kiedy przez długie minuty naprawdę nie wiadomo, o co chodzi.

“Blueberry” niestety rozczarowuje. Scenariusz filmu inspirowany jest co prawda albumami “La Mine de l’Allemand perdu” oraz “Spectre aux balles d’or”, ale obraz Kounena, co zaznaczono również w napisach początkowych, jest ich bardzo luźną adaptacją. Z seansu mogą być zatem niezadowoleni zarówno wielbiciele komiksowej serii jak i fani westernu, gdyż wizja reżysera jest odmienna od tego, co znamy z komiksów i innych filmów.

“Blueberry” broni się jednak od strony technicznej. Poza wspaniałymi animacjami cyfrowymi film wyróżnia się również pięknymi zdjęciami, których autorem jest Tetsuo Nagata. Porywające ujęcia przedstawiające wspaniałe plenery – pustynie, kaniony, wodospady – przywodzące na myśl niesamowite widoki znane z wielu klasycznych westernów, na długo pozostają w pamięci.

Również od strony aktorskiej “Blueberry” prezentuje się nieźle. Co prawda teksański akcent odtwórcy głównej roli niekiedy brzmi śmiesznie, ale trzeba przyznać, że Vincent Cassell stworzył wiarygodną kreację. Nieźle wypadła również Juliette Lewis, która nie tylko udanie wcieliła się w rolę ukochanej tytułowego bohatera, ale również po raz kolejny udowodniła – wykonując piosenkę “Danny Boy”, że jest nie tylko utalentowaną aktorką, ale również piosenkarką.
Wypatrujcie na ekranie również Ernesta Borgnine’a – gwiazdy westernów grającego w “Blueberrym” przykutego do wózka inwalidzkiego szeryfa oraz charaktersytycznego Tchéky Karyo, który w filmie pojawia się ucharakteryzowany tak, że gdyby nie informacja w napisach ciężko byłoby się domyśleć w jaką postać się wcielił.

Niestety, mimo najszczerszych chęci i całej sympatii dla Kounena oraz Cassella, “Blueberry” bardzo mnie rozczarował. Zrealizowany doskonale od strony technicznej film był zwyczajnie nudny, a oryginalny i ambitny pomysł został w nim przedstawiony w sposób dość nieporadny. Można obejrzeć, ale bardziej z ciekawości niż z nadzieją na kawałek solidnej komiksowej adaptacji, czy trzymający w napięciu western.

http://blueberry.filmweb.pl

Opublikowany w magia | Otagowane: , | Zostaw Komentarz »

Other Worlds

Opublikował/a psychoneurocybernauta w dniu styczeń 3, 2009

Other Worlds, A journey into the heart of Shipibo shamanism

Other Worlds

Other Worlds, A journey into the heart of Shipibo shamanism
A Documentary By Jan Kounen

“Truly, highly-advanced technology, is indistinguishable from magic” –Arthur C. Clarke

Why would Jan Kounen, director of “Dobermann,” want to do a documentary on Shipibo Shamanism?

My film “Dobermann” allowed me to express my visceral anti-establishment convictions with a joy usually reserved for bad, little kids. After that, I started thinking that the time had come for me to examine the reality of what has so far been my joyfully chaotic existence and to ponder my place in the universe…

Where would I begin?
Boxed in by our senses, we only see a single dimension of reality. Our eyes only allow us to perceive a minor part of the light’s reflection of the specter of what matter truly is. Our other senses restrict us in exactly the same ways. I’ve always held the conviction that other dimensions exist, and that our brains and our central nervous systems function as filters for our consciousness. These filters are necessary to grasp the material world, but their makeup is all too often weighed down by cultural, moral and scientific doctrines that provide us with a much too limited image of the Universe. So I was continuously plagued by the question: “Can we tear away the veil, just for one second?”

Shamanism
With the exception of Buddhism and the Tibetan Dzogtchen tradition, which include terribly constraining techniques, current religions offer little in the way of approaching the “Invisible.”

So I then delved into reading the scriptures by the mystics. Along the way, I came across Shamanism.

As I read their scriptures, I came to learn about the lives of these men, these Shamans who use plants, meditation, chants and rituals to journey into the Invisible. In contrast to what I had read previously, I learned that Shamans do not provide answers. All they do is record their observations and, based on their own experiences, establish their belief systems. Their role is simply to guide souls on their own, personal quests.

Our Western sensibilities tend to make most of us scoff at Shamans or to consider them with fear or amusement. They are nothing more than witch doctors who use powerful drugs to induce trances, and can not function in reality. Despite all this, I set out to meet them in Mexico. High up in the sierra, I sought out the Huichol Indians, widely known for their active Shamanism and its sources which go back several thousand years. This gave me the opportunity to frequent Shamans and share their peyote ritual. This initial experience left me disturbed, but unsatisfied. We had not bonded on a personal level. So I set out again. This time I went to the jungles of Peru, where a powerful form of Shamanism exists, using the sacred plant, called the “soul’s creeper.” Following several encounters and experiences with “curanderos” (healers) and “brujos” (witch doctors), I met “Questembetsa.”

Shipibo-Conibos
Questembetsa is a Shipibo-Conibo Shaman, who enabled me to experience Shamanism from the inside. There are 45,000 Shipibo Conibos living together along the Amazon River in Peru. Questembetsa is the spiritual guide of all Shipibo Conibos. He is the Master Shaman who trains all of his people’s Shamans. Questembetsa enabled us to film a summer solstice ceremony, which lasted for three days and three nights. This traditional celebration has never been recorded on film, and justly so. It has not occurred for 70 years and has obviously been seen by very few “non-Indians.” Using night-vision cameras, we were able to immortalize the shots of these unique moments.

Under Questembetsa’s protective watch, I participated in ceremonies and experienced what can be characterized as a “near death experience.” For me, this was a powerful consciousness experience, where I crossed over, to the other side of the mirror. Once my initiation began, it would continue for over a year. Having experienced this journey of initiation and learning, I am now able to speak about Shamanism.

A consciousness technology
Conceptual thinking is a limited tool when one truly attempts to develop one’s consciousness. Indeed, human consciousness has a natural tendency to identify with thoughts and reason – stopping there. Shamans use a technology or an outside element, generally consisting of sacred plants. Using powerful psychotropic substances, the Shamans guide individuals, enabling them to “peel away” consciousness from thoughts and reason. The subconscious is gradually unveiled. During these experiences, a different reality appears and is observed through the prism of our consciousness. Are we remembering who we are, or are we simply discovering who we are?

Without words, this reality is sometimes expressed through terror, suffering and tears. At times it comes in the form of beauty and tears of joy inspired by the magic. It comes from within one’s being, in the form of archetype images. Each and everyone’s personal history and culture individually determine this reality.

We all share a universal mythology, which serves as a source for the visions. Each and every one of us is an infinite universe, where angels and demons make up our thoughts, emotions, memory and our body. My journey deep into the jungle continued when I met scientists from the “Aton Institute” in Norway. The Aton Institute studies consciousness, quantum physics and the molecular chemistry of sacred plants as well as past civilizations.

Sacred plants or drugs?
Psychotropics are drugs or narcotics. In our culture, the word “narcotic” is synonymous with decadence. In past civilizations such as the Incas or the Egyptians, these hallucinogenic plants were considered instruments of knowledge, magic plants or “master plants.” Scientists agree and have demonstrated through modeling that the key lies in the DNA, genetic programming, the pineal gland or the famous “third eye,” located between the brain’s hemispheres. They believe that the molecules of the Ayahuasca plant are a molecular nano-technology that activates the consciousness. Angels and demons are the archetype contacts with the negative and positive encoding of our DNA. Presently, Shamans know how to use the Ayahuasca plants. The Shamans consider these plants as instruments made available by the Universe for men to be able to pass through the Invisible and enter into contact with the Universe.

Developments for the documentary
This documentary film will be the testimony of a personal and subjective adventure. It will also show the dangers and risks involved in Shamanism: (1) losing yourself in the light or the darkness of your recently awakened emotions or (2) misinterpreting the feelings or visions. This could lead to schizophrenia in the event these journeys not be guided by competent Shamans or compliant with an unyielding discipline and strict diet.

The film will primarily show the therapeutic power of the Shamans and their plants. This power is a type of ancestral psychoanalysis or human psychotherapy backed by 4,000 years of experience and practice.

The film will allow the Shamans to speak for themselves. It will show how their cultures and their belief systems culminate from their knowledge of the Invisible.

CGI sequences will reproduce the power of the recurring visions and the unfolding of the poetic story I witnessed. We will also convey the humor and terror I felt while experiencing these visions. The film will include investigative interviews with therapists, ethnologists and specialists in molecular brain chemistry. In the interest of understanding the invisible interaction between a Shaman and a “novice,” we will record the brain-wave interaction between Questembetsa and myself during a ceremony this spring. This will enable us to identify them and study their meaning.

Finally, the December 1999 interviews, with Western individuals in therapy, will be repeated. Over a year later, we will compare the results of these two sets of interviews. My personal experience will be told on the parallel of selective testimony, somewhere between Western science and Indian therapy.

