Psychoneurocybernauta inc!

Bieda materialna, to bogactwo duchowe, Tak iluzjoniści wyprali tobie głowę.

  • Principia Discordia

    Naprzód rycerze Chrystusa,
    Naprzód kapłani Buddy,
    Naprzód owoce Islamu,
    Walczcie do upadłego,
    Toczcie małe potyczki,
    Jednoczcie się
    pod ostrzałem
    Ku Wielkiej Chwale
    Dys-kor-dii.
    Je, je, je, Je, je, je, je, Buuuuuuuuum!
  • Ralph Waldo Emmerson

    Religia jednego wieku staje się literacką rozrywką następnych.
  • Aleister Crowley

    Czyn wole swą, niechaj będzie całym Prawem.

    Nie masz żadnego prawa prócz czynienia twej woli. Czyn ja i nikt inny nie powie nie.

    Każdy mężczyzna i każda kobieta jest gwiazdą.

    Nie ma boga prócz człowieka.

    Człowiek ma prawo żyć wedle swych własnych praw
    żyć tak jak tego chce
    pracować tak jak chce
    bawić się tak jak chce
    odpoczywać tak jak chce
    umrzeć kiedy i jak chce

    Człowiek ma prawo jeść to co chce: pić to co chce: mieszkać tam gdzie chce: podróżować po powierzchni Ziemi tam gdzie tylko chce.

    Człowiek ma prawo myśleć co chce
    mówić co chce: pisać co chce: rysować, malować, rzeźbić, ryć, odlewać, budować co chce: ubierać się jak chce

    Człowiek ma prawo kochać jak chce

    Człowiek ma prawo zabijać tych, którzy uniemożliwiają mu korzystanie z tych praw

    niewolnicy będą służyć

    Miłość jest prawem, miłość podług woli.
  • Terence McKenna

    Skoro już w XIX wieku zgodziliśmy się przyznać, że człowiek pochodzi od małpy, najwyższy czas pogodzić się z faktem, że były to naćpane małpy.
  • Anarchizm metodologiczny

    Anarchizm metodologiczny - jest programem (a właciwie antyprogramem), zgodnie z którym należy z wielką ostrożnością podchodzić do każdej dyrektywy metodologicznej, (w tym do samego anarchizmu) bowiem zaistnieć może sytuacja, w której lepiej jest z anarchizmu zrezygnować (aby nie hamować rozwoju wiedzy) niż go utrzymywać.
    Paul Feyerabend
  • Lustro Rady dotyczące obecności i świadomości

    Aby przejąć władzę nad królestwem, musi się obalić króla; nie wystarczy pokonać kilku dworzan ani podbić kilku wiosek.

    Jeśli więc nie wiemy, jak utrzymywać obecność bez rozproszenia, a zamiast tego pozwalamy sobie zatracić się w rozproszeniu i iluzji, nigdy nie uwolnimy się z niekończącej się transmigracji.

    Jeśli zaś nasz umysł nie rozprasza się i nie zapomina, lecz uzyskuje samokontrolę i utrzymuje obecność swojego prawdziwego Stanu, nie warunkując się iluzją, wtedy staje się esencją wszystkich nauk i korzeniem wszystkich ścieżek.

    Namkhai Norbu Rinpocze
  • Strony

Archiwum kategorii ‘ewolucja’

Ośrodek bluzgów

Opublikował/a psychoneurocybernauta w dniu lipiec 23, 2009

Steven Pinker, znany amerykański językoznawca, w wydanej niedawno książce „The Stuff of Thought” przypomina jedną z teorii, która mówi o korzeniach ludzkiego języka – tak zwaną teorię fe! Jej zwolennicy twierdzą, że jednymi z pierwszych dźwięków, jakie wydawali nasi przodkowie, były te wyrażające silne emocje, takie jak ból, wstręt, radość, strach, obrzydzenie. Z czasem owe nieartykułowane odgłosy nabrały arbitralności i stały się pierwszymi słowami. A żadne wyrażenia w takim stopniu jak przekleństwa nie niosą ładunku emocjonalnego. Czy to znaczy, że klęliśmy, zanim jeszcze na dobre zaczęliśmy mówić?

Nie wiadomo. Wiadomo za to na pewno, że słuchanie lub wypowiadanie przekleństw w znacznie większym stopniu angażuje naszą prawą, emocjonalną półkulę mózgową niż lewą. To tutaj, ukryta głęboko pod racjonalnymi warstwami kory mózgowej, w ewolucyjnie starych strukturach mózgu, tkwi nasza skłonność do szafowania wulgaryzmami. Badania neurologiczne pokazują, że całkiem precyzyjnie jesteśmy w stanie określić „ośrodek bluzgów” w naszej głowie. Składają się na niego struktury nazywane jądrami podstawy oraz jądro migdałowate.
Funkcja jąder podstawy polega na kontroli głównych czynności ruchowych automatycznych (to znaczy odbywających się bez naszego udziału) i półautomatycznych (na przykład chodu). Jądro migdałowate zaangażowane jest w wiele aktywności naszego mózgu, jednak jednym z jego głównych zadań jest przetwarzanie bodźców związanych z silnymi emocjami. Co ciekawe – w przeklinanie w niewielkim stopniu zaangażowane są części mózgu odpowiedzialne za procesy związane z mową. Przekleństwa – mimo że są aktywnością czysto werbalną – funkcjonują na bardzo szczególnych prawach. Może to wyjaśniać, dlaczego przy rozmaitych uszkodzeniach mózgu – związanych z wypadkami czy udarami – można stracić zdolność mowy, ale zachować wirtuozerską umiejętność przeklinania. Ba, są nawet schorzenia neurologiczne, których głównym objawem jest spontaniczne i niepohamowane używanie wulgaryzmów. Wszystkie one w jakimś stopniu wiążą się z zaburzeniami jąder podstawy. Kląć jak szewc będą więc niektórzy chorzy na parkinsona, alzheimera, a także pacjenci dotknięci przypadłością o nazwie zespół Tourette’a.

Przeklinanie przymusowe
To ostatnie schorzenie dotyka jednej osoby na dwa tysiące. Trudno ukryć tę przypadłość, bo co kilkanaście minut chory doświadcza epizodów niekontrolowanych ruchów i tików. Blisko 30 procent tourettyków cierpi dodatkowo na koprolalię: patologiczną, niedającą się opanować potrzebę wypowiadania przekleństw lub obscenicznych słów.

Słynny neurolog Oliver Sacks w książce „Mężczyzna, który pomylił swoją żonę z kapeluszem” opisał przypadek cierpiącego na zespół Tourette’a mężczyzny:

„Kiedy pierwszy raz zobaczyłem Raya, miał dwadzieścia cztery lata i był niemal całkowicie pozbawiony możliwości robienia czegokolwiek przez niezliczone, niezwykle silne nerwowe tiki pojawiające się co kilka sekund, całymi seriami. Zaczął na to cierpieć w wieku czterech lat. Był poważnie naznaczony przez to, że jego tiki wzbudzały powszechną uwagę. Pomimo to jego duża inteligencja, dowcip, siła charakteru i poczucie rzeczywistości pozwoliły mu ukończyć z sukcesami szkołę i college. Był ceniony i kochany przez żonę i kilku przyjaciół. Jednak po skończeniu college’u wyrzucano go kolejno z kilkunastu posad – zawsze z powodu tików, a nie niekompetencji – i wciąż znajdował się w rozmaitych kryzysowych sytuacjach, zwykle z powodu swojej niecierpliwości, kłótliwości i szorstkiej błyskotliwej hucpy. Okazało się, że jego małżeństwu zagrażają bezwiedne okrzyki »Kurwa!« albo »Pierdolę!«, jakie wydawał w chwilach podniecenia seksualnego”.

W 2000 roku lekarze z londyńskiego National Hospital of Neurology and Neurosurgery opisali cierpiącego na zespół Tourette’a głuchego, którego przymus przeklinania zmuszał do produkowania wulgarnych znaków języka migowego (znaków językowych, a nie po prostu wulgarnych gestów).

O ile jednak chorzy mają usprawiedliwienie, dlaczego my, zupełnie zdrowi na ciele i umyśle, nie tak znowu rzadko uciekamy się do użycia dosadnego słowa?

Poruszyć mózg do żywego
– Jest przynajmniej kilka wyjaśniających to teorii – mówił podczas jednego ze spotkań promujących książkę „The Stuff of Thought” Steven Pinker. – Aby je zrozumieć, musimy zdać sobie sprawę, w jaki sposób przekleństwa wpływają na mózg. Mówiąc najkrócej – ich zadaniem jest wywołanie u słuchającego emocji. A najsilniejsze z możliwych są emocje negatywne.

Dlatego zdaniem Pinkera przekleństwa to słowa kojarzące się nam z czymś groźnym lub obrzydliwym: nadprzyrodzonymi mocami (Bogiem, diabłem, piekłem), przemocą seksualną, gwałtem, chorobą (cholera), fekaliami, grupami ludzi czy zwierząt wywołującymi niechęć (ciota, ciul, czarnuch, świnia). Ich atrakcyjność potęguje fakt, że to słowa powszechnie nieakceptowane, a ich użycie (w miejscach publicznych) jest karalne. Mamy więc przyjemne poczucie, że robimy coś nielegalnego.

W jakich sytuacjach ich używamy? Na przykład, kiedy mamy potrzebę rozładowania napięcia emocjonalnego, w chwilach silnego stresu. Objaśnia to tak zwana hydrauliczna teoria emocji: aby zachować równowagę psychiczną, musimy od czasu do czasu „upuścić nieco emocjonalnej pary”. Przekleństwo będące werbalnym odpowiednikiem agresywnego zachowania nadaje się do tego jak ulał. Pełni funkcję oczyszczającą dla gromadzących się w nas napięć, a przy okazji (najczęściej) nie wikła nas w konieczność fizycznego starcia z przeciwnikiem. Pinker dowodzi, że ten niezwykle stary ewolucyjny mechanizm, który współczesną postać zyskał wraz z rozwojem ludzkiej zdolności werbalizacji uczuć, jest nieobcy także zwierzętom. „Te same części mózgu, które odpowiadają u nas za puszczanie obelżywych wiązanek pod adresem irytujących nas ludzi, uaktywniają się u psa ujadającego zza ogrodzenia na niepowołanych intruzów” – twierdzi naukowiec.

O podobnych obserwacjach poczynionych na szympansach mówi w piśmie „The New York Times” prymatolog Frans de Waal: „Kiedy szympansy stają się poirytowane zachowaniem któregoś ze swych współplemieńców, wydają w jego kierunku bardzo charakterystyczne dźwięki, czasem nawet plują. Można to porównać do używania wyzwisk u ludzi”.
– A słyszeliście kiedyś wrzask kota, któremu ktoś nadepnął na ogon? – pyta znów Pinker. – To ta sama reakcja, która nas, ludzi, skłania do wykrzyknięcia obscenicznego słowa, kiedy z jakiegoś powodu niespodziewanie zranimy się lub uderzymy. Ta werbalna reakcja to odreagowanie, rodzaj swoistego katharsis.

Empatycznie i fatycznie
Choć oczywiście nie zawsze przeklinanie wiąże się z agresją. Czasem, ubarwiając naszą wypowiedź co soczystszymi słowami, chcemy jedynie obrazowo przekazać nasze emocje. Po cóż długo i zawile tłumaczyć przyjacielowi, jak strasznie jesteśmy sfrustrowani tym nieprawdopodobnie pracochłonnym i nudnym zadaniem, które powierzył nam właśnie niezbyt lubiany szef? Dwa pikantne słowa wystarczą, by mózg słuchającego narzekań kumpla właściwie odebrał nasze nastawienie do sprawy. W tym kontekście przekleństwo pełni więc funkcję empatyczną.