Only recently has Western culture reluctantly come to recognize that Tibetan Buddhism has garnered knowledge of the spirit. The objective of this documentary is to impress upon viewers that these little-known Indians developed veritable cognitive technology through their own sciences of the spirit, thousands of years ago. To me, these men are warriors in the battle to unlock the mysteries of consciousness. Shamans consider the greatest ally and the worst enemy of every individual to be one and the same… himself or herself. In conclusion, I personally guarantee this film will not turn out to be a new age Sermon on these Indians and their culture. All “Other worlds” are not worlds of light…

Jan Kounen

Opublikowany w magia | Otagowane: , , | Zostaw Komentarz »

Wyznania polskiego zjadacza grzybów

Opublikował/a psychoneurocybernauta w dniu styczeń 2, 2009

Piotr Rymarczyk

(…) W świecie, w którym żyjemy, z reguły nie mamy większych wątpliwości co do tego, kim jesteśmy. Naszą potoczną samoświadomość wyznacza bowiem identyfikacja z rutynowymi – i mającymi na ogół społeczny charakter – rolami, jakie odgrywamy w swym życiu codziennym. Tymczasem zażycie psychedeliku wytrąca naszą świadomość z ustalonych kolein i sprawia, iż nasze funkcje psychiczne ulegają niejako deautomatyzacji. Dzięki temu widzimy teraz arbitralność norm, konwenansów i stereotypów, którym podporządkowywaliśmy dotychczas swoje istnienie – widzimy, że są one wobec nas czymś zewnętrznym. Aktor w teatrze codziennego życia spostrzega, że nie jest rolą, którą odgrywa. Szczelnie przylegająca nam dotąd do twarzy maska człowieka uspołecznionego odpada, a zza jej zasłony wyłania się ten, kim jesteśmy u rdzenia samych siebie: ów tajemniczy bezimienny, który siedzi w naszych głowach, myśli i czuje i który, gdy wyzwoli się już z opętania rolą nie zna żadnych praw lecz jedynie swe indywidualne pragnienia.
W efekcie nasza egzystencja – po wydobyciu jej zza zasłony społecznych definicji, które ją dotąd interpretowały i w ten sposób “oswajały” – zaczyna wydawać się nam zdumiewającą tajemnicą. Dziwaczne wydaje nam się, że istniejemy właśnie tu i teraz pośród nieskończoności możliwych światów, a jeszcze bardziej dziwaczne to, że istniejemy i że w ogóle coś może istnieć. Czerń własnych źrenic oglądana w lustrze wciąga nas w głąb niepojętego i samym sobie wydajemy się teraz cudownym i strasznym snem śniącym się ponad nieskończoną otchłanią.

Ale temu poczuciu cudowności i grozy istnienia towarzyszy bynajmniej z nim nie kolidujące poczucie jego śmieszności. Życie wydaje się nam teraz groteskowym tańcem, dadaistycznym poematem. Nasz śmiech bierze się z odkrycia radosnej względności świata – jest to śmiech wolności wydobywającej się zza zaskorupiałych form istnienia. Parafrazując Bachtina można powiedzieć, iż owo dojmujące poczucie śmieszności jest skutkiem uchylenia oczywistości świata – odrzucenia “tego, co się rozumie samo przez się” i otwarcia się na nieprzewidywalność (…)

Psychedelicznym przemianom w postrzeganiu samego siebie towarzyszą równie radykalne i skądinąd nawet bardziej rzucające się w oczy przemiany w percepcji zewnętrznej rzeczywistości. Mają one, jak sądzę, podobne przyczyny co transformacja naszej samoświadomości. U ich podstaw wydaje się bowiem leżeć nasze wyzwolenie się od konwencji, które kształtowały dotąd nasz sposób postrzegania świata i deautomatyzacja naszej percepcji. Dotąd bowiem nasza uwaga koncentrowała się na tych elementach otaczającego nas świata, których postrzeganie było nam niezbędne w codziennej praktyce życiowej. Doznania, które miały się nijak do tego, co na codzień robiliśmy, umykały na ogół naszej uwadze. Tymczasem psychedelik wytrącając świadomość z utartych torów pozwala nam wyzwolić się od percepcyjnych schematów i spojrzeć na rzeczywistość w sposób nieuwarunkowany. Konsekwencją tego jest wzrost wrażliwości na niuanse zmysłowych postrzeżeń i drobne detale otaczającego świata, na które pozostawaliśmy dotychczas ślepi. Możemy więc teraz przez długo kontemplować złożoność konstrukcji zeschłego liścia albo wpatrywać się w misterny rysunek drzewnych słojów na byle jakiej desce.

Inną zmianą jaka dokonuje się teraz w naszej percepcji – i która również jest zapewne konsekwencją wyzwolenia się od poznawczych stereotypów – jest nieoczekiwany wzrost intensywności przeżywanych przez nas doznań. Wrażenia docierające do naszych zmysłów odzyskują świeżość pierwszej chwili stworzenia. Barwy stają się bardziej soczyste, zapachy aromatyczne, a dźwięki dźwięczne. W efekcie w otoczeniu, które w normalnym stanie ducha wydawałoby nam się po prostu ładne, czujemy się teraz jak ogrodzie ziemskich rozkoszy. Psychodelicznej intensyfikacji podlegają co prawda nie tylko doznania przyjemne, ale i przykre, takie jak zmysłowa czy estetyczna odraza. Intensyfikacja przydaje im jednak patosu, co sprawia, iż również one stają się często w pewien paradoksalny sposób satysfakcjonujące.

Ale deautomatyzacja percepcji sprawia, iż docierające do nas doznania stają się bogatsze w szczegóły i intensywniejsze. Powoduje ona bowiem również zmianę towarzyszącej im aury emocjonalnej. Otaczający nas świat dotąd wydawał się nam zwyczajny i na ogół niegodny uwagi. Teraz czujemy się jednak tak, jakbyśmy oglądali go po raz pierwszy w życiu. Patrząc na otaczające nas obiekty nie możemy się powstrzymać od myśli o ich dziwaczności. Nawet nasze własne ciało i jego ruchy wydają się nam teraz obce, często niepokojąco zwierzęce. Ten odmieniony świat budzi zarazem nasze przerażenie jak i fascynację. Wrażenia te towarzyszą nam w jakimś stopniu nawet w najbardziej banalnych momentach, ale najsilniej ujawniają się w sytuacjach, które nawet w “normalnym” stanie psychicznym uznalibyśmy za w pewien szczególny sposób niepokojące. Spojrzenie na rozgwieżdżone niebo albo spacer po ciemnym lesie mogą przyprawić nas o prawdziwy wstrząs.
Ale jednocześnie w innych sytuacjach oglądana przez nas rzeczywistość sprawia na nas wrażenie arcyśmiesznej. Szczególnie komiczne wydają nam się teraz przedmioty, z których korzystaliśmy dotąd w codziennym życiu, a które teraz, nabrawszy dystansu wobec swego potocznego sensu, przypominają rekwizyty z groteskowego spektaklu. Ich widok prowokuje nas do tego, byśmy bawili się nimi na wszystkie możliwe sposoby, gdyż – jak słusznie zauważył wspominany tu już Bachtin – świat śmiechu jest zawsze otwarty na nowe interakcje (…)
Zatarcie się granicy między nami a zewnętrznym światem sprawia, iż ten ostatni może stać się teraz zwierciadłem, w którym będzie przeglądać się nasza wyobraźnia. W rezultacie otaczająca nas rzeczywistość nabiera w naszym odczuciu symbolicznego charakteru, staje się pełna komentujących nasze losy znaków. Noc, która nas otacza nie jest już zwykłą nocą, lecz odbiciem nocy kosmicznej, w której zanurzone jest nasze istnienie; z milczenia nieruchomej wody możemy wyczytać obraz niosącej zapomnienie śmierci podobnej powrotowi do łona, a żar i żarłoczność ognia skłania nas do fantazji o egzystencji sprowadzonej do jednej płomiennej i bolesnej chwili.

Czasami owo przeglądanie się wyobraźni w lustrze świata przybiera formę doznań halucynacyjnych, które są o tyle specyficzne, iż ci, którzy ich doświadczają z reguły zdają sobie sprawę, że to, co dostrzegają, jest wytworem ich imaginacji. Gra światłocieni sprawia, iż widzimy, jak obok oświetlonych blaskiem księżyca zarośli czają się monstrualne owady; liście otaczających nas drzew pełne są czujnie wpatrzonych w nas oczu, a w wijącej się z komina smudze dymu pojawiają się i nikną jak w kalejdoskopie nieskończenie piękne kobiece twarze. Psychodeliczne wizje cechuje niepokojąca dziwaczność korespondująca skądinąd z dziwacznością innych aspektów pogrzybowych doświadczeń, a przywodzące na myśl malarstwo ekspresjonistów i surrealistów: oniryczne dzieła Kubina czy Chirica. Wizjom tym nieobcy jest jednak również absurdalny humor rodem z płócien Paula Klee.

Opisywanym przeze mnie psychedelicznym przemianom w postrzeganiu samego siebie i otaczającego świata towarzyszą również zmiany w percepcji czasu. Zażycie psychedeliku sprawia mianowicie, iż czas w naszym subiektywnym odczuciu ulega nieprawdopodobnemu nieraz wydłużeniu. Zjawisko to wydaje się być konsekwencją faktu, iż psychedelik wyzwolił nas od narzucanego nam przez zmysł “rozsądku” nawyku pamiętania o doświadczeniach przeszłości i troski o przyszłość. Naszą świadomość w przemożny sposób wypełnia chwila teraźniejsza, która wydaje się być wieczna . Ów prymat chwili teraźniejszej nie oznacza zresztą, iż chwila ta nie może w pewien sposób zawierać w sobie przeszłości i przyszłości. Obejmuje ona je jednak nie jako abstrakcyjne konstrukty, ale jako żywo przez nas doświadczane – a więc aktualnie obecne – wspomnienia czy marzenia. Aktywność wyobraźni z jednakową swobodą przenosi nas w z powrotem w krainę dzieciństwa lub czyni nas starcami a wszystko to dzieje się teraz (…)
Pisałem już, iż przekonanie o patologicznym charakterze psychedelicznych doświadczeń bazuje na założeniu, iż panujący model postrzegania rzeczywistości jest czymś “naturalnym”, a więc nie podlegającym dyskusji: świat jest, jaki jest; my jesteśmy, jacy jesteśmy i tylko wariat mógłby się tu nad czymś zastanawiać. Tymczasem łatwo udowodnić, że sposób w jaki widzimy samych siebie i otaczający nas świat jest uwarunkowany społecznie. Świat Papuasa jest innym światem niż świat współczesnego mieszkańca Zachodu nie tylko, gdy chodzi o role, których odgrywaniu poświęcają swe życie, ale również o sposób percepcji danych zmysłowych czy czasu (…)

Najistotniejszym zaś z takich koniecznych do wzięcia pod uwagę elementów jest czas. Procesy zachodzące w fizycznej rzeczywistości mają bowiem czasowy charakter i ich skuteczne kontrolowanie i przewidywanie możliwe jest jedynie wówczas, jeżeli przyswoimy sobie abstrakcyjne pojęcia obiektywnej przeszłości i przyszłości . Tak więc przyjęcie samozachowania, jako podstawowego celu życiowego sprawia, iż w dużej mierze zostajemy wygnani z wszechobecnego niegdyś “teraz” i w zamian za to zaczynamy postrzegać rzeczywistość przez pryzmat pojęcia biegnącej z przeszłości w przyszłość osi czasu (…)

W konsekwencji normy, jakim podporządkowujemy się ze względu na nasze dążenie do samozachowania, to przede wszystkim normy społeczne . Nasze uspołecznienie ulega zaś utrwaleniu i pogłębieniu przez fakt, iż chcąc uniknąć dyskomfortu płynącego z poczucia ulegania przymusowi z reguły identyfikujemy się z przeznaczonymi nam rolami i uznajemy ich odgrywanie za najlepszy sposób życia.
Przychodzi to nam zresztą tym łatwiej, iż społeczeństwo fabrykuje uzasadniające taką wiarę ideologie głoszące, iż praktykowany przez nas sposób życia jest właśnie takim, jaki przystoi “grzecznemu dziecku”, “katolikowi”, “patriocie”, “człowiekowi sukcesu”, czy po prostu “komuś normalnemu”.

Równolegle uspołecznieniu ulega również nasze widzenie zewnętrznej rzeczywistości, gdyż skuteczne wykonywanie zadań nakładanych przez role społeczne wymaga od nas postrzegania świata w kategoriach zgodnych ze społecznym sposobem definiowania rzeczywistości. Jest to bowiem sposób dostosowany do praktyki społecznej – rodzaj mapy dostarczanej nam przez społeczeństwo, po to, byśmy mogli poradzić sobie z wyznaczanymi nam przez nie zadaniami. Tak więc musimy się więc nauczyć widzieć świat jako zbiór przedmiotów i sytuacji, które grupy społeczne, do których należymy uznają za godne zdefiniowania jako przedmioty i sytuacje. Mieszkańcowi współczesnej Polski nie jest np. na ogół potrzebna umiejętność rozpoznawania, rozróżniania i nazywania tropów zwierzyny, ale trudno byłoby mu się obyć bez umiejętności rozpoznawania, rozróżniania i nazywania banknotów (…)

Podobnie zubażający wpływ na naszą psychikę wywiera również poddanie społecznym definicjom postrzeganego przez nas za pomocą zmysłów świata i sprowadzenie go w naszych oczach do zbioru społecznie znaczących obiektów, na których mamy dokonywać społecznie zalecanych przekształceń. W efekcie maleje bowiem nasza zdolność do czerpania z percepcji zmysłowej przyjemności.

Flesh of the Gods Historical Trailer
Sacred mushroom ceremonies of the Mazatec Indians of Oaxaca Mexico
Docierające do nas zmysłowe dane redukujemy teraz bowiem do rangi sygnałów umożliwiających rozpoznawania społecznie istotnych obiektów i skuteczne posługiwanie się nimi. Zmniejsza się również nasza zdolność do dostrzegania bogactwa i złożoności otaczającego nas świata, gdyż przecież nasza uwaga koncentruje się na tych jego aspektach, które umożliwiają nam skuteczne odgrywanie naszych codziennych ról, podczas gdy wszystko inne zostaje usunięte w cień. Z obiektywizacją rzeczywistości wiąże się też utrata zdolności do przeglądania się w niej naszej wyobraźni. Efektem jest nasze wyobcowanie ze świata, w którym nie jesteśmy już w stanie odnajdywać przemawiających do nas symboli, nastrojów i emocji, lecz który jest już tylko martwym przedmiotem.

Co więcej oglądany przez nas świat, podobnie jak nasze życie, jest dla nas światem banalnym. Patrząc na otaczające nas obiekty nie zastanawiamy się już nad ich istnieniem, lecz myślimy, jak skutecznie się nimi posłużyć. Podobnie też jak miało to w przypadku naszego własnego istnienia spowodowana przez przyswojenie sobie społecznych definicji banalizacja pogłębiana jest przez fakt, iż definicje te mają charakter zbiorowy. Uczy się więc nas postrzegać świat jako zbiór pozbawionych indywidualności i pogrupowanych w kategorie rzeczy i sytuacji. Jedno drzewo ma być dla nas podobne do innych drzew, jeden poranek do innych poranków. Owa narzucana przez społeczeństwo dezindywidualizacja otaczającej nas rzeczywistości swe najbardziej spektakularne formy osiąga w sferze kapitalistycznej ekonomii. Tutaj bowiem same ustanowione przez społeczeństwo rzeczy i sytuacje zredukowane zostają do swej rynkowej wartości, co czyni z nich bezbarwne widma, których jedyną istotną cechą jest cena.

Do zubożenia naszych doświadczeń przyczynia się również przyswojenie sobie przez nas społecznie obowiązującego pojęcia czasu. Jak już bowiem wspominałem przyswojenie sobie przez nas wyobrażenia osi czasu, a następnie przyjęcie opisującego ową oś społecznego systemu rachuby czasu, prowadzi do wygnania nas z chwili teraźniejszej. Tak więc w sytuacji, gdy myślimy w kategoriach obowiązującego w naszym społeczeństwie czasu zegarowego realnme jest dla nas jedynie “przed” i “po” . Wszechogarniające zaś niegdyś “teraz” zredukowane zostaje do pozbawionego wymiarów punktu na osi czasu – godziny “siedemnastej trzydzieści dwa dziesięć sekund” jak mawia zegarynka. Tymczasem o ile społeczne role wykonywać możemy wyłącznie w czasie o tyle szczęśliwi możemy być jedynie teraz.
Tak więc podporządkowując nasze postrzegania siebie i świata dążeniu do samozachowania uzyskujemy bezpieczeństwo, ale zatracamy w dużej mierze zdolność życia własnym życiem i patrzenia na świat własnymi oczami. W naszej egzystencji zdarzają się jednak sytuacje, które mogą sprawić, iż w mniejszym lub większym stopniu udaje nam wyzwolić spod władzy społecznych definicji rzeczywistości i spojrzeć na siebie i świat w sposób nieuwarunkowany. Takie sytuacje to samotność, noc, momenty życiowego kryzysu lub przełomu, przebywanie na pograniczu snu i jawy. Szczególnie spektakularne efekty przynosi tu zaś zastosowanie psychedelików.

Opisując ich działanie można z pewną dozą słuszności stwierdzić, iż z powrotem przenoszą nas one w początki naszego dzieciństwa. Warto jednak zaznaczyć, iż świat, który przed nami otwierają nie jest bynajmniej prostą reprodukcją dzieciństwa. Mamy tu raczej do czynienia z sytuacją, kiedy osobie posiadającej doświadczenie i możliwości intelektualne człowieka dorosłego dana zostaje możliwość oczami świeżo narodzonego dziecka. Stąd też zapewne różnice między psychedelicznym a dziecinnym sposobem widzenia świata. Tak więc w przypadku doświadczenia psychedelicznego opisywane tu poczuciem niesamowitości życia i świata – poczucie, na które składają się splątane ze sobą wrażenia cudowności, grozy i groteskowości istnienia – występuje, jak się wydaje, w wyrazistszej i dużo bardziej rozwiniętej formie . Osoba po grzybach ma więc na przykład skłonność do patrzenia na rzeczywistość przez pryzmat pojęć takich jak “nieskończoność”, “wieczność” i “otchłań”, a więc do posługiwania się kategoriami, których dziecko jeszcze nie opanowało (…)

Doświadczenie psychedeliczne w spektakularny sposób wykazuje nam , iż zdeterminowany przez dążenie do samozachowania sposób w jaki przeżywamy rzeczywistość na codzień pozwala nam wykorzystać jedynie drobną cząstkę tkwiących w nas możliwości cieszenia się istnieniem. Teraz widzimy jasno, iż prawdziwe życie jest gdzie indziej.