Nie tak rzadko zdarza się także, że wulgaryzmy stają się swoistym „cementem społecznym”. Timothy Jay opisuje to zjawisko w swej książce „Why we curse?” („Dlaczego przeklinamy?”). Więziotwórczej roli słów na „k” i „ch” doświadcza się w szatni po nieudanym (lub właśnie bardzo udanym) meczu, jak również w rozmowach przy ekspresie do kawy w biurze.
Co więcej, z badań specjalistów z University of East Anglia wynika nawet, że regularne używanie brzydkich słów przez pracowników podnosi morale w zespole. Zakazanie przeklinania w pracy może podkreślić i wzmocnić silną osobowość szefa, ale niemal na pewno osłabi więzi między pracownikami i negatywnie wpłynie na morale i motywację – ostrzegają badacze.
Pozostała jeszcze funkcja fatyczna niecenzuralnych wypowiedzi, czyli to, co najczęściej określa się jako używanie wulgaryzmów w roli przecinka. Jest to ni mniej, ni więcej, tylko „aktywność językowa zorientowana na nawiązanie lub podtrzymanie kontaktu między rozmówcami (nadawcą i odbiorcą)”. Temu samemu służą wtręty, takie jak: wiesz, no, słuchaj, aha, tak, tak.
No i proszę, przekleństwa są takie brzydkie, a takie pożyteczne! Tymczasem (nieliczni) badacze przekleństw ubolewają, że ta sfera werbalnej aktywności człowieka w bardzo niewielkim stopniu doczekała się naukowego opisu. Gdyby ktoś zatem łączył swą przyszłość z nauką i szukał niewyeksplorowanej niszy: oto jest.
Roboty będzie od jasnej cholery.

Olga Wożniak
“Przekrój” 22/2009

http://przekroj.com.pl/cywilizacja_spoleczenstwo_artykul,4836,0.html

Opublikowany w biologia, ewolucja | Otagowane: | Zostaw Komentarz »

Children of Evolution

Opublikował/a psychoneurocybernauta w dniu marzec 3, 2009

Opublikowany w biologia, ewolucja | Otagowane: | 1 komentarz »

Czym jest mit?

Opublikował/a psychoneurocybernauta w dniu styczeń 23, 2009

Istoty ludzkie zawsze tworzyły mity. Archeologowie odkopali neandertalskie groby zawierające broń, narzędzia i kości zwierząt ofiarnych; wszystkie te przedmioty sugerują wiarę w przyszły świat, podobny do świata owych ludzi. Być może wśród neandertalczyków krążyły opowieści o życiu, jakim cieszą się ich zmarli towarzysze. Z pewnością zastanawiali się oni nad śmiercią, lecz w sposób odmienny od innych, bratnich stworzeń. Zwierzęta przypatrują się umieraniu innych zwierząt, ale później, o ile możemy sądzić, kwestia ta już ich nie zaprząta. Groby neandertalczyków pokazują jednak, że gdy owi pierwotni ludzie uświadamiali sobie własną śmiertelność, tworzyli coś w rodzaju przeciwnarracji, pozwalającej im jakoś godzić się z tą sytuacją. Zdaje się, że neandertalczycy, grzebiąc swych towarzyszy z taką pieczołowitością, wyobrażali sobie, iż widzialny, materialny świat nie jest jedyną rzeczywistością. Wygląda więc na to, że już bardzo wcześnie wyróżnikiem ludzi stała się zdolność do wybiegania myślą poza codzienne doświadczenie.

Jesteśmy istotami poszukującymi sensu. Psy, wedle tego, co wiemy, nie dręczą się swoją psią sytuacją, nie martwią się losem psów w innych częściach świata ani nie próbują spojrzeć na własne życie z jakiejś innej perspektywy. Za to my, ludzie, łatwo popadamy w rozpacz, toteż od samego początku wymyślaliśmy historie, dzięki którym mogliśmy własne życie umieszczać w szerszym kontekście, odkrywać jego głębszą struk­turę i mieć poczucie, że wbrew całej jego oczywistej nędzy i chaosowi ma ono sens i wartość.

Inną osobliwą cechą ludzkiego umysłu jest to, że może on mieć idee i doświadczenia nie dające się wyjaśnić racjonalnie. Mamy wyobraźnię, zdolność pozwalającą nam na myślenie o czymś, co nie jest bezpośrednio obecne, i co w chwili, gdy o tym po raz pierwszy myślimy, nie ma obiektywnego bytu. To właśnie wyobraźnia jest władzą wytwarzającą religię i mitologię. Myślenie mityczne ma obecnie złą opinię; często je dyskwalifikujemy jako nieracjonalne i wygodnickie. Ale to również władza wyobraźni pozwoliła uczonym odkryć nową wiedzę i wynaleźć techniki, dzięki którym niepomiernie wzrosła nasza skuteczność. Wyobraźnia uczonych umożliwiła nam podróże w przestrzeni międzyplanetarnej i chodzenie po Księżycu, co niegdyś możliwe było tylko w świecie mitu. Zarówno mitologia, jak i nauka poszerzają pole możliwości człowieka. Przekonamy się, że celem mitologii, podobnie jak nauki i techniki, nie jest wyłączanie nas ze świata, lecz umożliwianie intensywniejszego w nim życia.

Neandertalskie groby mówią nam pięć ważnych rzeczy o micie. Po pierwsze, niemal zawsze zakorzeniony jest on w doświadczeniu śmierci i lęku przed unicestwieniem. Po drugie, kości zwierzęce świadczą, iż pochówkowi towarzyszyła ofiara. Mitologia zwykle jest nieoddzielna od rytuału. Wiele mitów nie ma żadnego sensu w oderwaniu od powołującego je do życia dramatu obrzędowego i są one niezrozumiałe w kontekście świeckim. Po trzecie, mit neandertalski był w jakiś sposób przywoływany obok grobu, u kresu ludzkiego żywota. Najbardziej sugestywne mity dotyczą sytuacji krańcowych i zmuszają nas do wyjścia poza nasze doświadczenie. Są chwile, gdy wszyscy, w taki bądź inny sposób, musimy pójść tam, gdzieśmy jeszcze nigdy nie byli, i zrobić coś, czegośmy nigdy wcześniej nie robili. Mit dotyczy tego, co nieznane, na co zrazu nie mamy słów. Mit spogląda więc w samo serce wielkiego milczenia. Po czwarte, mit nie jest historią opowiadaną dla niej samej; wskazuje nam on drogę postępowania. W neandertalskich grobach zwłoki często układano w pozycji embrionalnej, jak gdyby do ponownych narodzin; następny krok musiał uczynić sam umarły. Mit prawidłowo zrozumiany ustawia nas we właściwej – duchowej bądź psychologicznej – pozycji do prawidłowego działania w tym bądź przyszłym świecie.