Z doświadczenia tego możemy wyciągnąć dwojakie wnioski. Pierwszym jest dążenie do odrzucenia prymatu samozachowania już w ramach istniejącego społeczeństwa i wola życia pełnią życia już tu i teraz nie bacząc na normy społeczne i inne ograniczenia nakładane nam przez rzeczywistość. Atutem takiego rozwiązania jest jego natychmiastowość, ale musimy sobie jednocześnie zdawać sprawę, iż podejmując taki wybr podejmujemy wybór tragiczny, gdyż narażamy się na cierpienie i zniszczenie. Drugim możliwym do wyciągnięcia wnioskiem jest dążenie do stworzenia takiego społeczeństwa, które umożliwiałoby ludziom samozachowanie nie wymagając od nich w zamian wyrzekania się siebie poprzez samouprzedmiotowienie – społeczeństwa zabawy. Jest to cel, którego być może nigdy nie da się w pełni osiągnąć, ale do którego z pewnością warto próbować się przybliżyć. Tak więc logiczną konsekwencją doświadczenia psychedelicznego jest krytyka społeczna.

fragmenty tekstu opublikowane w piśmie Mać Pariadka (nr 34)

Opublikowany w magia | Otagowane: | Zostaw Komentarz »

ONE STEP BEYOND (1961)

Opublikował/a psychoneurocybernauta w dniu grudzień 27, 2008

The Sacred Mushroom

PART 1

The origin of religion, according to Terrence McKenna, involves psilocybin, the toxin found in the genera of mushrooms that we will discuss today. This in itself is interesting, but did not originate with Mckenna. In 1986, shortly before his passing, Gordon Wasson put forth his own theory on the origin of religion from hallucinogenic mushrooms, specifically Amanita muscaria, with examples from several cultures that hehad previously described, in details. In addition, Wasson also believed that Soma was responsible for

“A prodigious expansion in Man’s memory must have been the gift that differentiated mankind from his predecessors, and I surmise that this expansion in memory led to a simultaneous growth in the gift of language, these two powers generating in man that self-consciousness which is the third of the triune traits that alone make man unique. Those three gifts – memory, language and self-consciousness – so interlock that they seem inseparable, the aspects of a quality that permitted us to achieve all the wonders we now know.”

A modified version of this theory was later developed by McKenna, in the late 1980’s. His theory differed from Wasson in that Mckenna believed that mushrooms containing the entheogen psilocybin, and he specifically says Stropharia cubensis, was responsible for the origin of religion and development of memory, language and self-consciousness. According to Mckenna, both events occurred in Africa, and began during the prehistoric, nomadic, hunting/gathering period of man’s existence. The conclusion that Stropharia cubensis was “The Tree of Knowledge” was based on the elimination of plants containing entheogens that are available in Africa. Mckenna further restricted the plants considered to those having entheogens with indole compounds, which are characteristically strong visionary entheogens. With these prerequisites, the list of hallucinogenic plants was short: Tabernanthe iboga and Peganum harmala (Syrian Rue). Although both are known to be used by religious cults, these species were eliminated from consideration. The roots of Tabernanthe iboga contain the the alkaloid ibogaine, the entheogen, is required in far greater amounts than would normally be consumed in a meal by early man. In addition, its usage is only traced as far back as the 19th. While Peganum harmala may be found through the arid part of Mediterranean North Africa, there is no history of its usage here and it, again, must be too highly concentrated or must at least be combined with dimethyltryptamine (DMT) before it will produce an hallucinogenic effect. With the elimination of these two species, McKenna was left only with psilocybin mushrooms. These mushrooms could be found abundantly growing on the dung of the hoovedA modified version of this theory was later developed by McKenna, in the late 1980’s. His theory differed from Wasson in that Mckenna believed that mushrooms containing the entheogen psilocybin, and he specifically says Stropharia cubensis, was responsible for the origin of religion and development of memory, language and self-consciousness. According to Mckenna, both events occurred in Africa, and began during the prehistoric, nomadic, hunting/gathering period of man’s existence. The conclusion that Stropharia cubensis was “The Tree of Knowledge” was based on the elimination of plants containing entheogens that are available in Africa. Mckenna further restricted the plants considered to those having entheogens with indole compounds, which are characteristically strong visionary entheogens. With these prerequisites, the list of animals that grazed in the grassland areas where they were being hunted. Stropharia cubensis was singled out because it was the only species thought to produce psilocybin in concentrated amounts and to be free of other compounds that may produce side-affects. It was the addition of the Stropharia to the diet of early man that led to better eyesight (an advantage for hunters), sex, language, and ritual activity (religion among them), when eaten. One qualification that should be added here. These are not characteristics that were endowed to the mushroom eaters and then transferred to later generations, genetically. This cannot happen because of the mechanism by which evolution operates! However, that’s another story that we don’t have time to get into. Instead, the mushroom augmented the above traits by changing the behavior of individuals. These changes in behaviors favored increased usage of language, leading to an increase in vocabulary to communicate when hunting and gathering. Although evolution was occurring on the genetic level, due to increase in mutations from the change in diet that had occurred, according to McKenna, social evolution, due to the mushroom consumption was responsible for the above changes.

PART 2


At the same time that language was developing, religion also began. When taken at levels that cause intoxication, a feeling of ecstasy occurs, with hallucination and access to what the user would perceive as the realm of the supernatural. This led to the origin of the shaman whose duty is to communicate with the unseen mind of nature (the gods?) (…)

In the case of Soma, the entheogen was even considered to be a god. In the psilocybin containing mushroom, this is not the case. Although the mushrooms are still considered to be sacred, their role differs from that of Soma. Teonánacatl is looked upon as the mediator of god. Also, unlike the A. muscaria, Teonánacatl represents a number of genera and species of mushrooms. However, the use of various species of mushrooms, containing psilocybin and psilocin toxins, in religious ceremonies are still known to occur. These toxins were identified as psilocybin and psilocin and belong to the same family of compounds as LSD. They were first isolated from Psilocybe mexicana, by Albert Hofmann. Hofmann tested the psychoactive properties of cultivated specimens of this mushroom and described his experience, in detail.

In North and South America, it is believed that the religious ceremonies originated from Asia, where it was traditionally believed that the first settlers of the Americas migrated, by crossing the Bering Strait, which connected Russia and America, during the last ice age. These people would eventually settle throughout North and South America, to form the many diverse cultures in the Western Hemisphere (…)

The earliest literature, concerning these sacred mushrooms that the Aztecs called Teonánacatl, flesh of the gods, was in the 16th. Century, by a Spanish Priest, Bernardino de Sahagún, in his Florentine Codex. In 1651, Francisco Hernandez, was able to distinguish between three different kinds of psychoactive mushrooms that were revered by the Indians of Central Mexico at the time of the conquest by the Conquistadors (…)

PART 3


Although de Sahagún specifically stated Teonánacatl to be a mushroom, in 1916, William Safford, an American botanist concluded that the stories of hallucinogenic mushrooms among American indians were actually Lophophora diffusa and L. williamsii, entheogenic cacti, locally referred to as Peyote and that the Indians were telling authorities that it was a mushroom in order to protect it. This story was disputed by Dr. Blas Pablo Reko, an amateur botanist, who was certain that Teonánacatl not only existed, but was was still being used in Mexico. News of this dispute would eventually reach Roberto Weitlaner, an Australian, amateur anthropologist. Weitlaner had witnessed a mushroom ceremony, in the early 1930’s and contacted Reko concerning the ceremony and sent voucher specimens of the mushrooms. Reko forwarded the specimens to the Harvard herbarium where they were received by a young Richard Schultes, at that time still a graduate student. In 1938, Schultes traveled to Mexico to verify that Teonánacatl was indeed a mushroom. It was his meeting with Eunice Pike, a missionary-linguist, who confirmed the identity of Teonánacatl . Collections of the mushrooms were made and in 1939 Schultes published Plantae Mexicanae II: The Identification of Teonanacatl, a Narcotic Basidiomycete of the Aztecs, in the Harvard Botanical Museum Leaflets (…)

“There is a world beyond ours, a world that is far away, nearby, and invisible. And there is where God lives, where the dead lives, the spirits and the saints, a world where everything has already happened and everything is known. That world talks. It has a language of its own. I report what it says. The sacred mushroom takes me by the hand and brings me to the world where everything is known. It is they, the sacred mushrooms, that speak in a way I can understand. I ask them and they answer me. When I return from the trip that I have taken with them, I tell what they have told me and what they have shown me.” (…)

The knowledge of magic mushrooms even spread to Hawai‘i, during the early 1960s. According to Dr. Mark Merlin, Professor of Biology, during the early 1960s, when the Peace Corp first began, some training was done in Hawai‘i. Apparently, some Peace Corp members were aware of magic mushrooms and knew that some species could be found on cow and horse dung. Although the mushrooms were probably present, in Hawai‘i, for as long as horses and cows have been here, prior to the arrival of the Peace Corp, knowledge of the mushroom’s psychoactive properties was not known. While there are few species that occur in Hawai‘i, they are apparently the same ones that occur in various parts of the world.

Dr. Merlin, and Mr. John Allen, a very enthusiastic collector of mushrooms, published an article in the Journal of Psychoactive Drugs, during the 1990s on the magic mushrooms that occur in Hawai‘i. Sadly, while María Sabina became famous, as the Shaman, that introduced the Wassons to participate in the religious ceremonies, in the town where she lived, she was ostracized for this same act. Her home was burned and she was banished from the town where she resided for revealing the secrets of the mushroom religious rituals to outsiders. However, she never regretted her act, and felt that it was her destiny. Maria Sabina passed away on November 22nd 1985 and is now a legend in Mexico.

The Aztecs of Mexico hold these mushrooms in great reverence and used them only in their most holy of ceremonies. Also, the mushrooms were not the only source of hallucinogens, mescaline, peyote and morning glory was also important in their religious ceremonies. Click here for further reading concerning the use of entheogens among the Mazatecs (…)

It was here that the new branch of ethnobotany began, and was named ethnomycology. Wasson would go on to publish numerous publications and books on the role of hallucinogenic mushrooms, not only in still-extant cultures in Mexico, but also in preconquest Mexico and eventually exploring ethnomycological studies in Europe and Asia. It was through his work that mycologists took an interest in the mushrooms involved in the ritual. It was with the above mentioned mycologists as well as Gaston Guzman, the Mexican mycologists, that the species used in these religious ceremonies became identified, and later the psychoactive principles identified through the efforts of Albert Hofmann. Hoffman also synthesized these compounds, in the lab, and made it into a pill that was generically called Indocybin. One of these bottles was presented to Maria Sabina who after trying it told Hofmann that its effects were indistinguishable from the mushrooms.

The use of psychoactive mushrooms was not restricted to Mexico. Later studies by various researchers would demonstrate that they were used by various Indians in Meso – and South America, dating as far back as 2200 years, as well as in other parts of the world (…)

Opublikowany w biologia, magia | Otagowane: | Zostaw Komentarz »

Ayahuasca

Opublikował/a psychoneurocybernauta w dniu grudzień 24, 2008

[http://www.youtube.com/watch?v=736NKsK86Uk]

Opublikowany w magia | Otagowane: | Zostaw Komentarz »

Schizophrenic or Shamanic

Opublikował/a psychoneurocybernauta w dniu grudzień 22, 2008

Terence Mckenna

Opublikowany w magia | Otagowane: , , | Zostaw Komentarz »

Alex Grey

Opublikował/a psychoneurocybernauta w dniu grudzień 9, 2008

http://www.alexgrey.com/

The Pharmacratic Inquisition



Opublikowany w magia | Zostaw Komentarz »

Derren Brown

Opublikował/a psychoneurocybernauta w dniu listopad 10, 2008

Derren Brown (ur. 27 lutego 1971) – osobowość telewizyjna, showman lubiący określać swój zawód jako “psychologiczny iluzjonista”. Urodził się w Croydon, w południowym Londynie, gdzie uczęszczał do szkoły, w której jego ojciec był instruktorem pływania. Studiował prawo i filologię germańską na uniwersytecie w Bristolu, gdzie w 1996 rozpoczął serię występów jako hipnotyzer sceniczny.

Brown zaraz na początku emisji programu “Trick of the Mind” (“Umysłowa sztuczka”) oświadczył, że swoje rezultaty osiągnął przy użyciu połączenia “magii, sugestii, psychologii, mylnego skierowania myśli i umiejętności przyciągania uwagi otoczenia”. Dzięki tym umiejętnościom i wprawie Brown przedstawił się jako ktoś, kto jest w stanie coś przepowiedzieć, a także wpływać na ludzkie myśli przy użyciu subtelnej sugestii, manipulować ich decyzje przy użyciu różnych procesów oraz odczytywać szczegółowe znaki psychiki ludzi oraz języka ciała w taki sposób, aby dowiedzieć się o czym faktycznie myśli dana osoba.

Derren Brown to tzw. mentalist – osoba, która za pomocą hipnozy, narzędzi wywierania wpływu, sztuczek i tricków mentalnych wywołuje u ludzi określone reakcje psychiczne.

http://www.derrenbrown.co.uk/

Rosyjska Ruletka – Scena finałowa

Wypadek samochodowy

dziewczyna uwierzyła, że naprawdę brała udział w wypadku samochodowym i nie żyje

Pierwsza osoba która odwróci wzrok przegrywa.

Metro

Darren czyni, że ludzie w metrze zapominają na jakiej stacji mają wyjść.

Na ulicy

Jak na ulicy wziaść od kogoś portfel klucze tak poprostu prosząc oto naturalnie?

Kontrola ciała

Jak kontrolować ciało ludzkie?

Medium

Seans spirytystyczny? Przemieszczanie materii.

Kolejny seans

A Sceptical History Of Spirit Mediums


Opublikowany w NLP, magia, psychologia | Otagowane: | Zostaw Komentarz »

Wywiad z Terencem McKenną

Opublikował/a psychoneurocybernauta w dniu październik 14, 2008

Czy halucynogeny grały decydującą rolę w ludzkiej ewolucji? Terence McKenna poświęcił większość swojego życia aby odpowiedzieć na to pytanie. Specjalista od etnomedycyny Dorzecza Amazonki, McKenna razem ze swoją partnerką Kate Harrison McKenna ufundowali Botanical Dimensions (Wymiary Botaniki), fundację nonprofit poświęconą ratowaniu amazońskich roślin, które były używane przez szamanów w ciągu długiej historii naszego trwania.

Przenoszą rośliny do 19 akrowego gospodarstwa na Hawajach i zachowują szczegóły dotyczące ich używania dzięki wpisaniu do komputerowej bazy danych. Obok zachowywania ważnych roślin, Botanical Dimensions jako organizacja nonprofit ubiega się o wsparcie w publikowaniu biuletynu informacyjnego i o pomoc w zbieraniu i zachowywaniu wiedzy ludowej rdzennych grup etnicznych z obszaru Amazonii. Kombinacja akademickiego podejścia McKenny – ma on stopień BS (Bachelor of Science), przyznany przez Uniwersytet Kalifornijski w Berkeley wraz z rozszerzonym stopniem naukowym na ekologię, konserwację zasobów i szamanizm – jego szerokie doświadczenie podróżnicze i unikalne, wizjonerskie perspektywy tworzą z niego najbardziej poszukującego oratora i pisarza. Jego najnowsze książki to: Food of the Gods (Bantam) i The Archaic Revival (Harper/San Francisco) – w których pojawia się skrócona wersja tego wywiadu. Troszeczkę inna wersja tego wywiadu pojawia się także we wkrótce mającej ukazać się książce, której autorami są David Jay Brown i Rebecca McClen pt. Voices of Vision.

David Jay Brown & Rebecca McClen

High Times: Powiedz nam jak zainteresowałeś się szamanizmem i rozwojem świadomości?

Terence McKenna: Odkryłem szamanizm poprzez zainteresowanie tybetańską religią ludową. Bon, przed buddyjska religia Tybetu jest rodzajem szamanizmu. Idąc od szczegółu do ogółu, zacząłem studiować szamanizm jako fenomen ogólny. Wszystko zaczęło się od zainteresowania historią sztuki, a przede wszystkim buddyjskiej ikonografii malowideł tanka.

HT: Kiedy to było?

TM: W 1967, kiedy byłem studentem drugiego roku w college’u. A zainteresowanie odmiennymi stanami świadomości wyszło po prostu z tego – nie wiem czy byłem przedwcześnie dojrzałym dzieckiem czy co – ale bardzo wcześnie odkryłem scenę literacką Nowego Jorku. Mimo tego, że mieszkałem w małym miasteczku w Colorado, popierałem Village Voice, a tam natknąłem się na propagandę związaną z LSD, meskaliną i wszystkimi innymi eksperymentami, w które byli zaangażowani późni bitnicy. Potem przeczytałem “Drzwi Percepcji” i “Niebo i Piekło“, a wtedy to już się potoczyło. To było coś, co naprawdę mnie podkręciło. Szanowałem Huxleya jako powieściopisarza i dokładnie czytałem wszystko co kiedykolwiek napisał i kiedy natknąłem się na “Drzwi Percepcji” powiedziałem sobie: “Tu się coś na pewno kręci”.

HT: Niedawno przemawiałeś do prawie 2000 osób w Teatrze
Johna Ansona Forda w Los Angeles. Czemu przypisujesz swoją wzrastającą popularność i jaką rolę widzisz dla siebie w sferze społecznej?