Wreszcie wszelka mitologia mówi o innym wymiarze, istniejącym równolegle do naszego świata i w jakimś sensie go podtrzymującym. Wiara w tę niewidzialną, lecz potężniejszą rzeczywistość, zwaną nieraz światem bogów, jest podstawowym tematem mitologii. Nadano jej nazwę “filozofii wieczystej”, gdyż kształtowała ona mitologię, obrzędy i organizację wszystkich społeczeństw przed narodzinami naszej naukowej nowoczesności i także obecnie nadal oddziałuje na społeczeństwa bardziej tradycyjne. Filozofia wieczysta głosi, że wszystko, co wydarza się w tym świecie, co tu, na tym padole, słyszymy i oglądamy, ma swój odpowiednik w dziedzinie boskiej, bogatszej, silniejszej i trwalszej niż nasza1. Oraz że wszelka rzeczywistość ziemska to tylko blady cień jej prawzorca, archetypu, którego jest ona jedynie ułomną kopią. Tylko przez uczestnictwo w tym boskim życiu śmiertelne i kruche istoty ludzkie mogą urzeczywistnić swój potencjał. Mity zarysowały wyraziście rzeczywistość intuicyjnie wyczuwaną przez ludzi i nadały jej formę. Mówiły im o postępkach bogów – nie po to, by zaspokoić ich czczą ciekawość lub ich rozerwać, lecz aby umożliwić im naśladowanie owych potężnych istot i przeżywanie boskości w samych sobie.

My, żyjący w kulturze naukowej, często mamy nazbyt uproszczone wyobrażenie o boskości. W dawnym świecie “bogowie” rzadko bywali traktowani jako istoty nadprzyrodzone o odrębnych osobowościach, bytujące w jakiejś zupełnie osobnej metafizycznej sferze. Sednem mitologii nie była teologia (w sensie współczesnym), lecz ludzkie doświadczenie. Ludzie uważali, że bogowie, ludzie, zwierzęta i przyroda są wzajem ściśle powiązani, podlegają tym samym prawom i składają się z tej samej boskiej substancji. Początkowo nie było żadnej ontologicznej przepaści między światem bogów a światem ludzi. Gdy ludzie mówili o rzeczach boskich, zwykle mieli na myśli jakiś aspekt doczesności. Sama wręcz egzystencja bogów nierozerwalnie wiązała się z istnieniem burzy, morza, rzeki czy też potężnych ludzkich emocji – miłości, wściekłości, pożądania – które w pewnych chwilach jakby przenosiły mężczyzn i kobiety na inną, wyższą płaszczyznę istnienia, skąd widzieli świat nowymi oczyma.

Mitologia miała zatem pomagać nam radzić sobie jakoś z problemami człowieczego losu. Pomagała ona ludziom odnajdywać swoje miejsce w świecie i właściwy kierunek. Wszyscy chcemy wiedzieć, skąd przyszliśmy; ponieważ jednak nasze najwcześniejsze początki toną we mgle prehistorii, stworzyliśmy sobie mity o naszych przodkach – mity nie będące historią, lecz pomagające nam wyjaśniać nasze codzien­ne postawy względem otoczenia, sąsiadów i zwy­czajów. Chcemy także wiedzieć, dokąd zmierzamy, wymyśliliśmy więc historie mówiące o życiu pozagrobowym – choć, jak się przekonamy, niewiele mitów przewiduje dla ludzi nieśmiertelność. Pragniemy też wyjaśnić owe wzniosłe chwile, gdy zdaje się nam, że coś przenosi nas gdzieś daleko poza sferę naszych zwykłych trosk. Bogowie pomagali objaśniać doświadczenie transcendencji. Filozofia wieczysta wyraża wrodzone nam poczucie, że w istotach ludzkich i w świecie materialnym kryje się coś więcej niż tylko to, co widzimy.

Karen Armstrong


KRÓTKA HISTORIA MITU
(A SHORT HISTORY OF MYTH)

fragment książki

Opublikowany w ewolucja | Otagowane: , | Zostaw Komentarz »

Ewolucja mózgów.

Opublikował/a psychoneurocybernauta w dniu styczeń 7, 2009

Mózgi zwierząt

Ameby, powstałe prawie 4 mld latu nie mają układu nerwowego, podobnie wielokomórkowe gąbki; dopiero meduzy mają zaczątki nerwów .
Pierścienice, jak ich poprzedniczki sprzed 500 milionów lat (Kambr), mają zwój nerwowy w głowie oraz brzuszny pień nerwowy.
Dlaczego mamy skrzyżowane wiązki nerwów? Bo pierścienice mają odruch skręcający!
Ryby mają mózg, móżdżek, opuszkę węchową i rdzeń kręgowy. Pierwsze ryby z okresu syluru (440 mln lat temu) miały już zróżnicowany układ nerwowy.
Konik polny ma ok. 16.000 neuronów. Owady powstały w dewonie, ok. 400 mln lat temu.
Mózg gadów jest wyraźnie większy i podzielony na dwie półkule. Głowa jest wysunięta do przodu, zgodnie z kierunkiem poruszania się, umożliwia to szybkie reakcje. Mózg reguluje homeostazę, przetwarza dane zmysłowe i umożliwia złożone zachowania motoryczne.
Ssaki, powstałe w okresie jurajskim (ponad 200 mln lat temu) mają znacznie większe mózgi z rozbudowanym układem limbicznym i rozrośniętą korą.
Ptaki mają złożone mózgi z rozbudowanym układem limbicznym, ale ich kora mniejsza jest od ssaków.
Australopitek (4-5 mln lat, czaszka < 0.5 litra);
Homo habilis (2,5 mln lat, 0,65 l);
Homo erectus (1.5 mln lat, 1 l);
Homo neandertalis (1,6 l) oddzielił się od przodków Homo sapiens 250.000 lat temu,
ostatni neandertalczyk żył ok. 35.000 lat temu.
Porównanie wielkości mózgów zwierząt i człowieka.
Porównanie mózgów zwierząt z uwzględnieniem kory i móżdżka.

http://www.fizyka.umk.pl/~duch/Wyklady/kog-m/01.htm

Opublikowany w ewolucja | Zostaw Komentarz »

Ewolucja, bóg, paleobiologia

Opublikował/a psychoneurocybernauta w dniu grudzień 31, 2008

Rozmowa z Profesor Zofią Kielan-Jaworowską — paleobiologiem, laureatką polskiego Nobla – Nagrody Fundacji na rzecz Nauki Polskiej 2005.