TM: Bez żadnego cynizmu, główną sprawą, której zawdzięczam swoją rosnącą popularność są lepsze stosunki z odbiorcami. Do momentu, w którym gram tę rolę, to nie wiem. Mam na myśli to, że przyjmuję iż każdy, kto ma coś konstruktywnego do powiedzenia względem naszego związku z substancjami chemicznymi – naturalnymi czy syntetycznymi – będzie miał rolę społeczną do grania, ponieważ sprawa dragów będzie wywoływać coraz większy niepokój na wokandzie publicznej, aż wreszcie znajdziemy dla niej jakieś rozwiązanie. Przez rozwiązanie nie mam na myśli jej stłumienia czy powiedzenia nie. Uprzedzam nową otwartość umysłu narodzoną z desperacji spowodowaną działaniami Establishmentu. Dragi są częścią ludzkiego doświadczenia i musimy stworzyć bardziej wyrafinowany system radzenia sobie z nimi.

HT: Powiedziałeś, że termin “New Age” trywializuje znaczenie następnej fazy ludzkiej ewolucji i odniosłeś się zamiast tego
do wyłonienia się archaicznego odrodzenia. Jak rozróżniasz te dwa sposoby ekspresji?

TM: New Age jest esencjonalnie psychologią humanistyczną
ze stylem pochodzącym z lat 80′ z dodatkiem neoszamanizmu, channelingu, leczenia kryształami i ziołami. Archaiczne odrodzenie jest znacznie większym, bardziej globalnym fenomenem, który przyjmuje, że przywracamy formy społeczne późnego neolitu i sięga znacznie dalej do początków XX w., do Freuda, do surrealizmu, do abstrakcyjnego ekspresjonizmu – nawet do fenomenu takiego jak Narodowy Socjalizm – który jest negatywną siłą. Ale nacisk na rytuał, na zorganizowaną działalność, na świadomość rasy/przodków – to są tematy, które były wypracowywane przez cały XX w., a archaiczne odrodzenie jest tego ekspresją.

HT: Zebrałem wiadomości z twoich prac, które wskazują na
to, że podpisujesz się pod myślą mówiącą o tym, iż grzyby psylocybowe są gatunkiem o wysokiej inteligencji – które dotarły na tą planetę jako zarodniki przybyłe z przestrzeni kosmicznej i próbują ustanowić symbiotyczny związek i z istotami ludzkimi. W bardziej holistycznej perspektywie, jak postrzegasz tą myśl w kontekście teorii bezpośredniej panspermii Francisa Cricka, hipotezy mówiącej o tym, że całe życie na tej planecie i jego bezpośrednia ewolucja zostały zasiane lub być może zapylone przez zarodniki zaprojektowane przez wyższą inteligencję?

TM: Jeśli dobrze rozumiem teorię panspermii Cricka , dotyczy ona tego jak życie rozwinęło się we wszechświecie. To co ja sugerowałem – i nie wierzę w to tak mocno, jak ty to implikujesz – wygląda tak, że inteligencja, nie życie, ale inteligencja mogła przybyć tu poprzez te zarodnikowe formy życia. Jest to bardziej radykalna wersja teorii panspermii Cricka & Ponampuramy. Faktycznie twierdzę, że ta teoria się obroni. Sądzę, że w ciągu stu lat, jeśli ludzie będą studiowali biologię, będzie się wydawało całkiem głupie, że kiedyś ludzie myśleli, iż zarodniki nie mogą być wystrzelone z jednego systemu gwiezdnego do drugiego przez ciśnienie, spowodowane promieniowaniem kosmicznym. Dotąd, aż rola grzybów psylocybowych lub ich związek z nami i z inteligencją pozostaje nierozstrzygnięty, jest to coś co musimy rozważyć. Naprawdę nie jest ważne to, że twierdzę iż są one pochodzenia pozaziemskiego; to czego naprawdę potrzebujemy to gromada osób potwierdzających ten fakt lub mu zaprzeczająca, ponieważ to o czym rozmawiamy, to doświadczenie grzyba. Zaledwie kilkoro ludzi zajmuje pozycję, która pozwala rozstrzygnąć czy są one pochodzenia pozaziemskiego, ponieważ kilkoro ludzi z nauk ortodoksyjnych doświadczyło kiedykolwiek pełnego spektrum psychedelicznych efektów spuszczonych ze smyczy. Nie można się dowiedzieć czy wewnątrz grzyba istnieje pozaziemska inteligencja czy nie, aż nie będzie się miało ochoty, aby go zjeść.

HT: Masz unikalną teorię na temat roli, jaką odegrały grzyby psylocybowe w procesie ludzkiej ewolucji. Czy możesz nam o tym
powiedzieć?

TM: Czy grzyby przybyły z przestrzeni kosmicznej, czy nie, obecność substancji psychedelicznych w diecie wczesnych istot ludzkich stworzyła pewną liczbę zmian w naszej sytuacji ewolucyjnej. Kiedy dana osoba bierze małą dawkę psylocybiny, aktywność wzrokowa wzrasta. Oni po prostu mogą widzieć trochę lepiej, a to oznacza, że zwierzęta przyjmujące psylocybinę w swoim pożywieniu zwiększyłyby sukces w polowaniu, co oznacza zwiększone zasoby pożywienia, co z kolei oznacza zwiększony sukces reprodukcyjny, który jest nazwą gry ewolucyjnej. To jest organizm, który jest w stanie rozmnażać się pokaźnie, który odnosi sukces. Obecność psylocybiny w diecie wczesnych, polujących grupą naczelnych spowodował, że osobniki przyjmujące psylocybinę zwiększały swoją aktywność wzrokową. Przy trochę wyższych dawkach psylocybiny pojawia się pobudzenie seksualne, erekcja i wszystko to co można nazwać pobudzeniem centralnego systemu nerwowego. Ponownie, czynnik który zwiększyłby sukces reprodukcyjny jest wzmocniony.

HT: Czy nie jest prawdą, że psylocybina powstrzymuje orgazm?

TM: Nie w dawkach, o których mówię. Może w dawkach psychedelicznych, ale w dawkach trochę wyższych, niż “możesz to poczuć” działa stymulująco. Pobudzenie seksualne oznacza zwracanie uwagi, oznacza zdenerwowanie, wykazuje pewien poziom energetyczny organizmu. A wtedy, oczywiście we wciąż wyższych dawkach, psylocybina powoduje tą aktywność w językowo-formalnej części mózgu, która manifestuje się poprzez pieśń i wizję. To jest jak gdyby enzym, który stymuluje wzrok, popęd seksualny, wyobraźnię. A te trzy czynniki razem tworzą używającego języka naczelnego. Psylocybina mogła synergetyzować wyłanianie się wyższych form psychicznej organizacji z prymitywnych, protoludzkich zwierząt. Można na to patrzeć, jak na ewolucyjny enzym lub ewolucyjny katalizator.

HT: Jest duże zainteresowanie starożytną sztuką technologii dźwięku. W niedawnym artykule pisałeś że w pewnych stanach świadomości jesteś w stanie stworzyć rodzaj obrazowego rezonansu i manipulować “topologicznym kolektorem” używając wibracji dźwiękowych. Czy możesz nam powiedzieć coś więcej na temat tej techniki, jej etnicznych źródeł oraz potencjalnych zastosowań?

TM: Tak, ma ona dużo wspólnego z szamanizmem, który jest oparty na użyciu DMT w roślinach. DMT jest prawie lub pseudo-neurotransmiterem, który przyjęty i nakłoniony do spoczęcia na synapsach mózgu pozwala widzieć dźwięk, tak więc można używać głosu do produkowania nie muzycznych kompozycji, ale obrazkowych i wizualnych. To w mojej opinii wskazuje na to, że jesteśmy na wierzchołku jakiegoś rodzaju ewolucyjnej zmiany w obszarze formalno-językowym, zamierzamy przejść od języka słyszanego do języka widzialnego poprzez zmianę wewnętrznego przebiegu. Język wciąż będzie tworzony z dźwięku, ale będzie on wyglądał jak nośnik wizualnego wrażenia. To właściwie dzieje się u szamanów w Amazonii. Pieśni, które śpiewają brzmią jakby raczej czynili to patrząc w pewien sposób. To nie są muzyczne kompozycje w naszym sensie rozumienia tego słowa. Są obrazkowe i tworzone przez sygnały audio.

HT: Jesteś uważany przez wielu ludzi za jednego z
największych odkrywców XX w. Przeszedłeś przez dżungle amazońskie i
przedarłeś się przez nieznane rejony umysłu, ale być może twoje ostateczne podróże tkwią w przyszłości, kiedy ludzkość opanuje technologię kosmiczną i podróż w czasie. Jakie możliwości podróży w
tych dziedzinach przewidujesz i co sądzisz o tym jak te nowe technologie wpłyną na przyszłą ewolucję gatunku ludzkiego?

TM: Przypuszczam, że większość ludzi wierzy w to, że podróż w czasie jest tuż za rogiem. Też oczywiście mam taką nadzieję. Sądzę, że powinniśmy się wszyscy uczyć rosyjskiego wyprzedzając fakty, ponieważ rząd U.S.A. najwyraźniej nie jest zdolny do utrzymania programu kosmicznego. Pytanie o podróż w czasie jest znacznie bardziej interesujące. Prawdopodobnie świat doświadcza kompresji technologicznej innowacji, która doprowadzi do wynalazków bardzo podobnych do tego, jak wyobrażamy sobie podróż w czasie. Możemy się zbliżać w swojej zdolności do transmisji informacji w stronę przyszłości i do stworzenia informacyjnej domeny komunikacji pomiędzy różnymi punktami w czasie. Jak to się stanie jest sobie trudno wyobrazić, ale rzeczy takie jak: matematyka fraktalna, nadprzewodnictwo i nanotechnologia oferują nowe i innowacyjne podejście do realizacji tych starych marzeń. Nie powinniśmy upierać się, że podróż w czasie jest niemożliwa tylko dlatego, że jeszcze nie miała miejsca. Jest wielka rozpiętość praw w fizyce kwantowej pozwalających na ruch informacji w czasie w różne strony. Najwyraźniej można poruszać informacją w czasie tak długo, jak nie porusza się nią szybciej od światła.

HT: Dlaczego tak się dzieje?

TM: Nie mam zielonego pojęcia. Czy jestem Einsteinem?
PP

HT: Jak myślisz, co jest ostatecznym celem ludzkiej ewolucji?

TM: Oh, niezła impreza….. PPPP

HT: Czy miałeś kiedykolwiek doświadczenia ze świadomym
śnieniem – procesem, dzięki któremu można stać się świadomym
wewnątrz swojego snu – a jeśli tak, to jak można to porównać z twoimi innymi, szamańskimi doświadczeniami?

TM: Naprawdę nigdy nie doświadczyłem świadomego snu. Jest to jedna z rzeczy, które mnie bardzo interesują. Jestem wobec niej trochę sceptyczny. Mam nadzieję, że to prawda, bo co to byłaby za cudowna rzecz.

HT: Nigdy żadnego nie miałeś?

TM: Miałem świadome sny, ale nie posiadam techniki pozwalającej na ich powtarzanie na żądanie. Stan snu prawdopodobnie wyprzedza tą kulturową granicę, ku której się przesuwamy. To, że posuwamy się naprzód ku czemuś bardzo przypominającemu wieczny sen, idziemy w stronę wyobraźni i zostajemy tam, a to będzie jak świadomy sen, który nie zna końca, ale co to za ciasne, proste rozwiązanie. Jedną z rzeczy, która interesuje mnie w snach jest to – mam sny, w których palę DMT, a to działa. Jest to dla mnie skrajnie interesujące, ponieważ wydaje się implikować fakt, że nie trzeba palić DMT, żeby tego doświadczyć. Musisz jedynie przekonać swój umysł, że to zrobiłeś, a wtedy on dostarcza tego wstrząsającego, odmiennego stanu.

HT: O, kurwa.

TM: Jak wielu ludzi, którzy mieli czasami sen o paleniu DMT
doznało tego? Czy ludzie, którzy nigdy nie palili DMT mieli kiedykolwiek doświadczenie tego rodzaju we śnie? Założę się, że nie. Założę się, że trzeba tego doświadczyć w życiu, aby uzyskać wiedzę jego istnienia i wyobrażenie tego, jak to jest możliwe, ale wtedy takie doświadczenie może Ci się przytrafić bez żadnej chemicznej interwencji. Jest to znacznie silniejsze, niż joga, tak więc przejęcie kontroli nad stanem snu byłby z pewnością niezwykłą rzeczą i zaniósłby nas na wielki dystans naprzeciwko kulturowej transformacji, o której rozmawiamy. Jak to właściwie zrobić, nie jestem pewien. Dragi psychedeliczne, doznania w chwili śmierci, świadome śnienie, stany medytacyjne….. wszystkie z tych rzeczy, to puzzle mówiące nam jak budować nowy wymiar kultury, w którym będziemy mogli wszyscy żyć trochę zdrowiej, niż żyjemy dotychczas w tych wymiarach.

HT Rupert Sheldrake niedawno udoskonalił teorię pola morfogenetycznego – niematerialnego, zorganizowanego, pola zbiorowej-pamięci, które wpływa na wszystkie systemy biologiczne. To pole można sobie wyobrazić jako hiper przestrzenny rezerwuar informacji, który promieniuje i przelewa się do znacznie większego obszaru kontroli, kiedy zostaje osiągnięta masa krytyczna – do punktu nazywanego morficznym rezonansem. Czy sądzisz, że ten morficzny rezonans może być uznany za możliwe wyjaśnienie dla fenomenów duchów oraz innych metafizycznych istot i czy metoda ewokacji bytów ze świata duchów może być zwykłym przypadkiem łamania morficznego kodu?

TM: To brzmi rozsądnie. Jeśli starasz się dotrzeć do tego czy uważam pola morfogenetyczne za dobrą rzecz lub czy istnieją, to
odpowiedź brzmi tak; uważam, że jakiś rodzaj takiej teorii oczywiście
staje się niezbędny. I dodatkowo, że następnym, wielkim krokiem w
intelektualnym podboju natury, jeśli wolisz, jest teoria mówiąca o tym,
jak z szeregu rzeczy możliwych niektóre w końcu się dzieją.

HT: Jak patrzysz na zwiększającą się liczbę sztucznych
psychedelików i maszyny zwiększające wydajność mózgu w kontekście
teorii pól morfogenetycznych Ruperta Sheldrake’a?

TM: Mam nadzieję, ale jestem trochę podejrzliwy. Sądzę, że dragi powinny pochodzić ze świata natury i być używane-testowane przez zorientowane na szamanizm kultury, wtedy mają one bardzo głębokie pole morfogenetyczne, ponieważ są używane od tysięcy lat w magicznym kontekście. Drag wyprodukowany w laboratorium i nagle rozdystrybuowany na cały świat, w prosty sposób wzmacnia globalną obecność hałasu przy kryzysie historycznym. A jest w tym bardzo praktyczny punkt widzenia mówiący, że nie można przewidzieć długoterminowych efektów wywoływanych przez drag stworzony w laboratorium. Coś takiego jak peyotl, morning glories czy grzyby jest używane od długich czasów bez żadnych szkodliwych, społecznych konsekwencji. Wiemy to. Dopóki pytanie o technologię jest na czasie – maszyny mózgowe i wszystko – życzę im powodzenia. Chcę przetestować cokolwiek, co ktoś mi przyśle, ale jestem sceptyczny. Sądzę, że jest to coś w rodzaju maszyny do pisania sterowanej głosem. Odstawi nas za sobą. Problemy będą o wiele bardziej kompleksowe, niż te z początku zakładane.

HT: Nie sądzisz, że prawdą jest to, iż sztuczne psychedeliki i maszyny mózgowe nie mają żadnego pola morfogenetycznego, tak więc w pewnym sensie tworzy się nowe pole morfogenetyczne wraz z ich użyciem. Konsekwentnie, byłoby więcej możliwości, żeby zaczęły zachodzić nowe procesy – w przeciwieństwie do substancji psychoaktywnych, o których mówisz, że mają starożytne pola morfogenetyczne i są znacznie bardziej obwarowane w przewidywalności i wzorze – tak więc nie tak wolne na nowe typy ekspresji?

TM: Możliwe, mimo że nie wiem, jak chwytasz pole morfogenetyczne nowo stworzonego dragu. Na przykład, powiem o swoim własnym przeżyciu na ketaminie. Moje wrażenie na ketaminie było takie – to jakby zupełnie nowy drapacz chmur, wszystkie ściany, wszystkie podłogi są wyłożone białym dywanami, wszystkie fontanny z wodą do picia działają, windy chodzą bez szemrania, fluoroscencyjne światła rozchodzą się nieskończenie we wszystkich kierunkach wzdłuż korytarzy. Tylko nikogo tam nie ma. Nie ma maszynerii biur, nie ma spieszących się sekretarek, nie ma telefonów – jest tylko ta ogromna, pusta, czekająca struktura. Więc nie mogę się wprowadzić do 60 piętrowego biurowego budynku. Mam wystarczająco dużo rzeczy, żeby zapełnić nimi kilka małych pokojów, tak więc odczuwam to trochę przedziwnie, kiedy wchodzę do tych pustych pól morfogenetycznych. Jeśli weźmiesz grzyby, no wiesz, wspinasz się wtedy na pokład statku kosmicznego obsadzonego przez każdego szamana, który kiedykolwiek to zrobił, na twoich oczach, a to jest prawdziwa załoga, oni odwalili kawał dobrej roboty w ciągu millenniów i to wszystko tam jest: taśmy, które mają być puszczone; ale sztuczne wytwory powinny być traktowane bardzo ostrożnie.

HT: To interesujące, że John Lilly miał zupełnie odmienne doświadczenie po ketaminie. Czy sądzisz, że jest jakiś związek pomiędzy samo przetwarzającymi się, mechanicznymi elfami, na które natrafiłeś podczas swoich szamańskich wędrówek i istotami solidnego kształtu, które napotkał John Lilly w czasie swoich miedzy wymiarowych podróży?