Rzeczpospolita: „Chrześcijanin może wierzyć w bożą opatrzność i równocześnie, że życie może rozwijać się w procesach przypadkowych mutacji i naturalnej selekcji” – stwierdził dyrektor Watykańskiego Obserwatorium Astronomicznego. Czy naukowiec również może?

prof. Zofia Kielan-Jaworowska: Mam kilku kolegów, którzy to potrafią, choć ja nie wiem, w jaki sposób. Najwyraźniej jest im to potrzebne. Kiedyś jeden z przyjaciół powiedział mi z pewną wyższością, że nie każdy ma zdolność odczuwania pojęcia Boga. Odpowiedziałam mu, że mam zdolność odczuwania tego, co on nazywa Bogiem, a ja nazywam wszechświatem, ale nie mogę zaakceptować tego pojęcia według wyobrażeń pasterzy z Mezopotamii sprzed pięciu tysięcy lat. Uważam, że ludzie, nie potrafiąc zrozumieć nieskończonego wszechświata, stwarzają sobie jego symbol w postaci Boga. Wielu twierdzi, że człowiek został przez niego stworzony, gdy tymczasem sytuacja jest dokładnie odwrotna. To człowiek stwarza bogów — substytuty rzeczywistości, gdyż ułatwia mu to zaakceptowanie tego, czego nie rozumie.

W sporze o początek powstania świata, jaki trwa między ewolucjonistami a zwolennikami teorii inteligentnego projektu, stoi pani po stronie tych pierwszych.

Oczywiście, tak jak wszyscy paleontolodzy. Teoria inteligentnego projektu powstała na południu Stanów Zjednoczonych, bardziej zacofanym niż północ. W kilku amerykańskich miastach zbudowano ostatnio muzea ewolucji odtworzonej w sposób, w jaki opisuje ją Biblia. Ja mam wielu przyjaciół wśród tamtejszych paleontologów i żaden z nich nie przyjmuje teorii inteligentnego projektu. Jest ona bowiem sprzeczna z naszym doświadczeniem i wiedzą. Jak wykształcony człowiek może wierzyć, że magicznym zaklęciem Bóg stworzył człowieka, a następnie wyjął z niego żebro i stworzył kobietę? Zadziwia mnie to, że miliard ludzi na świecie bezkrytycznie przyjmuje te adoptowane na potrzeby Starego Testamentu i błędnie przetłumaczone sumeryjskie teksty. Wiedza o wszechświecie tych, którzy kilka tysięcy lat temu pisali Stary Testament, była o niebo mniejsza niż uczniów współczesnych szkół podstawowych. Pełen jest on naiwnych sprzeczności, na przykład takich, że pierwszego dnia Bóg stworzył światło, a Słońce stworzył dnia czwartego. Skoro nie było Słońca, to skąd przez pierwsze trzy dni brało się światło na Ziemi?

Czy w procesie ewolucji, który pani badała, wszystko jest wytłumaczalne, poznany jest cały łańcuch przyczynowo-skutkowy? A może istnieje jednak coś, co można właśnie wytłumaczyć jako dzieło boskie?

Niczego takiego nie ma. Nasza wiedza o ewolucji nie jest pełna, istnieją brakujące ogniwa, gdyż to, co odnajdujemy w ziemi, jest zapewne ledwie jedną milionową tego, co dawniej żyło.

Skoro wiedza jest niepełna, jest więc niedoskonała.

Oczywiście, że jest niedoskonała i nigdy doskonała nie będzie, bo nieskończony wszechświat jest nieogarniony. Nauki przyrodnicze rozwinęły się w ciągu zaledwie ostatnich 200 lat. Przez ten czas małym zespołem ludzi badamy historię Ziemi, która liczy cztery i pół miliarda lat. Mimo to, proces ewolucji jest bardzo dobrze udokumentowany. Luki nie podważają teorii ewolucji i są stale wypełniane.

Jakie luki?

Do niedawna na przykład zagadką było, w jaki sposób powstały wielkie ssaki morskie — wieloryby. Wreszcie w roku 2001 odkryto w Pakistanie szczątki ich przodków, którzy byli już przystosowani do pływania, ale jeszcze mogli chodzić po lądzie. Udowodniono, że wieloryby wyodrębniły się ze ssaków parzystokopytnych. Ale są to tylko niektóre ogniwa długiego szeregu ewolucyjnego i oczekujemy na dalsze odkrycia.

Głosi pani kontrowersyjną tezę, że człowiek pojawił się na Ziemi przez przypadek, mało tego, nawet w ogóle mogło się to nie wydarzyć.

Jestem o tym przekonana. Doszłam do tego wniosku w wyniku badań, jakie prowadziłam przez większą część życia. Zajmowałam się ssakami ery mezozoicznej, które pojawiły się na Ziemi 225 mln lat temu. Od tego czasu należy datować historię powstawania człowieka. Gdyby nie pewne zdarzenia, które zaszły w ciągu pierwszych 160 mln lat historii ssaków, człowiek mógłby rzeczywiście nigdy nie zaistnieć.

Co zadecydowało o tym, że istniejemy?

Ssaki powstały z gadów ssakokształtnych, które pojawiły się na Ziemi mniej więcej 320 mln lat temu. W ich ewolucji wystąpiło rzadkie w historii kręgowców lądowych zjawisko zmniejszania się rozmiarów. Działo się to w karbonie, permie i w triasie, czyli jeszcze do około 230 mln lat temu.