TM: Nie sądzę, żeby była jakaś znacząca kongruencja. Istoty o solidnych kształtach, z którymi się skontaktował wydawały się wprawiać go w ponury nastrój. Mechaniczne, elfie istoty, które ja napotkałem są wcieleniem radości i humoru, ale miałem o tym taką myśl niedawno, o której ci opowiem. Jedna z fantazji science-fiction, która nawiedza zbiorową nieświadomość jest wyrażana przez “świat rządzony przez maszyny”. W latach 50′ było to po raz pierwszy wyrażone w stwierdzeniu: “Być może przyszłość będzie okropnym miejscem, gdzie światem będą rządziły maszyny”. Tak więc pomyślmy przez chwilę o maszynach. Są ekstremalnie bezstronne, bardzo przewidywalne, nie ulegają moralnej perswazji, są neutralne wobec wartości i bardzo długo żyją w swoim funkcjonowaniu. Teraz pomyślmy o tym z czego zrobione są maszyny, w świetle teorii pól morfogenetycznych Sheldrake’a. Maszyny są zrobione z metalu, szkła, złota, silikonu, plastiku – są zrobione z tego z czego jest zrobiona ziemia. Czy nie byłoby to dziwne, że biologia jest drogą dla ziemi, aby ta mogła się alchemicznie przetransformować w samo odbijającą się rzecz? W którym więc wypadku, to ku czemu zmierzamy nieuchronnie, to co w istocie tworzymy, jest światem rządzonym przez maszyny? A odkąd te maszyny zajmą swoje miejsce, można się spodziewać, że będą sterowały naszą ekonomią, językami, aspiracjami społecznymi itd., w taki sposób, że przestaniemy się nawzajem zabijać, zagładzać, niszczyć naszą ziemię itd. W końcu, strach przed byciem rządzonym przez maszyny jest męskim, egoistycznym strachem przed porzuceniem kontroli nad planetą na rzecz żeńskiej matrycy Gai. Ha. O to właśnie chodzi. To tylko myśl. PPPP

HT: Niedawne wynalezienie fraktalnych obrazów wydaje się
implikować, że wizje i halucynacje mogą być rozbite na dokładny,
matematyczny kod. Czy wiedząc to sądzisz, że zdolności ludzkiej
wyobraźni mogą być replikowane w super komputerze?

TM: Tak. Mówiąc, że składniki halucynacji mogą być złamane i zduplikowane przez matematyczny kod nie odejmuje się im nic. Rzeczywistość może zostać rozdzielona i zreduplikowana za pomocą tego samego matematycznego kodu – to właśnie to sprawia, że idea fraktalna jest taka silna. Można wklepać pół strony kodu i otrzymać na ekranie systemy rzeczne, pasma górskie, pustynie, paprocie, rafy koralowe, wszystko wygenerowane z pół strony komputerowego kodu. Wydaje się to implikować fakt, że w końcu odkrywamy naprawdę potężne reguły matematyczne, które stoją za wizualnymi przedstawieniami. I tak, sądzę że super komputery, grafika komputerowa i symulacje środowiska to bardzo obiecująca rzecz. Kiedy światem będą rządziły maszyny, będziemy w filmach. PPPP O, kurde.

HT: Lub będziemy kręcić filmy.

TM: Lub będziemy filmami.

HT: Kiedyś myślałem, że to co widzisz jako formującą się symbiozę pomiędzy ludźmi i roślinami psychoaktywnymi może być w istocie przejmowaniem kontroli nad naszym życiem i rozkazywaniem nam przez nie. Czy myślałeś kiedyś w ogóle o tym?

TM: Symbioza nie jest pasożytnictwem, jest to sytuacja wzajemnie korzystna dla obydwóch stron, tak więc musimy przypuszczać, że rośliny wyciągają z tego tyle samo co my. To co otrzymujemy, to informacja z innego poziomu duchowego, ich punkt widzenia – innymi słowy – jest tym co nam dają. To co im dajemy, to opieka, pokarm, propagowanie i przetrwanie, tak więc dają nam swój podwyższony, wyższo-wymiarowy punkt widzenia. My z kolei odwdzięczamy się poprzez ułatwianie im drogi w fizycznym świecie. a to wydaje się rozsądną wymianą. Oczywiście mają one trudności w fizycznym świecie, rośliny nie ruszają się za bardzo dookoła. Mówisz o Tao, roślina ma Tao. Nie rąbie nawet drewna i nie nosi wody. PPPP

HT: Przewidywanie przyszłości jest często oparte na studiowaniu wcześniejszych wzorów i trendów, które są wtedy rozciągane, jak kontury mapy aby ekstrapolować kształt rzeczy, które mają się wydarzyć. Przyszłość może być także postrzegana jako rozwijająca się, dynamiczna i twórcza interakcja pomiędzy przeszłością i teraźniejszością – obecna interpretacja przeszłych wydarzeń aktywnie służy formułowaniu tych wzorów i trendów. Czy jesteś w stanie pogodzić te dwie perspektywy tak, żeby ludzkość była w stanie nauczyć się ze swoich doświadczeń bez bycia związanym przez nawyki historii?

TM: Te dwie rzeczy są antytetyczne. Nie wolno ci być uwiązanym przez nawyki historyczne jeżeli chcesz się uczyć z doświadczenia. To Ludwig von Bertalanffy, wynalazca ogólnej teorii systemów, wypowiedział słynne zdanie o tym, że: “Ludzie nie są maszynami, ale we wszystkich sytuacjach, w których mają okazję, będą się zachowywać jak maszyny”, tak więc trzeba im wciąż przeszkadzać, ponieważ zawsze zostają osaczeni przez rutynę. Tak więc, historyczne wzory są w większości cykliczne, ale nie ciągle; jest ostatecznie najwyższy poziom tego wzoru, który się nie powtarza i to jest część odpowiedzialna za przejście w prawdziwą oryginalność.

HT: Część, która się nie powtarza. Hmm. Pozytywni futuryści dzielą się jak gdyby na dwie grupy. Niektórzy wyobrażają sobie przyszłość jako coraz jaśniejszą z każdym dniem i to, że jako rezultat tego procesu nastąpi światowa iluminacja, inni wyobrażają sobie okres trwającej właśnie dewolucji – mrocznego wieku, przez który musi przejść ludzka świadomość, zanim zostaną osiągnięte bardziej zaawansowane szczeble. Który scenariusz widzisz jako najbardziej prawdopodobny do wyłonienia się i dlaczego utrzymujesz taki pogląd?

TM: Sądzę, że jestem trochę Mroczno Widzący. Sądzę, że przejdziemy przez łagodne Średniowiecze. Nie sądzę, że będzie to cokolwiek przypominającego Średniowiecze trwające tysiąc lat – sądzę, że potrwa to szybciej pięć lat – i będzie czasem ekonomicznej zapaści, religijnego fundamentalizmu, odwrotem w zamknięte wspólnoty pewnych części społeczeństwa, feudalnych wojen pomiędzy drobnymi państwami i tego rodzaju rzeczami. Sądzę, że utoruje to drogę w późnych latach 90′ nadchodzącej globalnej przyszłości, na którą wszyscy pracujemy. Potem nastąpi zasadniczy 15 letni okres, w którym wszystkie te rzeczy zbliżą się do siebie z coraz większą i większą komplikacją, znacznie w taki sposób, w jaki nowoczesna nauka i filozofia zaczęły się komplikować w jednym kierunku od czasów Renesansu. Gdzieś około roku 2012 wszystko to zmiesza się jak w alchemicznym destylacie historycznego doświadczenia, który będzie bramą wejściową w życie wyobraźni.

HT: Morficzny rezonans Ruperta Sheldrake’a, teoria chaosu Ralpha Abrahama i twój falowy model czasu, wszystkie wydają się zawierać komplementarne wzory, które operują na podobnych, pokrywających się ze sobą regułach – że systemy energetyczne przechowują informację, aż osiągnięty zostanie pewien poziom i informacja jest wtedy przetwarzana w większy układ odniesienia, jak woda w kondygnacyjnej fontannie. Czy przepracowałeś te teorie we wszystko obejmującą meta teorię tego, jak wszechświat funkcjonuje i operuje?

TM: Nie, ale pracujemy nad tym. PPPP. Jest prawdą, że
trójka z nas, a ja dodałbym jeszcze Franka Barra, który jest
mniej znany, ale ma także w tym swój udział. Jesteśmy wszyscy
komplementarni. Teoria Ruperta jest – w tym punkcie – hipotezą. Nie ma odpowiedników – nie ma przewidywalnej maszynerii – jest to sposób mówienia o podejściach eksperymentalnych. Moja jazda z czasem falowym jest, jak ekstremalnie formalny i specyficzny przykład tego o czym on mówi ogólnie. A wtedy robota Ralpha zapewnia most od rodzaju rzeczy, które robimy Rupert i ja do granicznej gałęzi zwyczajnej matematyki nazywanej dynamicznym modelowaniem. Frank jest ekspertem od powtarzalności procesu fraktalnego. Potrafi ci pokazać dzianie się tej samej rzeczy na wielu, wielu poziomach, na wiele, wiele różnych sposobów. Tak więc nazwałem nas Kompresjonistami lub Psychedelicznymi Kompresjonistami. Kompresjonizm twierdzi, że świat staje się coraz bardziej i bardziej skomplikowany, skompresowany, związany razem, tak więc holograficznie kompletny w każdym punkcie i to zasadniczo tu stoi cała nasza czwórka, tak sądzę, choć z innych punktów widzenia.

tłum. Conradino Beb

Wywiad pierwotnie opublikowany w “High Times Magazine”, Kwiecień
1992 r.

Strony poświęcone Terencowi McKenna:

- Terencena LEVITY.COM

- Terence na EROWID.ORG

- Terence na DEOXY.ORG

Opublikowany w magia | Otagowane: , , | Zostaw Komentarz »