W tym czasie gady ssakokształtne przechodziły ze zmiennocieplności na stałocieplność. W zimnym klimacie, jaki panował w permie, zdolność utrzymania stałej temperatury ciała była korzystna przy dużych rozmiarach, bo zwalniała one proces stygnięcia. Sądzimy, że zwierzęta te nie posiadały jeszcze mechanizmów szybkiego oziębiania ciała. Kiedy klimat zaczął się ocieplać, a pod koniec triasu, 230 mln lat temu robił się już gorący, jedyną możliwością przetrwania powstających wówczas ssaków było drastyczne zmniejszanie rozmiarów i przejście na nocny tryb życia.

Dalsza historia ssaków, a więc powstania człowieka, związana jest z historią dinozaurów…

To prawda. Około 70 proc. współczesnych ssaków jest zwierzętami prowadzącymi nocny tryb życia. To pamiątka z pierwszych 160 mln lat naszej historii, kiedy dzienne nisze ekologiczne zajęte były przez dinozaury. W ich cieniu ssaki żyły przez ponad 2/3 swojej historii. Nie zmarnowały jednak tego czasu. Wykorzystały go do rozwoju mózgu. Nocne zwierzęta musiały mieć wyostrzone zmysły, zwłaszcza węch i słuch. Kiedy 65 mln lat temu, pod koniec okresu kredowego dinozaury wymarły, część ssaków zaczęła stopniowo zajmować ich dzienne nisze ekologiczne i powiększać swoje rozmiary. W rezultacie, gdy w erze mezozoicznej masę większości ówczesnych ssaków mierzymy w gramach, to już po sześciu milionach lat od wymarcia dinozaurów w tonach — różnica miliona razy!

Co po przejściu na stałocieplność i rozwoju mózgu było kolejnym etapem w tym procesie?

Ssaki naczelne, do których i my należymy, zaczęły prowadzić nadrzewny tryb życia. To, że wspinały się pionowo po pniach drzew, wpłynęło na powstanie postawy wyprostowanej. W kończynach górnych rozwinął się przeciwstawny palec, co później umożliwiło wytwarzanie narzędzi. W tym okresie rozwinął się także zmysł równowagi.

Około pięciu i pół miliona lat temu w rejonie Morza Śródziemnego nastąpił okres silnej suszy i zmniejszyła się powierzchnia lasów. Ssaki naczelne mogły już wtedy chodzić na dwóch kończynach i przeszły do życia na sawannach. W ten sposób drogą kolejnych zmian powstał człowiek.

To, o czym pani mówi, w dużej mierze wiadome jest dzięki badaniom skamieniałości. Jak to się dzieje, że na podstawie budowy żuchwy czy miednicy można się tak wiele dowiedzieć?

Anatomia człowieka i innych kręgowców odzwierciedla się w systemie kostnym. U ssaków puszka mózgowa jest całkowicie wypełniona przez mózg. W związku z tym jej wewnętrzny odlew zachowany w stanie kopalnym wygląda niczym ten organ. Widać na nim, jaki kształt miały płaty węchowe, półkule mózgowe, móżdżek, a z tego można wyciągnąć wnioski o rozwoju zmysłów i trybie życia.

Do zbadania budowy mózgu wieloguzkowców — wygasłej grupy pierwotnych ssaków roślinożernych żyjących w erze mezozoicznej — użyłam specjalnego mikrotomu, przyrządu do skrawania metali z nożem zbudowanym z niezwykle twardej stali z dodatkiem tytanu. Zatapiałam czaszki w żywicy epoksydowej i cięłam je na skrawki grubości 25 mikronów (mikron — tysięczna część milimetra). W ten sposób udało mi się właśnie odtworzyć przebieg nerwów, naczyń krwionośnych głowy i budowę mózgu.

Czy podobnie jak przypadkiem pojawiliśmy się na Ziemi, tak przez przypadek możemy z niej zniknąć?

Aby tak się stało, musiałby nastąpić kataklizm tak wielki, że zniszczyłby całe życie na Ziemi. Nie wyobrażam sobie, by to się stało zanim nasze Słońce po dalszych siedmiu miliardach lat istnienia zacznie wchodzić w postać czerwonego olbrzyma, by w efekcie zgasnąć. Jest więc dość czasu, by znaleźć sposób na kontynuację trwania nas samych i innych gatunków tam, gdzie nie dotrze zabójczy żar podstarzałego Słońca. Może tego dokonać tylko ludzki mózg, owoc ewolucji.

Rozmawiała Izabela Redlińska.

Tekst opublikowany pierwotnie w dzienniku „Rzeczpospolita”, 7.4.2006.

Opublikowany w biologia, ewolucja | Otagowane: , , , | Zostaw Komentarz »

Przebudzenie Homo sapiens

Opublikował/a psychoneurocybernauta w dniu listopad 13, 2008

Przebudzenie Homo sapiens

Marcin Ryszkiewicz

Zobacz powiększenie

Fot. AP

Dlaczego ok. 60 tys. lat temu nasi przodkowie wyemigrowali z Afryki i zasiedlili całą Ziemię? Czy coś ich do tego zmusiło, np. zmiana klimatu? Nie, oni ruszyli w świat po prostu dlatego, że mogli, bo “obudzili się intelektualnie” – twierdzą naukowcy w dzisiejszym “Science”

Zobacz powiekszenie

Fot. MICHEL ALAIN GARCIA AP

Ten odcisk dziecięcej stopy sprzed ok. 30 tys. lat naukowcy znaleźli w 1994 r. w jaskini na południu Francji. Ściany jaskini pokrywały liczne rysunki, m.in. koni. Na cześć jednego z odkrywców nazwano to miejsce Jaskinią Chauvet Jeszcze całkiem niedawno wszystko wydawało się proste. Dzieje człowieka współczesnego zaczęły się wraz z przybyciem przed z górą 40 tys. lat kromaniończyków do zamieszkanej przez neandertalczyków Europy – i szybkiego wyparcia lub eksterminacji tubylców.Kontrast między nimi a “nami” był ogromny. Gdy neandertalczycy “od zawsze” produkowali takie same narzędzia kamienne (tzw. kultury mustierskiej), nie znali sztuki, żyli w izolowanych grupach, nie eksplorowali nowych lądów, nowych idei ani nowych wynalazków – to przybysze z południa wytwarzali zróżnicowane narzędzia kamienne, produkowali z kości i rogów igły, szydła i haczyki na ryby, przyozdabiali ciała, prowadzili wymianę towarów z bliskimi i dalszymi grupami ludzkimi, no i – to symbol nowych czasów – wytwarzali dzieła sztuki, pokrywając z czasem malowidłami niemal wszystkie nadające się do tego ściany jaskiń i występy skalne. Ten złożony zespół idei i wynalazków nazwano kulturą oryniacką, a ów intelektualny przeskok w naszych dziejach uznano za pierwszą wielką rewolucję (górnego paleolitu).Odtąd historia człowieka zaczęła przyśpieszać, kultury następowały po sobie (grawecka, solutrejska, magdaleńska , epoka miedzi, brązu, żelaza – aż po dzisiejsze komputery i rakiety), przyszły nowe rewolucje – neolityczna (rolnicza), przemysłowa, informatyczna, a ekspansja geograficzna na nowe lądy i wyspy oceaniczne doprowadziła do lądowania na Księżycu i powstania globalnej wioski na Ziemi.

Trudno się dziwić, że tak wielką wagę przywiązywano do tej pierwszej rewolucji, która wszystko zaczęła – wedle obrazowego sformułowania Jareda Diamonda był to Wielki Skok Naprzód, a jego siłą napędową był język, który wtedy się pojawił w niemal gotowej postaci. Było to zgodne z poglądami Noama Chomsky’ego o gramatyce uniwersalnej, która – może za sprawą mutacji genowej – została wtedy “wgrana” w struktury naszego mózgu. Dlatego wszystkie języki są dziś równorzędne – bo wszystkie opierają się na tej samej gramatyce, która powstała tylko raz. A język pozwolił na kumulację wiedzy i przekazywanie doświadczeń, co sam mechanizm ewolucji przestawiło na nowe tory – dziedziczenie idei może być szybkie, kumulatywne i “poziome”, inaczej niż powolne, statyczne i “pionowe” dziedziczenie genów. Zdobycie Księżyca było już – potencjalnie – wpisane w ów podbój Europy i konfrontację z neandertalczykami, której wynik był z góry przesądzony.

Nie wielki skok, ale małe skoki w bok

Ale ta bardzo zgrubnie zarysowana wizja zaczęła się ostatnio chwiać pod wpływem ciosów, które spadają na nią z wielu stron równocześnie. Owszem, w Europie tak to mniej więcej wyglądało (choć neandertalczycy nie odeszli od razu, a pod koniec zaczęli nawet stwarzać zręby swej własnej rewolucji górnego paleolitu), ale Europa to nie cały świat. A gdzie indziej sprawy wyglądały inaczej.

Przede wszystkim więc okazało się, że nowi ludzie i nowe wynalazki nie pojawili się najpierw w Europie. Kluczowe były znaleziska z Australii, gdzie ludzie zawitali o kilka lub kilkanaście tysięcy lat wcześniej, bo już 50, a może nawet 60 tys. lat temu. Wcześniejsza od europejskiej była też kolonizacja Nowej Gwinei, a znaleziska z Chin i Malajów wskazują, że i tam koloniści z Afryki przybyli, zanim ktokolwiek zakłócił spokój europejskich neandertalczyków.

Innych przełomowych znalezisk dostarczyła archeologia afrykańska, zwłaszcza z południa tego kontynentu. W Afryce, jak i w Europie wyróżniano dotąd środkową i górną epokę kamienia, ale w wielu miejscach RPA odkryto stanowiska ludzi behawioralnie współczesnych, żyjących tam na długo przed początkiem owej górnopaleolitycznej rewolucji. Przy czym wyznaczniki tej rewolucji w różnych miejscach były inne (w jednych ozdoby ciała i narzędzia kościane, w innych barwniki, gdzieniegdzie pierwociny symbolicznej sztuki itp.), a nigdzie nie występowały – jak w Europie – w postaci gotowego zestawu wszystkich elementów naraz.

Dzieje człowieka współczesnego zaczęły się wraz z przybyciem przed z górą 40 tys. lat kromaniończyków do zamieszkanej przez neandertalczyków Europy – i szybkiego wyparcia lub eksterminacji tubylców

Nowych przemyśleń dostarczyła też lingwistyka, która pokazała, że język nie pojawił się od razu w gotowej postaci, ale ewoluował od wczesnych wersji, bez gramatyki, po kolejno coraz bardziej dojrzałe jego formy, generowane zapewne przez dzieci (pokazały to badania nad przejściem od współczesnych protojęzyków pidżinowych do kreolskich).

Wreszcie, najpoważniejszy cios przyszedł ze strony archeogenetyki, która odtwarza ludzkie dzieje przez porównywanie sekwencji DNA – głównie w mitochondriach i chromosomie Y. Pokazała ona, że droga z Afryki nie prowadziła wcale przez Synaj i Bliski Wschód do Europy, ale przez Morze Czerwone i dalej wzdłuż wybrzeży aż do Australii (to dlatego “odkryto” ją wcześniej niż Europę) i wyruszyli w nią nie mieszkańcy sawann i stepów, ale związani z oceanem poszukiwacze owoców morza. Tego nikt się nie spodziewał.

Nic tu się z pierwotną hipotezą wielkiego skoku nie zgadzało. Wygląda raczej na to, że było dużo małych kroków w różnych kierunkach i że zamiast Długiego Marszu (by pozostać przy chińskiej symbolice) mieliśmy do czynienia z krótkimi wycieczkami, które często prowadziły donikąd.

Intelektualny zryw na południu Afryki

By sprawdzić, jak to w szczegółach mogło wyglądać, międzynarodowy zespół kierowany przez Zenobię Jacobs z Australii postanowił przebadać wszystkie znane stanowiska z RPA i okolic (Namibia, Lesoto), gdzie znaleziono przejawy górnopaleolitycznej kreatywności w osadach środkowej epoki kamienia. Chodziło głównie o to, by za pomocą najnowszych metod datowania ustalić, kiedy dokładnie te pierwsze przebłyski kognitywnego geniuszu nastąpiły, jak długo trwały, czy wszędzie były równoczasowe i co z tego może wynikać.

Rezultaty tych prac opublikowane w dzisiejszym numerze “Science” są bardzo ciekawe. Na południu Afryki już w środkowej epoce kamienia rozwinęły się dwukrotnie obejmujące znaczne obszary kultury górnopaleolityczne bazujące na symbolach, planowanej wytwórczości, wrażliwości na piękno i – zapewne – języku, i obie, jak się zdaje, upadły: w późniejszych osadach nie ma już śladów tego typu aktywności. Pierwsza z nich, znana jako Howieson’s Poort, rozwijała się przez 5,3 tys. lat (od 64,8 do 59,5 tys. lat temu), druga – bardzo krótkotrwała (zwana Still Bay) – przez zaledwie 900 lat (między 71,9 a 71 tys. lat temu). Ponadto, co zaskakujące, nie było między nimi ciągłości – obie przedziela liczący 6,7 tys. lat okres niemy, bez żadnych intelektualnych dokonań.

Co z tego może wynikać? Te dwa okresy kreatywności na południu Afryki przypadają na okres wyjścia z Afryki przez Morze Czerwone, a ten exodus, podobnie jak samo intelektualne przebudzenie, zapoczątkował pierwszą, największą rewolucję w dziejach człowieka i życia na Ziemi w ogóle. Stąd pokusa, by oba wydarzenia łączyć, co autorzy sugerują, wybijając nawet ten możliwy ciąg zdarzeń w tytule swego artykułu.

Kultury następowały po sobie – grawecka, solutrejska, magdaleńska , epoka miedzi, brązu, żelaza, aż po dzisiejsze komputery i rakiety, przyszły nowe rewolucje – neolityczna (rolnicza), przemysłowa, informatyczna, a ekspansja geograficzna na nowe lądy i wyspy oceaniczne doprowadziła do lądowania na Księżycu i powstania globalnej wioski na Ziemi

Trudno jednak zrozumieć jak te dwa efemeryczne intelektualne zrywy na południu Afryki wpłynąć miały na decyzję małej grupy ludzi na drugim krańcu kontynentu, by przepłynąć wąską wtedy cieśninę Bab el Mandab. Ostrożność jest tu wskazana – do niedawna również wcześniejsze o dwa miliony lat pierwsze wyjście z Afryki łączono z narodzinami w Afryce nowego, długonogiego, wielkomózgiego i technologicznie bardziej zaawansowanego gatunku (H. erectus), gdy tymczasem znaleziska z Gruzji (Dmanisi) pokazały, że ów pierwszy eksplorator był właśnie istotą wyjątkowo mało jak na Afrykę zaawansowaną anatomicznie i technologicznie.

Wielkie epopeje mają często bardzo skromne i całkiem przypadkowe początki.

Ciekawsze może być co innego – jeśli języki pojawiały się i zanikały w małych izolowanych populacjach i jeśli – jak sama górnopaleolityczna nowoczesność – powstawały metodą prób i błędów, a ich gramatyka nie jest tak bardzo uniwersalna, to może i dogmat o ich pełnej równorzędności też zacznie się kruszyć. Być może nadszedł już czas, by i na języki świata spojrzeć mniej politycznie poprawnym okiem.

Źródło: Gazeta Wyborcza
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80355,5867658,Przebudzenie_Homo_sapiens.html

Opublikowany w ewolucja | Otagowane: | Zostaw Komentarz »

Raj bez jaj. Piekło bez cipek.

Opublikował/a psychoneurocybernauta w dniu październik 2, 2008

“Człowiek bez Boga jest jak ryba bez roweru.” – znalezione na ścianie męskiej toalety w pubie Larry’ego Blake’a w 1977 roku w Berkeley

wizja “Raj bez jaj. Piekło bez cipek.” i na dodatek stan trwający wieczność w sytuacji, kiedy większość ludzi, nie jest w stanie wysiedzieć w kościele przez godzinę myślą, a myślą, że wysiedzą całą wieczność, chyba o to chodzi teistom o tę nieśmiertelność, zapewne dlatego że zjedli owoc nie z tego drzewa, zjedli “dobro i zło”, a zapomnieli o “wiecznym życiu”, lecz poco rozpamiętywać stare sprawy rodzinne, w końcu Adam i Ewa to nasza rodzina, na moje było minęło, ja do nich nie mam żalu, lecz jeśli Adam i Ewa to alegoria, to jak przyznają kreacjoniści, “owoc” nie został zerwany, nie było nieposłuszeństwa, nie było też grzechu pierworodnego, a to oznacza, że nie ma śmierci, przecież to jesteśmy śmiertelni poprzez grzech pierworodny (jak pisałem ze złego drzewa…) no i dodatkowo kobieta musi rodzić w bólach i tak dalej i tak dalej, każdy zna naszą rzeczywistość, budda mówił że mamy cztery cierpienia na które nie mamy wpływu (narodziny, choroba, starość, śmierć) lecz skoro Adam i Ewa to tylko alegoria to dlaczego umieramy, musi być jakaś inna przyczyna tego, jakakolwiek by ona nie była jedno jest pewne śmierć Jezusa była tylko jedną z wielu bezsensownych śmierci w tamtym czasie, na pewno nie mogła być zbawieniem bo nie było od czego zbawiać! i to jest jedyna prawda jaką mogę zaakceptować np u Dawkinsa, kreacjonizm nie ma szans z ewolucją, na pewno ewolucja przejdzie jeszcze wiele transformacji, choćby tak dziwną jak propozycja Terence McKenna “Skoro już w XIX wieku zgodziliśmy się przyznać, że człowiek pochodzi od małpy, najwyższy czas pogodzić się z faktem, że były to naćpane małpy.” ale na pewno nie będzie to historyjka o dwójce pierwszych ludzi, byliśmy stadem

Pokarm bogow – Terence McKenna (*.pdf)

Opublikowany w ewolucja, magia, teizm | Otagowane: , , , , , , | Zostaw Komentarz »